RAPORT

Wojna na Ukrainie

Rosyjska ruletka. Konflikt atomowy czy gra imperialnych pozorów?

Władimir Putin (fot. PAP/EPA/ROBERT GHEMEN)
Władimir Putin (fot. PAP/EPA/ROBERT GHEMEN)

Rosja nie chce atomowej samozagłady. Woli utrzymywać imperialną grę pozorów, która zarówno elicie władzy, jak i społeczeństwu pozwala leczyć głębokie kompleksy wobec Zachodu.

Putin zakręca gaz, Tusk kupuje kwiaty, Trzaskowski donosi

Polska wprowadziła sankcje na rosyjskich oligarchów i ich interesy, a Rosja zakręciła Polsce kurek z gazem. Gazu nam jednak nie brakuje, tylko...

zobacz więcej

Z perspektywy Zachodu rosyjska polityka może jawić się jako skrajnie irracjonalna. Problem polega jednak na tym, że tak naprawdę bardzo mało wiemy o realnych mechanizmach rosyjskiej władzy. I równie mało o tamtejszym społeczeństwie, którego większość to nie wielkomiejska klasa średnia z Moskwy lub Sankt Petersburga, ale rosyjskojęzyczna, wieloetniczna, wieloreligijna i wielokulturowa ludność mniejszych miast i kompletnie nikomu nieznanych wsi najrozleglejszego państwa na świecie. Rosyjską polityką rządzi zmowa milczenia (polityczny teatr dla swoich i dla świata to inna rzecz), a rzetelnych analiz na temat rosyjskiego społeczeństwa ubywa – bo nawet badania Centrum Lewady są dziś obarczone poważnym ryzykiem błędów.

Rosjoznawcy, politolodzy, ekonomiści, specjaliści od polityki zagranicznej, filozofowie religii i kultury – wszyscy ostatnio próbują przyglądać się Moskwie, odkurzają klasyków od Astolphe'a de Custine z jego „Listami z Rosji” po Jana Kucharzewskiego z jego słynną wielotomową pracą „Od białego caratu do czerwonego”. Duża część krytycznych wobec Rosji prac została przez Zachód w ostatnich dekadach chętnie zapomniana – choćby rosjo- i sowietoznawcze prace Alaina Besançona, które warto polecić również polskim czytelnikom i czytelniczkom.

W ostatnich dniach uwagę opinii publicznej przyciąga niezwykły, groteskowy wręcz spór między rosyjską elitą władzy a Izraelem. Wypowiedzi szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa dotyczące Wołodimira Zełeńskiego jako Żyda – antysemity, Hitlera jako człowieka o żydowskich korzeniach i wreszcie radykalnego antysemityzmu wśród samych Żydów, rozwścieczyły izraelskich polityków i tamtejsze media.

Nic nie wskazuje na to, by Rosja planowała choć na krok ustąpić Izraelowi: enuncjacje Ławrowa wsparła właśnie rzeczniczka rosyjskiej dyplomacji Maria Zacharowa, która oświadczyła, że najemnicy z Izraela walczą ramię w ramię z oskarżanymi przez Rosję o neonazizm bojownikami batalionu Azow.

Ukraina w Unii Europejskiej to spełnienie projektu Marszałka Piłsudskiego

W europejskiej opinii publicznej coraz częściej otwarcie mówi się o wejściu Ukrainy do Unii Europejskiej. I bardzo dobrze – w związku z...

zobacz więcej

W trochę normalniejszych czasach takie zgrzyty byłyby zapewne nie do pomyślenia. Rosji wizerunkowo rzecz by się kompletnie nie opłacała. Tylko że tak zwane normalne czasy skończyły się 24 lutego 2022 roku. Rosja odrzuciła grę dyplomatycznych pozorów – jej elity wreszcie mogą mówić, co im w duszy gra. A faktem jest, że antysemityzm wśród rosyjskich elit i rosyjskiego ludu nie jest rzeczą ani nową, ani zaskakującą. Dotąd jedni woleli o tym nie mówić, a drudzy – udawać, że tego nie widzą.

To caryca Katarzyna II wymyślili strefę osiedlenia, która wymuszała na Żydach zamieszkiwanie tylko w określonej, zachodniej części Imperium. Większość Rosji wedle carów miała być „odżydzona”. I to carska Ochrana wymyśliła „Protokoły mędrców Syjonu”, sfałszowany tekst opisujący rzekome plany osiągnięcia przez Żydów globalnej dominacji na świecie. Otoczenie Mikołaja II liczyło, że w ten sposób uda się obarczyć Żydów odpowiedzialnością za dojmujące problemy społeczne i gospodarcze w powoli zmierzającym ku bolszewickiej rewolucji państwie.

A kto chciałby poznać, jak smakował antysemityzm w Sowietach, ten koniecznie powinien przeczytać powieść „Park niepotrzebnych Żydów” Grigorija Kanowicza. „Jewrej” - „Żyd” to dla niemałej części rosyjskiej elity i dla godnych pióra Wieniedikta Jerofiejewa żulików spod budki z piwem po prostu wzgardliwa obelga. Nie zapominajmy zresztą, z jaką atencją Władimir Putin żegnał niedawno Władimira Żyrinowskiego, koncesjonowanego opozycjonistę, zajadłego wielkoruskiego szowinistę, który chętnie grał także żydożerczymi kartami.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
Spójrzmy jednak szerzej na problem rzekomego szaleństwa, które ogarnęło – również w stosunkach rosyjsko-izraelskich – kremlowską elitę polityczną. Z pomocą przyjdzie nam znakomita książka Władisława Inoziemcewa, rosyjskiego politologa, zatytułowana „Nienowoczesny kraj. Rosja w świecie XXI wieku”. Autor znaczną jej część napisał na stypendium w Polsce. Rzecz wydana w 2018 roku brzmi niestety jak spełnione proroctwo.

Czy możliwy jest pucz przeciwko Putinowi? Tradycja, tradycja…

Jeden ze znanych brytyjskich analityków wojennych, kilka dni temu, po dwóch miesiącach wojny trwającej na Ukrainie stwierdził, że coraz wyraźniej...

zobacz więcej

Skupmy się na jednym tylko rozdziale: „Anomalie polityki zagranicznej”. Inoziemcew stwierdza w nim krótko: „W polityce zagranicznej Federacji Rosyjskiej w najwyższym stopniu odzwierciedlają się wszystkie kompleksy i fobie rodzimych elit – i to właśnie determinuje jej małą przewidywalność i wielką irracjonalność”.

Dlaczego wojna? I dlaczego coraz ostrzejsza retoryka rosyjskich elit? Rosyjski politolog kilka lat temu opisał zjawisko, które wojna na Ukrainie ukazała z całą głębią: Rosja ma coraz większe problemy, by do atrakcyjności własnego projektu geopolitycznego (znanego dziś jako „ruski mir”) przekonać kogokolwiek dobrowolnie. Dziś to właściwie już niemożliwe. Co więcej, rosną koszta utrzymania dawnego imperialnego złudzenia, zatem – dodam od siebie – odczytywana w takim kontekście wojna w Ukrainie i dyplomatyczny konflikt międzynarodowy, przybierający absurdalne wręcz formy, stanowi szczególną formę ucieczki do przodu.

W tym miejscu wielu czytelnikom i czytelniczkom zaświta myśli o konflikcie atomowym. Tylko że Rosja wcale nie chce globalnej zagłady i własnego unicestwienia – będzie przedłużać grę imperialnych pozorów, ponieważ tego oczekuje niemała część rosyjskiego społeczeństwa. I taka jest mentalność rosyjskich elit, niezależnie od tego, czy mówimy o udającym niegdyś liberała Dmitriju Miedwiediewie, czy cynicznym sybarycie Siergieju Ławrowie. Dla nich wojna w Ukrainie i pogorszenie relacji z niemałą częścią dawnych partnerów politycznych i gospodarczych to być może jedyna w życiu szansa, by wreszcie wykrzyczeć zachodniemu światu to, co o nim naprawdę myślą. I jeśli po tym wszystkim Europa spróbuje wrócić do „zwykłych relacji biznesowych” z Moskwą, okaże się nie tyle zbiorowym Hitlerem, co zbiorowym głupcem.

„Wot, durak” – ot, głupiec – to przecież częsta u Rosjan odzywka pod adresem cudzoziemców z Zachodu. Nas to wszystko w Polsce raczej nie dziwi. I trudno zresztą zaprzeczyć, że Zachód wobec Rosji niemal zawsze zachowywał się dość głupio.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej