RAPORT

Wojna na Ukrainie

Upadłe sądy rozzuchwala, ale też degraduje parasol ochronny Unii Europejskiej

Skąd się biorą tacy ludzie? (fot. PAP/Piotr Polak, zdjęcie ilustracyjne)
Skąd się biorą tacy ludzie? (fot. PAP/Piotr Polak, zdjęcie ilustracyjne)

Skąd się biorą tacy ludzie? Jak to możliwe, że zostają sędziami? Ludźmi, którym powierza się losy innych. Daje im się prawo decydowania o tych losach w imieniu państwa. Wydaje się, że ciągle nie zdajemy sobie sprawy, jakie wzrastające systematycznie zagrożenie dla porządku społecznego stanowią obecnie polscy sędziowie. Co gorsza, traktowani przez Unię Europejską jak przysłowiowe „święte krowy”. Ten parasol ochronny roztoczony nad polskimi sędziami sprawia, że organa państwa są nie tylko bezradne, ale całkowicie bezsilne.

„Lekka ręka” Rafała Trzaskowskiego w wydawaniu publicznych pieniędzy

Nieumiejętne zarządzanie przez Rafała Trzaskowskiego budżetem stolicy oraz niesamowicie wysokie zarobki urzędników warszawskiego ratusza fatalnie...

zobacz więcej

Tymczasem polscy sędziowie swoją działalnością zawodową doprowadzają własne państwo do upadku. Wydawanymi wyrokami niszczą uświęcony dorobkiem cywilizacji i tradycją pielęgnowaną przez setki pokoleń system wartości, porządkujący nasze życie wedle prostej miary. Określający czym jest dobro, a czym zło. Sądy swoimi decyzjami nadają abstrakcyjnym pojęciom materialny kształt. Wymierzają realną, odczuwalną karę za popełnione zło, nagradzając dobro, a często po prostu brak zła.

Polscy sędziowie, począwszy od początków panowania komunizmu w Polsce po drugiej wojnie światowej, sprzeniewierzali się rzetelnemu, zgodnemu z powołaniem wykonywaniu swych powinności. Skazywali na kary wieloletniego więzienia nie tylko ludzi niewinnych, ale bohaterów, którym należało stawiać pomniki wdzięczności. Niektórych z nich skazywali na śmierć Popełniali te zbrodnie dla kariery, rzadziej ze zwykłego tchórzostwa.

Dziś, ze zrozumiałych powodów, nie mamy już do czynienia ze zbrodniami sądowymi. Coraz częściej jednak wydawane są wyroki, w których stosunkowo łatwo możemy odnaleźć wyraźne ślady zamiany znaków wartości - gdzie oczywiste zło zostaje nagrodzone a dobro spotyka karę. Pełno takich wyroków odnajdujemy w sprawach przeciwko dziennikarzom, oskarżanym z art.212. Wiele z tych wyroków jest wynikiem niezrozumienia przez sędziów roli mediów. Oskarżycielami stają się bohaterowie przedstawiani w mediach w negatywnym świetle. Kiedy ich często dwuznaczna działalność, godna napiętnowania, zostaje ujawniona przez media, przyjmują rolę poszkodowanych ofiar. I to oni z powodu rzekomego naruszenia ich dobrego imienia, najczęściej znajdują u sędziów zrozumienie o doznanych cierpieniach. Sądy zwykle ignorują motywy przyświecające mediom, by demaskować nadużycia ludzi władzy różnych szczebli, czy opisywać prawdziwe motywy deklarowanych zamierzeń.

Jerzy Jachowicz: Krakanie a „kamienie milowe”

Czy wizyta w Polsce szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen w najbliższy czwartek, przypadający na sam początek czerwca 2022 roku,...

zobacz więcej

Pewnie zdarzają się wyroki z art. 212 zabarwione polityczną skłonnością sędziego do konkretnego ugrupowania lub uprzedzająco negatywnym nastawieniem do dziennikarza, który w opinii sędziego reprezentuje interesy nietolerowanej przez nich partii. Tego rodzaju przypadki stanowią drobną egzotykę polskiego sądownictwa i to nie one deprawują i dewastują nasze życie społeczne.

Chodzi o te postanowienia, które w sposób jaskrawy przeniknięte są duchem polityki. Te wyroki, w których sędziowie przyjmują rolę obrońców wobec osób naruszających prawo, ale w milczącym założeniu sądu, naruszali je w słusznej sprawie. A dziś za słuszną sprawę uważa się wszystkie wykroczenia, drobne przestępstwa, jeżeli są one skierowane przeciwko obecnej władzy i jej decyzjom. Jeżeli uderzają w Kościół katolicki, duchownych, miejsca kultu religijnego, ludzi wierzących i obiekty traktowane przez nich jako sacrum. Wszyscy winni tych ataków mogą liczyć na szczególną pobłażliwość, ponieważ w ocenie większości sędziów w Polsce występują przeciwko państwu opresyjnemu wobec środowiska sędziowskiego. Władzy, która wedle sędziów, chce ich pozbawić należnych im przywilejów i utrwalonego przez blisko ćwierćwiecze poczucie bezkarności. Przywiązani są też do utrwalonej przez dziesiątki lat w środowisku niepisanej zasada, że formalnie przyznana im reguła niezawisłości stawia sądy, sędziów i wyroki poza jakąkolwiek krytyką. Kwestionowanie wyroków, a nawet dyskusje wokół nich są niedopuszczalne. Taka tarcza winna osłaniać sądy do dziś.

Ponieważ państwo, a ściślej obecna władza naruszyła obowiązujący ponad 25 lat status polskich sędziów, jako osób nieskazitelnie uczciwych i nieomylnych, jedynym miejscem, gdzie mogą wyrazić swój sprzeciw jest sala rozpraw, a bronią wyroki.

Groteskowy sojusz wyborczy – nas trzech jak jeden mąż

Obrawszy taktykę działania w myśl hasła „Ratuj się kto może”, do najbliższych wyborów jesienią 2023 roku, trzy partie postanowiły wystartować ze...

zobacz więcej

Powinien teraz podać niedawny, jakże charakterystyczny wyrok. Absurdalny. Przeciwny obowiązującemu w Polsce katalogowi dobra i zła. Sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem. Nie wiem, czy mogę ryzykować. Wystarczy, że któraś z pań, a obydwie są bohaterkami tej opowieści – sędzia oraz prof. Uniwersytetu Szczecińskiego i pisarka w jednej osobie - może mnie oskarżyć o zniesławienie czy też naruszenie dobrego imienia. I co? Kolejny proces. A po tym, co mi się zdarza pisać, nie mogę liczyć na dobroduszność sądów.

Oto ta historia w skrócie. Jesienią 2020 po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, przetoczyła się przez Polskę fala protestów. Nie ominęła Szczecina. Właśnie wówczas pod koniec października w takiej manifestacji wzięła udział Inga Iwasiów z Uniwersytetu Szczecińskiego. Przemawiała krótko, ale z pełnym zaangażowaniem: - „Nie mam nic mądrego do powiedzenia i nie jak profesorka, tylko kobieta powiem: „jebać i wypierdalać”.

Blisko dwa tygodnie później odbywało się (w systemie online – z powodu pandemii) z udziałem kilkudziesięciu badaczy posiedzenie zespołu humanistycznego Rady Doskonałości Naukowej. Uczestniczący w tym spotkaniu prof. Tadeusz Żuchowski z Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu odczytał oświadczenie, w którym ogłosił swoją rezygnację z dalszego zasiadania w radzie. W uzasadnieniu napisał: - „Przede wszystkim nie akceptuję wulgarności i chamstwa w życiu publicznym, a takim było wystąpienie prof. Iwasiów 23 października na wiecu w Szczecinie. Nie chcę uczestniczyć w obradach, podejmować kolegialnych decyzji, jeżeli w Zespole Humanistycznym są profesorowie, którzy wypowiadając się publicznie, używają języka rynsztokowego. Nie rozstrzygam, czym spowodowana jest koprolalia pani profesor Iwasiów, czy zaburzeniami chorobowymi, czy brakiem wychowania, ale według mnie takie zachowanie zarówno uwłacza etosowi profesora, jak i szkodzi wizerunkowi Rady Doskonałości Naukowej”.

Jak Władysław Kosiniak-Kamysz, lider PSL postanowił zostać terapeutą

Nie wymaga szczególnej przenikliwości spostrzeżenie, że poziom debaty publicznej stale się obniża. Aktywnymi uczestnikami pogłębiającej się...

zobacz więcej

Prof. Inga Iwasiów poczuła się urażona oświadczeniem swego poznańskiego kolegi badacza i pozwała go do sądu za poniżenie jej w oczach opinii publicznej oraz narażenie na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego. W pozwie pisała, że „jedną z motywacji podjęcia tej sprawy jest moja osobista krzywda, bardzo realna. Drugą jest przekonanie, że ten istniejący w środowisku akademickim łańcuch bezkarnego umniejszania kobiet, przywoływania do porządku, dyscyplinowania, trzeba przerwać”.

Na początku czerwca 2022 roku Profesor z UAM w Poznaniu Tadeusz Żuchowski został uznany winnym. Pani sędzia Karolina Świderska z poznańskiego sądu rejonowego w uzasadnieniu stwierdziła: - „W ocenie sądu doszło niewątpliwie do przekroczenia przez oskarżonego granic dozwolonej krytyki swobody wypowiedzi, albowiem wypowiedź oskarżonego była nacechowana złośliwością i w ocenie sądu miała na celu obrażenie Ingi Iwasiów”.

Sąd skazał prof. Żuchowskiemu na grzywnę w wysokości 5 tys. zł oraz zwrot kosztów postępowania sądowego. Został też ukarany nawiązką w kwocie 2 tys. zł, którą ma wpłacić na rzecz stowarzyszenia Regionalny Kongres Kobiet w Szczecinie. Pani sędzia nakazała też poznańskiemu profesorowi opublikować wyrok w miesięczniku „Forum Akademickie” i wywiesić go na miesiąc na tablicy ogłoszeń w Instytucie Historii Sztuki UAM, gdzie pracuje, oraz Instytucie Literatury i Nowych Mediów Uniwersytetu Szczecińskiego - miejscu pracy prof. Iwasiów.

To już koniec.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej