RAPORT

Wojna na Ukrainie

Boss stołecznego półświatka skazany za uprowadzenie dewelopera i jego syna

Janusz G. przez lata był bohaterem kronik kryminalnych (fot. archiwum autora, z mat. śledztwa)
Janusz G. przez lata był bohaterem kronik kryminalnych (fot. archiwum autora, z mat. śledztwa)

Janusz G. ps. „Graf”, uważany za legendę stołecznego półświatka, został właśnie skazany na osiem lat więzienia za kierowanie uprowadzaniem koszalińskiego dewelopera oraz jego syna – dowiedział się portal tvp.info. Przedsiębiorcą zainteresowała mafia, bo jego dawny przyjaciel zadłużył się u kontrowersyjnego biznesmena, który miał poważne związki z zorganizowaną przestępczością.

Rozpowszechniał pedofilskie zdjęcia swojej córki i dziewczynek z rodziny

Mieszkaniec Sewilli produkował pedofilską pornografię z udziałem swojej córki i dwóch dziewczynek z dalszej rodziny. Z ustaleń hiszpańskiej Policji...

zobacz więcej

Marek C., deweloper z Koszalina, wpadł w sidła warszawskiej mafii nie za sprawą nielegalnych interesów, ale z racji fatalnej przyjaźni. W połowie lat 90. poznał Krzysztofa J., który chętnie pomagał mu w interesach. Towarzyszył mu w spotkaniach biznesowych i doradzał, gdzie warto zainwestować.

Co ciekawe, nigdy nie chciał za swoje wsparcie żadnego wynagrodzenia. Chętnie jednak pożyczał od dewelopera znaczne sumy. Brał od kilkudziesięciu do ponad 100 tys. dolarów. W sumie, w ciągu roku zapożyczył się u Marka C., na ponad pół miliona dolarów.

Nie domagałem się zwrotu tych pieniędzy, bo traktowałem je jako nieformalne honorarium dla przyjaciela za jego pomoc – zeznawał Marek C.

O tym, jak bardzo Marek C. cenił pomoc Krzysztofa J., świadczy najlepiej fakt, że w jeszcze w 1996 r. kupił za 170 tys. zł wyspę na zalewie Sicina w województwie zachodniopomorskim i jej połowę oddał swojemu „przyjacielowi”. Jednak już kilka miesięcy później okazało się, że Krzysztof J. ma drugie oblicze. Prośby o pieniądze zamieniły się w twarde żądania. To był początek kłopotów Marka C.

Zobacz także: „Belmondziak” ścigany listem gończym. Chciał się uczyć, ale z pewnością nie w więzieniu

Poszukiwania Aleksandry i Oliwii. Policjanci znaleźli dwa ciała pod Częstochową

W lesie w okolicach miejscowości Romanów pod Częstochową policjanci odnaleźli zakopane zwłoki dwóch kobiet i truchło psa. Wszystko wskazuje na to,...

zobacz więcej

Pułapka


W grudniu 1997 r. Marek C. został podstępnie zwabiony przez Krzysztofa J. na rzekome spotkanie biznesowe. Okazało się, że zamiast przedsiębiorców, na C. czekali bandyci z połączonych gangów z Warszawy i Szczecina. Deweloper został pobity i wywieziony do jednej z melin bandziorów.

– Przestępcy więzili go przez kilka dni. Mężczyzna był bity i zmuszany do podpisywania weksli in blanco, a także do podpisania pełnomocnictwa sprzedaży czterech nieruchomości. Zastraszony, zrobił wszystko, czego żądali od niego przestępcy. O uprowadzeniu nie zawiadomił policji – opowiada jeden ze śledczych.

Nie wiadomo dokładnie, dlaczego deweloper uległ wówczas bandytom. Przez najbliższe półtora roku do C. zgłaszały się osoby z wypisanymi wekslami z podpisem biznesmena. A ten płacił.

W sumie oddał bandytom ok. 2 mln dolarów. W pewnym momencie wyglądało na to, że C. spłacił wszystkie wierzytelności – tak przynajmniej mówił Krzysztof J. Okazało się, że te deklaracje nijak miały się do rzeczywistości…

Zobacz także: „Batman” i jego kompani odpowiedzą za inwazję „mocy” na Siedlce

Mąż uprowadził żonę w bagażniku. Pomagał mu brat

Biłgorajska prokuratura zarzuca 52-letniemu Dariuszowi P. i 35-letniemu Adamowi P. bezprawne pozbawienie wolności żony starszego z nich i...

zobacz więcej

Fikcyjny dług


Gdy Marek C. szukał sposobu na pozbycie się gangsterów, Krzysztof J. prowadził interesy w stolicy. Tam poznał m.in. Roberta P., uważanego przez policję za łącznika pomiędzy półświatkiem a biznesem. Przypisywano mu kontakty z gangiem pruszkowskim, włoskimi organizacjami mafijnymi, a także służbami specjalnymi byłego ZSRR.

Oficjalnie P. był właścicielem luksusowego pensjonatu. Nie krył znajomości z tuzami półświatka, ale jak twierdził, był biznesmenem organizującym festiwale m.in. w Zielonej Górze, Kołobrzegu i Sopocie.

I właśnie u P., Krzysztof J. zadłużył się na 300 tys. zł. Tej sumy nie był potem w stanie zwrócić. W desperacji wymyślił, że być może uda mu się wyłudzić te pieniądze od swojego znajomego dewelopera z Koszalina. I nawiązał kontakt z grupą Janusza G. ps. Graf.

Po pertraktacjach ustalono, że gangsterzy ściągną od Marka C. 750 tys. zł fikcyjnego długu. Mieli też pilnować przepisania na Krzysztofa J. kolejnych nieruchomości Marka C. wartych ok. 4 mln zł. Za pomoc w „zdyscyplinowaniu” dewelopera gangsterzy zażądali 15 proc. ściąganej należności.

Zobacz także: Dożywocie dla „Wojtasa” z „Mokotowa” za brutalne zabójstwo dwóch gangsterów

Uprowadzenie 18-latki. Były chłopak i jego koleżanka z zarzutami

Dwie osoby usłyszały zarzuty w związku z uprowadzeniem 18-latki pod Kartuzami. Podejrzani to 22-letni były chłopak pokrzywdzonej i jego rok młodsza...

zobacz więcej

Propozycja nie do odrzucenia


Pod koniec lutego 2000 r. Marek C. otrzymał od jednego z poznańskich biznesmenów propozycję lukratywnego biznesu. W tym czasie sprzedawał działkę jednej z sieci supermarketów.

Liczył na bardzo wysoka prowizję. Jednak skusił się na propozycję spotkania w sprawie sprzedaży działki bardziej bogatemu klientowi. Tyle tylko, że to była mafijna pułapka.

27 lutego 2000 r. C. stawił się w jednym z biur w Poznaniu. Tam już czekali na niego gangsterzy z grupy „Grafa”. Jak zeznał Andrzej L. ps. Rygus (były świadek koronny obciążający grupę Janusza G., który później popełnił samobójstwo), na akcję z C. pojechało co najmniej osiem osób.

Napastnicy pobili dewelopera, kazali mu oddać pieniądze i podpisać upoważnienie na sprzedaż nieruchomości. Krzysztof J., który uczestniczył w zajściu, kazał też przepisać na siebie drugą połowę wyspy z Sicina.

Przez kilka godzin Marek C. był zakładnikiem bandytów. Ci, grożąc obcięciem palców, zmusili go do wezwani do biura syna. Miał zostać zakładnikiem. Oprawcy wypuścili dewelopera, ale ceną za wolność jego dziecka było spełnienie ich wszystkich żądań.

Zobacz także: Zatrzymania ws. gangu, który sprzedawał azjatyckie towary bez płacenia podatku

Wciągnął 11-latkę w krzaki, związał sznurem. Policja zatrzymała mężczyznę

Nad ranem policjanci zatrzymali w Gdańsku 40-letniego Krzysztofa B. podejrzanego o usiłowanie uprowadzenia 11-letniej dziewczynki. Do przestępstwa...

zobacz więcej

CBŚ wchodzi do gry


Dramat Tomasza C. i jego syna trwał w sumie trzy dni. W tym czasie Marek C., współpracował już z policją, do której wreszcie się zgłosił i tylko pozornie spełniał żądania porywaczy.

Gdy napastnicy otrzymali notarialnie poręczone pełnomocnictwa, wypuścili syna biznesmena. Nie wiedzieli jednak, że byli już pod kontrolą policji.

W 2000 r. zatrzymano tylko wykonawców porwania. Zleceniodawcy pozostali nieuchwytni do czasu, aż dwóch członków gangu „Grafa” zdecydowało się przerwać zmowę milczenia.

„Graf”, Robert P. i bezpośredni oprawcy koszalińskiego dewelopera zostali oskarżeni przez ówczesną Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie – obecnie Prokuraturę Regionalną. Sam J., który wpędził w kłopoty Marka C., nie dożył procesu – podobno zmarł śmiercią naturalną.

Zobacz także: Tysiąc funkcjonariuszy wzięło udział w operacji przeciwko handlarzom bronią

65-latek usiłował uprowadzić chłopca. Policja szuka świadków

Sąd zdecydował o trzymiesięcznym tymczasowym areszcie dla 65-latka, który w Libiążu (Małopolskie) chciał uprowadzić z placu zabaw siedmiolatka....

zobacz więcej

Legenda „miasta”


Janusz G. to zdaniem śledczych legendarna postać stołecznego półświatka. Według informacji policji miał związki z gangiem pruszkowskim, ale po rozbiciu tej grupy usamodzielnił się. Z ustaleń śledczych wynika, że „Graf”, zwany także przez niektórych „Dziaduniem”, połączył brutalną przemoc z biznesem.

Rozpracowując go policjanci wpadli na trop afery w ministerstwie finansów. Okazało się, że urzędnicy umorzyli zaległości podatkowe m.in. Henrykowi Stokłosie i Rudolfowi Skowrońskiemu. Gangster sądzony był za korumpowanie pracowników resortu finansów i został w tym procesie skazany na siedem lat więzienia.

Janusz G. odpowiadał także przed sądem za kierowanie gangiem oszustów, wyłudzenia na wiele milionów zł i handel narkotykami. Śledczy przypisywali także gangsterowi pewną rolę w tzw. układzie warszawskim.

Dzięki swoim kontaktom miał załatwiać ludziom z półświatka atrakcyjne nieruchomości, sam też spekulował gruntami w stolicy. Ale o to nie został nigdy oskarżony.

Zobacz także: Kolejny wyrok dla „Wojtasa”. 15 lat za próbę krwawych porządków w mafii mokotowskiej

Polak porwany przez piratów w Zatoce Gwinejskiej. W MSZ zespół kryzysowy

Sześć osób zostało porwanych przez piratów w Zatoce Gwinejskiej. Wśród uprowadzonych marynarzy pływającego pod banderą Liberii kontenerowca jest...

zobacz więcej

Zabójstwo Głowali


„Graf” został zatrzymany w grudniu 2005 r. Cztery lata później „pezety” Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie oskarżyły go o kierowanie zabójstwem inwestora giełdowego Piotra Głowali 25 maja 2005 r.

W latach 90. Głowala zarabiał miliony na giełdzie, ale wdał się w szemrane interesy i trafił do więzienia. Tam miał poznać Grzegorza Wieczerzaka, byłego prezesa PZU Życie.

Głowala zginął w dniu, w którym odebrał na Śląsku ważne dokumenty dotyczące rzekomych przekrętów w Narodowych Funduszach Inwestycyjnych. Bandyci zadali mu kilka ciosów maczetą lub samurajskim mieczem. Dobili mocnym uderzeniem w głowę.

Wcześniej Głowala na polecenie Grzegorza Wieczerzaka odwiedził Janusza Lazarowicza. Rzekomo domagał się zwrotu pieniędzy i stanowiska dla byłego prezesa PZU Życie. Podczas kłótni Lazarowicz ostrzegł Głowalę: „pan kopie sobie grób”.

„Graf” został także oskarżony o skorumpowanie funkcjonariusza Komendy Stołecznej Policji. W zamian za wysoką łapówkę gangster dostał pozwolenie na broń. Tymczasem od lat figurował w policyjnych kartotekach jako szczególnie niebezpieczny, związany z handlem przerabianym paliwem, narkotykami i wymuszeniami haraczy.

Proces w tej sprawie trwa, ponieważ w 2020 r. Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego uchyliła immunitet sędziemu Igorowi Tuleyi, który zasiadał w składzie orzekającym; sprawa musiała zacząć się od nowa.

Policja opublikowała film z momentu odnalezienia małej Cleo

Policja opublikowała filmy z momentu odnalezienia australijskiej czterolatki Cleo Smith. Dziewczynka została uprowadzona z kempingu podczas wakacji...

zobacz więcej

Nowe zarzuty


W 2010 r. Januszowi G. doszło oskarżenie o kierowanie opisywanym wyżej porwaniem Marka C. oraz jego syna. Rok później oskarżono go o kierowanie uprowadzaniem dwóch Turków, prowadzących interesy w okolicach Warszawy.

W czasie śledztwa ustalono, że stołeczni gangsterzy przyjmowali zlecenia od tajemniczego Turka na porywanie jego rodaków. Prokuratorzy zebrali dowody, że bandyci uprowadzili w latach 2004-05 co najmniej dwóch Turków, za uwolnienie których otrzymali ponad 320 tys. dolarów.

Mafioso spędził kilka lat za kratami, ale po odzyskaniu wolności zaczął się ukrywać.

Stracił „koronę” m.in. za wysadzanie bankomatów w całej Polsce [WIDEO]

Świadek koronny Mirosław K. ps. Miron został w kwietniu 2020 r. ujęty przez stołecznych kryminalnych podczas próby włamania do bankomatu w...

zobacz więcej

Łaska sądu


Straszny „Dziadunio” był przez kilka lat poszukiwany listem gończym. Został ujęty przez CBŚ w pierwszej połowie lipca 2013 r. Po zatrzymaniu prokuratura skierowała do sądu wniosek o aresztowanie „Grafa”, jednak wolski sąd rejonowy nie zgodził się na to.

W uzasadnieniu sędzia stwierdził m.in., że „podejrzany prowadzi ustabilizowany tryb życia, ma stałe miejsce zameldowania i poddaje się regularnemu leczeniu w placówkach służby zdrowia. To powoduje, że obawa ukrywania się przed organami procesowymi nie jest w jego przypadku specjalnie prawdopodobna”. Gangster został zwolniony do domu.

Gdy w sierpniu sąd okręgowy uchylił decyzję sądu rejonowego, „Graf” zniknął bez śladu. Wydano za nim list gończy, jednak tylko krajowy.

Nie było żadnych dowodów, że mógł wyjechać z Polski. Okazało się, że dotarł do Afryki.

Zobacz także: Wpadł boss gangu „Air Gandzia”, przemycającego awionetką marihuanę z Hiszpanii do Polski

Chciał uprowadzić dziewczynkę z placu zabaw. Reakcja ojca była błyskawiczna

Policjanci zatrzymali mężczyznę, który próbował uprowadzić pięcioletnią dziewczynkę z jednego z placów zabaw w Katowicach. Dzięki ojcu dziecka,...

zobacz więcej

Na emigracji


Wyjazd „Grafa” do RPA nie był jednak przypadkowy. Właśnie tam, co najmniej od 2008 r. ukrywał się Janusz Lazarowicz.

Według śledczych i zeznań niektórych stołecznych gangsterów obaj panowie doskonale się znają. Janusz Lazarowicz został zatrzymany 9 lipca 2010 r. w RPA w trakcie operacji Interpolu o kryptonimie „Infra-Red”.

Były prezes XIV NFI i spółki Raiffeisen Investment Polska. Od 2007 r. był poszukiwany listem gończym i Europejskim Nakazem Aresztowania za zlecenie zabójstwa Piotra Głowali, znanego inwestora giełdowego.

Jednak w 2010 r. Lazarowicz został zwolniony z aresztu po wpłaceniu kaucji. Od tego momentu polskim śledczym nie udało się doprowadzić do jego ekstradycji do Polski.

Biznesmen twierdził, że jest niewinny i padł ofiarą pomówień przestępców. Przekonywał, że jest gotowy pomóc śledczym, ale tylko wtedy, kiedy dostanie list żelazny, który zagwarantuje mu nietykalność do czasu zakończenia ewentualnego procesu.

„Graf” został zatrzymany w RPA na początku 2014 r. Z informacji polskiej policji wynikało, że miał próbować wymusić pieniądze od Janusza Lazarowicza.

W grudniu 2014 r. władze Republiki Południowej Afryki wydały go Polsce. Od jakiegoś czasu ponownie jest na wolności.

Zobacz także: Kibole GKS-u Jastrzębie stworzyli gang handlujący narkotykami i dopalaczami

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej