RAPORT

Wojna na Ukrainie

Hej, hej, kolejny Polak w NBA. Jeremy Sochan może podbić ligę

Jeremy Sochan ma szansę zostać gwiazdą NBA (fot. Getty Images)
Jeremy Sochan ma szansę zostać gwiazdą NBA (fot. Getty Images)

Co do jednego nie ma wątpliwości – ta noc przejdzie do historii polskiej koszykówki. Jeremy Sochan, syn Polki i Amerykanina, lada moment pójdzie w ślady Cezarego Trybańskiego, Macieja Lampego czy Marcina Gortata i trafi do NBA. Eksperci za oceanem rozpływają się nad talentem 19-latka, a karierę wróży mu się co najmniej jak temu ostatniemu. Jak wyglądała droga Sochana do najlepszej ligi świata i co naprawdę może w niej osiągnąć?

Gdy pytają go o pochodzenie, odpowiada: „jestem obywatelem świata”. W połowie Polak, w połowie Amerykanin, jako dom wskazuje... Anglię, choć przez jakiś czas mieszkał też w Niemczech. Najbliższe lata na pewno spędzi w Stanach, bo pazury ostrzy sobie na niego co najmniej kilka klubów NBA. Nowy Jork? Waszyngton? Charlotte? Wszystko okaże się już w nocy z czwartku na piątek polskiego czasu, gdy – jak co roku – odbędzie się ceremonia draftu.


***

Więcej niż geniusz Curry'ego. Jak Warriors zostali mistrzami NBA?

Teoretycznie – zespołu, w którym grają Stephen Curry czy Draymond Green nigdy nie powinno się skreślać. W praktyce – niewiele było powodów, by...

zobacz więcej

Jego mama Aneta grała w koszykówkę. Była rozgrywającą w warszawskiej Polonii, rokującą na tyle, że stypendium przyznała jej jedna z amerykańskich uczelni. W wieku 19 lat wyleciała do Stanów, gdzie poznała Ryana Keyona Williamsa – przyszłego ojca jej starszego syna. Williams też grał, podobno całkiem nieźle. – Myślę, że miał olbrzymi potencjał i na pewno Jeremy przejął to po nim – mówiła pani Sochan „Sportowym Faktom”.

Kariery w USA jednak nie zrobił. W poszukiwaniu szczęścia udał się najpierw do Francji, a potem Anglii, gdzie po krótkim czasie drogi polsko-amerykańskiej pary się rozeszły. Jeremy miał wtedy sześć lat.

Chłopiec przez moment uczył się w Southampton, by niedługo później (znów) spakować walizki i trafić do Milton Keynes – mama pognała za miłością do innego Polaka na emigracji, Wiktora Lipieckiego. Stworzyli szczęśliwą rodzinę, którą są zresztą do dziś. Mają też drugiego syna.

Wzmianki o biologicznym ojcu Jeremy’ego kończą się w maju 2017 roku. To krótka policyjna notka o Marco Hollinsie, zatrzymanym za spowodowanie wypadku samochodowego na obrzeżach Oklahomy, w wyniku którego zmarł siedzący na tylnym fotelu pasażer. Był nim 37-letni Ryan Williams.


***

LeBron James jako pierwszy grający koszykarz został miliarderem

Gwiazda koszykarskiej Ligi NBA 37–letni LeBron James jest według magazynu „Forbes” pierwszym nadal grającym zawodnikiem, którego majątek...

zobacz więcej

Sochan, dziecko koszykarza i koszykarki, nigdy nie czuł presji, by trzymać w rękach ciemnopomarańczową piłkę. Szybko wyrósł, więc zakochani w futbolu Anglicy dostrzegli w nim niezły materiał na bramkarza. Grał też w badmintona, uprawiał sporty walki, wygrywał lokalne konkursy skoku w dal. Tym, co robi dziś, zajął się na poważnie „dopiero” w wieku 11 lat. Pierwszą trenerką była oczywiście mama.

To Aneta zaszczepiła w nim fundamenty, na których – prawdopodobnie – zbuduje karierę w NBA: zamiłowanie do podań i obrony. Bawili się, choć na ściśle określonych zasadach: podczas wspólnych zajęć musiał mówić do niej „trenerze”. – Gdy nazywał mnie „mamą”, robił za karę pompki i sprinty – wspomina na łamach „The Athletic”. – Widzieliśmy, że ma potencjał, ale nigdy nie chcieliśmy, żeby czuł się najważniejszy. Miał nauczyć się, jak być członkiem drużyny. Później wielokrotnie tego żałowałam: oglądałam jego mecze i myślałam sobie, że byłoby wspaniale, gdyby był odrobinę bardziej samolubny. Ale, koniec końców, zaszczepiłam w nim cechy, którymi sama wyróżniałam się jako zawodniczka: wizję i boiskową inteligencję – dodaje.

Jeremy, podobnie jak mama, pokochał też bronienie. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że to jego najmocniejsza strona. Nie będzie też nadmiaru patriotycznego optymizmu w przekonaniu, że w klasie draftu 2022 roku lepszego obrońcy po prostu nie ma. Defensywne talenty Sochana na czynniki pierwsze w bardzo przystępny sposób rozłożył Maciej Drzewiecki z portalu PostPrime.



Koszykówka ma w Anglii status drugiego, po piłce nożnej, najchętniej uprawianego sportu. Ponad milion mieszkańców deklaruje, że wychodzi na korty przynajmniej raz w tygodniu. To z Anglii pochodzi najwięcej europejskich subskrypcji platformy „League Pass”, na której można oglądać wszystkie mecze ligi NBA.

Aneta i Wiktor raz na jakiś czas pozwalali Jeremy’emu chodzić wcześnie spać, by w środku nocy mógł podziwiać poczynania swoich bohaterów. Oglądał też dużo archiwalnych nagrań: znamienne, że jednym z jego ulubionych zespołów byli Detroit Pistons z pierwszej połowy pierwszej dekady XXI wieku, a idolem – Ben Wallace. Ówczesne „Tłoki” grały koszykówkę brzydką, mało efektowną, skupioną przede wszystkim na defensywie i uprzykrzaniu życia rywalom.

Jeremy też tak grał. Był jednym z tych, którym więcej radości sprawiało odbieranie komuś piłki niż wsadzanie jej do kosza. Doceniali to trenerzy, docenili też amerykańscy skauci, którzy szybko uświadomili rodzicom chłopaka, że Anglia – choć rośnie w siłę – szybko stanie się dla niego za mała.
Szkoła średnia w La Lumiere w stanie Indiana wypuściła w świat kilku komików i reżyserów. W pewnym momencie jej władze mocno postawiły na koszykówkę: zainwestowano w program, który wielu uważa za jeden z najciekawszych w kraju, a którego beneficjentami stały się znane w świecie NBA nazwiska. To stamtąd pochodzą m.in. Jaren Jackson Jr., Isaiah Stewart czy świeżo upieczony mistrz ligi – Jordan Poole. Tam też pierwsze kroki w Ameryce stawiał Sochan.

Choć szło mu dobrze, z powodu pandemii nie mógł ukończyć szkoły. Tygodniowa przerwa od zajęć zamieniła się w dwutygodniową, potem miesięczną... Gdy stało się jasne, że koronawirus na dłużej sparaliżuje zajęcia sportowe w USA, Jeremy przeniósł się do Niemiec. Akademia Orange County, działająca jako filia klubu Ratiopharm Ulm, zaoferowała mu możliwość treningów i dalszego rozwoju bez konieczności podpisywania umowy: to o tyle ważne, że Sochan pragnął jeszcze wrócić do USA, a jako profesjonalista nie zostałby przyjęty do żadnego koledżu. A że był już wtedy młodzieżowym reprezentantem kraju, uznanym nazwiskiem w oczach wielu obserwatorów koszykówki, „chrapkę” na kontrakt z nastolatkiem miało wiele europejskich klubów.

Chciało go też na szczęście wiele amerykańskich uniwersytetów. Wśród nich m.in. Baylor, które pod okiem Scotta Drew z roku na rok rosło w siłę, wypuszczając w świat coraz ciekawszych koszykarzy. To uczelnia, której nie wybierają licealne gwiazdy: te chętniej trafiają do Duke, Kentucky, Ohio, LSU czy Gonzagi. Sochan chciał jednak przede wszystkim grać, rozwijać się i mieć pewność, że trenerzy docenią jego nieprzeciętne umiejętności.

Reszta potoczyła się szybko: 21 lutego 2021 roku, kilka miesięcy przed złożeniem wniosku o dowód osobisty, Sochan zadebiutował – jako najmłodszy zawodnik w historii – w dorosłej reprezentacji Polski. Choć rywal, Rumunia, nie był zbyt silny, jego dorobek (18 punktów, 6/10 z gry) i tak zrobił wielkie wrażenie. To wtedy usłyszał o nim cały kraj.

Na godziny przed draftem Sochana znają już nie tylko w Polsce. Sylwetkę 19-letniego koszykarza stworzyły największe amerykańskie portale, takie jak ESPN czy The Athletic. Pisze się o jego sportowych korzeniach, pisze też o dziadku Zygmuncie, byłym piłkarzu Warszawianki, który brał udział w kompanii wrześniowej, był więźniem obozu Stutthof, a po wojnie długo pełnił funkcję dyrektora hali widowiskowo-sportowej na Torwarze.

To, co wielu uważa za problem, Amerykanie postrzegają w kategoriach sporego atutu: pięć domów w ciągu pięciu lat, Anglia, Niemcy, USA, wakacje na warszawskiej Pradze u babci Lucyny... Sochan szybko się aklimatyzuje, nie przestaje się uśmiechać i w każdym środowisku jest bardzo lubiany. Bill Peterson, jeden z asystentów na uczelni Baylor, podkreśla jednak przede wszystkim silny charakter Polaka.

– Choć był pierwszoroczniakiem, podczas treningów zdarzało mu się przerywać akcję, by zwracać starszym kolegom uwagę, że za mało podają – mówił Ethanowi Fullerowi z BasketballNews. – W naszym zespole zwracamy uwagę nie tylko na punkty, asysty czy zbiórki. Oceniamy zawodników przez pryzmat 15 różnych kategorii, takich jak gra bez piłki, stawianie zasłon, wymuszanie fauli... Sochan zawsze był wśród najlepszych.

W świecie sportu to on zarabia najlepiej. Nowa lista „Forbesa”

Argentyński piłkarz Paris Saint-Germain Lionel Messi jest najlepiej zarabiającym sportowcem na świecie – wynika z rankingu opublikowanego przez...

zobacz więcej

Młody Polak to prawdziwy człowiek renesansu: uwielbia sztukę, zachwyca się surrealistami, przede wszystkim Salvadorem Dalim, upust artystycznej duszy dając w kolejnych tatuażach czy... fryzurach. Zdarzało mu się ogolić na łyso, niedawno – w geście solidarności z Ukrainą – pomalował je na niebiesko-żółty kolor. Ci, którzy znają go lepiej, przekonują, że dopiero w NBA pokaże jednak pełnię potencjału: mecze nierzadko są tam bowiem pretekstem do szeroko rozumianego „wyrażania siebie”, głównie poprzez rozmaite, nierzadko kontrowersyjne stylizacje.

„Człowiekiem renesansu” Sochan jest też na parkiecie. Choć wysoki (ok. 204 cm), znakomicie kozłuje piłkę i może równie dobrze pełnić rolę rozgrywającego, jak i centra. Duży zasięg ramion pomaga mu też w obronie, gdzie gotów jest podjąć każde wyzwanie: zarówno przy szybkich, zwrotnych rywalach, jak i silnych podkoszowych.

Wpatrzony w Draymonda Greena, uwielbia energię, z jaką gwiazda Golden State Warriors wychodzi na parkiet. Przeszkadzać, przeszkadzać, raz jeszcze przeszkadzać – to jego główny cel. Uwielbia też droczyć się z rywalami, dużo mówi, prowokuje, bywa bardzo nieprzyjemny. – Chcę wkurzać. Chcę zajść komuś za skórę. Być właśnie takim gościem. Głośnym, wszędobylskim – opisuje swój boiskowy profil.

Uniwersalność to obecnie jedna z najbardziej pożądanych cech w NBA. Zaawansowane estymacje statystyczne – choć wciąż są przede wszystkim niewinną zabawą – nie widzą w Sochanie gwiazdy na miarę Chata Holmgrena, Paolo Banchero czy Jabariego Smitha (prawdopodobnie pierwsza trójka tegorocznego draftu), przewidują za to, że prędzej niż oni (i z większym prawdopodobieństwem!) znajdzie miejsce w pierwszej piątce klubu z najlepszej ligi świata. To zawodnik wręcz skrojony pod dzisiejszą koszykówkę: jeśli tylko popracuje nad rzutem (to wciąż jego najsłabszy punkt), będziemy cieszyć się jego występami przez kolejnych 20 lat.

„Cudowne dziecko” podbija NBA. Luka Doncić wspina się na szczyt

Wielką karierę przepowiadano mu niemal od zawsze. Tego, że będzie tak dobry, nie spodziewał się jednak chyba nikt. Luka Doncić już jest gwiazdą. Ma...

zobacz więcej

Gdzie zagra Jeremy Sochan?


Przed draftem, jak zdarzało się w przypadku Mateusza Ponitki czy Przemysława Karnowskiego, nie pytamy „czy”, lecz „gdzie” zagra Sochan. Większość fachowych portali widzi Polaka tuż za pierwszą dziesiątką: wybór w tych rejonach oznacza pewny kontrakt, przelew na kilka milionów dolarów i miękkie wejście w profesjonalną karierę. Eksperci widzą w nim kogoś pomiędzy Draymondem Greenem a Borisem Diawem – Green lepiej bronił, Diaw lepiej rzucał. Jeśli przejmie najlepsze cechy od obu, będziemy mieli w NBA prawdziwą gwiazdę.

Gdzie widzą Sochana najwięksi amerykańscy eksperci?

Kevin O’Connor, The Ringer:
Oklahoma City Thunder (12.) –
„Sochan nadaje ton w obronie, a jeśli poprawi rzut, może rozkwitnąć również w ofensywie. (...) Istnieją solidne podstawy, by wierzyć, że w szerszej perspektywie odniesie sukces, co czyni go bezpiecznym wyborem z numerem dwunastym. Jednocześnie zdradza naprawdę spory potencjał. (...) Świetnie pasuje do schematów współczesnej koszykówki, opartej na ciągłych zmianach krycia. Ciężko pracuje, komunikuje się z partnerami i doskonale rozumie, co w danej chwili dzieje się na parkiecie. Nie ma niczego, czego nie potrafiły zrobić w defensywie”.

Jonathan Givony, ESPN:
Charlotte Hornets (13.) –
„Sochan to zawodnik wielowymiarowy, który potrafi nie tylko bronić na całym parkiecie, ale i podawać piłkę czy zmieniać pozycję w zależności od potrzeb. Przed chwilą skończył 19 lat, co oznacza, że ma jeszcze wielkie możliwości rozwoju. Wyczucie gry, wszechstronność i nieustanna potrzeba rywalizacji sprawiają, że jego „sufit” jest bardzo wysoko”.

Sam Vecenie, The Athletic:
Oklahoma City Thunder (12.) –
„Może grać na każdej pozycji w obronie, trafić trójkę i chwycić piłkę w kontrze, by zakończyć szybką akcję wsadem. Jeśli poprawi rzut, jego możliwości wydają się niemal nieograniczone”.

***

Draft NBA rozpocznie się około 1 w nocy z czwartku na piątek polskiego czasu.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej