RAPORT

Wojna na Ukrainie

Niezadowolony Lewandowski. Gdzie zagra latem?

Robert Lewandowski wciąż nie wie, gdzie zagra latem (fot. Getty Images)
Robert Lewandowski wciąż nie wie, gdzie zagra latem (fot. Getty Images)

To może być najdłuższy serial nie tylko tej wiosny, ale i całego lata. Choć Robert Lewandowski wciąż formalnie jest zawodnikiem Bayernu, a władze klubu zapewniają, że będzie nim również w przyszłym sezonie, coraz więcej wskazuje na to, że Polak Monachium jednak opuści. Kierunek: Barcelona? Niekoniecznie.

Robert Lewandowski zarabia obecnie w Bayernie 22 miliony euro rocznie, a obowiązujący kontrakt wiąże go z klubem do 30 czerwca 2023 roku. To oznacza, że jeśli monachijczycy uprą się, by zatrzymać go u siebie, to ani Real, ani Barcelona, ani żadna siła na świecie go stamtąd nie wyciągnie. Oznacza też jednak, że już zimą, za nieco ponad pięć miesięcy, „Lewy” będzie mógł rozmawiać ze wszystkimi zainteresowanymi jego usługami, a 1 lipca opuści Niemcy... za darmo.

Trwają przepychanki. Bayern chce mieć Polaka u siebie, a ten chciałby kolejnej podwyżki - mówi się o zarobkach rzędu 25 milionów euro rocznie i kilku kolejnych sezonach wpisanych do umowy. To dużo, zwłaszcza, że „Lewy” skończy niedługo 34 lata. Oczywiście: prowadzi się świetnie, wciąż jest czołowym piłkarzem świata, ale monachijczycy powinni powoli rozglądać się za następstwem. Kłopot w tym, że żaden utalentowany napastnik nie przywdzieje barw Bayernu, dopóki będzie zmuszony rywalizować o miejsce w składzie z największą gwiazdą zespołu. A Polak minut oddawać przecież nie chce, bawić się w rotację nie zamierza, bo do pobicia jest jeszcze kilka rekordów. Jeśli zostanie.

A co, jeśli nie? Brakiem zainteresowania Polak martwić się nie musi. Jego agent, Pini Zahavi, jest ponoć w świetnych relacjach z władzami Barcelony, które od kilku tygodni szukają wszelkich furtek, by zabezpieczyć środki na pozyskanie Lewandowskiego. Xavi nie ma wątpliwości, że ani Pierre-Emerick Aubameyang, ani Ferran Torres czy Luuk de Jong nie są zawodnikami na poziomie choćby zbliżonym do 33-latka. A biorąc pod uwagę wszelkie okoliczności - wiek, kończący się kontrakt, rzekomą chęć odejścia samego zawodnika - wywoływana cena, około 40 milionów euro, też wydaje się mocno okazyjna.

Kto za „Lewego”? Bayern ma czterech kandydatów

Władze Bayernu zapewniają, że Robert Lewandowski nigdzie się nie wybiera i będzie grał w Monachium przynajmniej do końca kontraktu, czyli 30...

zobacz więcej

Nowe bodźce


Tematem, co oczywiste, żyją od kilku tygodni nie tylko całe Niemcy, ale również Polska i Hiszpania. W piątek dziennikarze „Bilda” poinformowali o trwających prawie trzy godziny negocjacjach z udziałem Zahaviego, Oliviera Kahna i Marco Neppe. Wynika z nich, że obie strony są zainteresowane znalezieniem porozumienia, ale Lewandowski i jego sztab nie zamierzają obniżyć żądań finansowych. Czy Bayern ulegnie? Na razie zewsząd słychać tylko zapewnienia, że Lewandowski zostanie. Dementuje je agent piłkarza, przekonując, że „wszystko jest możliwe”. Trwa zabawa w kotka i myszkę. Porozumienia osiągnąć się nie udało.

To nie pierwszy raz, gdy kapitan reprezentacji Polski nosi się z zamiarem opuszczenia Bayernu. Już kilka lat temu mówiło się o jego przenosinach do stolicy Hiszpanii: madrycki „As” umieszczał na okładce nie tylko naszego zawodnika, ale nawet... jego ówczesnego agenta, Cezarego Kucharskiego. Rozmowy miały być zaawansowane, chęci po obu stronach duże, ale skończyło się tak, że Lewandowski został w Monachium, by dalej budować swój pomnik.

– Fakt, że Robert zastanawia się nad podjęciem nowego wyzwania jest w zupełności normalny. Każdy sportowiec planuje swoją karierę i jeżeli kapitan naszej reprezentacji uzna, że potrzebuje czegoś nowego, to nie można się temu dziwić. Niektórzy chcą grać całe sportowe życie w jednym klubie, czy też w jednej lidze. Inni zaś chcą spróbować czegoś nowego. La Liga jest bardzo ciekawą ligą. A transfer do Barcelony na pewno brzmi kusząco – tłumaczył na łamach TVPSPORT.pl były reprezentant Polski, świetnie zorientowany w realiach Bundesligi Artur Wichniarek.

Zieliński chce odejść. „Nie może wytrzymać presji”

Sytuacja Piotra Zielińskiego w Neapolu robi się coraz trudniejsza. Reprezentant Polski nie zanotował w tym roku żadnej asysty, strzelił tylko dwa...

zobacz więcej

Długa droga na szczyt


Sumy, o których mówi się w kontekście Lewandowskiego, przyprawiają o zawroty głowy. 20 czy 25 milionów euro to nie rekordy w świecie futbolu, ale i tak są to pieniądze, które plasowałyby Polaka w czołówce najlepiej zarabiających sportowców. A pomyśleć, że jeszcze kilkanaście lat temu przepychał się na drugoligowych pastwiskach, wybierając między Jagiellonią, Wisłą czy Lechem...

Nie chciał iść do Wisły Kraków, bo bał się rywalizacji z Pawłem Brożkiem. Miał 20 lat, został właśnie królem strzelców II ligi, mógł za moment walczyć z Barceloną w eliminacjach Ligi Mistrzów, ale zamiast lepszego klubu i trochę większych pieniędzy, wybrał „spokój” w Poznaniu.

Cudzysłów nieprzypadkowy – gdziekolwiek jest Franciszek Smuda, o spokoju nie ma przecież mowy. Ileż było zamieszania wokół tego transferu... „Franz”, znany ze swojego „oka” do piłkarzy, po obejrzeniu Lewandowskiego miał żądać zwrotu pieniędzy za paliwo. Późniejszy selekcjoner reprezentacji Polski, który przekonywał, że dobrego zawodnika pozna po tym, jak wchodzi po schodach, uznał, że z młodego napastnika Znicza Pruszków ludzi nie będzie. Wyszedł w połowie obserwowanego meczu i tyle go widzieli.

Smuda bronił się potem, że powiedział tak tylko w ramach „taktyki negocjacyjnej”, a tak naprawdę w Lewandowskim zakochał się od razu. – Zadzwoniłem do dyrektora, Marka Pogorzelczyka, no i mówię mu: „Bierz pieniądze, pakuj się, przyjeżdżaj!”. Wiedziałem, że z tego „Lewego” będzie wielki zawodnik – tłumaczył w swoim stylu.

Jak było naprawdę, nie dowiemy się prawdopodobnie nigdy. Faktem jest, że w grze o 20-latka były jeszcze Wisła Kraków, Legia Warszawa, Jagiellonia Białystok, Górnik Zabrze... Pół Polski. Transfer do Poznania wymarzył sobie sam Lewandowski.

– W Lechu byli fajni, ofensywni piłkarze, stwarzali dużo sytuacji, było z kim grać – tłumaczył ówczesny agent zawodnika Cezary Kucharski. – Zarobił też nieźle. Chciał 10 tys. miesięcznie i 100 tys. za podpis, a w dwa lata wyciągnął prawie trzy miliony. Załatwiłem mu 10 razy więcej niż planował! – opowiadał Kucharski.
Za czasów Roberta Lewandowskiego, Lech był najlepszym polskim zespołem (fot. PAP)
Za czasów Roberta Lewandowskiego, Lech był najlepszym polskim zespołem (fot. PAP)

Dziś brzmi to nieprawdopodobnie, ale mało brakowało, by żadnej wielkiej kariery nie było. Kilka lat przed tym, zanim „Lewy” pierwszy raz założył niebieską koszulkę z „8” na plecach, lekarze przewidywali, że co jak co, ale w piłkę na poważnym poziomie ten chłopak nie pogra. Władze Legii, której wówczas był zawodnikiem, zasugerowały się opiniami medyków i nie przedłużyły rocznego kontraktu z 17-latkiem.

Kontuzja uda uniemożliwiała płynne chodzenie, a kosztowna rehabilitacja drenowała domowy budżet. Mniej więcej w tym samym czasie zmarł też ojciec Roberta, Krzysztof. Tyle złych wiadomości, tyle niesprzyjających momentów, a wszystko jeszcze przed 18. urodzinami...

– Zawsze będę żałował, że tata nigdy nie widział moich występów na żywo. Odszedł, kiedy stawiałem pierwsze kroki w seniorskiej piłce. Mam nadzieję, że teraz patrzy na moje mecze z góry – mówił potem, odbierając jedną z wielu nagród.

Słynny klub „bezdomny”. Barcelona przez rok poza Camp Nou

Władze Barcelony zdecydowały o remoncie sędziwego Camp Nou. W związku z tym w sezonie 2023/2024 piłkarze tego klubu będą rozgrywali swoje spotkania...

zobacz więcej

Wielki charakter


Takie momenty budują jednak wielkie charaktery. Lewandowski zacisnął zęby, wziął się do pracy, a pomocną dłoń wyciągnął doń Andrzej Blacha – trener Znicza, który od dawna przyglądał się uzdolnionemu napastnikowi.

Pierwszy sezon w Pruszkowie (klub występował wówczas na trzecim poziomie rozgrywkowym w Polsce) „Lewy” do dziś wspomina jako najważniejszy w karierze: odbudował się, został królem strzelców rozgrywek, a podczas wyjazdu integracyjnego przed studiami poznał sympatyczną koleżankę z AWF Annę Stachurską. Co było dalej, opowiadać nie trzeba.

Dziś Ania i Robert są jedną z najbardziej znanych polskich par. Doczekali się też dwóch córek: Klary i Laury.
Robert i Anna Lewandowscy od lat pozostają szczęśliwym małżeństwem (fot. Getty Images)
Robert i Anna Lewandowscy od lat pozostają szczęśliwym małżeństwem (fot. Getty Images)

– Pamiętam, ile razy w Lechu była gra taktyczna, kontrolna taka, i ja zawsze mówiłem: „Robert, musisz poprawić krycie piłki ciałem”. I para z Arboledą. Ten chłopak coś skorzystał z tych pojedynków. On go wywracał, krzyczeli „faul!”, „trenerze, faul!”, ale ja mówiłem, że nie ma fauli. I co? Teraz przyjmuje piłkę w powietrzu nawet w kontakcie z obrońcą – cieszy się Smuda, podkreślając swoje zasługi w wychowaniu Lewandowskiego.

Choć z trenerem kłócił się często, choć wielokrotnie mieli różną wizję na temat futbolu, przenosiny do Poznania okazały się strzałem w dziesiątkę. Lech z Lewandowskim, Stiliciem czy Peszką grał wtedy najładniejszą piłkę w Polsce. Brylowali w Europie, ich mecze oglądały miliony kibiców, a na 22-letniego napastnika parol zaginały powoli coraz ciekawsze kluby.


I znów: mógł zarabiać więcej, mógł być gwiazdą, ale zamiast miłego kontraktu w Turcji czy Rosji, uparł się na przenosiny do Borussii. „Uparł” to dobre słowo: tak otwarcie mówił o tym, że chce się przenieść do Dortmundu, że zupełnie popsuł pole do negocjacji i Lechowi, i Kucharskiemu. Stratny jednak ostatecznie nikt nie był.

W Niemczech dołączył do Kuby Błaszczykowskiego i Łukasza Piszczka. Nie zostali przyjaciółmi, do dziś ich relacja z „Lewym” jest raczej chłodna, ale nie miało to większego znaczenia: gdy wychodzili razem na boisko, trzęśli się obrońcy od Berlina po Kolonię.

Reszta jest już historią. Przenosiny do Bayernu, żywy pomnik, wielka legenda... Czy zrezygnuje z tego wszystkiego, by na koniec kariery błysnąć w jeszcze innej silnej lidze? Przykład Lionela Messiego pokazuje, że takie decyzje nie zawsze wychodzą na dobre.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej