RAPORT

Wojna na Ukrainie

Manasterski: Donald Tusk - inkwizytor, heretyk czy przywódca sekty?

Katolicyzm Donalda Tuska nie jest mocno ugruntowany(fot.  PAP/Adam Kumorowicz)
Katolicyzm Donalda Tuska nie jest mocno ugruntowany(fot. PAP/Adam Kumorowicz)

Podczas bezprogramowej konwencji PO w Radomiu Donald Tusk ni mniej, ni więcej powiedział katolikom, że Bóg chce, by głosowali na niego. Tylko jeśli uwierzymy, że Bóg chce, żeby Tusk rządził Polską, to czy będą potrzebne nam w ogóle wybory?

Franek na rowerze, czyli alkoimmunitet

Franciszek Sterczewski – przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Transportu Rowerowego, młoda gwiazda Koalicji Obywatelskiej podąża śladami...

zobacz więcej

Historia zna przypadki antypapieży, samozwańczych biskupów Rzymu, którzy chcieli decydować o sprawach wiary milionów katolików. Historia zna również przypadki władców, którzy chcieli kontrolować kościół, tak samo jak samo państwo. Donald Tusk zdaje się łączyć w sobie te dwie pokusy.

Być może wynika to z faktu, że katolicyzm tego polityka nie jest mocno ugruntowany. Można zaryzykować nawet tezę, że sprawa jego przynależności do kościoła powszechnego ma naturę pragmatyczną i jej ściśle powiązana z jego planami politycznymi. Wystarczy przypomnieć słynny ślub Donalda Tuska podczas kampanii wyborczej w 2005 r. Dla Tuska sakrament małżeństwa nie był istotny przez 27 lat trwania cywilnego związku (a więc z perspektywy kościoła konkubinatu) w czasie, którego przyszło na świat jego dwoje dzieci. Czy zostały one ochrzczone (to kolejny fundamentalny sakrament dla chrześcijan) i na jakich warunkach nie zamierzam wnikać. Dzisiaj nie jest to jednak sprawa oczywista w przypadku związku niesakramentalnego, a jeszcze mniej oczywista była w latach osiemdziesiątych, kiedy nawet aktyw PZPR starał się potajemnie brać śluby kościelne.

Zapewnienie wakacji dzieciom z Ukrainy to nasza społeczna odpowiedzialność

Według ostatnich danych polskiego Ministerstwa Edukacji i Nauki przed wakacjami w polskim systemie oświaty funkcjonowało blisko 200 tysięcy dzieci...

zobacz więcej

Możemy uznać, że sprawy wiary, przynależności do kościoła to sprawa prywatna polityka. Problem w tym, że Donald Tusk sam świadomie nas epatuje swoim „świadectwem wiary”, nawet jeśli są to gesty pozbawione głębszej treści. Te gesty to ślub kościelny w 2005 r., słynne ocieplające wizerunek rodzinne zdjęciem przed domowym „ołtarzykiem”, opowieści o babci znaczącej bochenek chleba znakiem krzyża. Być może tak Tusk w ogóle postrzega katolicyzm jako zbiór gestów, ceremonii i niezobowiązujących tradycji, z całkowitym pominięciem implikacji etycznych czy moralnych. Dlatego jego deklaracji religijnych nie sposób pogodzić z działaniami politycznymi stojącymi w jawnej sprzeczności z katechezą.

Najjaskrawszy przykład tej sprzeczności, to osobiste zaangażowanie Tuska w krucjatę aborcyjną prowadzoną przez Martę Lempart. Liderkę OSK były premier na wiele sposobów adorował, wspierał słowem i czynem jeszcze jako przewodniczący Rady Europejskiej, później jako szef Europejskiej Partii Ludowej, w końcu jako lider PO, zapowiadając poparcie swojej partii dla aborcji do 12. tygodnia ciąży. Zgodnie z tą zapowiedzią PO głosowało w Sejmie za niezwykle niebezpiecznym projektem liberalizacji prawa aborcyjnego, według którego decyzję o przerwaniu ciąży mogła bez wiedzy rodziców dziewczynka w wieku 13 lat. Nie trzeba w tym miejscu chyba dodatkowo wyjaśniać, jak bardzo kościół katolicki jest przeciwny zarówno aborcji, jak i seksualizacji dzieci oraz ograniczaniu wobec nich praw rodzicielskich.

Rosja chciała zastraszyć NATO. Sojusz udowodnił, że nie będzie ulegał szantażystom

Jeśli Rosja liczyła, że poprzez inwazję na Ukrainę uda jej się wystraszyć Europejczyków i wymusić na nich zaakceptowanie „swojej strefy wpływów” i...

zobacz więcej

Na przeszkodzi przyjaźni Tuska z Lempart (możemy się jej spodziewać na listach KO w wyborach) nie stanęła też wywołana przez OSK potężna fala agresji wobec katolików, z hejtem w internecie, licznymi atakami na zabytkowe kościoły i przypadkami bezpośrednich ataków także na osoby duchowne. Dopiero zdecydowana postawa części środowisk katolickich, które zorganizowały ochotników do ochrony przed szalejącymi antyklerykałami, sprawiła, że emocje opadły. Zachętę do niszczenia świadectwa cywilizacji chrześcijańskiej były m. in. słowa posła PO Sławomira Nitrasa „o opiłowywaniu katolików”. Nitras wypowiedział je podczas ubiegłorocznego „Campusu Przyszłości” organizowanego przez Rafała Trzaskowskiego a sponsorowanego przez niemieckie fundacje. Choć słowa Nitrasa były jednoznaczną pogróżką wobec wierzących, uczestniczący w wydarzeniu Donald Tusk nie tylko nie potępił jego wypowiedzi, ale wręcz usprawiedliwiał Nitrasa, katolika… takiego jak i on.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
Jeśli mówimy o katolicyzmie jako pewnej formie kultywowania tradycji a nie wierze w Boga i wynikających z tego zobowiązaniach, będzie nam łatwiej pogodzić taki „katolicyzm” z bezpardonowymi atakami na przeciwników politycznych, trzymaniem na dystans prawdy, realizowaniem doktryny Neumanna czy szkodzeniu własnej społeczności. Wszak Władimir Putin też uważa się za chrześcijanina i przy okazji świat zapali świeczkę w cerkwi na oczach milionów rosyjskich telewidzów. Problem w tym, że kościół oczekuje, że będziemy swoim życiem dawać świadectwo wierze i zdeponowanym w niej wartościom. Wezwanie do świętości nie jest przeznaczone dla nielicznych i odważnych, ale każdego wierzącego, a od osoby publicznej oczekuje się by była przykładem. Gdyby wybrać Donalda Tuska jako wzorzec postępowania świeckiego katolika, to rzeczywiście lepszym wyjściem byłoby pozostać niewierzącym.

Betonoza nas wykańcza. I to całkiem dosłownie

Najwyższy czas zmienić w Polsce myślenie o tym, jak powinna wyglądać przestrzeń publiczna. Jej dalsze betonowanie, bez uwzględniania nasilających...

zobacz więcej

Być może właśnie najcięższym grzechem Tuska jest jednak jego wypowiedź podczas kolejnej bezprogramowej konwencji Platformy Obywatelskiej w Radomiu. W rodzinnym mieście Ewy Kopacz lider PO przypisał sobie uprawnienia rozstrzygania w sprawach wiary i w inkwizytorskim zapędzie „wyrzucił” poza nawias kościoła katolickiego wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Według Tuska bowiem katolik nie może głosować na PiS, za to zdecydowanie może i powinien głosować na Platformę Obywatelską (a zatem na opiłowywanie przez Nitrasa i aborcję promowaną przez Lempart). W przeciwnym razie – jeśli nie głosuje na Tuska, według lidera PO katolik nie ma prawa nazywać się wierzącym.

Ekskomunika, czyli wyłączenie ze wspólnoty, jest w kościele pewnego rodzaju działaniem ostatecznym, będąca aktem porażki duszpasterskiej. Oznacza, że zbłąkane owieczki nikt już nie jest w stanie sprowadzić na dobrą drogę z powodu jej uporu i uczynków. Lista przewinień jest ściśle określona: wśród nich jest próba zabójstwa (lub zabójstwo) papieża, bezpośrednie naruszenie tajemnicy spowiedzi, samozwańcze przyjęcie sakry biskupiej, apostazja czy schizma. Nie ma na liście ciężkich przewinień skutkujących ekskomuniką głosowania na Prawo i Sprawiedliwość, ani jakąkolwiek inną partię (w tym PO). Ekskomunika może być natomiast karą za przeprowadzenie lub dobrowolne poddanie się aborcji, którą partia Tuska popiera.

Ten sojusz zagraża całemu światu. Rosja i Chiny wznoszą toast za upadek Zachodu

Inwazja Rosji na Ukrainę zbliżyła do siebie dwa totalitarne reżimy w Moskwie i Pekinie. Jeśli ktoś wcześniej wierzył, że Kreml uda się przekupić...

zobacz więcej

Kościół ekskomuniki nigdy nie nadużywał, tym bardziej dziwi, że inkwizytor Tusk użył ją wobec około 10,5 milionów Polaków (to liczba wyborców, którzy poparli w ostatnich przeprowadzonych w Polsce wyborach Andrzeja Dudę, kandydata PiS na prezydenta) zabraniając im identyfikować się z katolicyzmem. Ekskomunikując wyborców PiS jednocześnie spełnił sam co najmniej trzy istotne przesłanki, aby samemu na prawdziwą ekskomunikę zasłużyć. Wyrzucanie z kościoła za popieranie partii konserwatywnej jest z całą pewnością herezją. Próba budowy przez Tuska heretyckiego kościoła PO (popierającego aborcję i inne moralnie wątpliwe działania) jest zaś nawoływaniem do schizmy. Trzecia przesłanka do rozważania, to samozwańcze nadanie sobie biskupich uprawnień do nakładania ekskomuniki.

Szantaż zastosowany w Radomiu przez Donalda Tuska wobec osób wierzących pokazuje jak w rzeczywistości bardzo daleko mu do kościoła katolickiego. Wywieranie presji polityczno-religijnej nie ma nic wspólnego z nauczaniem kościoła, za to jest metodą działania propagujących dżihad ekstremistycznych imamów. Jeśli przysłuchamy się tonom wypowiedzi lidera PO to możemy dojść do wniosku, że taka retoryka jest mu bliska. Tusk przemawia coraz częściej nie jako wytrawny polityk, ale jako przywódca sekty. Dehumanizuje i demonizuje swojego przeciwnika (w praktyce jest nim każdy kto nie chce mu się podporządkować), roztacza apokaliptyczne wizje, zapowiada porządki „żelazną miotłą” przeprowadzone po wyborach. Więcej w tym wszystkim mistyki niż twardych faktów, liczb czy logiki. Być może wynika to poniekąd ze sposobu funkcjonowania PO i wspierających ją elit, postrzegających przez lata Tuska jako Mesjasza, który zjednoczy opozycję i wybawi Polskę od konserwatywnych rządów. Jego wypowiedzi, nawet te na Twitterze, traktowane są w szeregach PO i jego zwolenników jak dogmaty, nawet jeśli są one ze sobą sprzeczne. Manipulacje w ramach sekty stosowane są przecież po to, by nikt nie myślał racjonalnie o tym, co i z kim robi, ale wypełniał polecenia przywódcy-proroka.

Choć obserwatorzy konwencji w Radomiu podkreślali ekstatyczną atmosferę spotkania, na poziom prorocki weszła PO już oficjalnie, po słowach apostołki Tuska, Izabeli Leszczyny, określanej jako główna ekonomistka partii. Podkreślam tę funkcję, ponieważ właśnie w obszarze ekonomii oczekujemy racjonalizmu, logiki i matematycznej precyzji. Tymczasem poseł Leszczyna już zapowiadała, że program PO w obszarze ekonomii zostanie objawiony nam po tym, jak PO wygra wybory, nie wcześniej. Mamy więc PO ślepo wierzyć, że prowadzi nas w stronę dobra a po wyborach stanie się cud. Zakazane jest nie tylko wątpienie, ale nawet zadawanie prorokowi pytań natury precyzyjnej – stąd agresja Tuska wobec dziennikarzy Telewizji Polskiej. Tusk pytany o program odpowiada zresztą podobnie jak Leszczyna – najpierw trzeba wygrać wybory a potem się zajmiemy resztą. Jest wiara, jest nadzieja, jest miłość (własna). Teraz czekamy na cud – niekoniecznie boski. Może być „tuskowy”.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej