RAPORT

Wojna na Ukrainie

Republika przemytników i egzotyczna mniejszość. Tak Rosja rozgrywa Mołdawię

Seria groźnych incydentów w Naddniestrzu to dopiero początek (fot. Carsten Koall/Getty Images)
Seria groźnych incydentów w Naddniestrzu to dopiero początek (fot. Carsten Koall/Getty Images)

Seria groźnych incydentów w Naddniestrzu, separatystycznym regionie Mołdawii, to dopiero początek operacji destabilizacji tego kraju, rządzonego od niedawna przez obóz prozachodni. Być może Kreml chce wręcz wciągnąć Mołdawię w wojnę. A ma do tego wiele narzędzi. Naddniestrze jest tylko jednym z nich. O innych mówi się za mało.

Kuczyński: Putin poczuł krew. Donbas może być początkiem wojny

Jeśli ktoś myślał, że uznanie pseudopaństewek w okupowanym Donbasie i wprowadzenie tam już oficjalnie wojsk rosyjskich zaspokoi Władimira Putina,...

zobacz więcej

Raport: Wojna na Ukrainie

„Prezydent” separatystycznej tzw. Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej (PMR) Wadim Krasnosielskij polecił 28 kwietnia „MSW” samozwańczej republiki „być gotowym na każdy scenariusz”. Może to brzmieć groźnie, zwłaszcza w świetle tego, że ok. 300 km na wschód od Naddniestrza, w rejonie Chersonia walczy z Ukraińcami ok. 10 tys. Rosjan.

Czy jednak naprawdę w destabilizowaniu Naddniestrza (a więc i Mołdawii) chodzi tylko o wojnę rosyjsko-ukraińską? Mimo wszystko wydaje się, że słowa generała Rustama Minniekajewa (dowódcy Centralnego Okręgu Wojskowego) sprzed tygodnia sugerujące wielką ofensywę na Odessę i w stronę Naddniestrza, były blefem. Oczywiście mocno wzmocniły ich wiarygodność wydarzenia w Naddniestrzu, które zaczęły się dziać dwa dni później. Jak również atak rakietowy na most przez liman Dniestru na pewien czas blokujący połączenie dziewięciu rejonów obwodu odeskiego (historyczna kraina Budziak) z resztą Ukrainy. W tym czasie jedyne lądowe połączenie wspomnianego obszaru z resztą kraju wiodło przez południowe krańce Mołdawii (droga M15). Ale chyba jednak nie Odessa jest tu głównym celem.

Republika przemytników


W 1991 r. proklamowano Naddniestrzańską Mołdawską Socjalistyczną Republikę Sowiecką ze stolicą w Tyraspolu. W tym czasie było już jasne, że ZSRS się rozpada, a Mołdawia stanie się niepodległym państwem. Uprzemysłowiony region, położony na lewym brzegu Dniestru i zamieszkany głównie przez Rosjan i Ukraińców, obawiał się nacjonalizmu mołdawskiego, a nawet przyłączenia przyszłej Mołdawii do Rumunii (jej terytorium zostało wszak odebrane przez ZSRS na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow w 1940 roku). Na terenie przyszłej PMR znajdowała się 14. Armia sowiecka i jej magazyny wojskowe. Kiedy konflikt polityczny między Tyraspolem a Kiszyniowem przerodził się w wojnę, broń tej armii została wykorzystana przez separatystów. Po kilku miesiącach walk uzgodniono zawieszenie broni z udziałem rosyjskiego generała Aleksandra Lebiedzia, a Rosja rozmieściła w PMR siły pokojowe.

Zgodnie z prawem mołdawskim, terytorium to, zamieszkałe przez około pół miliona osób, ma status „autonomicznej jednostki terytorialnej o specjalnym statusie prawnym”. Mołdawia uważa PMR za swoje terytorium, ale de facto jest to republika w pełni niezależna, z własnym prawem, armią i innymi strukturami bezpieczeństwa. Władze lokalne przeprowadziły nawet referendum w sprawie przyłączenia do Rosji, a w 2015 roku „zunifikowały” swoje ustawodawstwo z rosyjskim. Tak naprawdę, to kolejny obszar na obszarze postsowieckim kontrolowany przez Rosję i przez nią utrzymywany. Od 2002 roku paszporty FR dostało już ok. 200 tys. mieszkańców PMR. W przeciwieństwie jednak do Abchazji i Osetii Południowej, a niedawno tzw. republik ludowych w Donbasie, Moskwa nie uznała niepodległości Naddniestrza.

Rosyjskie prowokacje. Wzmocniono punkty kontrolne w Naddniestrzu

W Naddniestrzu – graniczącym z Ukrainą separatystycznym regionie Mołdawii – wzmocniono procedury na punktach kontrolnych w związku z prowokacjami...

zobacz więcej

W przeciwieństwie do wymienionych regionów, Naddniestrze nie ma lądowego połączenia z Rosją. Po drugie, szefom tego quasi-państewka dotychczasowa sytuacja odpowiadała idealnie. Kiszyniów niespecjalnie domagał się faktycznego zjednoczenia, Moskwa dawała jakieś pieniądze, a sama naddniestrzańska elita zarabiała krocie na przemycie. Przy wykorzystaniu terytorium ukraińskiego przede wszystkim. Wojna to zmieniła. Zaś presja Moskwy, lub co najmniej jakichś jej przedstawicieli, by PMR w konflikt się włączyła, w ten czy inny sposób, postawiła Tyraspol pod ścianą.

Pod fałszywą flagą


Jeszcze we wrześniu 2021 r. Ukraina zabroniła wjeżdżać na jej terytorium samochodom z rejestracją naddniestrzańską. Napięcie wzrosło jeszcze bardziej, gdy w styczniu 2022 ukraiński wywiad oskarżył rosyjskie służby specjalne w Naddniestrzu o planowanie prowokacji mających posłużyć za pretekst do ataku na Ukrainę. Zarzuty takie pojawiały się po 24 lutego niejednokrotnie. Ale dopiero po dwóch miesiącach wojny to zagrożenie się ziściło.

CZYTAJ TAKŻE: Mołdawskie MSZ wzywa ambasadora Rosji. Żądają wyjaśnień po wypowiedzi rosyjskiego generała

Wieczorem 25 kwietnia w budynku Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego (MGB) PMR doszło do kilku eksplozji. Napastnicy uciekli, pozostawiając na miejscu zdarzenia granatnik ręczny, który prawdopodobnie został użyty do oddania strzałów. W ataku na budynek MGB nie odnotowano żadnych obrażeń wśród ludzi. Dziwne, że dotychczas nie ma podejrzanych. Wszędzie wokół są kamery, a napastnicy jakby się rozpłynęli w powietrzu… Po ostrzale budynku MGB pojawiły się doniesienia o eksplozjach we wsi Majak - we wczesnych godzinach rannych 26 kwietnia uszkodzone zostały dwie wieże z nadajnikami nadającymi rosyjskie radio. Nikt z pracowników ośrodka radiowego ani z okolicznych mieszkańców nie odniósł obrażeń.

Później, na zwołanym w trybie pilnym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa, „prezydent” Naddniestrza Wadim Krasnosielskij mówił o kolejnym „ataku terrorystycznym”, na jednostkę wojskową w Parkanach. Ponadto pojawiły się informacje o rzekomych atakach na lotnisko wojskowe w Tyraspolu, w których miał być wykorzystany dron, który zrzucił dwa ładunki wybuchowe. Według tzw. MSW Naddniestrza w nocy z 26 na 27 kwietnia odnotowano strzały w pobliżu miejscowości Kołbasna, gdzie znajduje się wielki rosyjski skład amunicji. Wojska rosyjskie rozlokowane w separatystycznym regionie Mołdawii zostały postawione w stan pełnej gotowości bojowej. W Naddniestrzu wzmocniono procedury na punktach kontrolnych. Wprowadzono czerwony stopień zagrożenia terrorystycznego. Odwołano przygotowania do defilady z okazji 9 maja. Personel sił bezpieczeństwa ma przebywać w koszarach.

Rosja przeprowadziła ataki „pod fałszywą flagą” w Naddniestrzu. Szykuje dalsze działania

Rosja przeprowadziła „pod fałszywą flagą” ataki w separatystycznym regionie Naddniestrze w Mołdawii, by przygotować grunt pod dalsze działania na...

zobacz więcej

Operacja FSB


Minister obrony Rumunii Vasile Dincu nazwał incydenty w Naddniestrzu prowokacją oraz próbą wywołania konfliktu. Przestrzegł też przed rosyjską dezinformacją. - Według wszystkich naszych analiz nie ma szans na rozwinięcie się obecnie tego konfliktu. W Mołdawii nie ma możliwości wybuchu wojny - powiedział Dincu, przypominając, że kraj ten jest neutralny. Jak wiadomo jednak, dla Kremla to może być żaden argument. Rosyjskie media coraz częściej mówią, że Naddniestrze może być zmuszone do „ochrony interesów republiki” poprzez ogłoszenie niepodległości. Komentarze rosyjskich lub kontrolowanych przez Rosję urzędników sugerują, że prezydent Putin może uznać separatystyczną „Naddniestrzańską Republikę Mołdawską”, podobnie jak zrobił to w przypadku tzw. donieckiej i ługańskiej republiki ludowej na Ukrainie.

Siódmego kwietnia mołdawska prezydent Maia Sandu ogłosiła zakaz używania publicznie wstążki św. Jerzego oraz rosyjskiej „Z”. Po wprowadzeniu tego zakazu ukraiński wywiad zaczął otrzymywać doniesienia, że FSB rozważa zorganizowanie wielkich demonstracji w Mołdawii. Podczas gdy 9. Zarząd V Służby FSB dostarczał na Łubiankę i Kreml raporty na temat sytuacji politycznej na Ukrainie (jak widać, bardzo kiepskie), inna komórka kierowanej przez gen. Siergieja Biesiedę części FSB oceniała plany działania przeciwko Mołdawii. Cel? Ponowne wciągnięcie tego kraju do rosyjskiej strefy wpływów. Seria incydentów w Naddniestrzu może być pierwszą częścią szerszej operacji.

CZYTAJ TAKŻE: „Apetyt Moskwy rośnie. Kolejnym celem armii szabrowników i gwałcicieli będzie Mołdawia”

Z końcem kwietnia kończy się tymczasowy kontrakt gazowy Mołdawii z Rosją. Nie wiadomo, co będzie od 1 maja. Jest groźba, że Gazprom nie przedłuży umowy, bo Kiszyniów nie płaci na czas. Ale z drugiej strony Ukraina może zablokować tranzyt gazu z Rosji do Mołdawii, a więc i Naddniestrza. O ile rolnicza prawobrzeżna Mołdawia mogłaby liczyć na jakieś wsparcie krajów UE, z Rumunią na czele, to przemysłowe Naddniestrze zostałoby bez krytycznego dla jego funkcjonowania gazu. W każdym bądź razie gazowy kryzys mógłby wywołać wręcz społeczne niepokoje. A to dobry grunt dla działań FSB. Po wprowadzeniu zakazu używania rosyjskich symboli takich jak wstążka św. Jerzego i litera „Z”, odpowiadający za Mołdawię gen. Dmitrij Miliutin z V Służby FSB zaczął pracować nad uruchomieniem w tym kraju szerokich demonstracji, których uczestnicy celowo używaliby zakazanych symboli, po to by władze jak największą liczbę z nich karały, co z kolei dałoby podstawę do oskarżania rządu i ograniczenie wolności politycznej i słowa.

Kolejne incydenty w Naddniestrzu, odnotowano „atak” na jednostkę wojskową

Administracja nieuznawanego przez społeczność międzynarodową prezydenta separatystycznej, kontrolowanej przez Rosję republiki Naddniestrza na...

zobacz więcej

Baszkan na rosyjskiej smyczy


Prorosyjscy socjaliści jeszcze niedawno rządzili Mołdawią, a ich człowiek, Igor Dodon, był prezydentem . Stracili pełnię władzę na rzecz prozachodniego i reformatorskiego obozu z obecną prezydenta Maią Sandu na czele. Komuniści z kolei od początku niepodległej Mołdawii są nastawieni na sojusz z Rosją. Rosyjskie służby będą chciały wykorzystać ich do destabilizacji kraju już niebawem, przy okazji demonstracji z okazji 9 maja. Jeśli chodzi o wspomniane północne rejony Mołdawii, z Balti (drugie po Kiszyniowie pod względem wielkości miasto Mołdawii) na czele, to jest to tradycyjnie prorosyjska część kraju. Ale jeszcze większym problemem jest leżąca na południowym wschodzie Mołdawii autonomia gagauska. To ok. 200 tysięcy turkojęzycznych wyznawców prawosławia. Do udziału w wojnie nieszczególnie im się spieszy, ale w zdecydowanej większości chcą zwycięstwa Rosji nad Ukrainą. Co więcej, od paru tygodni rośnie napięcie na linii Komrat (stolica autonomii) – Kiszyniów. Liderka Gagauzji zawetowała wdrożenie na terytorium autonomicznym kilku nowych mołdawskich ustaw i zażądał od Kiszyniowa większych subsydiów.

Oczywiście niewielka Gagauzja nie stwarza bezpośredniego zagrożenia dla Mołdawii. Ale choćby z racji na swe położenie, w sąsiedztwie ukraińskiego Budziaku, może zostać wykorzystana przez Rosjan na dwa sposoby. W celu destabilizacji rządów prozachodnich w Kiszyniowie, a także dla dywersji wymierzonej w Ukrainę. Od 2015 roku funkcję szefa autonomii gagauskiej (baszkan) pełni Irina Vlah, była działaczka komunistyczna, obecnie wspierana przez równie prorosyjskich socjalistów. Zamieszkała przez wyznający prawosławie turecki lud Gagauzów południowa część Mołdawii była wykorzystywana przez Moskwę od początku istnienia niepodległego państwa. Sytuacją zainteresowana jest nie tylko sąsiednia Rumunia (rosyjskie media podawały fałszywe informacje w ostatnich dniach, że Bukareszt przesuwa wojska w stronę granicy), ale też Turcja – pretendująca do roli protektora ludów tureckich w regionie, w tym wypadku Gagauzów.

Zagrożenia związanego z Gagauzją nie dostrzega zagranica, ale Mołdawianie wiedzą, z czym mają od czynienia. Były minister obrony Vitalie Marinuța w wywiadzie dla jednej z rosyjskich gazet podkreśla, że w Kiszyniowie pamiętają dobrze tzw. plan Primakowa, przewidujący budowę „Noworosji” od Donbasu po Naddniestrze. Ale zaznacza, że dziś to jest trudne do zrealizowania przez Moskwę. Dużo łatwiej i szybciej Rosjanie mogą zdestabilizować Mołdawię używając autonomicznej Gagauzji, północnych rejonów kraju (z miastem Balti na czele) oraz komunistów i socjalistów w samym Kiszyniowie. Wszystkich ich łączy prorosyjskie stanowisko, a nawet agenturalność.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej