RAPORT

Wojna na Ukrainie

Krwawy boss skazany. Z zimną krwią zabił dwie osoby, kolejne ostrzelał z broni maszynowej

Bandę pogrążył skruszony gangste; wskazał miejsce ukrycia zwłok ofiar (fot. policja, zdjęcie ilustracyjne)
Bandę pogrążył skruszony gangste; wskazał miejsce ukrycia zwłok ofiar (fot. policja, zdjęcie ilustracyjne)

45-letni Robert M., boss groźnej bandy z Piły, nie znał litości. Ani dla zbyt gadatliwych członków gangu, ani dla przypadkowych świadków, a nawet dla byłej konkubiny – matki jego dziecka. Gdy kobieta go zostawiła, straszył ją zmasakrowaniem twarzy i oskalpowaniem. W akcie desperacji zagroziła mu nasłaniem policji. Wtedy zamordował ją i jej nowego partnera.

Kolejny wyrok dla „Wojtasa”. 15 lat za próbę krwawych porządków w mafii mokotowskiej

Sąd Okręgowy skazał „Wojtasa” z „Mokotowa” za podżeganie do zamordowania dwóch kompanów z gangu.

zobacz więcej

Śledztwo w sprawie gangu Roberta M. prowadził Zachodniopomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie. Prokuratorzy nie kryli, że był jednym z najbardziej brutalnych bandytów, z jakim przyszło im się zmierzyć.

Boss i jego najbliższy wspólnik Artus S. to znani recydywiści. Pierwszy z nich według ustaleń „Kuriera Szczecińskiego” odsiedział 20 lat w osławionym więzieniu we Wronkach.

Tam też miał poznać Artura S. Obaj odbywali karę za morderstwa. S. był początkowo skazany za zabójstwo i rozbój na dożywocie, jednak w kolejnej instancji wyrok złagodzono mu do 15 lat. Po odbyciu całej kary dołączył do M.

Gang Roberta M. działała w woj. zachodniopomorskim i wielkopolskim od sierpnia 2014 do października 2015 r. Grupa zajmowała się handlem narkotykami i ich przemytem, dokonywała napadów i rozbojów, a nawet kradła odzież drogich marek w sklepach w Szwajcarii.

Gangsterzy mieli także spalić trzy samochody i podłożyć bombę pod innym pojazdem. Sam boss prowadził lupanar w Pile, w który inwestował część zysków z przestępstw.

Zobacz także: Narcos Siedlce. Mefedronowy przekręt, czyli souveniry z „Mokotowa”

„Zibi” i „Ptaku” zamordowani przez kompanów? Odnaleziono grób

Ponad 16 lat temu, dwaj żoliborscy gangsterzy: Zbigniew W. ps. Zibi i Andrzej P. ps. Ptaku, zabrali m.in. kominiarki oraz broń i pojechali bmw...

zobacz więcej

Bezwzględny bandzior


– Robert M. rządził grupą twardą ręką, planując przestępstwa, decydując o użyciu broni palnej, podejmując szybkie reakcje na możliwe zagrożenia. Gdy doszło do niego, że jeden ze świadków podpalenia samochodu opowiadał o tym innym osobom, natychmiast podjął decyzję o jego pokazowym zdyscyplinowaniu. Usiłował go porwać, w efekcie zadając mu cztery ciosy nożem i zażądał zapłaty 4 tys. zł kary za opowiadanie o przestępstwie – opowiada prok. Karol Borchólski z biura prasowego Prokuratury Krajowej.

Gang miał swoją bazę operacyjną na działce Przemysława J. w Gądnie nad jeziorem Morzycko. Wspomniany J. wystawił grupie hurtownię papierosów w Osinowie Dolnym. Dorabiał handlem papierosami, więc wiedział, kiedy będzie tam większa gotówka.

W sierpniu 2014 r. czterech członków bandy dokonało skoku na hurtownię.

– Robert M. i Artur S. wtargnęli do hurtowni. Robert M. wycelował we właściciela z pistoletu i zagroził, że go zastrzeli. Sprawcy zrabowali blisko 700 tys. zł. Odjechali z czekającym na nich w samochodzie Tomaszem K. – poinformował prok. Borchólski.

Dodał, że rolą Przemysława J. było rozpoznanie terenu i stanie na czatach.

Łup podzielono w Gądnie, czego świadkiem była 33-letnia Justyna W., konkubina Roberta M. Ta wiedza okaże się później dla kobiety śmiertelnie niebezpieczna.

Zobacz także: Ukraińscy śledczy sfingowali śmierć Amerykanina. Dopadli zleceniodawcę jego zabójstwa

Mafiosi z „Mokotowa” oskarżeni o gangsterskie „porządki” sprzed blisko 20 lat

To grupa mokotowska stała za usiłowaniem zabójstwa w 2002 r. osławionego stołecznego gangstera Krzysztofa K. ps. „Nastek”. Kilka miesięcy po tej...

zobacz więcej

Od gróźb po wyrok śmierci


Jesienią 2014 r. Justyna W. oznajmiła gangsterowi, że ma dosyć ciągłych kłótni i odeszła od niego. Kobieta miała trójkę dzieci, w tym kilkunastomiesięczną córeczkę ze związku z M. Związała się z pochodzącym ze Świnoujścia Arkadiuszem Z.

Ale Robert M. nie zamierzał jej odpuścić. Zaczął ją nachodzić, także nocami. Wysyłał jej regularnie SMS-y z groźbami np. zmasakrowania twarzy czy oskalpowania.

W akcie desperacji miała zagrozić byłemu kochankowi, że naśle na niego policję. Zgłosiła nawet policji, że ma wiedzę o miejscach ukrycia narkotyków przez grupę Roberta M. i uczestnikach napadu na hurtownię papierosów. Jednak według śledczych z zachodniopomorskich „pezetów” nie zdecydowała się na złożenie zeznań ani na objęcie jej ochroną.

Nie wiadomo, czy Robert M. dowiedział się o jej kontakcie z policją, czy też potraktował poważnie zapowiedzi Justyny W. o nasłaniu nań stróżów prawa. W każdym razie wydał na byłą konkubinę wyrok.

Zobacz także: Trener-pedofil prezesował klubowi sportowemu dla juniorów

Poderżnięcie gardła, strzał w głowę, czyli jak walczą ze sobą gangsterzy

Najpierw wbił mu nóż tuż obok serca. Ostrze się złamało. Gdy zobaczył, że żyje, tym nożem bez części ostrza przejechał po szyi. Wzdłuż całej...

zobacz więcej

Kaźń


Boss nakazał Przemysławowi J., aby dał mu znać, kiedy kobieta i jej nowy partner przyjadą na działkę w Gądnie. Gospodarz domku miał także zostawić otwarte drzwi wejściowe.

19 lutego 2015 r., na sygnał od J., Robert M. i Artur S. pojechali do Gądna. Justyna J. i Arkadiusz Z. już spali. Bandyci rzucili się na parę.

Kobieta została uduszona, a mężczyzna zakatowany na śmierć trzonkiem od siekiery.
Sprawcy bili go tak mocno, że trzonek pękł podczas kaźni Arkadiusza Z.

Następnie zabójcy wywieźli ciała do lasu w pobliżu Morynia. Wykopali dwumetrowy dół, wrzucili doń zwłoki i przysypali je wapnem, które przywieźli ze sobą do Gądna.

Przemysław J., który nie brał udział w zabójstwie, pomógł mordercom w przetransportowaniu do Szczecina mercedesa jednej z ofiar. Spalił także wszystkie rzeczy zamordowanych oraz przedmioty i meble z domku, na których mogły być ślady krwi. Przedstawił także policji wersję, że Justyna i Arkadiusz wyjechali z działki do Holandii.

Po zbrodni Robert M. odgrywał rolę bardzo przejętego zniknięciem byłej ukochanej. „Pomagał” w poszukiwaniach, ale jednocześnie starał się o opiekę na córeczką. Próbował też przejąć mieszkanie Justyny W.

Zobacz także: Narcos Siedlce. „Batman” skazany za handel toksyczną „mocą”

Brutalne porachunki w trójmiejskim półświatku narkotykowym. Ofiara gangstera nadal w szpitalu

Blisko pół roku był nieprzytomny 45-letni mężczyzna skatowany na początku 2020 r. w Gdańsku. Doznał licznych złamań na niemal całym ciele oraz ...

zobacz więcej

Hurtownia po raz drugi


Bandę Roberta M. zgubiła pazerność i zwykła bezczelność. W październiku 2015 r. postanowili bowiem jeszcze raz napaść na hurtownię papierosów w Osinowie Dolnym.

I znów Przemysław J. odpowiadał za rozpoznanie terenu. On też ustalił dzień, w którym można się było spodziewać największego utargu.

Napad został bardzo dobrze przygotowany. Bandyci zabrali ze sobą zagłuszarkę telefonów komórkowych i specjalny płyn, który miał uniemożliwić psom podjęcie ich tropu. Samochód użyty do napadu miał niemieckie tablice rejestracyjne.

Na sygnał od J., boss wraz z Romanem W., Tomaszem K. i Sławomirem W. podjechali pod hurtownię. K. został w aucie, a pozostali bandyci weszli do budynku.

M. miał ze sobą maszynowego Skorpiona, a Sławomir W. – pistolet parabellum. Napad przebiegał według podobnego schematu jak skok z 2014 r. Z tym, że w pewnym momencie M. uderzył właściciela hurtowni w głowę.

Następnie zamknął drzwi od wewnątrz i stanął przy nich z bronią, ubezpieczając kompanów. Ci zaś zrabowali gotówkę i numizmaty o łącznej wartości ponad 80 tys. zł.

Zobacz także: Wraca sprawa brutalnego zabójstwa dziennikarza. Ziobro żąda wyższej kary

„Gang Braciaków” na wolności mimo oskarżeń o zabójstwo. Prokuratura: już raz uciekli

Siedmiu członków tzw. „gangu Braciaków” oskarżonych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i zabójstwo ma wyjść na wolność. Choć grozi im...

zobacz więcej

Boss strzelał, aby zabić


Bandytom nie dane było jednak w spokoju uciec z łupem. Napad mieli zobaczyć trzej przypadkowi przechodnie. – Mężczyźni podjęli próbę uniemożliwienia sprawcom ucieczki, zamykając zewnętrzną kratę i przyciskając ją swymi ciałami do drzwi hurtowni. Mimo podejmowanych przez sprawców prób siłowego otwarcia drzwi one jedynie się uchylały i były każdorazowo dociskane z powrotem do framugi kratą przez blokujących ją od zewnątrz mężczyzn – poinformował prok. Borchólski.

Robert M. dal kolejny dowód swojej bezwzględności. Strzelił kilkukrotnie w drzwi. Nie na postrach, ale tak by zabić, ponieważ pociski przeleciały na wysokości klatki piersiowej.

Mężczyźni blokujący wyjście mieli dużo szczęście i żaden z nich nie odniósł obrażeń. Nie ryzykowali jednak kolejnych strzałów i się poddali.

Napastnicy pojechali od razu do swojej bazy w Gądnie. Kiedy zaczęli dzielić łup oraz pozbywać się ubrań i telefonów użytych podczas skoku, na miejscu pojawiła się policja.

Przemysław J. został zatrzymany na miejscu, a reszta uczestników skoku rzuciła się do ucieczki. Po krótkim pościgu wpadli Tomasz K. i Roman W.

Robert M. został ujęty kilka godzin później. Ukrywał się w szuwarach jeziora. Sławomir W. zdołał zbiec, ale i on też trafił za kraty.

Zobacz także: Uderzenie w gangi, które handlowały narkotykami i fałszywymi certyfikatami covidowymi

Policyjno-gangsterska wojna o Żyrardów

Ostrzelanie w niedzielę kamienicy w Żyrardowie, gdzie w ubiegły czwartek zamordowano 20-letniego mężczyznę, mogło być próbą odstraszania braci...

zobacz więcej

Skruszony pogrąża bandę


Niespełna dwa miesiące po napadzie na hurtownię Przemysław J. dał znać śledczym, że jest gotów sypać, w zamian za nadzwyczajne złagodzenie kary. Miał bardzo mocne atuty. Powiedział śledczym, że zna losy Justyny W. i Arkadiusza Z. i może wskazać miejsce ukrycia ich zwłok.

Przemysław J. został tzw. sześćdziesiątką i zaczął bardzo obszernie opowiadać o wszystkich przestępstwach, jakich dopuścił się z bandą Roberta M. lub o których wiedział ze słyszenia. Jego słowa potwierdzili dwaj inny przestępcy, w tym Sławomir K.

Kiedy przed kilkoma dniami Sąd Okręgowy w Szczecinie wydawał wyroki skazujące na Roberta M. i pięciu jego kompanów (w tym Przemysława J.), dał wiarę słowom skruszonych. Sąd zwrócił uwagę, że bez wyjaśnień J. prawdopodobnie nigdy nie udałoby się ustalić losu pary zamordowanej w Gądnie.

Zobacz także: Zabójstwo 11-letniego Sebastiana z Katowic. Jest akt oskarżenia

Archiwum X wyjaśnia kulisy wojny gangów „Wołomińskiego” i „Karola”

Policjanci stołecznego Archiwum X zdobyli nowe dowody dotyczące niewyjaśnionych zbrodni z okresu krwawej wojny gangów „Wołomińskiego” i tzw. grupy...

zobacz więcej

Bez litości dla morderców


Robert M. i Artur K. zostali skazani na dożywocie z możliwością przedterminowego zwolnienia z więzienia po 30 latach odsiadki. Sąd zobowiązał obu mężczyzn do zadośćuczynienia rodzicom i dzieciom ofiar za doznaną krzywdę poprzez zapłatę na ich rzecz kwot po 50 tys. zł.

Roman W. za udział w grupie przestępczej, napadzie na hurtownie papierosów, oszustwo, posiadanie broni i przestępstwa narkotykowe skazany został na karę łączną 13 lat pozbawienia wolności.

Tomasz K. ma odsiedzieć 8 lat i 6 miesięcy za udział w grupie przestępczej i w dwóch napadach na hurtownię papierosów. Odpowiadający za handel narkotykami i wymuszenia Krzysztof K. został skazany na 5 lat więzienia.

Przemysław J., za swoją współpracę z organami ścigania został nagrodzony najniższą z dopuszczalnych kar – 4 latami i 6 miesiącami więzienia.

Wliczając najnowszy wyrok, łącznie skazanych zostało 16 osób z grupy Roberta M. lub z nią współpracujących.

Zobacz także: Zabił człowieka na drodze. Po latach sprawę rozwikłali policjanci z Archiwum X

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej