RAPORT

Wojna na Ukrainie

Liga Mistrzów siatkarzy. Drugi z rzędu triumf polskiej drużyny

Polska drużyna potwierdziła dominację w Europie (fot. TT/ZAKSA Official)
Polska drużyna potwierdziła dominację w Europie (fot. TT/ZAKSA Official)

Siatkarze Grupy Azoty Kędzierzyn-Koźle pokonali Itas Trentino 3:0 (25:22, 25:20, 32:30) w finale Ligi Mistrzów i obronili trofeum, które zdobyli też w 2021 roku. Mecz rozegrano w Lublanie.

Całe podium dla Polek

Rywalizująca we wspinaczce sportowej na czas Aleksandra Mirosław wygrała zawody Pucharu Świata w Salt Lake City. W finale pokonała rodaczkę...

zobacz więcej

W poprzednim sezonie Grupa Azoty pokonała w najważniejszym spotkaniu rozgrywek Itas Trentino 3:1 i po raz pierwszy w historii triumfowała w Lidze Mistrzów (jako pierwszy polski zespół). W 1978 roku zawodnicy Płomienia Milowice zwyciężyli w funkcjonującym wcześniej Pucharze Europy Mistrzów Krajowych. Itas w rozgrywkach LM zwyciężył trzykrotnie (2009, 2010, 2011).

Dobre przyjęcie i skuteczne ataki ze środka Davida Smitha i Krzysztofa Rejno spowodowały, że kędzierzynianie bardzo dobrze rozpoczęli spotkanie. Prowadzili 3:1, 7:4. Jednak słabiej spisywali się na zagrywce i włoski zespół zdołał doprowadzić do remisu, 8:8. Szybko jednak poprawiła wspomniany element gry drużyna z województwa opolskiego. Nie pozwoliła, aby Itas wyszedł na prowadzenie, zaś po asie serwisowym Łukasza Kaczmarka prowadziła 11:8, a po chwili 14:9. Włosi zdołali odrobić straty, kilka razy ponownie doprowadzili do remisu, ale ani razu nie wyszli na prowadzenie. Przy wyniku 22: 24 skutecznie zaatakował tak zwaną piłkę przechodzącą Aleksander Śliwka.

Początek drugiej odsłony należał do Itasu. Prowadził 7:5, 9:7. Jednak drużyna z Kędzierzyna-Koźla stosunkowo szybko doprowadziła do remisu (12:12). Końcówka seta była popisem gry w jej wykonaniu. Szczególnie efektownie wyglądały tak zwane wybloki kędzierzynianin. Po tym jak dobrze zaatakował Łukasz Kaczmarek jego ekipa prowadziła w setach 2:0.

Bardzo zacięty był ostatni set. Przy wyniku 9:9 chwilę na parkiecie leżał libero Grupy Azoty Erik Shoji. Na szczęście nie doznał on poważniejszej kontuzji i wrócił do gry. Najwyraźniej ta sytuacja wybiła trochę z rytmu jego kolegów gdyż stracili dwa kolejne punkty. Nie dali jednak powiększyć przewagi rywalom. Po chwili było 11:11.

Kilkanaście minut później problem ze zdrowiem miał rozgrywający zespołu z Polski Marcin Janusz. Wydawało się, że zejdzie z boiska przy prowadzeniu Itasu 23:22. Został jednak na placu gry. Wyraźnie także cierpiał gdy trwała walka na przewagi. Grał jednak do końca, zaś jego drużyna wykorzystała siódmą piłkę meczową. Ostatni punkt w tym sezonie Ligi Mistrzów zdobył Kamil Semeniuk. – To był dzień, w którym wszystko mi wychodziło – powiedział w wywiadzie dla Polsat Sport Semeniuk, wybrany MVP spotkania. – Jednak nie tylko ja byłem na boisku. Cała drużyna rozegrała świetne spotkanie. Nie było ono łatwe. Jednak oczekiwaliśmy, że będziemy musieli tutaj się „napocić”. Atmosfera w hali była taka, że gdyby mecz potrwał trochę dłużej, to chyba byśmy prosili o drugi zestaw koszulek. Tak naprawdę były już całe mokre – relacjonował.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:

Zobacz więcej