RAPORT

Wojna na Ukrainie

Nie liczmy na przebudzenie sumień. Macron i Scholz wciąż wierzą w „dialog” z Rosją

Emmanuel Macron i Olaf Scholz (fot. Pavlo Bagmut/Ukrinform/Future Publishing via Getty Images)
Emmanuel Macron i Olaf Scholz (fot. Pavlo Bagmut/Ukrinform/Future Publishing via Getty Images)

Ogrom zbrodni rosyjskich na Ukrainie, który w końcu mogli zobaczyć na własne oczy Emmanuel Macron i Olaf Scholz, nie spowoduje, że odrzucą politykę „dialogu” z Władimirem Putinem. Na szczęście nie mają oni wciąż wystarczających sił, by narzucić ten sposób myślenia całemu Zachodowi. Niezapowiedziana wizyta Borisa Johnsona w Kijowie dzień później, a także stałe, zdecydowane wsparcie Polski i krajów Europy Środkowo-Wschodniej dla Ukrainy pozwalają mieć nadzieję, że Rosja przegra tę wojnę, jej przywódców spotka kara, a „ruski mir” skończy na śmietniku historii, gdzie jego miejsce.

Petrović: Ukraińcy czekają na wizytę Macrona i Scholza. Wśród „prezentów” może być jeden od Putina

Medialne doniesienia o tym, że Emmanuel Macron i Olaf Scholz w końcu odwiedzą Kijów wlewają nadzieję w serca zarówno Ukraińców, jak i ich...

zobacz więcej

To dobrze, że przywódcy Niemiec, Francji, Włoch i Rumunii przybyli do Kijowa i złożyli zapewnienia, że Unia i cały świat Zachodu wspierają i będą dalej wspierać Ukraińców, a także potępili Rosję. Wyrazili oni przy tym poparcie dla nadania Ukrainie statusu kandydata do UE, a Emmanuel Macron zapewnił, że kraj ten nie będzie nakłaniany do ustępstw wobec Rosji i sam zdecyduje, na jakich warunkach będzie chciał zakończyć wojnę.

Oczywiście to, że Macron zapewnia o tym publicznie, niewiele znaczy, po prostu chce od siebie odsunąć niewygodne pytania. I to nie jest tak, że tylko media o tym huczą; on sam swoimi wypowiedziami wiele razy już to sugerował.

Biorąc pod uwagę dotychczasową postawę Macrona i Scholza wobec Rosji nie można być zaskoczonym, gdy będą do tego w mniej lub bardziej ostentacyjny sposób namawiać Wołodymyra Zełenskiego.

Kuszenie Zełenskiego


Jasne, będą to nazywać dialogiem, realizmem, chęcią uniknięcia dalszych „bezsensownych” ofiar, uniknięciem globalnego konfliktu, wybuchu III wojny światowej, ratowaniem głodujących z powodu zablokowania ukraińskich portów. Macron i Scholz dadzą sto argumentów, by Kijów zgodził się na to, co mu narzuci Moskwa.

Trzeba jednak pamiętać, że jak ktoś mówi - „pokój za wszelką cenę” - to warto spytać, co konkretnie ma na myśli.

Scholz i Macron boją się porażki Rosji. Liczą, że Putin weźmie „swoje” na Ukrainie i odpuści

Niemcy od ponad dwóch miesięcy nie wysłały prawie żadnej broni na Ukrainę, a ich kanclerz gra na czas. Podczas gdy Ukraińcy toczą twarde boje z...

zobacz więcej

Płacić za taki „pokój” ma, oczywiście, Ukraina – i to płacić wysoką cenę. Celem minimum Putina jest zajęcie pełnych obwodów ługańskiego i donieckiego, a także okupowanych terenów na południu kraju. Taka oferta „pokoju” oznaczałaby zapewne, że Kijów musiałby się ich zrzec.

„Ruski mir” może wzrosnąć w siłę


Co to jednak by oznaczało w rzeczywistości? Nie tylko byłoby to odtrąbione przez propagandę Kremla jako wielki sukces w walce z „faszystowską” Ukrainą, obronienie „naszych” w bratnich republikach w Donbasie, ale także odebranie „brunatnym” rosyjskich z dziada pradziada ziem. To zaś jedynie wzmocniłoby dominujący w Rosji neofaszystowski system „ruskiego miru”, a przy tym władzę Putina.

Trzeba przy tym pamiętać, że według moskiewskich ideologów Rosja nie zajmuje ziem: ona je „odzyskuje” – a uzasadnienie dla tego zawsze szybko się znajdzie.

Dziś w tłumaczeniu swoich działań Putin przywołuje cara Piotra Wielkiego i jego politykę „odzyskiwania” ziem, które zawsze się Rosji należały.

To już wszystko było


Pamiętajmy też, że tezy te nie zostały wymyślone przez Putina, on je tylko przez lata swoich rządów przywoływał z przeszłości, posłuszna mu cerkiewna wierchuszka je uświęcała, a pseudohistorycy-ideolodzy dopasowywali je do potrzeb Kremla.

Dlatego gdy Macron mówi, że Rosji nie można „upokarzać”, to pokazuje, że jest nie tylko hipokrytą, ale i niebezpiecznym ignorantem. Putin decydując się na inwazję przekroczył granicę, za którą nie można w żaden sposób z nim negocjować, a tym bardziej pozwalać sobie na narzucanie przez niego warunków.

Refleksje o wizycie przywódców Niemiec, Francji, Włoch i Rumunii w Kijowie

Wizyta prezydenta Francji Emmanuela Macrona, prezydenta Rumunii Klausa Iohannisa, kanclerza Niemiec Olafa Scholza i premiera Włoch Mario Draghiego...

zobacz więcej

Rosja – putinowska Rosja, zaślepiona przez chorą, nienawistną ideologię, szerzącą się w tym społeczeństwie jak złośliwy rak – musi ponieść druzgoczącą klęskę, która jest dla niego jedyną szansą nie tylko na zmianę władzy, ale i na oczyszczenie.

Ślepcy czy koniunkturaliści?


Macron i Scholz jednak tego nie widzą. Albo widzą, ale nie chcą przyznać, że taka jest właśnie rzeczywistość. Nie chcą tego zrobić, gdyż wiedzą, że koszty rzeczywistego zwalczania Rosji będą długotrwałe i wysokie.

I nie chodzi tu wcale o wybuch III wojny światowej – gdyby Putin chciał ją wywołać, mógł to zrobić już dawno. Mowa o kosztach finansowych, a przez to i politycznych.

Co i rusz publikowane są raporty, sondaże, jak to w kolejnych krajach zachodnich coraz wyższy procent społeczeństwa ma dość polityki sankcji wobec Rosji, gdyż nie chce za to płacić ze swojego portfela. To zaś jest wykorzystywane przez kolejnych polityków do sprawdzania, czy mogą sobie pozwolić na sugerowanie potrzeby zakończenia wojny poprzez narzucenie Ukrainie rosyjskiej wersji „pokoju”.

Kij i kilka marchewek


Oczywiście, byłoby to osłodzone akceptacją zbliżania się tego kraju do UE, przeznaczenia jakiejś kwoty na jego odbudowę, licznych politycznych gestów, poklepywań po plecach itd.

Jednak w tym miejscu trzeba zadać tymże politykom pytanie – czy naprawdę uważają, że Rosja się na tym zatrzyma? Nawet jeśli dziś zadeklarowałaby, że nasyci się jakąś częścią ukraińskiego terytorium, to kto zagwarantuje Ukrainie, że kolejna wojna nie wybuchnie jak tylko Kreml się wystarczająco wzmocni?

Dziś mówi się o odbudowie Ukrainy, ale zadajmy sobie pytanie: jaki ma to sens, jeśli będzie istniało zagrożenie kolejnych ataków rosyjskich? Najważniejsze to dać Ukrainie gwarancje, że nie zostanie przez Rosję więcej zaatakowana. Kto to zrobi, jeśli wcześniej nie upadnie reżim Putina?

Petrović: Ukraińcy toczą ciężkie boje w Donbasie. Po niemieckiej broni ani widu, ani słychu

Niemcy znów obiecują Ukrainie dostarczenie nowoczesnej broni, która mogłaby w dużym stopniu wesprzeć jej siły w wojnie z Rosją. Nie po raz pierwszy...

zobacz więcej

W końcu Putin przed 24 lutego – dniem inwazji – nie wystraszył się gróźb Joego Bidena i innych przywódców Zachodu. Zdecydował się na poważne zerwanie z Zachodem i zbliżenie z Azją. Gdy dziś analitycy wskazują, że Rosja wciąż zyskuje na wysokich cenach surowców energetycznych na świecie, podpisuje ogromne kontrakty na przesył ropy do Indii i Chin, można się zastanowić, gdzie znów Zachód popełnił błąd i co trzeba zrobić, by restrykcje przynosiły pożądany skutek.

Co się dzieje za zamkniętymi drzwiami?


Jak widać jednak te kwestie nie zaprzątają głowy Scholza i Macrona.

W komentarzu na łamach niemieckiej gazety „Die Welt” publicysta Christoph B. Schiltz pisze, że przybyli do Kijowa przywódcy czterech krajów, a wiadomo, że chodzi o dwóch panów przywołanych powyżej, „za zamkniętymi drzwiami namawiali Zełenskiego do rozpoczęcia w najbliższych miesiącach - po spodziewanym upadku Donbasu - negocjacji z Rosją i do pracy nad porozumieniem pokojowym”.

Christoph B. Schiltz zaznacza, że do kontynuowania walki przeciwko Rosji Ukraina potrzebuje dużo broni z Zachodu i to przez długi czas, jednak ocenia, że do tego nie dojdzie, gdyż Berlin i Paryż chcą „możliwie szybkiego rozwiązania w drodze negocjacji”.

Jego zdaniem wizyta tych polityków w Kijowie „jest początkiem tego procesu, który prawdopodobnie będzie również wspierany przez Amerykanów”.

Niemcy znów będą czarować Bidena?


Już raz Joe Biden, deklarujący jeszcze przed wyborami prezydenckimi, że jest przeciwnikiem NS2, później, po wizycie niemieckiej delegacji dał się przekonać, że dzięki jego powstaniu to Zachód będzie miał instrument do nacisku na Rosję, a nie odwrotnie.

Rosja u progu rewolucji? Potrzebna następna Cuszima

Rosja przegrywa wojnę na Ukrainie. Odrywanie Donbasu to żaden sukces. Gigantyczne straty ponoszone przez wojsko w ludziach i sprzęcie sprawiają, że...

zobacz więcej

Czy teraz też amerykański prezydent poprze politykę naciskania na Kijów? Istnieje takie ryzyko, tym bardziej że ma wiele problemów zarówno w polityce wewnętrznej, m.in. wysoka inflacja, wzrost cen energii i rosnąca fala przestępczości, jak i zagranicznej, w szczególności w kontekście coraz agresywniejszej postawy Chin.

Na pewno chciałby mieć spokój z Rosją – pytanie, czy okaże się równie naiwny co Scholz i Macron, by znów myśleć, że idąc na ustępstwa uda mu się to osiągnąć.

Miejmy nadzieję, że nie, że USA dalej będą wspierać Ukrainę politycznie, militarnie i humanitarnie, a przy tym pomagać krajom naszego regionu w odstraszaniu Rosji przed pomysłami na dalsze rozszerzanie swojego „ruskiego miru”.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia


Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej