RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Scholz i Macron boją się porażki Rosji. Liczą, że Putin weźmie „swoje” na Ukrainie i odpuści

„Berlin i Paryż wydają się nie rozumieć, że nie da się tej wojny zakończyć bez porażki Rosji” (fot. arch.PAP/DPA)
„Berlin i Paryż wydają się nie rozumieć, że nie da się tej wojny zakończyć bez porażki Rosji” (fot. arch.PAP/DPA)

Najnowsze

Popularne

Niemcy od ponad dwóch miesięcy nie wysłały prawie żadnej broni na Ukrainę, a ich kanclerz gra na czas. Podczas gdy Ukraińcy toczą twarde boje z najeźdźcą, Olaf Scholz z Emmanuelem Macronem bez przerwy prowadzą rozmowy telefoniczne z Władimirem Putinem. To wywołuje obawy, że będą oni chcieli wymusić na Kijowie przyjęcie „pokoju”, który zaproponuje mu Moskwa.

Tak Francja zaopatrywała Kreml. Dron wyprodukowano w lutym 2022 r. [WIDEO]

Francuskie władze dotąd broniły się przed łamaniem unijnych sankcji na dostawy broni do Rosji, jednak najnowsze informacje wskazują na to, że...

zobacz więcej

Współrządzący Niemcami socjaldemokraci, ze swoim liderem Olafem Sholzem na czele, wciąż wydają się przekonani co do słuszności swojej polityki wobec Kremla. Jest to tym bardziej zastanawiające, że inwazja Rosji na Ukrainę stanowi koronny dowód na klęskę niemieckiego „dialogu” z tym krajem.

Przypomnijmy: jeszcze przed inwazją niemieckie władze twierdziły, że dostarczanie Ukrainie broni może doprowadzić do sprowokowania Kremla; po tym, jak Rosja zaatakowała, przekonywały, m.in.: że nie dostarczają broni w miejsca konfliktu (choć to robią): że Niemcy z powodów historycznych nie mogą dopuścić do tego, by z ich broni ginęli Rosjanie albo że jej przesyłanie może doprowadzić do rozszerzenia się konfliktu i wybuchu III wojny światowej.

Winny się tłumaczy


Ta żałosna argumentacja Niemiec, i to zarówno w okresie, gdy wiele wskazywało, że Rosja może zaatakować Ukrainę, jak i po tym, gdy już tego dokonała, przynosi im polityczne straty. Widać jak na dłoni, jak ten kraj, który aspiruje do miana lidera Europy, jest mocno uzależniony od Moskwy.

I – jak obserwujemy trzy miesiące po wybuchu wojny – nie są to jedynie uzależnienia energetyczne, ale szerzej – ekonomiczno-polityczno-socjologiczne. Mówiąc wprost: Niemcy nie wyobrażają sobie innej sytuacji niż porażka Ukrainy.

Po inwazji Berlin był przekonany, że Ukraina będzie się bronić co najwyżej kilka dni – i był to też jeden z powodów, jakim bronił się one przed wysyłaniem broni – zgodnie z myśleniem, że nie ma sensu tego robić, skoro Ukraina i tak upadnie, a jedynie można się narazić Moskwie.

Kolos na glinianych nogach


Gdy się jednak okazało, że rosyjska armia nie jest tak silna, jak przekonywała kremlowska propaganda - na co też dali się złamać Niemcy - Berlin wciąż nie wierzy w Ukraińców i wydaje się przekonany, że Moskwa i tak osiągnie swoje cele.

Nasi zachodni sąsiedzi, niestety, wciąż uważają, że Rosja jest mocarstwem, które ma prawo wymagać specjalnego traktowania, ma prawo do stref wpływów i działań poza prawem międzynarodowym.

Petrović: Groźby Putina nieskuteczne. Finowie i Szwedzi wiedzą, że siła jest po stronie NATO

Władimir Putin chciał swoim atakiem na Ukrainę wystraszyć Zachód, a przy tym osłabić NATO. Rosyjska agresja nie tylko jednak zjednoczyła Europę...

zobacz więcej

Na tym opierała się cała polityka niemieckiego dialogu z Rosją, którą od lat stosował Berlin – by przechodzić do porządku dziennego nad agresywnym zachowaniem Kremla i robić z nim interesy. Koronnym tego przykładem był projekt Nord Stream 2.

Dziś, trzy miesiące po zbrodniczej inwazji Rosji na Ukrainę, wciąż mamy do czynienia z dwulicową postawą Niemiec, które wraz z Francją są przekonane, że „dogadają” się z Rosją.

Nie wzorują się na Polsce


Oczywiście, i Niemcy, i Francja potępiają inwazję, oczywiście, sympatyzują z ofiarami i w jakimś stopniu wysyłają pomoc finansową i militarną – ale jednak, biorąc pod uwagę siłę ekonomiczną tych krajów i ich pozycję w Europie – należy uznać to jedynie za drobne gesty.

Polska przy nich – zarówno pod względem wysyłania broni, przyjęcia ponad 3,5 mln uchodźców, a także wsparcia politycznego – zrobiła o wiele więcej.

Niemcy – biorąc także to pod uwagę – powinny zapaść się ze wstydu pod ziemię.

Pamiętają państwo te 5 tys. hełmów czy rakiety Striela, z których część okazała się niezdatna do użycia? Czy Niemcy po tych kompromitacjach zmieniły swoją postawę?

Tylko w deklaracjach. Teraz bowiem Berlin przekonuje, że on jest jak najbardziej gotowy do wysłania broni ciężkiej – ale dziwnym trafem, okazuje się, że nie ma amunicji do dział przeciwlotniczych Gepard, której „intensywnie” szuka po całej Europie.

Tyle że o tym braku wiedziano już w lutym i nie zrobiono z tym nic.

Ani widu, ani słuchu

Rak, Parkinson, pucz? Przecieki z dworu Putina

Bandycka napaść na Ukrainę sprawiła, że rosyjski dyktator Władimir Putin stał się wrogiem numer jeden wolnego świata. Ambicje neoimperialne wzięły...

zobacz więcej

Z kolei w artykule na portalu dziennika „Bild” oceniono, że sprawie wysyłania czołgów Marder na Ukrainę towarzyszy ogromny chaos, a ministerstwo obrony przed kilkoma dniami tłumaczyło, że na dostawy zachodniego uzbrojenia nie zgadza się NATO. Rzecznik Sojuszu temu zaprzeczył.

Potem niemieckie ministerstwo obrony przekonywało, że chodziło o „uzgodnienie nieformalne” w ramach Sojuszu, co również, po prośbie o komentarz tego dziennika, spotkało się z zaprzeczeniem, tym razem ze strony szefa litewskiego MSZ Gabrieliusa Landsbergisa. Następnie jego słowa potwierdzili także brytyjska minister spraw zagranicznych Liz Truss i jej czeski odpowiednik Jan Lipavsky. Berlin został upokorzony. Jednak spłynęło to po nim jak po kaczce.

Kłamstwo ma krótkie nogi


To tyko kolejny przykład na to, jak krótkie nogi mają kłamstwa płynące ze strony rządzących polityków SPD. „Berliner Zeitung” donosi, że posłowie z FDP i Zielonych są coraz bardziej sfrustrowani faktem, że federalna Rada Bezpieczeństwa nie wydała jeszcze pozwolenia na eksport 100 czołgów Marder na Ukrainę, choć wniosek w tej sprawie jest rozpatrywany od początku marca.

Co więcej, od końca kwietnia istnieje nawet odpowiednia uchwała Bundestagu, że Niemcy będą wspierać Ukrainę także w zakresie dostaw broni ciężkiej. Jak się okazuje – opóźnienia w ich wysłaniu nie są dziełem przypadku, gdyż zarówno kanclerz, jak i większość członków SPD jest temu przeciwna.

Zobacz także: Politico: Niemcy, Francja i Włochy martwią się, że Ukraina wygra

Słowa, słowa, słowa


I chociaż kanclerz Scholz w ciągu kilku ostatnich dni deklarował – łącząc się wideo ze zgromadzonymi przed Bramą Brandenburską uczestnikami maratonu Save Ukraine – że „Putin nie wygra”, że „jesteśmy z wami, jesteśmy zjednoczeni” i zapewniał, że „budujemy plany powojennej odbudowy Ukrainy” czy podczas Zjazdu Katolików Niemieckich, że „ta cyniczna i nieludzka wojna nie powinna ujść Putinowi na sucho” – to pytanie jest jedno: kto mu jeszcze wierzy?

Świat o błędzie Macrona i Scholza. „Ich działania ośmielają Putina”

Internet zalewają kolejne słowa krytyki pod adresem przywódców Francji i Niemiec. „Nie podzielam poglądu, że żaden przywódca zachodni nie powinien...

zobacz więcej

Już na pewno nie ukraiński ambasador w Berlinie Andrij Melnyk, który wielokrotnie zwracał uwagę na dwulicowość i zakłamanie niemieckich władz.

Podobnego zdania jest część niemieckich mediów, ekspertów, chadecka opozycja. Swojego niezadowolenia takim stanem rzeczy nie kryją też koalicjanci – Zieloni i liberałowie z FDP.

Wizerunek? Jaki wizerunek?!


Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” ocenia, że swoją postawą w sprawie wojny na Ukrainie kanclerz Scholz wyrządza Niemcom szkody na arenie międzynarodowej.

Z kolei portal dziennika „Bild”, wskazując na obecną bardzo ciężką sytuację ukraińskich sił na froncie w Donbasie, którym brakuje broni ciężkiej i amunicji, podkreśla, że „nie dość, że samo opóźnianie dostaw broni na Ukrainę jest czymś złym, to kanclerz - celowo lub nieumyślnie - wprowadza chaos komunikacyjny, który psuje wizerunek Niemiec w świecie”.

Jak przypomina „Bild”, kanclerz nie tylko unika wyjazdu do Kijowa, ale także nie chce potwierdzić, że to Ukraina musi wygrać tę wojnę. Wciąż w jego wypowiedziach przebrzmiewa myśl o tym, że trzeba zaakceptować mocarstwową pozycję Rosji, że należy czekać, aż złoży jakąś ofertę rozejmu i szybko, nie patrząc na koszty dla Ukrainy, ją zaakceptować.

To musi być koniec „ruskiego miru”


Szkoda, że nikt mu nie zadał pytania o to, czy Berlin będzie popierał Kijów, gdy ten odrzuci jakąś formę „pokoju”, podyktowaną przez Moskwę, czy też, gdy będzie chciał odzyskać utracone wcześniej tereny Donbasu i Krym.

Zwlekają z dostarczaniem broni, utrudniają wejście do UE, osłabiają sankcje

Podejście Niemiec do Ukrainy wciąż wywołuje oburzenie. Władzom w Berlinie wydaje się, że jeżeli będą jedynie zapewniać o swoim poparciu dla Ukrainy...

zobacz więcej

Zarówno Berlin jak i Paryż wydają się nie rozumieć, że nie da się tej wojny zakończyć bez porażki Rosji. Nie ma szans na to, by Putin – jakby chciał Macron – wyszedł z tej inwazji „z twarzą”. Nie tylko, że jest to niemoralne, ale przede wszystkim szalenie niebezpieczne. Przecież jakaś nawet forma zwycięstwa Rosji w tej wojnie, odtrąbiona przez kremlowską propagandę jako sukces w walce z faszystami i ich sojusznikami, tylko wzmocni pozycję Putina w Rosji.

Większość Rosjan jest na tyle zaczadziała neofaszystowską wizją „ruskiego miru”, że po prostu musi odczuć klęskę, upadek, kataklizm. Putinizm musi przegrać. I to doszczętnie, gdyż nawet w przypadku rozejmu widmo kolejnego ataku na Ukrainę, a przy tym zagrażania innym państwom europejskim – jest jak najbardziej prawdopodobne.

Zobacz także: Moskwa-Berlin-Paryż. Stolice telefonicznej osi

Scholz i Macron rozumują jednak inaczej. Oni już postawili krzyżyk na Ukrainę. Przewidywali zapewne, że Rosja zajmie ją – jak chciała, a jak jej się nie powiodło – w kilka dni, zainstaluje swoje władze, a Zachód będzie co najwyżej wyrażać swoje zaniepokojenie i, podobnie jak to miało miejsce podczas poprzedniego najazdu w 2014 r., także i teraz przejdzie nad tym do porządku dziennego.

Wybijcie sobie z głów „business as usual”


I liczą oni zapewne, że Putin poprzestanie na Ukrainie czy jej części i wróci do relacji „business as usual”. Tylko że z tymi kalkulacjami jest jeden problem.

Szynkowski vel Sęk o Olafie Scholzu: Jestem zażenowany

Ze strony kanclerza mamy do czynienia ze sformułowaniami uciekającymi od istoty rzeczy tylko po to, aby nie urazić Moskwy – mówi o Olafie Scholzu...

zobacz więcej

Projekty zakładające wyrażenie zgody na oddanie jakichś ukraińskich terytoriów Putinowi w zamian za „pokój”, które pojawiają się w głowach wyżej wymienionych panów, nie mają szans na urzeczywistnienie dopóty, dopóki napotykają zdecydowany sprzeciw ukraińskiego społeczeństwa, ukraińskich władz i prawdziwych sojuszników Ukrainy – którzy, tak jak polski rząd i prezydent, podkreślają, że żadne porozumienia nie mają racji bytu, jeśli są zawierane ponad głowami Ukraińców.

Nic o nas bez nas


Ostatnio powiedział o tym w poniedziałek w Kairze prezydent Polski Andrzej Duda, podkreślając, że: „nie wyobrażamy sobie w Polsce i w naszej części Europy, aby do jakiegokolwiek rozwiązania pokojowego doszło bez aprobaty, zgody i udziału Ukrainy przy stole negocjacji; jest to dla nas coś, co absolutnie nie wchodzi w grę”.

Z kolei w Wilnie podczas sesji Zgromadzenia Parlamentarnego NATO, które jednogłośnie wezwało do nałożenia kolejnych surowych sankcji na Rosję i dostarczania Ukrainie broni, w zdalnym wystąpieniu przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy Rusłan Stefanczuk podkreślił, że „Ukraina nie zgodzi się na zamrożenie konfliktu, w którym część jej terytorium zostanie oddana Rosji w zamian za pokój”. 

Jasne? Czy powtórzyć?


Czy słowa te są jasne dla Scholza i Macrona? Czy trzeba im to jakoś dobitniej tłumaczyć, by nie łudzili się, że w tej kwestii zajdą jakieś zmiany? Widocznie trzeba, skoro uważają, że mają prawo – we dwóch – nie konsultując tego przede wszystkim z Ukrainą, ale i z sojusznikami – prowadzić częste i wielogodzinne rozmowy z Putinem – po których mamy jedynie krótkie i zdawkowe komunikaty, o tym, jak to żądają zakończenia wojny.

Nowa era Z. Wolny świat kontra agresywny putinizm

Wraz rosyjską inwazją na Ukrainę weszliśmy w nową erę w historii ludzkości. Wojna rozpętana przez Władimira Putina jako rozwinięcie wojny...

zobacz więcej

Ostatnio gdy prowadzili 80-minutową rozmowę telefoniczną z rosyjskim dyktatorem, pozwolili, by sformułował on wobec krajów, które dostarczają Ukrainie broń, groźby, jakoby mogło to doprowadzić do dalszej destabilizacji regionu, a także zaostrzenia kryzysu humanitarnego.

To słowa, które idealnie wpisują się w to, co już od dawna głosi Scholz.

Broni! Sankcji!


W przeciwieństwie jednak do Niemiec Francja dostarcza większe ilości broni – o czym mówią sami Ukraińcy, jak ostatnio minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba, chwalący działa Cezar. Paryż w poniedziałek zapowiedział wzmocnienie dostaw broni na Ukrainę i wysłanie w ciągu najbliższych tygodni sprzętu i pomocy humanitarnej o wartości 2 mld zł. Trzeba mieć nadzieję, że – inaczej niż w przypadku Niemiec – za tymi słowami pójdą czyny.

To dobry ruch. Jednak wciąż zbyt mały. Ukraińcy nadal potrzebują większej ilości broni i mocniejszych sankcji na Rosję. Od tego zależy, czy Putin ogłosi zwycięstwo i będzie trwał, czy jego chore ambicje legną w gruzach razem z systemem, który od lat oplata Rosję.

Petar Petrović
Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia


Zobacz także: Niemieckie media: Chaos i kłamstwa zamiast dostawy czołgów dla Ukrainy

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej