RAPORT

Wojna na Ukrainie

Jak Władysław Kosiniak-Kamysz, lider PSL postanowił zostać terapeutą

Władysław Kosiniak-Kamysz (fot. PAP/Piotr Nowak)
Władysław Kosiniak-Kamysz (fot. PAP/Piotr Nowak)

Nie wymaga szczególnej przenikliwości spostrzeżenie, że poziom debaty publicznej stale się obniża. Aktywnymi uczestnikami pogłębiającej się degrengolady są wszyscy aktorzy tejże debaty. Politycy, ministrowie, posłowie i senatorowie, ludzie mediów, reprezentanci elit – pisarze, pracownicy wyższych uczelni, artyści z najwyższej półki, wyjątkowej klasy aktorzy, ale też halabardnicy, wirtuozi słowa w mediach społecznościowych i przeciętni w nich wyrobnicy, nie wspominając o tych, którzy wynajmują się, by za pieniądze wykonywać swoją brudną robotę z za zasłony anonimowości.

„Lekka ręka” Rafała Trzaskowskiego w wydawaniu publicznych pieniędzy

Nieumiejętne zarządzanie przez Rafała Trzaskowskiego budżetem stolicy oraz niesamowicie wysokie zarobki urzędników warszawskiego ratusza fatalnie...

zobacz więcej

Dzięki tak licznej gromadzie osób, rzucających z łatwością inwektywy i podejrzenia, stawiających zarzuty o najniższe motywy działania, o postępowanie naruszające nie tylko normy moralne, ale łamiące prawo (np. „potrafią tylko kraść”, albo „złodzieje w biały dzień”), żyjemy na co dzień w otulinie najgorszych plag, jakie spadają na polskie społeczeństwo. Są nimi „rządy nieudaczników”, „urodzonych oszustów”, „gotowych sfałszować wybory”. „Zło, które czyni PiS jest oczywiste, bezwstydne i permanentne. W tym stanie rzeczy, odpowiedzialni politycy dostają furii, bo zło dzieje się każdego dnia, a rządzący realizują plan Kremla”.

Dziś poza jednym nazwiskiem polityka, którego chciałbym wyróżnić za nieustanne dążenie do rozszerzenia swych umiejętności zawodowych, nie zawsze w sprzyjających ku temu okolicznościach, przywołam tylko pewną popularną posłankę, która w konkurencji autokompromitacji, dzierży palmę pierwszeństwa. Nie przynosi to jej chluby, ale zdaje się, że to, co w oczach zwykłych ludzi przesądza o jej żenującym wizerunku, dla niej samej jest powodem do dumy. Dzięki odwróconemu widzeniu przez nią porządku świata, ze swoich „dziwacznych inicjatyw różnego kalibru” czerpie prawdziwe satysfakcje. Dla innych parlamentarzystów, pragnących z nią współzawodniczyć mimo podejmowanych przez nich prób dorównania jej, ciągle jest poza ich zasięgiem. Jej osiągnięcia, może to i dobrze dla niej samej, nie zyskują szczęśliwie wielkiego rozgłosu ze względu na niską pozycję w hierarchii politycznej, jaką zajmuje w jej rodzimej partii - Platformie Obywatelskiej.

Groteskowy sojusz wyborczy – nas trzech jak jeden mąż

Obrawszy taktykę działania w myśl hasła „Ratuj się kto może”, do najbliższych wyborów jesienią 2023 roku, trzy partie postanowiły wystartować ze...

zobacz więcej

Pewnie część czytelników już się domyśliła, że chodzi o posłankę Klaudię Jachirę, zaproszoną do aktywnego udziału w życiu politycznym Polski przez Grzegorza Schetynę w ostatnich okresie jego kierowania Platformą Obywatelską. Zostając jej politycznym ojcem chrzestnym sam się skompromitował. W trakcie ponad 2,5-letniej kadencji obecnego Sejmu, w której Klaudia Jachira pełni rolę posłanki, zebrało się mnóstwo niezwykłych wyczynów politycznych przez nią firmowanych. Jej „akcje” zilustruję stosunkowo niedawnym, twórczym aktem. Wykorzystując melodię kolędy „Wśród nocnej ciszy”, zaśpiewała własny utwór z sejmowej mównicy. Oto jego fragment: - „Wśród nocnej ciszy ktoś zamarza w lesie. Wstańcie strażnicy, dziecię się rodzi. Czym prędzej się ubierajcie, na Białoruś wypychajcie pożegnać Pana. Poszli, wypchnęli dzieciątka małe. Wszystkie rozkazy wykonane”.

Proszę pozwolić, że nie będę komentował merytorycznej wartości tekstu ani artystycznej jego przeróbki, wreszcie samego wyboru melodii. Ograniczę się do jednego zdania. Groza, zmagająca się z niesmakiem i denną amatorszczyzną w każdym wymiarze.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
No dobrze. To Klaudia Jachira. W istocie ma prawie zerowe znaczenie dla kształtu debaty, ze względu na podobne znaczenie autorki i jej zdolności.

Jerzy Jachowicz: Krakanie a „kamienie milowe”

Czy wizyta w Polsce szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen w najbliższy czwartek, przypadający na sam początek czerwca 2022 roku,...

zobacz więcej

Jeżeli jednak jakieś słowa wypowiada publicznie w Sejmie przywódca istniejącej od 30 lat partii, współrządzącej jako koalicjant w kilku kolejnych rządach, to trzeba przyłożyć inną miarę. Akurat o Władysławie Kosiniaku–Kamyszu sądziłem, że nigdy, będąc nawet najbardziej zacietrzewionym, nie naruszy nieprzekraczalnej granicy etycznej i tego, co się nazywa dobrym smakiem. Lider PSL, posiadający doktorat, z zawodu lekarz, członek gabinetu w roli ministra w jednej z poprzednich rządzącej w Polsce ekip, kandydat na prezydenta w ostatnich wyborach. Można nie tylko oczekiwać, ale wręcz wymagać od takiego polityka pewnej elegancji wobec przeciwnika politycznego. I to zawsze. W każdej sytuacji. Nawet jeśli spór toczy się w cztery oczy.

Tym bardziej, kiedy ostra dyskusja odbywa się publicznie. A każdy jej szczegół obserwuje przeciętnie kilka setek tysięcy obywateli i powielony później obraz mogą obejrzeć miliony. Jak zwykli obywatele mają traktować nawoływania polityków do powstrzymania się od agresji, kiedy z sejmowej trybuny przywódca ważnej partii mówi do premiera: „Jako polityk mogę pana oceniać, ale jako lekarz muszę pana zdiagnozować. Pan jest patologicznym kłamcą. Pani marszałek, proszę o odroczenie obrad dopóki premier Morawiecki nie podda się terapii”.

Sięgając do tego rodzaju polemiki, Władysław Kosiniak-Kamysz bezwiednie szeroko otworzył drzwi do walki politycznej, która rezygnuje z merytorycznych sporów, sprowadzając je do brutalnych ataków ad personam. Siłą rzeczy, sam zgodził się na to, aby do podobnych narzędzi sięgnął rywal polityczny w stosunku do niego samego.

W ten sposób polityka wkroczyła w świat, który zamiast podnosić swój poziom, prowadzi wszystkich i wszystko w odwrotnym kierunku.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej