RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Spurs, czyli uniwersytet koszykówki. Dokąd trafił Jeremy Sochan?

Jeremy Sochan nie mógł sobie wymarzyć lepszego startu w NBA (fot. Getty Images)
Jeremy Sochan nie mógł sobie wymarzyć lepszego startu w NBA (fot. Getty Images)

Jeremy Sochan z numerem dziewiątym trafił w drafcie NBA do San Antonio Spurs. Choć o mistrzostwo w najbliższym czasie raczej nie powalczy, trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce dla zawodnika o jego profilu. 19-latek dostał stypendium na uniwersytecie koszykówki.

Polaka w drafcie z tak wysokim numerem nie wybrano wcześniej nigdy. Polaka z takim potencjałem też w NBA nigdy nie było. A że dostrzegli go akurat w San Antonio – możemy być spokojni, że Sochan ma w sobie "to coś".

Spurs to jedna z najlepszych i najważniejszych organizacji koszykarskich. Mądrze zarządzana, słynie z przemyślanych ruchów i odpowiedniego traktowania swoich zawodników. Nieprzypadkowo Tim Duncan czy David Robinson spędzili w Teksasie całe swoje kariery. Podobnie było choćby z Manu Ginobilim czy (prawie!) Tonym Parkerem.

Jeśli Sochan solidnie przepracuje lato i wpadnie w oczy członkom sztabu, w młodym składzie może bardzo szybko wywalczyć sobie miejsce w pierwszej piątce. W najgorszym wypadku – powinien być, jak w Baylor, energetyczną opcją z ławki. Powodów do radości jest jednak więcej. Znaleźliśmy co najmniej pięć.

Najlepszy trener w historii NBA. Ulubieniec zawodników, postrach mediów...

Jest najdłużej pracującym szkoleniowcem w amerykańskim sporcie. Dziennikarze boją się go i uwielbiają jednocześnie, zawodnicy traktują jak ojca,...

zobacz więcej

1. Gregg Popovich

Nie ma drugiego takiego trenera w NBA. I nie chodzi tylko o to, że Popovich pobił niedawno rekord zwycięstw Dona Nelsona, że ma na koncie pięć mistrzowskich tytułów, że od ćwierć wieku z sukcesami prowadzi jeden zespół... To, co wyróżnia go na tle innych wielkich, to spuścizna, jaką po sobie zostawia. Ludzie. Trenerzy. Dołączenie do jego sztabu jest jak spełnienie marzeń. Przepustka do wielkiej kariery. Ktokolwiek pracował u jego boku, niemal zawsze dostawał potem szansę, by samemu sprawdzić się w najważniejszej z ról. Wielu się udało: weźmy choćby ostatni finał NBA, w którym Celtics prowadził Ime Udoka, a Warriors Steve Kerr. Obaj to podopieczni Popovicha. Poprzedni mistrz? Milwaukee Bucks i Mike Budenholzer, również człowieka "Popa". Jego trenerskie "drzewo" to prawdopodobnie najbardziej spektakularna rzecz w zawodowym sporcie.
O korzyściach, które płyną z pracy z takim szkoleniowcem wiele pisać nie trzeba. Popovich uczy i wychowuje, rozumiejąc koszykówkę w sposób nieosiągalny dla wielu innych mądrych głów. To nieskończony autorytet, w którego od ponad dwóch dekad wpatrzone są największe gwiazdy NBA: na czele z Timem Duncanem, Manu Ginobilim czy Davidem Robinsonem.

2. Chip Engelland

Sławę przyniósł mu artykuł Billa Barnwella z 2014 roku, w którym został nazwany "lekarzem od rzutów". To u niego szlify zbierał jeden z bohaterów Chicago Bulls lat 90., Steve Kerr. To on sprawił, że ponadprzeciętnymi strzelcami zostali Tony Parker, Kawhi Leonard czy Marco Belinelli. Jest najdłużej pracującym asystentem Popovicha i nie ma w tym krzty przypadku: jak nikt rozumie technikę rzutu, potrafi ją też wpoić nawet najbardziej opornym. A tak się akurat składa, że właśnie rzut jest elementem, który u Sochana wymaga najwięcej pracy. Możliwość treningów z Engellandem to jak wygranie losu na loterii.

3. Młody skład

Dejounte Murray ma 25 lat. Joshua Primo – 19. Devin Vassell – 21. Keldon Johnson – 22. Najstarszy, Jakob Poetl, w październiku skończy 27. A do tego w odwodzie są przecież Tre Jones (22 lata), Lonnie Walker IV (23 lata) czy Zach Collins (24). Spurs mają jeden z najmłodszych składów w lidze, w którym wielu zawodników wciąż ma sporo do udowodnienia. Nie ma "świętych krów", jest rywalizacja kilku utalentowanych chłopaków, którzy mogą w przyszłości – pod okiem zbliżającego się do końca kariery Popovicha – zbudować coś bardzo solidnego. 73-letni szkoleniowiec marzy na pewno, by przed emeryturą jeszcze choć raz powalczyć o mistrzostwo NBA.

19-letni Sochan, bardzo lubiany i szanowany w każdej grupie, w której miał przyjemność pracować (a w jego burzliwym życiu było ich sporo), powinien z miejsca odnaleźć dla siebie miejsce w szatni. Nie będzie zginania nóg przed weteranami, raczej przedłużenie atmosfery z koledżu.

Hej, hej, kolejny Polak w NBA. Jeremy Sochan może podbić ligę

Co do jednego nie ma wątpliwości – ta noc przejdzie do historii polskiej koszykówki. Jeremy Sochan, syn Polki i Amerykanina, lada moment pójdzie w...

zobacz więcej

4. Kultura organizacji

Akurat w San Antonio Spurs nie trzeba się na pewno obawiać, że szatnia wymknie się spod kontroli. Gdyby szukać analogii piłkarskich, "Ostrogi" są jak Manchester United Alexa Fergusona: trener jest postacią numer jeden, a ktokolwiek myśli inaczej, może szukać nowego klubu. Bunty zdarzają się rzadko lub nie ma ich wcale, a ktokolwiek ukończy ten uniwersytet koszykówki – lub przynajmniej spędzi w nim kilka lat – zyskuje potężny kapitał. Nie wiadomo jak potoczy się kariera Sochana, ale Spurs w CV to wielka nobilitacja. Uniwersytet koszykówki, kultury gry i tego, jak powinien wyglądać profesjonalny zespół sportowy.

5. Historia draftu

Pion sportowy San Antonio Spurs ma oko do wyszkiwania pereł. Ze stosunkowo odległymi numerami wybierano tam m.in. Tony'ego Parkera (28.), Manu Ginobiliego (57.), Gorana Dragicia (45.) czy Dejounte Murraya (29.). Jako że przez zdecydowaną większość czasu podopieczni Popovicha kręcili się w okolicach finałów konferencji czy mistrzowskich tytułów, w pierwszej dziesiątce ostatni raz wybierali... w 1997 roku. Niech dobrym omenem dla Sohana będzie fakt, że ich "jedynką" był wówczas członek Galerii Sław, jeden z najlepszych koszykarzy w historii – Tim Duncan.

Co jak co, ale w San Antonio potrafią rozpoznać talent czystej wody i pracować nad maksymalizacją jego potencjału. Oby tak właśnie stało się z 19-letnim Polakiem.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej