RAPORT

Wojna na Ukrainie

Ucieczka, która przeszła do legendy

Przygotowania do ucieczki z Alcatraz trwały kilkanaście miesięcy (fot. Getty/Bettmann / Contributor)
Przygotowania do ucieczki z Alcatraz trwały kilkanaście miesięcy (fot. Getty/Bettmann / Contributor)

Sztuczne głowy z papieru toaletowego, wiertarka z silnika starego odkurzacza, ponton z płaszczy przeciwdeszczowych – takie sprytne urządzenia wytworzyła trójka skazańców, którzy nie mieli zamiaru gnić w więzieniu o zaostrzonym rygorze na Wyspie Głuptaków w Zatoce San Francisco. Wbrew wszystkiemu desperaci zdołali uciec i nigdy nie ustalono, co się z nimi stało. Może potonęli, może jakimś cudem uciekli do Brazylii. To nieistotne. Ważne, że historia rozpala wyobraźnię milionów już od 60 lat. Historia ucieczki z Alcatraz.

Uciec z Sham Shui Po. Jak major Monro oszukał śmierć

Ucieczka jest jednym z najciekawszych toposów. To niewyczerpane źródło inspiracji – biblijny Exodus, „Gwiezdne wojny”, żeby wymienić tylko...

zobacz więcej

Oficjalnie przez 29 lat działalności tego wyjątkowego zakładu penitencjarnego żadnemu więźniowi nie udało się z niego uciec. Odnotowano natomiast 14 prób z udziałem 34 więźniów, w tym dwóch, którzy byli tak zdeterminowani, że próbowali uciekać dwukrotnie. Sześciu niefortunnych uciekinierów zastrzelono, dwóch utonęło, pięciu nie odnaleziono, a pozostałych wyłapano.

Tyle władze. Faktem jest, że niemal rok po najsłynniejszej ucieczce więzienie zamknięto, więc możemy przyjąć, że trochę na bakier z prawdą mogą być zapewnienia, że nikomu nie udało się uciec z Alcatraz. Tym bardziej, że wiele wskazuje na to, iż Frankowi Morrisowi – niezapomnianemu Clintowi Eastwoodowi ze wspaniałego filmu Dona Siegela „Ucieczka z Alcatraz” – oraz braciom Clarence'owi i Johnowi Anglinom ta sztuka mogła się udać.

Ale od początku. Isla de los Alcatraces, po hiszpańsku Wyspa Głuptaków, mająca powierzchnię zaledwie 0,089 kilometra kwadratowego, leży około 2,5 kilometra od lądu w zatoce San Francisco. Jej strategiczne położenie docenili Amerykanie, którzy w połowie XIX wieku kupili ją od Meksyku i zaczęli nazywać po jankesku „Alcatraz”, niezbyt zgrabnie zniekształcając skądinąd dźwięczną hiszpańską nazwę. Szybko przyjęła się też nazwa „The Rock” – skała. Wyspa – słusznie rachowano – doskonale nadawała się na fort.

Zimny i silny prąd


Twierdza faktycznie powstała na Wyspie Głuptaków, i to szybko, bo już w czasach wojny secesyjnej. Według inżynierów ucieczka z niej była niemożliwa. Po analizie warunków panujących w zatoce stwierdzono, że statki mogły łatwo podpłynąć i przycumować na wyspę, ale inną drogą powrót nie wchodził w rachubę. Nikt płynąc wpław – szacowano – nie miałby szans by wygrać z zimnym i niezwykle silnym prądem morskim.

Władze uznały, że Alcatraz nie przyda się żołnierzom, bo też nikt nie chciałby zdobywać wyspy. Do fortu zaczęli więc trafiać jeńcy, kryminaliści i dezerterzy z armii. Nowy, główny budynek więzienia stanowego został wybudowany w latach 1909–1912, ale już w latach 30. podjęto decyzję, żeby więzienie stanowe zamienić na federalne o zaostrzonym rygorze.

Brawurowa ucieczka z Auschwitz. „NYT” o Żydzie uratowanym przez Polaka

Amerykański dziennik „New York Times” opisał historię zmarłego niedawno w USA Hermana Shine'a, który w dramatycznych okolicznościach zdołał uciec z...

zobacz więcej

Inżynierowie i specjaliści od zakładów penitencjarnych przygotowali plan licznych przeróbek – stare tunele zostały zabetonowane, mury wzmocnione, drzwi cel otrzymały zamki elektryczne. Co nie było wówczas szczególnie często stosowane, przed wejściami do warsztatów i stołówki zainstalowano wykrywacze metalu, bo wiadomo, że więźniowie potrafią być niezwykle pomysłowi, jeżeli chodzi o łamanie regulaminu.

Założono, że w więzieniu na galeriach cały czas będą czuwali uzbrojeni strażnicy, zaś spacerniak został otoczony wysokim na osiem metrów płotem, który dodatkowo zwieńczono drutem kolczastym. Gdyby i to nie powstrzymywało więźniów, poza obrębem murów ustawiono dodatkowo wieże strażnicze. Najsłynniejszy więzień Al Capone przyznał w rozmowie z dyrektorem zakładu Jamesem Johnstonem, że z wyspy nie można uciec i nigdy nie podjął próby ucieczki.

Pierwszy transport


Pierwszy transport do nowo otwartego więzienia stanowego przybył 11 sierpnia 1934 roku o godz. 9.40 rano. Na wyspę przywieziono 137 więźniów eskortowanych przez 60 agentów FBI. Czekało na nich 155 klawiszy. Skazani od razu musieli widzieć, że tu nie ma żartów i nikt się z nimi nie będzie patyczkował, a przede wszystkim nie ma mowy u ucieczkach – wyrok trzeba będzie odsiedzieć od dzwonka do dzwonka.

W pierwszym transporcie znalazło się miejsce między innymi dla Ala Capone. Król nielegalnego alkoholu z Chicago, skazany za unikanie płacenia podatków, spędził na Skale niemal pięć lat. Jako więzień numer 85 został przydzielony do czyszczenia kibli. Nie mógł liczyć na specjalne traktowanie i był odcięty od kontaktów ze światem zewnętrznym. Z tego powodu oraz wobec zniesienia prohibicji, jego przestępcze imperium zaczęło podupadać.

Choć stał się legendą, od początku pobytu w Alcatraz Capone miał wielu wrogów wśród współosadzonych, głównie z powodu nierespektowania więziennych zwyczajów i niechęci do buntowania się. Był szykanowany przez innych więźniów, a nawet próbowano go kilka razy zabić. Ostatni rok odbywania kary spędził w więziennym szpitalu, gdzie zmagał się z nabytym w młodości syfilisem oraz psychicznym wyczerpaniem. Opuścił Alcatraz 6 stycznia 1939 roku i został umieszczony w więzieniu o złagodzonym rygorze w Kalifornii.
Teoretycznie z Alcatraz nie można było uciec (fot. Pexels)
Teoretycznie z Alcatraz nie można było uciec (fot. Pexels)

Bomba w torcie, czyli jak porwać samolot i uciec z PRL

World Trade Center, Czarny Wrzesień. Porwania samolotów są uważane za sól współczesnego terroryzmu. Ale nie tylko. W PRL doszło do około 20 takich...

zobacz więcej

O ile Capone nie zamierzał uciekać, o tyle inni więźniowie już jak najbardziej. Przez mury Alcatraz przewinęło się około półtora tysiąca więźniów, a 36 z nich postanowiło skrócić sobie odsiadkę. Pierwszą próbę ucieczki podjął 27 kwietnia 1936 roku niejaki Joe Bowers. Zajmował się spalaniem śmieci w spalarni i wspiął się na ogrodzenie na skraju wyspy.

Zimny i silny prąd


Klawisze dostrzegli Bowersa i kazali mu zejść, grożąc, że w przeciwnym przypadku będą zmuszeni otworzyć ogień. Gdy odmówił, funkcjonariusz stojący na wieży strażniczej West Road oddał do niego strzał. Więzień spadł z wysokości 15 metrów i doznał poważnych obrażeń, w wyniku których zmarł.

Druga próba ucieczki miała miejsce 16 grudnia 1937 roku. Theodore Cole i Ralph Roe podczas pracy w jednym z warsztatów wycięli płaskie żelazne pręty okna i weszli do wnęki, a następnie wyskoczyli. Mieli pecha, bo dzień był sztormowy i nie mieli szans we wzburzonym morzu. Śledczy orzekli, że utonęli, a ich ciała spoczęły na dnie morza.

Niecałe dwa lata później, 13 grudnia 1939 roku, Arthur „Doc” Barker, Dale Stamphill, William Martin, Henry Young i Rufus McCain uciekli z izolatki po przepiłowaniu krat w drzwiach i wygięciu drugich w oknie. Ich droga do wolności skończyła się na skalistym brzegu, gdzie zostali otoczeni przez strażników. Martin, Young i McCain poddali się. Barker i Stamplhill, którzy odmówili, zostali postrzeleni, a pierwszy zmarł w wyniku odniesionych ran.

Najbardziej dramatyczne wydarzenia rozegrały się w dniach 2-4 maja 1946 roku. Zapisały się w historii jako „bitwa o Alcatraz”. Bernard Coy, Joe Cretzer, Marvin Hubbard, Sam Shockley, Miran Thompson i Clarence Carnes obezwładnili i wzięli do niewoli strażników Williama Millera i Harolda Stitesa. Zabrali im broń i zmusili do wydania kluczy na podwórze, przez które planowali uciec do doku i dalej łodzią.

Porywacz, który nie istniał. Zagadka lotu numer 305 wciąż fascynuje

Przestrzeń powietrzna skrywa wiele tajemnic. Jaki los spotkał Amelię Earhart? Jakie diabelstwo porwało Fredericka Valenticha? Co się stało z lotem...

zobacz więcej

Zimna krew


Miller zachował zimną krew i dał więźniom jakieś klucze z wyjątkiem tych od zewnętrznych drzwi, które przytomnie schował do kieszeni. Gdy osadzeni stwierdzili, że z ucieczki nici, postanowili walczyć. Na prośbę Shockleya i Thompsona, Cretzer zastrzelił zakładników z bliskiej odległości. Była to zwyczajna egzekucja.

Wprawdzie Shockley, Thompson i Carnes wrócili do swoich cel, pozostali trzej – nie mający nic co stracenia Coy, Cretzer i Hubbard – nie zamierzali się poddawać. Na miejsce wysłano wzmocnione oddziały, żeby zaprowadziły porządek. Datę ostatecznego szturmu wyznaczono na ranek 4 maja po tym, jak w nocy wezwani żołnierze piechoty morskiej przeszkolili strażników więziennych.

Mundurowi zaczęli ogniem i granatami wypierać więźniów z kolejnych pomieszczeń. O zaciętości walk świadczy, że rannych zostało 18 funkcjonariuszy. Trzech więźniów, widząc że sytuacja jest beznadziejna, zastrzeliło się. Shockley, Thompson i Carnes zostali schwytani i osądzeni za zabicie funkcjonariuszy więziennych. Dwaj pierwsi zostali skazani na śmierć w komorze gazowej. Egzekucja została przeprowadzona w więzieniu San Quentin w grudniu 1948 roku. Zaledwie 19-letni Carnes, najmłodszy osadzony w Alcatraz, został skazany na dożywocie. Podczas najsłynniejszej ucieczki nie padł żaden strzał. Ta historia rozpoczęła się w 24 października 1960 roku, gdy na Wyspę Głuptaków trafił 30-letni John Anglin. Pochodził z Donalsonville w stanie Georgia i miał 12 rodzeństwa, w tym młodszego o rok brata Clarence'a, z którym kiblował w Alcatraz. Ich rodzice, George Robert oraz Rachael Van Miller Anglinowie, byli sezonowymi robotnikami rolnymi. Na początku lat 40. przenieśli się z rodziną do Ruskin na Florydzie w okolicach Tampy, gdzie mogli liczyć na pracę na uprawach pomidorów. Każdego roku w czerwcu migrowali natomiast na północ aż do Michigan, aby zbierać wiśnie.

Clarence i John byli nierozłączni, pasjonowało ich szczególnie pływanie, nie rezygnowali z niego nawet gdy na powierzchni jeziora Michigan unosiły się kawałki lodu. Zajmowało ich także łamanie prawa. Po raz pierwszy Clarence wpadł w wieku 14 lat po włamaniu na stację paliw. Bracia zaczęli wspólnie rabować banki i inne instytucje na początku lat 50.

Śmierć na Górze Umarłych. UFO doprowadziło do zagłady studentów?

Kosmici, tajna broń, wilkołaki, potwór Menk, diabli wiedzą co – nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, co zaszło w obozie studentów i...

zobacz więcej

Zwykle nie byli brutalni, atakowali najczęściej budynki po ich zamknięciu. Twierdzili, że użyli broni tylko raz – podczas napadu na bank, ale był to pistolet zabawka. W 1958 roku John, Clarence i Alfred Anglinowie obrabowali budynek Columbia Savings Bank w Columbii w stanie Alabama. Wpadli i usłyszeli 35-letnie wyroki.

Trafili do więzienia stanowego w hrabstwie Bradford na Florydzie, potem federalnego w Leavenworth stanie Kansas, a następnie więzienia w Atlancie w stanie Georgia. Po kilku próbach ucieczki z zakładu w Atlancie John i Clarence zostali przeniesieni do Alcatraz. Najpierw starszy brat, zaś Clarence dołączył do niego 10 stycznia 1961 roku. Zostali odpowiednio numerami AZ1476 i AZ1485.

Narkotyki, napad


Bracia szybko znaleźli wspólny język z 34-letnim Frankiem Lee Morrisem, bardzo ciekawą osobą. Urodził się 1 września 1926 roku w Waszyngtonie. Rodzice porzucili go gdy miał 11 lat. Wychowywał się w rodzinach zastępczych i oczywiście się w nich buntował. Za swoje pierwsze przestępstwo kryminalne został skazany w wieku 13 lat. Potem jako nastolatek odpowiadał za rozmaite przestępstwa – od posiadania narkotyków po napad z bronią w ręku.

Niemal całe dorosłe życie spędził w więzieniach w stanach Floryda, Georgia czy Luizjana, skazywany między innymi na 10 lat pozbawienia wolności za napad na bank. Z więzienia w Luizjanie uciekł i wpadł po roku, zatrzymany na gorącym uczynku podczas włamania. 10 stycznia 1960 roku trafił do Alcatraz jako więzień numer AZ1441. Wiadomo, że był niezwykle inteligentny, jego IQ wynosiło niebagatelne 133.

Wśród spiskowców był jeszcze Allen Clayton West, nowojorczyk urodzony 25 marca 1929 roku. Również z bogatą kartoteką kryminalną. Był aresztowany ponad 20 razy. Do więzienia trafił za kradzież auta w 1955 roku. Poznał zakłady karne w Atlancie i na Florydzie. Po próbie ucieczki z więzienia na Florydzie trafił do Alcatraz w 1957 roku. Otrzymał numer AZ1335. On jako jedyny z wtajemniczonych nie wziął udziału w uciecze, do której przygotowania trwały żmudne kilkanaście miesięcy.
Przypuszczalnie Clarence Anglin, John Anglin i Frank Morris uciekli z Alcatraz (fot. Gett/Bettmann / Contributor)
Przypuszczalnie Clarence Anglin, John Anglin i Frank Morris uciekli z Alcatraz (fot. Gett/Bettmann / Contributor)

„Lubię zabijać ludzi, bo to fajna zabawa”. Historia seryjnego mordercy

Jest coś takiego w naszej naturze, że mamy sentyment do seryjnych morderców. Chcemy, żeby degeneratów dosięgła sprawiedliwość, psychologia odkryła...

zobacz więcej

Idea zrodziła się w głowie Morrisa po odkryciu, że za kratą wentylacyjną pod umywalką w jego celi znajduje się jakaś pusta przestrzeń. Podłubał łyżeczką do herbaty i wykuł większy otwór, dzięki któremu odkrył korytarz biegnący równolegle do cel. Śledczy orzekną później, że w przeszłości był on wykorzystywany przez hydraulików.

Popisowa rola Eastwooda


Morris – aż chciałoby się napisać Eastwood, mając przed oczami film Siegela – nie mógł sam ustalić, dokąd biegnie korytarz, w każdej chwili mógł bowiem przyjść klawisz, żeby sprawdzić, co się dzieje w celi. Potrzebował wspólników. Przebywający w sąsiednich celach Anglinowie i West zgodzili się od razu, im również nie uśmiechało się spędzenie kolejnych lat w Alcatraz.

Morris i Anglinowie stali się niemal nierozłączni. W warsztacie, gdzie pracowali, i podczas posiłków opracowywali plan ucieczki, co zajęło aż kilka miesięcy. Plan nie był idealny – zakładał między innymi przebicie się przez ściany, choć na razie więźniowie nie mieli narzędzi, wspięcie na wysoki mur, choć nie mieli lin oraz przepłynięcie zatoki San Francisco. Do tego wszystko musiało się odbywać w najściślejszej tajemnicy.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
W końcu zaczęli robić przymiarki. Na początek trzeba było uporać się ze ścianami celi. Dziury w betonowej ścianie drążono łyżeczkami i widelcami wykradanymi ze stołówki, co samo w sobie musiało być trudne, biorąc po uwagę zainstalowane wykrywacze metalu. Wielkim sukcesem było wyniesienie i przemycenie przez Morrisa z warsztatu starego silnika odkurzacza, z którego zmyślny więzień zrobił prowizoryczne wiertło.

Przebijanie się trwało od godziny 17.30 do 21 – wówczas ogłaszano bowiem ciszę nocną i gaszono światła. W ciszy strażnicy mogli łatwo usłyszeć hałasy towarzyszące kuciu ścian. Więźniowie opracowali system – jeden drążył otwór, a drugi w tym czasie nasłuchiwał i jeżeli usłyszał zbliżającego się funkcjonariusza, natychmiast dawał znać, że należy bezwzględnie przerwać pracę.

Polak uciekł z więzienia w Neapolu. To pierwsza ucieczka od stu lat

32-letni Polak uciekł w niedzielę z więzienia Poggioreale w Neapolu – podały włoskie media. Więzień zbiegł zjeżdżając na prześcieradle, gdy skazani...

zobacz więcej

Pasmo problemów


Urobek był wyrzucany na korytarz, który prowadził do wychodzącego na dach szybu wentylacyjnego. Właśnie tą drogą zamierzali uciekać, ale i to rozwiązanie nie było idealne, bo jakoś z tego dachu trzeba było jeszcze niepostrzeżenie zejść i potem pokonać mur. Cały plan był zresztą serią problemów, które rodziły kolejne problemy.

Spiskowcy wiedzieli, że usuniętą kratkę i wydrążoną dziurę strażnicy mogli łatwo odkryć podczas kontroli, wykonali więc atrapy z... papieru i mydła. To wydawałoby się absurdalne rozwiązanie sprawdzało się przez długie miesiące. Papier i mydło były na podorędziu, ale trzeba było zgromadzić o wiele większy ekwipunek. Udało się więc ukraść 20 płaszczy przeciwdeszczowych, z których zrobiono tratwy. Nici nie mieli, więc kawałki materiału połączono... cementem. Za wiosła posłużyły kawałki buchniętej z warsztatu sklejki.

Do historii zapisały się manekiny wykonane tak dokładnie, żeby nikt się nie zorientował. Miały zapewnić nawet kilkugodzinną przewagę, zanim strażnicy rano zorientowaliby się, że doszło do ucieczki. Byle obchód nocny mógłby sprawić, że wielomiesięczne przygotowania poszłyby na marne. Modele twarzy wykonano z mydła owiniętego papierem toaletowym. Twarze pomalowano farbami ukradzionymi z więziennej świetlicy. Sztuczne głowy miały nawet prawdziwe włosy, wyniesione od fryzjera.

Wszystko było gotowe 11 czerwca 1962 roku, półtora roku po rozpoczęciu planowania. Morris, bracia Anglinowie i West rozpoczęli zasadniczą część operacji, za którą nie było już odwrotu. Po zgaszeniu świateł i ogłoszeniu ciszy nocnej osadzeni ułożyli na pryczach manekiny, tak by znad kołdry wystawały jedynie sztuczne głowy i mogły zmylić strażników.

Ucieczka


Po podjęciu ostatecznej decyzji, że pora żegnać się z Alcatraz, więźniowie po przeciśnięciu się na korytarz za ścianami zasłonili otwory wentylacyjne prowizorycznymi atrapami krat. Morris i Anglinowie szybko dotarli do szybu i wspięli się na dach. Tam stwierdzili, że brakuje Westa, ale uznali, że nie mogą czekać, ani tym bardziej wracać, więc ruszyli dalej.

Historia jak z filmu. Uciekli z Auschwitz przebrani za esesmanów

Ta historia brzmi jak opis filmu Quentina Tarantino, ale wydarzyła się naprawdę. 20 czerwca 1942 r. Kazimierz Piechowski wraz z trójką innych...

zobacz więcej

Co się stało z towarzyszem? Pietra nie złapał. Wiedział, że jak ucieczka zostanie odkryta natychmiast wyjdzie na jaw, że on również brał udział w przygotowaniach i dołożą mu jeszcze kilka „wojtków”. Okazało się, że ze zdenerwowania źle spakował ekwipunek i zaklinował się w dziurze prowadzącej do szybu wentylacyjnego.

Gdy w końcu się oswobodził i około godziny 2 w nocy dotarł na miejsce, Morrisa i Anglinów już nie było. Wspinaczka na dach wymagała pomocy kompanów, więc West został na lodzie. Jedynym logicznym rozwiązaniem był powrót do celi, współpraca ze śledczymi i nadzieja, że władze więzienia postąpią z nim łaskawie. Po zamknięciu Alcatraz trafił do zakładu w Gainesville na Florydzie. Zmarł 21 grudnia 1978 w wieku 49 lat. Zapewne do końca dręczyła go myśl, że zmarnował okazję do ucieczki, która przeszła do legendy.

Taki status zapisali sobie Morris i Anglinowie, którzy szybem wentylacyjnym weszli na dach. Wprawdzie strażnicy usłyszeli głośny huk, gdy więźniowie wyrwali klapę, ale potem nic już nie słyszeli, a źródło hałasu nie zostało zbadane. Ciągnąc ekwipunek zbiegowie pokonali mur, kuchenną rurę wentylacyjną oraz dwa niemal 4-metrowe ogrodzenia z drutu kolczastego.

Martwy punkt


Na północno-wschodnim brzegu wyspy, w pobliżu elektrowni — martwego punktu w więziennej sieci reflektorów i wież strzelniczych — napompowali swoją tratwę harmonijką skradzioną innemu więźniowi i zmodyfikowaną tak, by służyła jako miech. Po godzinie 22 – jak oszacowali potem śledczy – weszli na tratwę, zwodowali ją i odpłynęli w kierunku celu, wyspy Angel leżącej około 3 kilometry na północ.

Po odkryciu ucieczki rozpoczęto poszukiwania i wszczęto śledztwo, ale zbiegowie wsiąkli niczym kamfora. Dochodzenie zakończono oficjalnie po 17 latach. Kilkumiesięczne poszukiwania, analiza zeznań Westa, obserwowanie pływów i prądów zobligowało śledczych do uznania, że „nie istnieją żadne wiarygodne dowody pozwalające przypuszczać, że zdołali przeżyć”. West zeznał między innymi, że wraz z kompanami zamierzali po dopłynięciu do brzegu ukraść auto i ubrania, ale po ucieczce nie zgłoszono żadnego podobnego przestępstwa.
Alcatraz to jedna z największych atrakcji w Kalifornii (fot. Michael Macor/San Francisco Chronicle via Getty Images)
Alcatraz to jedna z największych atrakcji w Kalifornii (fot. Michael Macor/San Francisco Chronicle via Getty Images)

Selfie z porywaczem samolotu. Brawurowe zdjęcie, które obiegło świat

Podczas gdy media na całym świecie śledziły dramat pasażerów porwanego samolotu egipskich linii lotniczych, jeden z nich zrobił sobie pamiątkowe...

zobacz więcej

Na wszelki wypadek Departament Sprawiedliwości USA przygotował nagrodę finansową za informację o Morrisie i Anglinach, ale ponieważ nikt się nie chciał zgłosić po pieniądze, domniemano, że zbiegowie faktycznie ponieśli śmierć w wodach zatoki. Prawda mogła być zgoła inna. Wersja, że zbiegowie byli świetnie kryci przez bliskich nie miała racji bytu, gdyż kuzyn i córka Morrisa wielokrotnie zapewniali, że wkrótce po ucieczce spotkali się z nim w San Diego przy granicy z Meksykiem, niemal tysiąc kilometrów od San Francisco.

Także siostra Anglinów, Mearl Anglin Taylor, twierdziła, że ucieczka się powiodła. Jej bracia mieli ją przeżyć, mało tego, jeszcze w 2012 roku przekonywała, że obydwaj wciąż żyją. Mieli do niej zadzwonić i przysłać kartkę świąteczną. Kuzyn Anglinów twierdził, że zbiegom udało się przedostać do Ameryki Południowej. Pokazywał nawet zdjęcia pochodzące z 1975 roku rzekomo przedstawiające ich na farmie w Brazylii.

Ucieczka do Brazylii


Przyjaciel Anglinów Fred Brizzi, który się z nimi wychowywał, pochwalił się zdjęciami, które również miały być wykonane w Brazylii. Przedstawiają one dwóch osobników w okularach przeciwsłonecznych, nawet podobnych do poszukiwanych przestępców ze zdjęć z kartotek policyjnych. Istnieje też doniesienie, że pojawili się w tajemnicy na pogrzebie matki.

Ciekawą poszlaką sugerującą, że spiskowcy przeżyli ucieczkę, był list przysłany na posterunek policji w Richmond w 2013 roku. Jego autorem miał być John, choć nie można wykluczyć, że wysłał go ktoś, kto się podszywał pod słynnego zbiega. „Nazywam się John Anglin. Uciekłem z Alcatraz w czerwcu 1962 roku z moim bratem Clarence'em i Frankiem Morrisem. Mam 83 lata i jestem w złym stanie. Mam raka. Tak, udało nam się wszystkim przeżyć tamtą noc, ale z trudem” – opowiada autor listu, ujawnionego przez stację KPIX z San Francisco dopiero w 2018 roku, co mogłoby oznaczać, że jeżeli faktycznie ciężko chorował na raka, to przypuszczalnie w 2018 roku już nie żył.

Co jeszcze napisał? „Frank zmarł w październiku 2005 roku. Jego grób znajduje się w Alexandrii. Leży tam pod zmienionym nazwiskiem. Mój brat zmarł w 2001 roku” – przekazał autor listu. Śledczy, którzy analizowali pismo zwrócili uwagę, że popełniono w nim kilka błędów gramatycznych, co może sugerować, że autor nie przykładał się w szkole do nauki.

W tajnej służbie jego sekretarzowskiej mości

Chiny to najbardziej ekspansywny kraj na świecie. Na szczęście nie zajmują się eksportem ideologii komunistycznej, gdyż już dawno neoimperialny...

zobacz więcej

Rzekomy John poprosił o pomoc. „Jeżeli ogłosicie w telewizji, że będzie obiecane, iż trafię do więzienia na nie dłużej niż rok i zostanę otoczony opieką medyczną, wówczas napiszę do was i powiem, gdzie się znajduję. To nie jest żart, tylko uczciwa prawda” – zapewniał. „Mogłem wam powiedzieć, że przez siedem lat żyłem w Minot w Północnej Dakocie od 1990 do 2005 roku! Było tam jednak cholernie zimno i musiałem stamtąd pryskać. Przez większą część czasu po ucieczce mieszkałem w Seattle, ale teraz żyję w południowej Kalifornii” – przekonywał.

Śledztwo FBI


Na tym skończył się list i nasza wiedza o tej historii. Nie wiemy, co się stało z autorem pisma, czy faktycznie popełnił go John Anglin. Nie wiemy, czy służby go namierzyły, czy dogadano się z uciekinierem. Co ciekawe, FBI wznowiło wówczas śledztwo, być może wyłącznie w celu przeanalizowania listu i po zdobyciu dowodu, że Anglin nie żyje.

Ucieczka Norrisa i braci Anglinów nie była ostatnią w historii Skały. 16 grudnia 1962 roku John Paul Scott i Darl Parker wygięli kraty w oknie kuchennym w suterenie, wydostali się na zewnątrz i wskoczyli do wody. Utalentowanymi pływakami, jak John i Clarence, nie byli. Parkera namierzono ledwie dychającego na skale nieopodal wyspy.

Scott płynął w kierunku San Francisco, ale prądy zaczęły go znosić w kierunku otwartego morza. Miał szczęście, że dopłynął do mostu Golden Gate. Tam wdrapał się na skałę, na której dostrzegli go przypadkowi nastolatkowie. Powiadomili władze. Więzień nie miał siły dalej płynąć, wiedział, że kolejna ucieczka oznacza śmierć. Wyziębiony trafił do szpitala wojskowego, a stamtąd odesłano go z powrotem do Alcatraz.

Wkrótce potem więzienie zamknięto. Zdecydowały o tym przede wszystkim błędy konstrukcyjne, które jak widać ułatwiały ucieczki oraz wysokie koszty utrzymania – całe zaopatrzenie musiano bowiem dostarczać drogą morską. Co ciekawe, bez więźniów Isla de los Alcatraces sama zaczęła na siebie zarabiać. Nakręcono na wiej wiele filmów, oprócz „Ucieczki z Alcatraz” także między innymi „Twierdzę” z Seanem Connerym i Nicolasem Cage'em. Przede wszystkim jednak to jedna z największych atrakcji turystycznych w rejonie San Francisco. Tysiące osób każdego roku chcą zobaczyć celę Ala Capone czy Franka Morrisa oraz Johna i Clarence'a Anglinów. Mity najsłynniejszego więzienia świata wciąż fascynują.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej