RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Pycha kroczy przed upadkiem. Żałosny koniec „arystokraty” dziennikarstwa

Tomasz Lis (fot. Forum/ Andrzej Hulimka)
Tomasz Lis (fot. Forum/ Andrzej Hulimka)

Najnowsze

Popularne

Przez lata mówili Polakom, jacy powinni być. Jak powinni myśleć. Jak żyć. Kogo kochać, kogo nienawidzić. Rościli sobie prawo do decydowania o tym, co jest prawdą, a co kłamstwem. Byli sędziami, oskarżycielami i obrońcami w jednym. Jednak medialna otoczka nie broni przed wszystkim. Brudy potrafią wyjść nawet po dłuższym czasie. Upadek salonowych medialnych gwiazd – dziś Tomasza Lisa, niedawno Piotra Kraśki, a wcześniej choćby Kamila Duroczka – pokazuje, jacy ludzie, z jakimi charakterami, wartościami i moralnością, byli przez lata wynoszeni do miana ikon dziennikarstwa w Polsce.

„Autokrata, kij i wybuchy złości”. Nowy naczelny „Newsweeka” przerywa milczenie nt. Tomasza Lisa

Jego styl zarządzania redakcją opierał się raczej na używaniu kija niż marchewki. Wybuchy złości, nieustająca presja sprawiały, że nie wszyscy...

zobacz więcej

Sprawa oskarżeń pod adresem Tomasza Lisa o mobbing, wyzywanie, poniżanie, seksistowskie i homofobiczne żarty kolejny już raz w ostatnim czasie przywołała dyskusję o tym, jacy ludzie w świecie dziennikarskim roszczą sobie prawo do stawiania się w roli autorytetów moralnych i „dysponentów prawdy”.

Jak informowała Wirtualna Polska, pierwsze potwierdzone zgłoszenie w sprawie zachowań Lisa ma pochodzić z 2018 r., a w kolejnych latach alarmujących doniesień było więcej. Nie było na to jednak reakcji niemieckiego wydawcy „Newsweeka” - Ringier Axel Springer Polska (RASP; także właściciela m.in. Onetu i Faktu), w której był on zatrudniony przez dekadę jako redaktor naczelny.

Gdy jednak pod koniec maja RASP rozwiązał w trybie natychmiastowym umowę z Lisem, wiadomo już było, że nie uda mu się tychże oskarżeń zbyć ostentacyjnym machnięciem ręki.

Miarka się – widocznie – przebrała.

To się tak nie skończy, panowie


Lis bronił się w TOK FM mówiąc, że mamy do czynienia jedynie z zestawem „półprawd, ćwierćprawd, rozdmuchanych i poprzekręcanych”, opartych „na zeznaniach i wyznaniach dwóch osób”, które według niego „w stu procentach zasadnie” usunął z redakcji.

Jeśli jednak ktoś – czytaj Lis – liczył, że na tym się skończy, to się przeliczył.

Jeśli zaś RASP myślał, że wyrzucenie go i zatrudnienie w jego miejsce Tomasz Sekielskiego, a także poinformowanie o działaniu specjalnej komisji zakończy tę sprawę, to także był w błędzie.

Kij, nie marchewka


Sekielski we wstępniaku, już w roli naczelnego, zapewnił, że „nie zamierza udawać, że nic się nie stało” i ocenił – na bazie własnych z Lisem doświadczeń – że styl zarządzania przez niego redakcją „opierał się raczej na używaniu kija niż marchewki”, a „wybuchy złości, nieustająca presja sprawiały, że nie wszyscy wytrzymywali tę swoistą tresurę”.

Zobacz także: Lis nie wyleciał za mobbing? „Powody są znacznie gorsze”

Co działo się w „Newsweeku”? Kolejny dziennikarz opisuje szczegóły

Tomasz Lis na spółkę z wydawcą „Newsweeka”, firmą RASP, zrobili wszystko, by opinia publiczna nie dowiedziała się, „jak jest”. I – sądzę – nie...

zobacz więcej

Sprawa żyje dalej. Kolejne osoby odsłaniają zawiły splot toksycznych relacji w „Newsweeku”, a RASP będzie musiał odpowiedzieć na wiele pytań. Albo inaczej, tym razem będzie musiał odpowiedzieć, gdyż w piątek w redakcji kontrolę rozpoczęła Państwowa Inspekcja Pracy.

To nie spodobało się Wojciechowi Maziarskiemu, który ocenił, że to działanie „odsłania putinowską naturę państwa PiS”. Szczerze? System stworzony przez Putina powszechnie określany jest jako neofaszystowski, a Kreml, jeszcze przed inwazją na Ukrainę, zniszczył całkowicie opozycję wewnętrzną i wszystkie niezależne media. Maziarski to wie i stawia znak równa się. Nie mam słów…

Są pytania, nie ma odpowiedzi


Wcześniej, na przełomie września i października 2018 roku, po tym, jak do redakcji portalu tvp.info zgłosił się jeden z pracowników „Newsweeka”, twierdząc, że był ofiarą niewłaściwego zachowania Lisa, redaktor naczelny portalu Samuel Pereiera wysłał maila do ponad 20 osób zajmujących najważniejsze stanowiska w RASP. Nie doczekał się jednak odpowiedzi.

Od niemieckiego wydawnictwa doczekał się jedynie pozwu za swoje wpisy – opinie dotyczące publikacji w mediach, których właścicielem jest RASP, a także zatrudnionych tam osób.

O ile mi się wydaje, Wojciech Maziarski tego w żaden sposób nie skomentował – a szkoda.

Oskarżenie za oskarżeniem


Teraz jednak mamy do czynienia z przełomem. Coraz więcej osób ze środowiska „Newsweeka” ujawnia, co miało tam miejsce w czasach rządów Lisa. Relacja goni relację. Oskarżenia gonią oskarżenia. Także wobec tych, którzy sami oskarżają. Gdy dziennikarka „Newsweeka” Renata Kim przyznała w mediach społecznościowych, że to ona poinformowała przełożonych o zachowaniu Lisa, spadła na nią lawina hejtu. Powinna zapewne, ona i inne osoby, które zarzucają mu mobbing, trzymać język za zębami – „dla dobra sprawy”.

Inspekcja Pracy nie wszczęła kontroli w „Newsweeku”. „Doniesienia medialne to za mało”

Państwowa Inspekcja Pracy nie prowadzi kontroli w redakcji tygodnika „Newsweek Polska”. Doniesienia medialne to za mało – podają Wirtualne Media. O...

zobacz więcej

Kim z kolei oberwało się od Wojciecha Staszewskiego, który napisał, że to z jej powodu musiał pójść do psychoterapeuty i zarzucił jej, że w ostatnim roku swojej pracy bardziej go stresowała niż Lis. Dodał przy tym, że nie ma do Kim żalu, podkreślając, że „Renata była tak silnie mobbowana przez Lisa, że odreagowywała to na zespole”.

Staszewski jest przy tym przekonany, że to nie ona stoi za powiadomieniem szefów wydawnictwa o zachowaniu Lisa wobec podwładnych.

Nie dowiemy się prawdy?


Wcześniej zaś, w rozmowie z wp.pl, były sekretarz redakcji gazety Ryszard Holzer ocenił, że Lis wraz z RASP zrobili wszystko, by opinia publiczna nie dowiedziała się, „jak jest”. Uważa on przy tym, że prawda nie ujrzy światła dziennego.

Jego zdaniem po tym, jak Sekielski przyznał, że było źle za czasów Lisa, nikt go już nie będzie oficjalnie bronić, ale zamiast tego będą podejmowane starania, by sprawę „rozmydlić i przynajmniej część winy przypisać dziennikarzom tygodnika”.

Postawił on też poważne zarzuty samemu wydawnictwu, zwracając uwagę, że „te skargi długo były zamiatane pod dywan, a osoby, które Lisowi się przeciwstawiały, traciły pracę bądź też (to m.in. mój przypadek) zostawały przez dział HR zmuszane do przejścia do innych redakcji”.

Holzer wyraził przy tym rozczarowanie tym, że „(…) prezes RASP Polska Marek Dekan i szefowa HR p. Monika Remiszewska nie potrafią wiarygodnie wyjaśnić, czemu nie zareagowali wcześniej”.

Zobacz także: Lis zabrał głos ws. afery mobbingowej: Zestaw rozdmuchanych półprawd


Podobnego zdania jest związany z „Polityką”, a wcześniej m.in. z „Newsweekiem” i „Gazetą Wyborczą” Rafał Kalukin, który uważa, że wciąż nie ujawniono prawdziwego powodu odejścia Lisa. „To przecież oczywiste, że Lisa nie skasowali za żaden mobbing ani skargi sprzed paru lat. Firma doskonale wiedziała, jak zarządzał ludźmi” – zaznaczył.

Kolejny dziennikarz „Newsweeka” ujawnia: Lisa nie skasowali za żaden mobbing

Po tym, jak redaktor naczelny „Newsweeka” został oskarżony przez pracowników o poniżanie i seksizm, w środowisku lewicowych dziennikarzy rozpętała...

zobacz więcej

„Nie stawiaj się Tomkowi”


„Kiedy miałem scysję z Lisem w (chyba) 2013 r., dział HR był wręcz wspólnikiem w heblowaniu mojej skromnej osoby. Wręczono mi tam naganę z jakiegoś powodu z dupy wziętego, czego haerowiec w rozmowie nawet nie ukrywał. Poradził mi tylko, żebym się Tomkowi nie stawiał” – dodał.

To są naprawdę poważne oskarżenia, na które RASP powinien udzielić klarownej odpowiedzi.

Im więcej osób wypowiada się w sprawie Lisa, tym mniej jest głosów go broniących. Jeszcze niedawno Jacek Żakowski przyznał, że Lis „zapewne słusznie przestał być naczelnym” – szkoda jednak, że nie uzasadnił, czemu tak myśli – ale stwierdził przy tym, że „rozdmuchanie” przez media „niepotwierdzonych zarzutów” i „groźnie brzmiących plotek” może mieć złe skutki.

Jakie? A więc złamanie jego kariery, tak jak to miało miejsce w przypadku… Włodzimierza Cimoszewicza czy Józefa Oleksego, którzy zostali skrzywdzeni, jak przekonuje Żakowski, poprzez „pochopne wyciąganie wniosków z doniesień lustracyjnych”.

Utalentowany, perfekcyjny


Monika Olejnik z kolei broniła Lisa pisząc, że „ludzie utalentowani bywają trudni, ambitni, wymagający” i „są perfekcyjni i oczekują tego od innych”.

Acha. Czyli problemem Lisa było to, że inni mu po prostu nie dorównywali talentem i ambicjami, nie byli tak perfekcyjni jak on… Więc w sumie może powinni mu podziękować, że w ten sposób starał się z nich zrobić lepszych dziennikarzy? Pani Moniko? Powinni?

W końcu nie kto inny. jak Wojciech Jaruzelski określił Lisa jako „arystokratę” dziennikarstwa i był on przez lata stawiany przez środowisko liberalno-lewicowo-postkomunistyczne jako wzór, a nawet liczono, i to niedawno, że pójdzie w politykę.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO

Zawsze obiektywny, prawdziwie europejski, otwarty na argumenty, tolerancyjny wobec odmiennych poglądów – Tomasz Lis, a raczej pomnik Tomasza Lisa – rozpada się teraz w proch przez oskarżenia wypływające z bliskiego mu środowiska.

Koniec z dziennikarskim Olimpem


Nie można powiedzieć, że są to ludzie o innym światopoglądzie, przekonaniach politycznych, którzy mają osobiste cele w „niszczeniu” Lisa.

Nie, to jego własne środowisko.

Ale powiedzmy sobie szczerze – że gdyby takie oskarżenia dotyczyły kogoś z „prawicowych” dziennikarzy – środowiska feministyczne, LGBT i inne „równościowe” podnosiłyby o wiele większe larum niż ma to obecnie miejsce – gdyż wciąż na krytykę dziennikarskiego guru decydują się jednostki, a nie „masy”.

Wulgaryzmy, poniżanie i seksistowskie odzywki. Szokujące informacje ws. Tomasza Lisa

Zarząd Ringier Axel Springer Polska zdecydował o natychmiastowym zakończeniu współpracy z Tomaszem Lisem – poinformowała spółka bez podawania...

zobacz więcej

Nie on jeden jednak – spośród medialnych gwiazd III RP – musiał się w ostatnim czasie gęsto tłumaczyć. Niedawno Piotr Kraśko zszokował wielu – gdy okazało się, że przez kilka lat nie płacił podatków.

Wcześniej wiele osób kręciło głową z niedowierzaniem, gdy wysuwane były oskarżenia wobec nieżyjącego już Kamila Durczoka o mobbing i molestowanie seksualne pracownic TVN, o podrabianie podpisu swojej byłej żony na dokumentach i przedkładanie ich w banku, by wyłudzić kredyt hipoteczny i pożyczki i gdy, ostatecznie, pogrążył się spowodowaniem wypadku pod wpływem alkoholu.

Codzienny hejt


Każdy z nich uchodził za wybitnego dziennikarza, mentora, autorytet moralny – rzeczywistość jednak zweryfikowała ich charaktery.

Kolejne weryfikacje mamy prawie codziennie, czasem uda się je ukryć pod medialnym parasolem, wyciszyć, zagadać, rozmyć, czasem się nie da i wpływają na odbiór danej postaci.

Przykład z brzegu - jak niewiele trzeba było redaktorowi naczelnemu Onetu, Bartoszowi Węglarczykowi, który swojego czasu porównał Ukrainki do pracujących robotów, by bezceremonialnie zaatakować podczas dyskusji w TVN 24 Michała Kolanko i przekonywać, że jeśli PiS wygra kolejne wybory, to będzie odbierał prawa homoseksualistom, a obecne wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego w kwestii ideologii LGBT kwitował porównaniami do czasów hitlerowskich.

Znany m.in. z „afery hologramowej” dziennikarz jednym tchem rzucał kolejne oskarżenia, a gdy następnie na Kolankę spłynęła fala internetowego hejtu, Węglarczyk napisał, że jest mu z tego powodu… „niezwykle przykro” i kazał mu się „trzymać”.

Musiał się poczuć głupio, w końcu obrzucił Kolankę najgorszym dla maistreamowych mediów epitetem: „nie zachowuj się jak polityk PiS”.

Zobacz także: Twitter huczy ws. Lisa. Oberwało się Olejnik i Węglarczykowi


Poglądy bowiem, jak wszyscy wiemy, dzielą się na „normalne” i na PiS-owskie, czyli takie, które „wytworzył” w głowach wielu Polaków Jarosław Kaczyński.

Te „normalne” poglądy jednak nie wystarczyły Lisowi i innym medialnym gwiazdom do tego, by zachować swój status. Pan Tomasz będzie musiał się teraz nieźle pogimnastykować, by odpowiedzieć na lawinowo rosnącą liczę oskarżeń. Jego wieloletni pracodawca również.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej