RAPORT

Wojna na Ukrainie

Miłość i nienawiść do tenisa. Iga Świątek idzie po swoje

Iga Świątek jest faworytką do wygrania Wimbledonu (fot. Getty Images)
Iga Świątek jest faworytką do wygrania Wimbledonu (fot. Getty Images)

Od czasów Sereny Williams w kobiecym tenisie nie było zawodniczki, która miałaby tak wielką przewagę nad resztą. Iga Świątek wygrała 35 meczów z rzędu, a na trawiastych kortach Wimbledonu będzie chciała udowodnić, że nawet na niesprzyjającej nawierzchni nie ma na nią mocnych.

Na 21. urodziny dostała od swojego sztabu 20 książek – po polsku, bo gdy na co dzień czyta po angielsku, wciąż traktuje to bardziej jak naukę niż przyjemność. – Ciągle zapisuję jakieś słowa, których nie znam – zwierzyła się dziennikarzowi „New York Times”. Zakres tematyczny był szeroki: od „Sekretów ludzi sukcesu” Malcolma Gladwella po „Panią Bovary” Gustave’a Flauberta. – Czuję się dziwnie, kiedy przez kilka dni nie czytam – mówi Iga. – To dla mnie znak, że brakuje mi w życiu odpowiedniego balansu – wyznaje.

Choć wśród prezentów jej nie było, to biografia Andre Agassiego była Idze w ostatnich tygodniach najbliższa. W „Open” były amerykański tenisista pisze o skrajnych emocjach, jakie wywoływał w nim sport. – Dla mnie to też relacja w stylu „dzisiaj miłość, jutro nienawiść”. Nie jestem osobą, która zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Mam świadomość, że gdyby nie naciski taty, który często zachęcał mnie do gry, dziś pewnie bym nie grała. Staram się być jednak osobą, która kończy to, co zaczęła – mówi Świątek.

Wimbledon. Świątek poznała rywalkę

Liderka rankingu tenisistek Iga Świątek występ w Wimbledonie rozpocznie od meczu z Chorwatką Janą Fett. Magdalena Fręch zagra z Włoszką Camilą...

zobacz więcej

Nie tylko tenis


Gdy kilka miesięcy temu kończyła turniej w Guadalajarze, z trudem powstrzymywała emocje. Jeszcze w trakcie meczu z Marią Sakkari zalała się łzami; zmęczona psychicznie i fizycznie, jej oczy krzyczały: „nie chcę tu być!”, a kibice i eksperci zastanawiali się, czy sukcesy nie przyszły za wcześnie, czy jest jeszcze w Idze miłość do tenisa i sportu w ogóle.

– Wiedziałam, że nie jestem maszyną, ale w tej kwestii ten mecz był dużą lekcją pokory wobec mojego organizmu. Nasze ciało może być zmęczone i nie w pełni możliwości z wielu powodów, także… cyklu menstruacyjnego. To nie jest wymówka, zależało mi, żeby mówić o tym otwarcie – wyznała wówczas.

Zakończyła sezon, szybko zapominając o złych momentach. Nie poddała się. Jeszcze bardziej niż wcześniej zaufała swojemu sztabowi, wprowadzając jedną małą korektę: Piotra Sierzputowskiego, trenera-kumpla, z którym raczkowała w poważnym tenisie, zamieniła na Tomasza Wiktorowskiego, trenera-mentora, który do największych sukcesów prowadził Agnieszkę Radwańską.

Osią złotej drużyny Świątek pozostała Daria Abramowicz: psycholog sportu, z którą Iga współpracuje od lutego 2019 r. Początkowo rola 35-latki ograniczała się do sporadycznych spotkań i konsultacji. Od ponad dwóch lat jest przy naszej zawodniczce niemal zawsze. – Dużo, dużo łatwiej jest mi zaufać komuś, kto jest przy mnie cały czas – tłumaczy taką decyzję Świątek.

To Abramowicz dba, by najlepsza tenisistka świata potrafiła cieszyć się z gry. – Wcześniej Iga wrzucała tenis do jednej szuflady, a wszelkie przyjemności do drugiej – opowiada „Timesowi”. – Musiałyśmy to wymieszać.

Turniej w Rzymie to więc okazja nie tylko do tego, żeby wygrać kilka kolejnych spotkań, ale też zwiedzić Koloseum czy podziwiać piękno Watykanu. W Madrycie jest stadion Realu i Plaza de Cibeles. Plaże Miami, bogactwo Dubaju…

Rosjanie zmienili słowa Igi Świątek

„Bądźcie silni, wojna wciąż trwa” - w ten sposób Iga Świątek zwróciła się do Ukraińców broniących swego kraju przed rosyjską napaścią. Słowa te...

zobacz więcej

Ciekawa świata


Praca ze światową „jedynką” to jednak znacznie więcej niż kilka psychologicznych sztuczek i regularne rozmowy. Wiktorowski wraz z Maciejem Ryszczukiem, trenerem przygotowania fizycznego, myślą o każdej minucie życia Świątek. – Z Tomkiem dużo rozmawiamy i planujemy z wyprzedzeniem wszelkie działania, od A do Z. Od dbania o jakość snu Igi począwszy, na siłowni skończywszy – mówił Ryszczuk na łamach „Rzeczpospolitej”.

Nieważne czy wstanie lewą, czy prawą nogą, dzień Świątek rozpoczyna od pomiaru tętna i wypełnienia tabelki subiektywnych ocen jakości snu i zmęczenia. Potem je: większość diety przygotowują trenerzy, ale o części spożywanych posiłków decyduje sama zawodniczka. – To dobrze wpływa na jej głowę, zwiększa poczucie codziennej swobody – tłumaczy Ryszczuk. – Tabliczka czekolady nie mogłaby jej zaszkodzić.

Eksperci podkreślają, że koordynacja ruchowa Igi jest wręcz stworzona do gry w tenisa: duża w tym zasługa ojca Tomasza, byłego wioślarza, olimpijczyka z Seulu, który przekazał córce dobre geny.

Chwali się także zdolność koncentracji naszej zawodniczki. – Jeszcze jako tenisowy „krasnal” była traktowana jako ta druga, trochę na doczepkę przy starszej siostrze, choć wyrywała się i miała większy od Agaty talent ruchowy – tłumaczy Katerina Urbanova, jedna z pierwszych trenerek Świątek, na łamach „Polityki”. – Przez to, że najpierw nacisk kładziony był na rozwój Agaty, Iga była wdzięczna za każdą godzinę, którą ktoś z nią spędził na korcie. Uderzające było to, że traktuje treningi poważnie. Słucha, jest skupiona. To rzadkie u dzieci.

– Nie potrafię stwierdzić, jak mądrą jest osobą, ale jest bardzo ciekawa świata, a to chyba pewien wyznacznik – mówi Ryszczuk. – Jeśli czegoś nie wie, natychmiast pyta lub zaczyna czytać – dodaje.

Niesamowity wyczyn Świątek. Wyrównała rekord Sereny Williams

Iga Świątek pokonała Darię Kasatkinę i po raz drugi w karierze zagra w finale wielkoszlemowego Rolanda Garrosa. Triumf nad Rosjanką to 34....

zobacz więcej

Po rekord Navratilovej


Pod okiem Wiktorowskiego Iga zaczęła grać nieco inaczej. Chce dominować na korcie już od pierwszego gema, choć robi to spokojnie: nie forsuje kończących zagrań, powoli zamęcza rywalki, odgrywając nawet najtrudniejsze piłki. Tak jak Radwańska, której w starciach z Williams czy Szarapową zwyczajnie brakowało jednak… siły. Świątek takiego problemu nie ma.

Na siłowni zdarza jej się wyciskać ponad 100 kilogramów. Biega rzadko, żeby nie przeciążać stawów, skupiając się raczej na rowerze stacjonarnym. Nie jest ani najbardziej atletyczną, ani najbardziej umięśnioną zawodniczką, ale Wiktorowski nauczył ją, by zaczęła wykorzystywać wszystkie swoje atuty. – Kiedyś większą uwagę zwracałam na to, jak gra moja rywalka. Teraz to ja chcę nadawać ton, to ja chcę dominować – mówi „Timesowi”.

To, co wyróżnia ją na tle innych, to grany z bardzo mocną rotacją forehand. Kąśliwy o tyle, że piłka po takim zagraniu skacze wysoko, nieprzyjemnie, sprawiając rywalkom duże problemy. To jej antidotum na wszelkie trudne piłki, które nadlatują z drugiej strony siatki: Świątek nie tylko je odbija, ale też robi to na tyle skutecznie, że kilka chwil później cieszy się już z kolejnych punktów.

– Ma szczupłą sylwetkę, ale bardzo mocne nogi. Widać wyraźnie zarysowane mięśnie ud, korpus obudowany mięśniami gładkimi, odpowiedzialnymi za czucie ciała i swobodę ruchu. W efekcie transfer energii jest przekazywany z dołu na górę bez wielkich ubytków i wkładany w nadlatującą piłkę – wyjaśnia Radosław Szymanik, były trener męskiej reprezentacji w Pucharze Davisa.

Na Wimbledonie będzie faworytką, choć korty trawiaste – delikatnie rzecz ujmując – nie należą do jej ulubionych. Iga nie ma potężnego serwisu, w mniejszym stopniu może też wykorzystywać tam swoją technikę i wybieganie. To, że pomimo tego wróży się jej zwycięstwo, świadczy o tym, jak bardzo zdominowała rywalizację w kobiecym tenisie.

Kto jednak mógłby ją pokonać? Świątek wygrała 35 meczów z rzędu, a przed wylotem do Anglii odpoczywała i trenowała, zamiast forsować się podczas kolejnych turniejów. Nie zbiera na siłę kolejnych skalpów, nie kolekcjonuje milionów: choć zarobiła na korcie prawie 50 milionów złotych, a niedawno kupiła pierwsze mieszkanie w Warszawie, wciąż mieszka z tatą w podwarszawskim Raszynie (rodzice są po rozwodzie, z mamą nie ma kontaktu). Kariera i właściwy rozwój są najważniejsze.

Czy znakomita passa nie splącze jej nóg? Po tym, co zaprezentowała na kortach Rolanda Garrosa, trudno obawiać się o cokolwiek. A skoro Iga nie przegra z samą sobą… to z kim? Obyśmy odpowiedź na to pytanie poznali jak najpóźniej. W 1984 roku Martina Navratilova wygrała 74 mecze z rzędu. Świątek ma kogo gonić.

Pierwszy mecz Igi na tegorocznym Wimbledonie już we wtorek o godz. 14.30. Rywalką – 25-letnia Chorwatka Jana Fett.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej