RAPORT

Wojna na Ukrainie

Zimowa wyprawa przez Arktykę

Marcin Gienieczko w 18 dni pokonał w sumie 240 km ciągnąc za sobą sanie z ekwipunkiem ważącym 80 kg. (Fot. archiwum prywatne Marcina Gienieczko)
Marcin Gienieczko w 18 dni pokonał w sumie 240 km ciągnąc za sobą sanie z ekwipunkiem ważącym 80 kg. (Fot. archiwum prywatne Marcina Gienieczko)

Przepłynął Amazonię, przedzierał się przez syberyjską tajgę, na nartach pokonał kilkaset kilometrów po zamarzniętej rzece Kołymie, a w marcu samodzielnie wędrował przez Spitsbergen – jedną z wysp archipelagu Svalbard i zarazem największą wyspę Norwegii. Podróżnik i sportowiec Marcin Gienieczko w 18 dni pokonał w sumie 240 km ciągnąc za sobą sanie z ekwipunkiem ważącym 80 kg. O trudach wyprawy, zmiennej pogodzie i niedźwiedziach polarnych dziś opowie czytelnikom portalu tvp.info.

Agnieszka Wasztyl: W krainie Masajów

Wysocy, smukli, ubrani w czerwone szaty... Lud wojowników zamieszkujący bezkresne tereny sawanny i afrykańskiego buszu…Masajowie to jedno z ponad...

zobacz więcej

Marcinie, Ty od lat sprawdzasz się w trudnych warunkach. Była Amazonia, Syberia, Alaska, teraz przyszedł czas na Arktykę zimą. Wędrowałaś przez wyspę Spitsbergen. Dlaczego zdecydowałeś się na tę wyprawę?

To część mojego wielkiego projektu sportowego. W 2023 roku wybieram się na Antarktydę, o ile oczywiście zepnę budżet do końca. Ale jestem optymistą, więc myślę, że tak będzie. Wcześniej przepłynąłem Amazonkę na dystansie 6 tys. km w canoe, czego jeszcze nikt nie dokonał. Opisałem to w książce ,,Zatańczyć z Amazonką”. Ale wyprawa przez Amazonkę przy projektach arktycznych, to zupełnie inna bajka. Północne i zimne kraje są dużym wyzwaniem, zwłaszcza jeżeli chodzi o regiony arktyczne - gdzie jest bardzo dużo zagrożeń. W 2006 roku jachtem opłynąłem archipelag Svalbard z kpt. Remigiuszem Trzaską. Dopłynęliśmy też do Ziemi Franciszka Józefa. Wówczas obiecałem sobie, że ponownie odwiedzę Svalbard, ale tym razem zimą. A gdy zacząłem przygotowywać się do wyprawy na Biegun Południowy, to wędrówka przez wyspy tego archipelagu wydawała mi się kolejnym etapem. I tak znalazłem się w Arktyce.

W 2017 roku wędrowałeś przez płaskowyż Hardangervidda – położony w południowo-zachodniej Norwegii. To najwyższy płaskowyż w Europie. Przeszedłeś go w 2 strony. Teraz wróciłeś do Norwegii, na Svalbard. Jak przygotowywałeś się do tej wyprawy?

Na hulajnodze przez Etiopię

Wybiera podróże poza utartym szlakiem i odkrywa świat na hulajnodze. W taki sposób przejechał już m. in. Iran, Liban, Oman, Zjednoczone Emiraty...

zobacz więcej

Płaskowyż Hardangervidda w jedną stronę przeszedłem z kolegą z Norwegii, ale wracałem już samotnie. Na tym płaskowyżu trenował przed zdobyciem Bieguna Południowego Roald Amundsen. Po tej wyprawie pomyślałem, że Svalbard będzie kolejnym krokiem, który przybliży mnie do mojego celu, o którym wspomniałem na początku. Przygotowywałem się na różne sposoby. Dużo biegałem i trenowałem. Ukończyłem m. in. bieg górski na 100 km Łemkowyna Ultra-Trail. Wcześniej przeszedłem tam i z powrotem Góry Mackenzie w Kanadzie na dystansie 1000 km – z czego drogę powrotną pokonałem samotnie. Do takich wypraw przygotowuję się kondycyjnie i psychicznie. Kiedyś ciągnąłem specjalny wózek, w którym siedzieli moi synowie i wędrowaliśmy sobie przez las. Oni mieli frajdę, a ja trening. Teraz więcej biegam w górach na długich dystansach. Biegi są ważne, używam kijków, co też w zimie odgrywa kluczową rolę.

Ponad połowa powierzchni Svalbardu pokryta jest lodowcami– razem jest ich ponad 2000. Na wyspach żyje 3000 niedźwiedzi polarnych. Polowanie na zwierzęta jest zabronione, a zabicie niedźwiedzia jest szczegółowo sprawdzane przez gubernatora. Jednak każdy mieszkaniec i turysta musi wszędzie nosić ze sobą broń…

Przyrodnicza perełka Turcji

To jedna z największych atrakcji Turcji. Wapienne tarasy w Pamukkale powstały dzięki 17 gorącym źródłom. Ich właściwości docenili już starożytni...

zobacz więcej

To prawda. Zresztą broń jest niezbędna także na Alasce. Tam jest traktowana jak pasy bezpieczeństwa. Tak powiedzieli mi misjonarze, których spotkałem na miejscu. Kiedyś przepłynąłem największą rzekę Alaski – Jukon. Pamiętam, że bałem się niedźwiedzi grizzly. Teraz wróciłem na Svalbard, ale miałem już broń. Oprócz tego zabrałem ze sobą race i tak zwany „ogródek” – to linka, którą rozwija się dookoła namiotu na 4 kijach. Ja w Polsce kupiłem kije od pastucha elektrycznego i do tych kijów przymocowuje się race. Jeżeli niedźwiedź polarny zbliżyłby się do namiotu i chciałby nas z niego wyciągnąć, to zerwie tę linkę, raca strzeli i my mamy czas na ewakuację ze śpiwora. Ale powiem szczerze, że byłem tak zmęczony podczas marszu, że ani razu nie rozstawiłem tego zabezpieczenia. Miałem broń, race i przy głowie kładłem butelkę z benzyną. Pomyślałem, że w razie zagrożenia ją podpalę i to odstraszy misia (śmiech).

Broń wypożyczyłeś na miejscu. Umiałeś ją obsługiwać? Przeszedłeś szkolenie?

Broń wypożyczyłem w sklepie. Ale tu warto powiedzieć, że nie jest to łatwe. Są procedury i zanim dostaniesz zgodę, to trzeba spełnić wiele warunków. Przede wszystkim nie można być karanym. Dokument poświadczający niekaralność trzeba otrzymać z polskiego Ministerstwa sprawiedliwości i przetłumaczyć go notarialnie. Dopiero później wysyła się go do gubernatora Svalbardu, a następnie gubernator wysyła go dalej, do analizy do policji w Norwegii. Dopiero po akceptacji służb można starać się o broń. To też nie jest łatwe. Broń można wypożyczyć, ale nie tylko trzeba pokazać zaświadczenie, że miało się już do czynienia z bronią, trzeba też udowodnić swoje umiejętności. W ciągu 4 minut klient musi załadować broń, oddać strzały i pokazać, że potrafi się nią obsługiwać. Jeżeli nie zdasz egzaminu, to nie dostaniesz broni.

Agnieszka Wasztyl: Karibu, Mombasa!

Zatłoczona, głośna i pełna kontrastów. Otoczona lazurowymi wodami Oceanu Indyjskiego Mombasa, jest kosmopolitycznym tyglem i największym portem...

zobacz więcej

Spotkałeś niedźwiedzia polarnego?

Na szczęście nie. Wędrowałem z dala od morza i fiordów Jednego niedźwiedzia widziałem, ale był bardzo daleko ode mnie.

Jakie formalności trzeba dopełnić, żeby dostać się na Svalbard?

Trzeba wcześniej zgłosić się do gubernatora Svalbardu o pozwolenie. Generalnie odradza się ludziom podróżowanie w pojedynkę. To się wiąże ze zbyt dużym niebezpieczeństwem. Pozwolenia na samotne wyprawy dostają osoby z dużym doświadczeniem w wyprawach zimowych i ekstremalnych. Ja jestem taką osobą, więc nie miałem z tym problemu. Ponadto trzeba mieć ze sobą PLB - to jest radioboja, specjalny nadajnik, który trzeba mieć przy sobie. W sytuacji niebezpiecznej uruchamia się go i wtedy rozpoczyna się proces ratowania życia przez tamtejsze władze.

Czytałam, że dużym wyzwaniem były szczeliny, zmienna pogoda, w tym także silny wiatr, który utrudniał rozłożenie namiotu. Podobno odmroziłeś sobie palce?

Tak... palce odmroziłem sobie, ale to było na samym początku. Pamiętam, że temperatura spadła do minus 16 stopni Celsjusza i wiał wiatr, który z godziny na godzinę robił się coraz bardziej porywisty. A ja zapomniałem załadować broń. Trochę się denerwowałem, bo mój karabin się zaciął i musiałem załadować broń bez rękawiczek. Wtedy odmroziłem sobie kocówki palców. Na szczęście teraz są sprawne. Na Svalbardzie mocno wieje, co bardzo dokucza podróżnikom. Szczeliny były zasypane, więc podczas wędrówki trzeba było na nie uważać, bo jest ich dużo na lodowcach.

Skuterem przez Sri Lankę

Na koncie ma wiele ekstremalnych wypraw. Na motocyklu przejechał m.in. Indie i Nepal, pokonując ponad 40 tys. km. Docierał do wiosek odciętych od...

zobacz więcej

Zaplanowałeś sobie, że każdego dnia przejdziesz 20 km, ale wiadomo, z naturą czasem się nie wygra. Słyszałam, że przejście 20 km zajmowało czasem 10 godzin?

Tak. 10 godzin daje nam około 21 km dziennie, ale nie zawsze można to osiągnąć. Rożnie z tym bywa. Wszystko zależy od warunków pogodowych. Wiadomo, że łatwiej się idzie, gdy świeci słońce i nie ma wiatru. Najgorzej, gdy pojawia się zamieć. Trzeba uważnie obserwować chmury.

A trudniej wędrowało się na lodowcach czy dolinach?

Zdecydowanie trudniej na lodowcu. Tam czuje się prawdziwe niebezpieczeństwo. To wędrówka w górę i w dół, a dodatkowo w każdej chwili może pojawić się silny wiatr. Doliny są płaskie. Żeby zmniejszyć ryzyko używałem GPS i kompasu.

Z jakimi temperaturami na miejscu musiałeś się zmierzyć?

Temperatury wahały się od minus 10 do minus 35 stopni Celsjusza, ale trzeba pamiętać, że przy silnym wietrze odczuwalne były znacznie niższe. Przykładowo, przy minus 20 stopniach i porywistym wietrze, organizm odczuwa jakby było minus 35 stopni Celsjusza. Wiatr na Svalbardzie jest największym przeciwnikiem.

Kapadockie rarytasy

Pradawne podziemne miasta, wykute w skałach kościoły i niesamowite formy skalne. Kapadocja - niezwykła kraina w środkowej Turcji - zachwyca...

zobacz więcej

Twoim celem było zdobycie Góry Newtona (Newtontoppen). To najwyższy szczyt na wyspie Spitsbergen. Niestety to się nie udało. Co poszło nie tak? Pogoda pokrzyżowała plany?

Kiedy znalazłem się na lodowcu pośliznąłem się i mocno się potłukłem. Oprócz tego był silny sztorm i złamał się stelaż podtrzymujący namiot. Postanowiłem, że będę szedł tak długo, dopóki starczy mi sił i motywacji. Myślę, że zabrakło mi właśnie tej motywacji. Dodatkowo moja wyprawa zaczęła się zaraz po agresji Rosji na Ukrainę. Nie mogłem pozbyć się czarnych myśli i melancholii. Aby robić projekt, to trzeba być bardzo mocno zmotywowanym. Mogę tu jednak zadeklarować, że w przyszłym roku wrócę na Svalbard i zdobędę szczyt. Wejście zadedykuję żołnierzom wyklętym.

Przygotowujesz się także do przejścia Grenlandii. W 55 dni chcesz przejść 1150 km...To kolejna wyprawa przygotowująca cię do wielkiego trawersu Antarktydy, który rozpoczynasz w przyszłym roku?

Pod koniec kwietna 2023 razem z partnerem z Norwegii planujemy podwójny trawers na Grenlandii. To duże wyzwanie i mało kto chce się go podjąć. Kopiowanie schematów mnie nigdy nie interesowało. Rozpoczniemy na zachodnim wybrzeżu na Ice Cap Point 660 - niedaleko miejscowości Kangerlussuaq, a zakończymy wyprawę w miejscowości Isortoq, na południowo - wschodnim wybrzeżu. Łącznie przejdziemy 1200 km. Koszt trawersu w obie strony to ok. 100 tys. złotych.

Agnieszka Wasztyl: Koronawirus w Kenii

Pandemia koronawirusa powoli odpuszcza, ale są kraje, które przynajmniej według statystyk, od samego początku radzą sobie z nią doskonale. Jednym z...

zobacz więcej

Przez Biegun Południowy planujesz samotnie przejść 2400 km w 80 dni. To wyprawa pod patronatem Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Ambitne wyzwanie i chyba bardzo ryzykowne?

Tak, to bardzo duże wyzwanie. Start planujemy 1 listopada 2023 roku. Jeżeli tego czasu nie zrealizuję wyprawy, to już więcej nie będę na nią czekał. Wiadomo, że koszty są duże, dlatego będę wdzięczny za każde wsparcie. Wyprawę zamierzam rozpocząć w Hercules Inlet. Plan zakłada marsz na biegun i powrót tą samą trasą bez składnia depozytów. Łącznie 2400 km. Tylko 4 osobom udało się dokonać takiego przejścia na tym dystansie. Z czego Fin Risto Hallikainen dokonał to w 71 dni bez depozytów. Koszty takiej wyprawy wynosi w sumie 450 tys. złotych.

Wyprawa jest też projektem edukacyjnym dla młodzieży. Wcześniej zabierałam dzieci z Domów Dziecka na wyjazdy i byłem wolontariuszem Pomorskiego Hospicjum Dla Dzieci. Teraz chcę zabrać młodzież do Chile. W tym roku mam kilka wyjazdów jeszcze treningowych, kilka biegów - między innymi bieg na 150 km. Muszę też zdać egzamin na bosmana w żegludze środkowej, więc jest co robić. Niewykluczone, że wyjadę też na jakiś czas na Alaskę, w ramach zdobycia umiejętności przed wyprawą na Biegun Południowy.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej