RAPORT

Wojna na Ukrainie

Refleksje o wizycie przywódców Niemiec, Francji, Włoch i Rumunii w Kijowie

Olaf Scholz i Emmanuel Macron spotkali się z Wołodymyrem Zełenskim (fot.  Alexey Furman/Getty Images)
Olaf Scholz i Emmanuel Macron spotkali się z Wołodymyrem Zełenskim (fot. Alexey Furman/Getty Images)

Wizyta prezydenta Francji Emmanuela Macrona, prezydenta Rumunii Klausa Iohannisa, kanclerza Niemiec Olafa Scholza i premiera Włoch Mario Draghiego w Kijowie w czwartym miesiącu wojny jest wydarzeniem symbolicznym. Nie może być jednak rozpatrywana w oderwaniu od całości dotychczasowej polityki tych państw. Została na dodatek niemal natychmiast zrównoważona dzień późniejszą wizytą w Kijowie premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona. Znaczenia odwiedzin czterech przywódców europejskich w Kijowie nie należy więc przeceniać, a ocena tego wydarzenia musi opierać się na starej rzymskiej zasadzie facta, non verba (czynów, nie słów).

Nowy sojusz w Europie? Jest zielone światło od USA

Wielka Brytania, Polska, Ukraina i kraje bałtyckie – tak ma wyglądać nowy sojusz. O planach poinformował już Boris Johnson, a zielone światło dała...

zobacz więcej

Czyny mówią same za siebie


Niemcy, Francja i Włochy przez dekady prowadziły wschodnią politykę UE w myśl zasady Russia first (przede wszystkim Rosja), a Berlin i Paryż od początku zmasowanej rosyjskiej inwazji na Ukrainę stały na czele obozu appeasementu (zaspakajania agresora kolejnymi ustępstwami). Niemcy miały też walny udział w wytworzeniu na Kremlu przekonania o bezkarności agresji i przyjęciu w Moskwie założenia o braku nań reakcji Zachodu, przyczyniając się tym do wybuchu wojny.

Podobnie działała Francja i z nieco mniejszą ostentacją Włochy. Rumunia „schowała się”, a akcje na kierunku ukraińskim ograniczała dotąd zasadniczo do działań humanitarnych, choć wysłała Ukrainie także nieco amunicji i sprzętu wojskowego. To i fakt, że nie domaga się wyłączeń z sankcji UE wobec Rosji odróżnia ją pozytywnie od Węgier, które z kolei przyjęły więcej uchodźców z Ukrainy niż Rumunia i udzieliły ofierze agresji większej pomocy humanitarnej. Dyplomacja polska intensywnie wskazuje Bukaresztowi, że najlepszym, sposobem zapewnienia bezpieczeństwa Mołdawii jest dozbrajanie Ukrainy. Rumunia w zakresie wojskowego wsparcia dla Kijowa, nie jest jednak w tej samej grupie co Polska, państwa bałtyckie, skandynawskie, Słowacja i Czechy.

Powtarzana gra – tym razem znów Rumunią


Gdy w 2003 r. Polska wbrew Niemcom i Francji poparła amerykańską interwencję w Iraku, a kontyngenty polski i ukraiński od wyjścia Hiszpanów w 2004 r. stały się najliczniejszymi kontyngentami dowodzonej przez Polaków Dywizji Centrum-Południe, Rzeczpospolita została ogłoszona „amerykańskim koniem trojańskim w UE”.

Scholz po powrocie z Kijowa stwierdza, że „z Putinem koniecznie trzeba rozmawiać”

Kanclerz Niemiec Olaf Scholz broni bezpośrednich rozmów z Władimirem Putinem i zapowiada kolejne. „Z Putinem koniecznie trzeba rozmawiać” , – Będę...

zobacz więcej

Niezadowolone z jej postępowania Niemcy i Francja wraz z Rosją (oburzoną na Warszawę i Wilno za wsparcie Pomarańczowej Rewolucji w 2005 r.) nie zaprosiły prezydentów Polski i Litwy na spotkanie w Królewcu z okazji 750-lecia założenia miasta, przez Moskali zwanego Kaliningradem na cześć sowieckiego zbrodniarza, którego podpis widnieje pod rozkazem rozstrzelania blisko 22 tys. polskich oficerów i policjantów zamordowanych w 1940 r. strzałem w tył głowy w Katyniu, Charkowie i Twerze. Do Królewca obok prezydenta Jacquesa Chiraca (który w 2002 r. obiecał Putinowi w Soczi eksterytorialne korytarze przez Litwę do obwodu kaliningradzkiego) i kanclerza Gerharda Schrödera (symbolu skuteczności rosyjskiego korumpowania najwyższych polityków „starej UE” i twórcy gazociągu Nord Stream 1) zaproszono jeszcze skrajnie lewicowego premiera Hiszpanii – José Luisa Zapatero, na rozkaz którego Hiszpanie opuścili Irak, wycofali swój kontyngent ze wspólnej dywizji z Polakami i Ukraińcami i porzucili Amerykanów.

Po takim kroku Hiszpania musiała zostać „nagrodzona” prestiżowo przez Niemcy, Rosję i Francję i jej premier znalazł się w gronie „wielkiej trójki” w Królewcu, w którym Hiszpania ma „stare i powszechnie znane interesy” - pewnie w odróżnieniu od związków obwodu z „daleko położonymi i nieistotnymi” Polską i Litwą. Pozwalam sobie na tę ironię, by podkreślić, że miraż przyjmowania przez Niemcy i Francję mniejszych państw do grona „dyrektoriatu europejskiego” jest jednym ze stałych instrumentów w arsenale ich dyplomacji, działającym na co bardziej ambitnych a próżnych polityków ościennych. Polacy byli w podobny sposób uwodzeni za czasów Donalda Tuska, którego zwolennicy do dziś tego typu teatr polityczny uznają za dowód ówczesnej „silnej pozycji Polski w UE”.

W 2007 r. Polska zawetowała mandat Komisji Europejskiej do negocjowania nowego Porozumienia o partnerstwie i współpracy UE-Rosja (PCA). Krok ten był skutkiem nałożenia na Polskę przez Rosję w 2005 r. embarga na eksport produktów rolnych. Była to kara za wsparcie przez Warszawę ukraińskiej Pomarańczowej Rewolucji z 2004 r. Po półtorarocznym daremnym oczekiwaniu na reakcję Unii Europejskiej (w której handel zagraniczny - import i eksport na jednolity rynek europejski UE jest wyłączną kompetencją wspólnotową i rządy państw członkowskich nie mają prawa nakładać kontrembarga samodzielnie), Polska w listopadzie 2006 r. wetem usiłowała zmusić Komisję Europejską, by przestała sobie wyobrażać, że na potrzeby dobrych relacji Brukseli z Moskwą Warszawa będzie milczeć, gdy jest traktowana tak, jakby nie była członkiem UE. Prezydencja niemiecka przypadająca na pierwszą połowę 2007 r. i traktująca PCA jako sztandarowy punkt swego programu, była oburzona. Polska – głoszono „wzięła całą Unię Europejską za zakładnika swych relacji z Rosją”.

Kłopoty Macrona. Może nie mieć poparcia Parlamentu

Centrowa koalicja prezydenta Francji Emmanuela Macrona może nie zdobyć w wyborach parlamentarnych bezwzględnej większości w Zgromadzeniu Narodowym,...

zobacz więcej

W tej atmosferze Komisja Europejska zgłosiła inicjatywę Synergii Czarnomorskiej – forum współpracy UE z Mołdawią, Ukrainą, Rosją, Armenią, Azerbejdżanem, Gruzją i Turcją. Z ramienia UE forum tym miały zarządzać Rumunia, Bułgaria i Grecja. Dwie pierwsze były najbiedniejszymi państwami „nowej UE”, które zaledwie kilka miesięcy wcześniej do niej przystąpiły i ich urzędnicy w Brukseli dopiero uczyli się topografii instytucji unijnych; Grecja zaś była najbiedniejszym państwem „starej UE”. W konstrukcji nie było więc ani doświadczenia, ani pieniędzy. Nie było w niej także Polski. Relacje UE-Ukraina i UE Rosja miały odbywać się bez Warszawy. Pozycją największego po stronie UE państwa w całej konstrukcji kuszono Rumunię - zapewne w nadziei wbicia klina między nią a Polskę i wywołania rywalizacji o wpływ na unijną politykę wschodnią.

Ustawiałoby to oba nasze kraje w pozycji petentów zabiegających w Berlinie i Paryżu o to, by mocarstwa unijnego rdzenia poparły prymat tego, a nie tamtego państwa. Współdziałanie Warszawy i Bukaresztu, nastawionych nieufnie do Rosji, nie leżało w planach ani Francji, ani Niemiec i nadal nie leży. Prezydent Iohannis, nie dołączając się do którejś z wizyt prezydenta Andrzeja Dudy lub premiera Mateusza Morawieckiego w Kijowie, a godząc się na odegranie roli Zapatero u boku przywódców Niemiec, Francji i Włoch, popełnił więc błąd. Widać to zresztą po komentarzach mediów światowych, w których jego udział w tym przedsięwzięciu jest zwykle marginalizowany.

Perspektywa członkostwa Ukrainy w UE – „turecki film”?


15 czerwca na trzecim z rzędu spotkaniu w Ramstein grupy kontaktowej ministrów obrony państw NATO ze strony USA padło potwierdzenie woli zaopatrzenia Ukrainy w taką ilość ciężkiej broni, by mogła pobić Rosjan. Wysiłki Berlina, Paryża i Rzymu, by Waszyngton poparł pomysł nakłonienia Kijowa do ustępstw najwyraźniej spełzły na niczym. Ukraina z poparciem USA, Polski i Wielkiej Brytanii (trzech państw, które dostarczają jej największej pomocy wojskowej) wygra tę wojnę i przywódcy Niemiec, Francji i Włoch musieli wyciągnąć wnioski z twardego stanowiska USA.

Zawsze była nań wrażliwa także Rumunia. Nic zatem dziwnego, że wizytujący Kijów wymienieni politycy unijni złożyli deklaracje o poparciu dla uznania Ukrainy za państwo kandydujące do UE. Prezydent Macron jeszcze kilka dni temu publicznie dywagował jednak, że sam proces akcesyjny zajmie zapewne dekady. Obietnice złożone w Kijowie nie przekreślają tych jego stwierdzeń. Jest wyrazisty precedens. Układ Stowarzyszeniowy między Europejską Wspólnotą Gospodarczą a Turcją został podpisany w Ankarze 12 września 1963 r. i wszedł w życie 1 grudnia 1964 r. Wniosek o członkostwo Turcja złożyła w 14 kwietnia 1987 r., a status kandydata otrzymała 11 grudnia 1999 r. Negocjacje akcesyjne rozpoczęła 3 października 2005 r. i dziś – w roku 2022 nic nie wskazuje, by miała je kiedykolwiek ukończyć. Ukrainę czeka zapewne podobny los.

Kolejne HIMARS-y dla Ukrainy

Pentagon jest skłonny wysłać na Ukrainę cztery kolejne systemy artylerii rakietowej HIMARS jako następną transzę pomocy wojskowej - poinformował...

zobacz więcej

Jest to tym bardziej prawdopodobne, iż w 2005 r. Francja wprowadziła do swej konstytucji (art. 88-5) wymóg ratyfikowania w drodze referendum każdego następnego traktatu akcesyjnego z państwem, którego ludność przekraczałaby 5% populacji UE. Chodziło wówczas o zablokowanie akcesji muzułmańskiej i potężnej demograficznie Turcji, przy jednoczesnym nieblokowaniu maleńkiej Chorwacji, na której członkostwie w Unii zależało Niemcom. Przy okazji jednak zablokowano Ukrainę.

W 2008 r. Senat francuski zatwierdził kolejną poprawkę konstytucyjną, uznając, że reguła ta nie dotyczy krajów, które zaproszono do członkostwa w Unii przed 1 czerwca 2004 r. Tym samym teoretycznie ponownie otwarto drzwi do UE dla Turcji, łudząc ją perspektywą członkostwa i podtrzymując jeszcze przez kilka lat instrument wpływu Brukseli na Ankarę, jaki zawsze posiada UE wobec państwa kandydującego. Dla Ukrainy drzwi te pozostają jednak zamknięte. Prawdopodobieństwo, iż większość Francuzów opowie się w referendum za przyjęciem jakiegokolwiek nowego państwa do Unii Europejskiej jest bowiem bliskie zeru. Francuzów w niechęci do rozszerzania UE z dużą determinacją wspierają Holendrzy, którzy w 2016 r. odrzucili w referendum Układ stowarzyszeniowy Ukrainy z UE. Przeciw opowiedziało się 61% głosujących. Na szczęście referendum to miało charakter konsultacyjny, a nie wiążący. Referendum francuskie ma jednak moc rozstrzygania i jest obowiązkowe.

Kontra Borisa Johnsona


Dzień po wizycie przywódców Niemiec Francji, Włoch i Rumunii, do Kijowa przyjechał premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson, który w tym celu odwołał zaplanowane wcześniej inne spotkania. Przywiózł ze sobą konkret w postaci oferty przeszkolenia 10 tysięcy żołnierzy ukraińskich co 120 dni. Oznacza to szkolenie 30 tysięcy rocznie, a zasada train the trainers (wyszkol szkolących) da w efekcie szybkie powielanie liczby przeszkolonych przez przekazywanie umiejętności kolejnym dziesiątkom tysięcy ukraińskich żołnierzy. Równolegle Stany Zjednoczone potwierdziły wolę przekazania Ukrainie znacznych ilości ciężkiego sprzętu w nowym pakiecie pomocy wojskowej.

Ile potrwa wojna na Ukrainie? Szef NATO mówi o „wielu latach”

Sekretarz generalny NATO ostrzega, że wojna na Ukrainie może potrwać wiele lat. W wywiadzie dla niemieckiego dziennika „Bild” Jens Stoltenberg...

zobacz więcej

Dwie oferty dla Ukrainy


Kijów dostał zatem w krótkim czasie dwie propozycje:

– status kandydata do UE, który nie gwarantuje członkostwa, a otwiera mocarstwom unijnym, szerokie pole do naciskania na Ukrainę, by ta „jak najszybciej zawarła z Rosją pokój, gdyż państwo w stanie wojny nie może prowadzić procesu akcesyjnego do UE” – co oznacza presję na ustępstwa terytorialne i zamrożenie konfliktu, a w perspektywie kolejną rosyjską agresję, po odbudowie przez Moskwę jej potencjału uderzeniowego, nadwerężonego obecnie przez skuteczną ukraińską obronę.

– realną pomoc mocarstw anglosaskich i właśnie poszerzanej o Szwecję i Finlandię wschodniej flanki NATO pod przewodem Rzeczypospolitej w skutecznym pokonaniu Rosji z zarysowującą się perspektywą wejścia Ukrainy do nowej struktury gwarantującej bezpieczeństwo w oparciu o USA, Wielką Brytanię i Polskę – przy czym wiarygodność tych trzech partnerów w odróżnieniu od Niemiec, Francji i Włoch została już pozytywnie zweryfikowana.

Putin chce zniszczyć Ukrainę? Merkel: Nie chce, aby odniosła sukces

Była kanclerz Niemiec Angela Merkel broni swoich decyzji w sprawie Nord Stream 2. – Gospodarka niemiecka zdecydowała się na transport gazu...

zobacz więcej

„Scholzing” czyli europejska perspektywa dla Ukrainy


Jak podał „Die Welt” Scholz, Macron i Draghi za zamkniętymi drzwiami namawiali prezydenta Zełenskiego do podjęcia rozmów z Rosją i ustępstw. Informacja ta wymaga potwierdzenia, ale nie jest zaskoczeniem. Niemcy i Francja nie chcą klęski Rosji. Przeciwnie, Moskwa, dominująca na Białorusi, Ukrainie i w Mołdawii, działałaby dyscyplinująco na niesfornych Polaków i utrzymywała w posłuszeństwie Berlinowi Bałtów i Rumunów, mających przed oczami los swych wschodnich sąsiadów.

Pokonanie Moskwy i przyjęcie Ukrainy do UE oznaczałoby zaś stworzenie w łonie tej ostatniej bloku polsko-ukraińsko-bałtycko-skandynawskiego, wspieranego przez USA i Wielką Brytanię. Wiodłoby to nie tylko do redukcji pozycji politycznej Rosji, ale także Niemiec i Francji. Polska, Ukraina, państwa bałtyckie i skandynawskie, mające silne poczucie rosyjskiego zagrożenia, tworzyłyby w UE potężny blok proatlantycki, dążący do jak najsilniejszego zakotwiczenia USA i Wielkiej Brytanii w europejskiej architekturze bezpieczeństwa. Niemiecko-francuskie mrzonki o Europejskiej Autonomii Strategicznej i Europejskiej Suwerenności Strategicznej, rozumianych jako redukcja amerykańskich wpływów w Europie i budowa we współpracy z Rosją Europy „od Lizbony po Władywostok”, zostałyby ostatecznie pogrzebane. Proces ten już został uruchomiony i o ile Kijów zwycięży, będzie narastał.

Berlin i Paryż rozumieją naturę tej gry i dlatego nigdy na poważnie nie zgodzą się na członkostwo Ukrainy w UE. Składane deklaracje o uznaniu jej za państwo kandydujące należy więc kwalifikować zgodnie ze znaczeniem nowoutworzonego w języku angielskim czasownika „to Scholz” – „obiecywać i nie dotrzymywać”. Byłoby rzeczą zaskakująca gdyby Kijów dał się nabrać na tę grę.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej