RAPORT

Wojna na Ukrainie

Praskie lapidarium

Praga to wyjątkowe miasto (fot. Pexels)
Praga to wyjątkowe miasto (fot. Pexels)

Czeska Praga to wyjątkowe miejsce na mapie świata. Nie trzeba być szczególnie opornym na piękno, żeby szybko zachwycić się tym miastem. Wasz pokorny sługa poszedł o krok dalej i nie dość, że się w nim zakochał, to jeszcze – kiedy może, musi do niego jeździć. Ostatnia okazja to niedawny wspaniały koncert Iron Maiden, po którym udało się porozmawiać z muzykami zespołu, o czym też będziecie mogli przeczytać. Pobyt w Pradze, mieście literackim, wywołał też refleksję na temat Ukrainy przez pryzmat literatury i akurat w tym przypadku nasza, polska, zdaje się wykazywać wyższość.

Literatura kuflowa

Lubię wracać tam, gdzie byłem już – śpiewał nieodżałowanej pamięci mistrz Zbigniew Wodecki. Wasz pokorny sługa podpisuje się pod tymi słowami...

zobacz więcej

Szanowni państwo pozwolą, że odejdę od wykorzystywanej przeze mnie formy „Wasz pokorny sługa”, zapożyczonej zresztą od Borysa Akunina, na rzecz czasowników w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Przez skromność zawsze staram się jej unikać. Co innego, jakbym miał na nazwisko Kapuściński czy Szczygieł, mistrzowie reportażu, ale umówmy się, że Zaranek mógłby im co najwyżej buty czyścić.

Biorąc jednak pod uwagę osobisty charakter reportażu i ograniczoną liczbę synonimów zwrotu „Wasz pokorny sługa”, łatwiej będzie się posłużyć formą „ja”. Czytelników urażonych zuchwalstwem dziennikarskiego anonima, który nagle będzie chciał się popisywać krasopisarstwem i swoimi wynurzeniami najmocniej przepraszam. Ale też zapraszam do lektury i komentowania.

Praga. Hradczany, Most Karola, Wełtawa, Stara Miasto, Mala Strana, Josefov, Vyšehrad, Žižkov – z tymi miejscami zwykle kojarzy się stolica Czech. Do tego piwo, knedliki i dwa rodzaje kapusty. Dla mnie ma ona również wymiar literacki, a przez to duchowy. Praga to także Jaroslav Hašek, Bohumil Hrabal, Ota Pavel, Milan Kundera, Franz Kafka czy Ladislav Klíma.

Literatura


Co takiego jest w Pradze, że nader łatwo oddać się w niej aż takiej refleksji, że na literackiej mapie świata stała się jednym z najważniejszych punktów? Pytanie pozostawiam otwarte, to raczej temat do rozważań akademickich, a ja dopiero przyjechałem do Pragi i muszę znaleźć kufel staropramena bezalkoholowego, bo gorąco jak diabli.

Pokrzepiony piwem mam pierwszą refleksję na temat Pragi, którą zanotowałem w telefonie, żeby jej nie zapomnieć. Człowiek tym różni się od zwierzęcia, że potrafi przekształcać krajobraz, przyrodę według swojego widzimisię. Zwierzę potrafi co najwyżej zostawić odchody, przewracać drzewa, uklepać dojście do wodopoju. Nie jest to szczególnie odkrywcza teza, ale pójdźmy dalej w rozważaniach – przekształcając krajobraz, człowiek nadaje mu charakter wynikający z jego własnej natury w oparciu o zastane warunki.

Daktyle z Bramy Sahary

Tunezja to obok Egiptu ulubiony kierunek wakacyjny Polaków na kontynencie afrykańskim. Ciepłe morze i klimat oraz bliska egzotyka to niejedyne...

zobacz więcej

Wyobraźmy sobie wioskę w buszu. To przede wszystkim miejsce odpoczynku, schronienie przed deszczem, dzikimi zwierzętami, można ją łatwo przenieść, gdy zajdzie taka potrzeba. Jest prosta i tymczasowa, dokładnie taka, jakiej potrzebuje konkretna grupa prowadząca właściwy sobie tryb życia. Zaraz, Wieniczka, a co z Pragą? Pisz o Pradze.

Dobrze. Rozwój miast zaowocował rozwojem cywilizacji. Budując stałe miasta, człowiek mógł oddać architekturze, urbanistyce swoje wyczucie piękna, estetyki. Tworząc coś na stałe, chciał czuć się tam dobrze, stworzyć coś, co mówiłoby następnym pokoleniom – spójrzcie, to wam zostawiamy, tacy wielcy byliśmy.

Metropolia


Na jednym z biegunów są Ateny, Rzym, Asyż, Paryż i właśnie Praga. Każde miejsce na swój sposób magiczne. Niestety, pójście tym tropem mogłoby wystawić niekorzystne świadectwo takim miastom jak Sosnowiec, Radom czy Middlesbrough, więc żeby nikogo nie obrażać, zostawmy je. Skupmy się na Pradze. Zakola Wełtawy, wzniesienie Hradczanów stworzyły naturalne warunki do powstania grodu, który przekształcił się w miasto, w końcu wspaniałą metropolię.

Nie było w tym niczego nadzwyczajnego, tak działo się niemal wszędzie w klimacie umiarkowanym. Praga osiągnęła jednak pod tym względem znacznie więcej niż inne miasta, co wynika z charakteru Czechów i innych narodowości zamieszkujących te piękne ziemie. Żeby zrozumieć wyjątkowość tego zjawiska, należy skupić się na architekturze przełomu XIX i XX wieku, czyli tysiącom wspaniałych kamienic zdobiących Pragę.

Ówczesne Czechy były częścią Austrowęgier, a więc były pod zaborami. Moja refleksja jest taka, że dla Czechów dbanie o stolicę, wyrażanie się w swoim stylu było elementem walki o zachowanie narodowej tożsamości. Gdy Polacy walczyli z szablą w ręku w kolejnych powstaniach, Czesi rywalizowali pod względem architektury z elementem niemieckim; tak dbali o swoją spuściznę narodową.

Praga. Koronareportaż

Epidemia koronawirusa mocno zawęziła pole manewru, jeżeli chodzi o turystykę, ale również otworzyła je na ponowne odkrywanie znanych kierunków....

zobacz więcej

Dzięki temu powstały wspaniałe secesyjne, modernistyczne, funkcjonalistyczne kamienice, pałace, budynki użyteczności publicznej. Tu powstała pierwsza na świecie kubistyczna latarnia uliczna na Jungmannovo náměstí. To jest nasz styl, w ten sposób wyrażamy naszą odmienność, naszego ducha – rachowali ponad sto lat temu czescy patrioci bez swojego państwa.

Dziedzictwo


Czeskim dziedzictwem, lekcją jest chęć utrzymania narodowej tożsamości w oparciu o dorobek kulturalny – dziedzictwo materialne i niematerialne. Oprócz architektury to przede wszystkim język i literatura. Z tego powodu poziom czytelnictwa jest nieporównywalnie wyższy niż u nas. Przeczytanie przynajmniej jednej książki w ciągu roku deklaruje 83 proc. Czechów i zaledwie 39 proc. Polaków. Dla naszych sąsiadów zza Olzy książka jest tym, czym dla nas szabla – symbolem walki o narodową tożsamość.

Nas może niesłusznie śmieszyć czeska wymowa, ale powinniśmy szanować ten piękny, kreatywny język, który pozwala tworzyć własne wyrazy bez konieczności używania zapożyczeń. Przykładem takiego patriotyzmu językowego są choćby czeskie odpowiedniki naszych płyt DVD, czyli dívídíčky. Choć nie mogę zrozumieć, jak nasi południowi sąsiedzi nie wymyślili swojego bankomatu, tylko wypłacają pieniądze z maszyn oznaczonych amerykańskim skrótowcem ATM.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
Osobiście bardzo lubię dźwięczność języka czeskiego, zdrabnianie słów, ironiczną lekkość. Jakoś przyjemniej brzmi „tatíček” w odniesieniu do Tomáša Masaryka niż mówienie o Józefie Piłsudskim „dziadek”. Wolę wdzięczny czeski parter – přízemí – od niemieckiego Erdgeschoss. Od razu przyjemniej się schodzi z pokoju hotelowego do lobby.

Mamy więc następny dzień w Pradze. Uwielbiam wsiąść do wagonu metra i usłyszeć zwrot „Ukončete, prosím, výstup a nástup, dveře se zavírají”. Czerwono-niebieskie tablice z nazwami praskich ulic, białe wzorki, subtelną czcionkę na tablicach rejestracyjnych. Brzmi to tak, jakby już za dużo było tych kufelków, a to nie jest prawda. Pojawiła się za to refleksja nad naszymi – polskim i czeskim – narodowymi bohaterami literackimi przez pryzmat wyzwań współczesności.

Kapłan wyklęty. Ks. Toufar zapłacił życiem za cud

O ile władze kościelne zwykle krytycznie patrzą na domniemane cuda, o tyle komunistyczna bezpieka – niezależnie od kraju – zawsze reagowała na nie...

zobacz więcej

Wojna


Na Ukrainie trwa okrutna wojna. Zbrodniczy reżim Władimira Putina nasłał swoich zdegenerowanych zbirów na niepodległy kraj. Rosyjscy bandyci mordują, gwałcą i grabią, dorabiając do tego zakłamaną ideologię o rzekomym wyzwalaniu, denazyfikacji. To wszyscy znamy. Teraz pytanie, czyja postawa w tej sytuacji jest bardziej odpowiednia – czeskiego Józefa Szwejka czy naszego Andrzeja Kmicica.

My, Polacy, chętnie chwytamy za szabelkę. Na tym zbudowaliśmy naszą narodową martyrologię. Kmicic nigdy nie pogodziłby się z zajęciem kraju przez wroga. Rozmowa księcia Janusza Radziwiłła z Kmicicem: „Co też sądzisz, co ja powinienem zrobić wobec dwóch nieprzyjaciół, stokroć potężniejszych, przeciwko którym obronić tego kraju nie mogłem? – Zginąć! – odpowiedział szorstko Kmicic”.

Kmicic bez mrugnięcia okiem poszedłby walczyć z bronią w ręku o swój kraj. Zwróćmy przy tym uwagę, że w charakterze Radziwiłła jakoś dziwnie rezonuje postawa Emmanuela Macrona. Ciekawe. Teraz Czechy i Szwejk. Bohater książki Haška może i poszedłby na wojnę, ale wiedziałby, że najważniejszym zadaniem jest zachowanie tkanki narodowej. Postawiłby na bierny opór, sabotaż. „Posłusznie melduję, panie oberarzt, że ten pies, co mnie pokąsał, pewno nie był wściekły”. Która postawa byłaby właściwsza w przypadku wojny na Ukrainie? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam czytelnikom. Wasz pokorny sługa skłaniałby się ku postawie Kmicica. Uważam, że takie wykrwawianie się to pozbywanie się być może najcenniejszej tkanki narodowej, w tym przypadku jednak putinizm musi być traktowany jako ideologia totalitarna, a w walce z nią zwyczajnie nie ma miejsca na półśrodki.

Takie refleksje wywołuje gorące praskie popołudnie, a to nawet nie kulminacja mojej ostatniej wizyty w Pradze. Był nią koncert zespołu Iron Maiden, na który wasz pokorny sługa miał bilet od dwóch lat, ale koncert przekładano z powodu pandemii COVID-19. Oczywiście wizyta w Pradze zawsze cieszy, ale akurat teraz na koncert „wygoniła” mnie fatalna akustyka na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Tureckie lapidarium

Mróz, idealny śnieg, brak tłumów na stokach, słońce, plaża, 20 stopni, w styczniu można chodzić w samej żonobijce – tego wszystkiego można...

zobacz więcej

Tyle słowem wyjaśnień, ale jestem zmuszony odpowiedzieć na oburzenie części czytelników, że czemu piszę o zespole Iron Maiden na portalu telewizji publicznej, promuję satanizm, czczenie diabła, a pewnie i zjadanie kotów albo jeszcze coś gorszego. To mylna opinia, która wynika niestety z braku zrozumienia tematu.

Zespół Iron Maiden nie jest zespołem promującym satanizm, zresztą metal jako taki temu nie służy. Metal to zabawa, granie konwencją, rozwinięcie rock and rolla, czasem ekstremalne, choć akurat nie w przypadku Ironów. Od 30 lat słucham tego zespołu, od ponad 25 jestem utożsamiam się z ruchem metalowców, nigdy nie spotkałem żadnego zdeklarowanego satanisty i wątpię, żeby wychowali takowych – jeżeli są – Ironi.

Koncert na stadionie Slavii Praga był oczywiście wspaniały. Mimo że wszyscy muzycy są już 60+, a perkusista Nicko McBrain skończył 70 lat, dali niesamowite show. Oczywiście Bruce Dickinson po problemach ze strunami głosowymi już nie będzie nigdy śpiewał jak 20-latek, ale nikomu z zebranych to nie przeszkadzało. Jakoś nie zabrakło trochę sztucznego podlizywania się publiczności próbą wykonania lokalnego utworu, jak robi to Metallica. Było głośno, były fajerwerki, ognie, duży Eddie z szablą, dmuchany spitfire nad sceną. Szaleństwo.

Okulary


Nazajutrz po koncercie doświadczyłem czegoś niezwykłego. Poszliśmy z żoną dalej szwendać się po Pradze i chodząc po Malej Stranie, chyba to była uliczka Nebovidská, wpadliśmy na gitarzystę Ironów Janicka Gersa, z plecaczkiem, w adidasach i dużych okularach przeciwsłonecznych (bardzo ważne; duże okulary – dobry zespół). Wyszedł zwiedzać miasto, bo też i jest co oglądać. Zupełnie nie wyglądał jak bóg metalu, gwiazdor, który jeszcze kilkanaście godzin wcześniej pokazał, co to znaczy grać heavy metal i doprowadzić publikę do ekstazy.

Włączył mi się tryb dziennikarza i przeprowadziłem krótką rozmowę, którą pozwolę sobie odtworzyć z pamięci. „Panie Gers, możemy sobie z panem zrobić zdjęcie?”. „Dobrze”. „Jesteśmy z Polski, jak pańscy przodkowie”. Dał kciuka do górę. „Wie pan, gdzie jest ściana Johna Lennona? Nigdy nie możemy jej znaleźć”. „Zaraz” – rozgląda się gitarzysta Iron Maiden i odpowiada: „Po drugiej stronie rzeki, po lewej”. „Jesteśmy po lewej stronie”. „Aha, to nie wiem”. Wyciągam rękę, żeby podziękować i się pożegnać, ale pan Gers wystawia pięść i robimy „żółwia”.

Agnieszka Wasztyl: W krainie Masajów

Wysocy, smukli, ubrani w czerwone szaty... Lud wojowników zamieszkujący bezkresne tereny sawanny i afrykańskiego buszu…Masajowie to jedno z ponad...

zobacz więcej

Zaskoczeni niezwykłą sytuacją idziemy z żoną na kufelek jasnego do knajpy Malostranská pivnice przy ulicy Cihelnej. Gdy ochłonęliśmy, stwierdziliśmy, że może się przejdziemy mostem Karola. Zwykle unikamy tłumów, ale był upał i było widać, że na moście Karola nie ma aż tylu ludzi, więc można próbować.

Przechodzimy cały most, a spod Staromiejskiej Wieży Mostowej wychodzi... perkusista Iron Maiden Nicko McBrain. W zwiewnym dresie i japonkach. Znów włączył mi się tryb dziennikarza. Rozmowę również przytaczam w całości. „Panie McBrain, czy możemy sobie zrobić z panem zdjęcie?”. „Rozmawiam przez telefon” – odpowiedział ze słuchawką przy uchu. Po chwili skończył rozmawiać.

Koncert


„Panie McBrain, czy możemy sobie zrobić z panem zdjęcie?”. „Pewnie”. „Niesamowicie wczoraj zagraliście”. „Dzięki”. „Specjalnie przyjechaliśmy na wasz koncert z Warszawy”. „Super, dzięki” – odpowiedział uśmiechnięty. „24 lipca w Warszawie też przyjdziemy” – zadeklarowałem. „Nie przeszkadzamy (zaczął się zbierać tłumek do pana McBraina – przyp. red.). Miłego popołudnia”. „Dzięki, do zobaczenia w Warszawie” – odpowiedział dalej uśmiechnięty pan McBrain.

Żal było wyjeżdżać z Pragi po takim koncercie, po spotkaniu swoich idoli z dzieciństwa, ale trzeba wracać do rzeczywistości. A ta rzeczywistość to jednak ciągle wojna za naszą wschodnią granicą. Zresztą ta wojna jest i w Czechach, i w Polsce. W uchodźcach, ludziach, którzy musieli uciekać z Ukrainy.

W pociągu z Praha Hlavní Nádraží do Warszawy siedziała Ukrainka z dwiema córkami. Gdy pociąg ruszył, odczytała SMS-a i zaczęła płakać, córki musiały ją pocieszać. W tym przypadku nietaktem byłoby włączenie trybu dziennikarza. Delikatnymi uśmiechami staraliśmy się pokrzepić dzielną kobietę. Już w Warszawie, gdy wysiadaliśmy z windy w bloku na Mokotowie, spotkaliśmy sąsiadkę, Ukrainkę, od kilku lat mieszkającą w Polsce. Również płakała.

Powiedziała, że od grudnia nie była w domu, a jej syn służy na wschodzie, tam, gdzie teraz toczą się najcięższe walki. Pokazała telefon – na tapecie rosły mężczyzna z brodą w hełmie, w pełnym umundurowaniu z karabinem. „Boże, cały czas się o niego boję. Zadzwonił w zeszłym tygodniu, ale nie miałam nawet siły odebrać. Za dużo emocji. Od grudnia nie byłam w domu, spróbuję niedługo tam pojechać, ale się boję”.

Pani sąsiadko, jesteśmy z panią i całym narodem ukraińskim. My, Polacy i Czesi, pozbyliśmy się Rosjan, oba narody na swój sposób. Wam też się to uda!

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej