RAPORT

Wojna na Ukrainie

„Dziel i rządź”. Jak Moskwa korzystała z naiwności liberałów z PO

Donald Tusk i Władimir Putin (fot. arch.PAP/Radek Pietruszka)
Donald Tusk i Władimir Putin (fot. arch.PAP/Radek Pietruszka)

Im więcej dowiadujemy się o polityce Platformy Obywatelskiej wobec Rosji w czasach rządów Donalda Tuska, tym trudniej uwierzyć, jak wyborcy tej formacji mogą przejść nad tym wszystkim do porządku dziennego.

Wołodźko: Nigdy więcej Tuska

Odkąd Władimir Putin ruszył wojennym zagonem na Ukrainę, w Europie nie da się już wołać: „nigdy więcej wojny!”. Ale wciąż w Polsce możemy wołać:...

zobacz więcej

Właściwie nie ma ostatnio dnia, żebyśmy nie dowiadywali się czegoś nowego o szczegółach „polsko-rosyjskiego resetu” w czasach rządów Donalda Tuska. To sprawy mało krzepiące, a mówiąc wprost: naprawdę niepokojące. I nic też dziwnego, że jednym z największych kłopotów starego-nowego lidera Platformy jest to, że dziś – inaczej niż przez laty – nie może liczyć na parasol ochronny ze strony niemal wszystkich mediów.

Tak zwany polsko-rosyjski reset potencjalnie osłabiał międzynarodową pozycję Polski
. Rosyjski atak dyplomatyczny wyprowadzono w bardzo konkretnych kierunkach. Po pierwsze, z odtajnionych niedawno materiałów wiemy, że w 2008 r. Rosjanie oczekiwali od ówczesnego polskiego rządu przedłużania i utrudniania prowadzenia negocjacji z USA ws. kluczowej dla bezpieczeństwa Polski, czyli tarczy antyrakietowej.

Po drugie, Rosjan rozwścieczała aktywność dyplomatyczna prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego. I domagali się od rządu w Warszawie, by wprost dyskredytował wypowiedzi prezydenta Rzeczpospolitej.

Mówiąc wprost: Rosjanie zachęcali polskich polityków na najwyższych szczeblach, by jawnie występowali przeciw prezydentowi własnego państwa. Przecież to na kilometr czuć zachętą do podważania polskiej racji stanu. I to nie tylko w świetle tego, co dziś wiemy o polityce Rosji w naszym regionie. Dziel i rządź – to stara zasada, którą Moskwa od zawsze próbowała wykorzystywać państwa, które uważała za zagrożenie dla własnych interesów.

Czego obawia się Donald Tusk

Ani Donald Tusk, ani Radosław Sikorski nie byli obecni na przemówieniu Joego Bidena na Placu Zamkowym. To stawia w bardzo niezręcznej sytuacji całą...

zobacz więcej

Gdy dziś spojrzeć na polityków Platformy, odnieść można wrażenie, że stoją w pierwszym szeregu antyputinowskiej koalicji. Nawet posłanka PO Izabela Leszczyna, która niegdyś była chętna, by oddać Rosji ukraiński Donbas, dziś bije się z tego powodu w piersi. Ale czy jest tak faktycznie?

Ten nagły zwrot spowodowany jest potężnym politycznym strachem – narracja Platformy dotycząca Rosji i Niemiec skompromitowała się w ciągu praktycznie kilku, kilkunastu dni. Skompromitowała się nie tylko w Polsce, bo to być może nasi „światli Europejczycy” jakoś by przeboleli. Skompromitowała się w znacznej mierze w zachodnich mediach, również w tych niemieckich.

Donald Tusk nie próbuje nam dziś przecież tłumaczyć swoich niegdysiejszych poglądów dotyczących relacji Polska-Niemcy-Rosja. Nie próbuje nam dziś wyjaśniać, na czym polegało „błogosławieństwo” niemieckich rządów, rządów Angeli Merkel dla Europy Wschodniej. Tego wszystkiego jakby nie było – rozpłynęło się w powietrzu; przekaz dnia radykalnie zmienił się w ciągu kilku dni. Dziś Tusk pohukuje na Niemcy, politycy Platformy w Sejmie prześcigają się w antyrosyjskich wypowiedziach. Choć przez lata konsekwentnie budowali strategię opartą na dyskredytowaniu i blokowaniu polityki wschodniej Lecha Kaczyńskiego.

Jest w tym coś naprawdę strasznego i bolesnego, że ich własny elektorat pozwala im nad tym przejść do porządku dziennego. Jakby nic się nie stało. Jakbyśmy nie zapłacili jako państwo i naród za ich głupotę i lekkomyślność. A zapłaciliśmy tę cenę nie tylko 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku, ale także później, bo „reset polsko-rosyjski” trwał właściwie do 2014 r. Ale wówczas Platforma Obywatelska była już partią pogrążoną w głębokim kryzysie i władza wymykała się jej powoli z rąk.

Baćka standuper. Dyktator – błaznem, błazen – dyktatorem?

Aleksandr Łukaszenka „chowa się” za wizerunkiem przaśnego dyktatora z coraz bardziej błazeńskim obliczem. Ale to człowiek, który w imię rosyjskich...

zobacz więcej

A Donald Tusk w Brukseli i tak kontynuował swoją jawnie promerkelowską, proniemiecką politykę. Bardzo wygodną dla Niemiec, które prowadziły z kolei politykę jak najdalej idących kompromisów z Kremlem. A równocześnie lewicowo-liberalni europarlamentarzyści, a także liberałowie i lewica w polskim Sejmie szydzili, ile się dało, gdy ktoś publicznie wspomniał, że rosyjsko-niemieckie konszachty są zagrożeniem również dla polskich i europejskich interesów.

Zmasowany atak na Polskę, bo do tego – z punktu widzenia optyki międzynarodowej – sprowadzały się nieustanne ataki na rząd Zjednoczonej Prawicy w unijnych instytucjach, w polskim parlamencie i w polskojęzycznych mediach był dla Kremla jak najwspanialszy prezent.
I to taki, który dostaje się niemal każdego dnia.

A ile w tym wszystkim było głupkowatego, małostkowego protekcjonalizmu? Ile było przekonania, że „oszołomy” wymyślają sobie jakieś niemiecko-rosyjskie spiski, że to polskie kompleksy podpowiadają im dziwaczne pomysły na uwikłanie Rosji i Niemiec we wspólne, coraz brudniejsze interesy. Nagle ci wszyscy, którzy tak „kpili z oszołomów”, zaczęli zaczytywać się w nigdy wcześniej niewidzianych w liberalnych mediach artykułach właśnie na ten temat: neoimperializmu w Rosji, wojny ekonomicznej Kremla przeciw Polsce i Ukrainie, niemieckich organizacjach ekologicznych urabiających zachodnią opinię publiczną za pieniądze Gazpromu.

Mówiąc pół żartem, pół serio – choć gorzki to żart: dziś wśród liberałów i lewaków najwięcej antyputinowskich, antyrosyjskich neofitów. Szkoda tylko, że jak zwykle najchętniej szukają rusofili na prawicy – a zapomnieli, że najwięcej pożytecznych idiotów Moskwy do niedawna było w ich własnych szeregach.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej