RAPORT

Wojna na Ukrainie

Krzysztof Karnkowski: Trzy rozwojowe wątki

Prezes PiS Jarosław Kaczyński (fot. PAP/Rafał Guz)
Prezes PiS Jarosław Kaczyński (fot. PAP/Rafał Guz)

To tydzień poważnych zmian i niepoważnych komentarzy. Można by powiedzieć – jak każdy, niemniej kilka zdarzeń ze świata naszej polityki warto jednak odnotować i zastanowić się nad ich znaczeniem. Odejście z rządu Jarosława Kaczyńskiego i awans ministra Mariusza Błaszczaka, poszerzenie zaplecza politycznego Mateusza Morawieckiego o Agnieszkę Ścigaj, wreszcie powrót tematu aborcji do Sejmu to sprawy, które zdają się istotne nie tylko dla teraźniejszości, lecz i najbliższej (a być może i bardziej odległej) przyszłości polskiej polityki

Prezes PiS ujawnił, kiedy przekaże władzę w partii

– Jeśli będzie wszystko zgodnie z planem i nie zdarzy się nic nadzwyczajnego, decyzje zapadną za trzy lata – powiedział w wywiadzie dla Polska...

zobacz więcej

Pierwsza – i najważniejsza zmiana w rządzie – przesądzona była od momentu swego ogłoszenia. Jarosław Kaczyński wicepremierem do spraw bezpieczeństwa został w konkretnych celach, z których najważniejszym – jak pokazał czas, a wymusiła sytuacja międzynarodowa – stała się ustawa o obronie ojczyzny. Ta została przygotowana, a następnie przegłosowana przez Sejm, również przez tych posłów opozycji, którzy dziś albo negują jej znaczenie, albo w ogóle odsuwają od siebie fakt zarówno jej istnienia, jak i swojego głosowania w tej sprawie. Opozycja ma wiele praw do krytyki rządu, ma też prawo do nieustannej kompromitacji. Jest wielu wyborców, którym to odpowiada, więc można dopatrywać się w tym jakiejś przewrotnej logiki, szkodliwej dla wspólnego interesu, lecz jak widać z punktu widzenia polityki bieżącej dla polityków opłacalnym. Cóż, przynajmniej mamy ustawę.

Ustawa o obronie ojczyzny przygadywana była jeszcze w zeszłym roku – jej złożenie do sejmu Jarosław Kaczyński wraz z Mariuszem Błaszczakiem zapowiadali jesienią 2021. Wówczas mierzyliśmy się już z problemem, który okazał się zapowiedzią dużo poważniejszych dramatów, czyli orkiestrowanym przez Białoruś i Rosję kryzysem uchodźczym, który na początku rozgrywał się na granicy pierwszego z tych państw z krajami bałtyckimi, by następnie rozciągnąć się również na polską strefę przygraniczną. Politycy opozycji nie do końca zdawali sobie wówczas sprawę z wagi problemu, choć oczywiście nie należy wszystkich stawiać w jednym szeregu. Ludowcy, Konfederacja i część mniejszych kół parlamentarnych jeśli nie wspierali działań rządu, przynajmniej przyjmowali je do wiadomości, a w sejmowych głosowaniach również nie próbowali blokować działań, ważnych z punktu widzenia bezpieczeństwa.

Politycy Platformy, Polski 2050 i Lewicy zachowywali się tu zgoła inaczej, a niektóre sceny z ich udziałem zapamiętamy na długo, i nie będzie to dla nich dobra pamięć. Trzeba jednak przyznać, że przynajmniej w kwestii ogrodzenia na granicy większość polityków Lewicy zmieniła dziś zdanie i nie kwestionuje już jego budowy, wyjątkiem pozostaje jednak Robert Biedroń, który chciałby zablokowania umacniania granicy za pomocą finansowego nacisku Unii. Pozostaje mieć nadzieję, że rozsądniejsi koledzy z kraju ściągną go w tej sprawie choć odrobinę bliżej ziemi.

Kukiz o Ścigaj: Gorąca zwolenniczka jednomandatowych okręgów wyborczych

W rządzie znalazła się osoba, którą jest gorącą zwolenniczką jednomandatowych okręgów wyborczych, referendów i sędziów pokoju, czyli naszych...

zobacz więcej

Od jesieni sytuacja zmieniła się na dużo poważniejszą, choć przecież i sam atak hybrydowy był już sprawą poważną. Dlatego też ustawa, która z jednej strony poprawia finansowanie wojska i ułatwia zakup uzbrojenia, równocześnie zwiększając możliwości poboru i czyniąc służbę atrakcyjniejszą, trafiła w swój czas idealnie. I być może dlatego ostatecznie nie spotkała się ze sprzeciwem ze strony parlamentu. Przypomnijmy, że za umniejszanym dziś na potrzeby bieżącej aktywności medialnej aktem prawnym głosowało przecież 450 posłów. Głosowanie odbyło się przecież w chwili, gdy od kilkunastu dni trwała regularna i pełnowymiarowa napaść sił rosyjskich na Ukrainę. Tymczasem przez cały czas trwania tej historycznej próby Mariusz Błaszczak jest jednym z aktywniejszych i lepiej ocenianych członków rządu. Szef MON od dawna podejmował – a w ostatnich miesiącach, adekwatnie do sytuacji, zintensyfikował – odbudowę polskich sił zbrojnych, ich dozbrojenie i modernizację. Wcześniej był zresztą za to bardzo mocno krytykowany. Dziś krytykować już tak bardzo nie wypada, niektórzy jednak, jak były szef tego samego resortu Tomasz Siemoniak, w krytyce nie ustają. Są jednak w mniejszości.

Patrząc na rządowy awans Błaszczaka i nie wchodząc na razie w na pewno pasjonujące rozwiązania, co jeszcze miał na myśli prezes PiS, mówiąc o potencjale ministra jako swego następcy, warto spojrzeć na dotychczasową logikę zmian personalnych na wysokich szczeblach rządowych. Gdy Jarosław Kaczyński uważał za priorytet wprowadzenie masowych programów społecznych, na czele rządu znalazła się Beata Szydło. Reformy zostały przeprowadzone i odniosły duży sukces, wywołując dużą i do dziś docenianą zmianę społeczną. PiS postanowił zmienić akcenty i premierem został Mateusz Morawiecki. Dziś kluczowe dla kraju stają się sprawy bezpieczeństwa, równocześnie trwa kryzys ekonomiczny, ściśle zresztą powiązany z konsekwencjami trwającej wojny. I tu – w docenieniu powagi spraw bezpieczeństwa państwa, a zarazem jego dotychczasowej pracy w tej dziedzinie - trzeba dopatrywać się przede wszystkim przyczyn awansu Mariusza Błaszczaka. Druga połowa drugiej kadencji Prawa i Sprawiedliwości wypadła bowiem na moment, w którym – wbrew złudzeniom, które wielu pielęgnowało przez lata – kraj musi budować swój potencjał obrony. Wojna na dobre wróciła do Europy a za chwilę zastukać może już do drzwi NATO. Już, niczym klaksonem przed bramą, anonsuje się samolotami i dronami, naruszającymi coraz bezczelniej przestrzeń powietrzną państw bałtyckich czy Turcji.

Aborcja dla 13-latek? PiS: Ten projekt był wyjątkowym bublem

– Wynik był chyba oczywisty – tak szef klubu PiS Ryszard Terlecki ocenił odrzucenie obywatelskiego projektu liberalizującego przepisy dotyczące...

zobacz więcej

Przy zmianie na najwyższych szczeblach, wejście do rządu Agnieszki Ścigaj i poszerzenie bazy sejmowej o koło Polskie Sprawy (bez posła Pawła Szramki) wydaje się sprawa o dużo mniejszym znaczeniu. Pozostaje jednak istotne, ponieważ pokazuje, że obóz Zjednoczonej Prawicy wciąż posiada, wielokrotnie przecież kwestionowaną, zdolność przyciągania nowych osób, a także odzyskiwania działaczy, którzy wcześniej próbowali szukać szczęścia w innych politycznych okolicach. Decyzja Ścigaj, która zajmie się bliską sobie dziedziną, czyli integracją społeczną, pokazuje też, że ZP wciąż jest najbardziej naturalnym kierunkiem dla dawnego środowiska Pawła Kukiza. I tylko sam Paweł Kukiz nie zawsze zdaje się o tym pamiętać, jak dziś, gdy w swoje urodziny snuje wizje wprowadzenia sędziów pokoju wraz z siłami politycznymi, które w ostatnich latach skupiły się na obronie przywilejów korporacji prawniczej. Ponieważ jednak takie wypowiedzi służyć mają zapewne głównie pospieszeniu prac nad procedowanym już projektem, nie ma co się nimi przesadnie zajmować. Tymczasem posłanka Ścigaj mierzy się teraz z bardzo poważną fala niechęci w komentarzach, ponieważ dla sympatyków opozycji totalnej każda taka decyzja traktowana jest w kategorii zdrady. Pozostaje życzyć jej, by ta nieuchronna fala obeszła się z nią łagodniej niż z jej dawnymi kolegami z Kukiz’15 po głosowaniu w sprawie ustawy medialnej.

Ostatnim wątkiem, na który warto zwrócić uwagę, było wczorajsze głosowanie nad odrzuceniem w pierwszym czytaniu społecznego projektu zwiększającego dostępność aborcji. Projektu skrajnego w samej formie jego prezentacji i języku – w Sejmie przedstawiała go Marta Lempart, a w treści nie ma już nawet mowy o kobietach, są natomiast „osoby w ciąży”. Zostawiam ten temat osobom z lżejszym piórem, chciałbym jednak zwrócić uwagę na pewne niuanse w głosowaniu klubów.

Przeciw projektowi w całości wypowiedziała się Konfederacja, co pokazuje, że pomimo mocnego przesunięcia się akcentów w przekazie tego ugrupowania, przynajmniej w tej kwestii nic się nie zmieniło, choć nie wiem, jak przyjmie to bardziej liberalna część wyborców. PiS głosował tak samo, lecz posłanka Monika Pawłowska jako jedyna była za dalszym procedowaniem projektu. Podobnie głosował Paweł Kukiz, choć domyślam się, że tu kluczowa była kwestia zasady procedowania wszystkich projektów społecznych. PSL w większości przeciw (wstrzymał się tylko prof. Bartoszewski). Lewica, jak to Lewica, cała była przeciw zatrzymaniu prac. Koło Szymona Hołowni nie było tu jednomyślne (dwa głosy za odrzuceniem projektu, reszta – przeciw, a więc za dalszym procedowaniem), istotne było natomiast zachowanie Platformy i Nowoczesnej. Lempart z mównicy sejmowej przedstawiała tę siłę jako kluczowego sojusznika, natomiast Koalicja Obywatelska odwdzięczyła się pełnym poparciem. Na głos sprzeciwu pozwoliła sobie tylko posłanka Joanna Fabisiak. Kilku innych konserwatywnych posłów wolało wstrzymać się od głosu lub wręcz udawać, że nie ma ich w Sejmie – a to pokazuje, jak silny jest dziś nacisk Donalda Tuska na skręt w lewo i szukanie tam nowych głosów. Ten proces może utrudnić współpracę z konserwatystami z innych ugrupowań i utratę części potencjalnych głosów z tej strony, czego głosy lewicy obyczajowej mogą w całości nie zrównoważyć – ale to już temat na inne rozważania.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
Zobacz więcej