RAPORT

Wojna na Ukrainie

Czego boją się Niemcy?

Kolejne dni wojny Rosji przeciw Ukrainie okazują się coraz większym dyplomatycznym problemem dla Niemiec (fot. Sean Gallup/Getty Images)
Kolejne dni wojny Rosji przeciw Ukrainie okazują się coraz większym dyplomatycznym problemem dla Niemiec (fot. Sean Gallup/Getty Images)

Wbrew niemieckiej propagandzie, największą obawą tamtejszych elit politycznych nie jest III wojna światowa ani konflikt jądrowy, ale utrata wpływów przez Berlin w Europie środkowo-wschodniej, a także w północno- i południowo-wschodniej Europie. A to osłabiłoby również geopolityczną pozycję Niemiec wobec Wielkiej Brytanii i Francji.

To Ukraina i Polska bronią dziś liberalnego Zachodu

Liberalne i lewackie elity zachodniej Europy nie szczędziły Polsce razów przez długie lata. Ale to zdecydowana postawa takich krajów jak nasz...

zobacz więcej

Kolejne dni wojny Rosji przeciw Ukrainie okazują się coraz większym dyplomatycznym i wizerunkowym problemem dla Niemiec. Nie chodzi jedynie o broń. „W Niemczech doszło do prania pieniędzy Gazpromu, i to na ogromną skalę. Można powiedzieć, że Władimir Putin eksportował mafię na teren Niemiec. W aferę są zamieszane różne osoby, także była kanclerz, Angela Merkel z CDU. Ale nitki sięgają też do obecnego kanclerza, Olafa Scholza i SPD. To może oznaczać, że zarówno nad nim, jak i nad koalicją zaczynają się zbierać czarne chmury” - tak opisuje aferę Wirecard na łamach Salon24.pl profesor Bogdan Musiał, specjalista w dziedzinie dziejów Polski, Niemiec i Rosji.

Przypomnijmy, że nie bez powodu Niemcy chcą powołać komisję śledczą w tej sprawie. W 2020 roku okazało się, że były wiceszef i członek zarządu Wirecard, Jan Marsalek, uciekł samolotem z Niemiec do Mińska, czyli na Białoruś. Stamtąd przewieziono go do Moskwy. Niemiecki biznesmen – o ile nie odwiedził go jeszcze seryjny samobójca – najprawdopodobniej przebywa niedaleko od Kremla „pod opieką” rosyjskich służb specjalnych. Okazało się niedawno, że Angela Merkel świetnie o tym wiedziała. Ludzie tacy jak Marsalek służą dziś najpewniej prezydentowi Rosji do szachowania ważnych niemieckich polityków.

21 kwietnia – rocznica antymoskiewskiego sojuszu Polski z Ukrainą z 1920 r.

21 kwietnia przypada 101. rocznica podpisania w 1920 r. sojuszu między Rzecząpospolitą Polską a Ukraińską Republiką Ludową, znanego jako sojusz...

zobacz więcej

Niemieckie media od kilku lat nie mają wątpliwości, że Marsalek to współpracownik rosyjskich służb specjalnych. Brytyjski „Financial Times” donosił przed kilku laty, że podczas spotkania biznesowego w Londynie na początku 2018 roku Marsalek udostępniał tajne dokumenty Organizacji Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) dotyczące zamachu na byłego rosyjskiego agenta Sergieja Skripala. Ale rzecz nie tylko w sensacyjnych szczegółach: afera Wirecard wzbudza w Niemczech emocje, ponieważ w jej trakcie sprzeniewierzono ponad ponad 3 miliardy euro. Coraz głośniej słychać również, że z pomocą Wirecard prano pieniądze Gazpromu. I to wszystko być może za cichym przyzwoleniem najważniejszych ludzi niemieckiej polityki.

Nie jest wykluczone, że medialna wojna, którą widzimy dziś w Niemczech (w tym regularne, ostre ataki gazet takich jak „Bild” na kanclerza Niemiec Olafa Scholza) to odprysk potężnej wojny, która toczy się w gabinetach niemieckich polityków i siedzibach największych niemieckich instytucji finansowych. Skala skorumpowania i uzależnienie od siebie niemieckiej polityki przez Rosję może być tak duża, że nie da się oddzielić winnych od niewinnych – a jedynie mniej winnych od bardziej winnych; mniej uwikłanych od bardziej uwikłanych. Posługując się pewnym czytelnym historycznym skrótem: po II wojnie światowej naprawdę było bardzo mało Niemców nieuwikłanych w nazizm. I dziś może się okazać, że dziś wśród niemieckich elit jest bardzo mało ludzi nieuwikłanych w raszyzm (raszyzm to oczywiście rosyjska / putinowska technologia władzy). Trwa więc w niemieckiej polityce gorączkowe szukanie kozła ofiarnego. Ale widać dobrze, że nikt nie chce wziąć na siebie tej roli.

Czego uczy nas wojna na Ukrainie?

Rosyjski pełnoskalowy najazd na Ukrainę, trwający od 24 lutego br. jest pierwszą w Europie od 1945 r. wojną symetryczną o wysokiej intensywności...

zobacz więcej

A miało być tak pięknie. Współpraca z Władimirem Putina i podporządkowanym jego interesom rosyjskim sektorem energetycznym dawała Niemcom złudzenie, że w pełni kontrolują sytuację w Europie środkowo-wschodniej. Przeforsowano Nord Stream 1 i Nord Stream 2 kosztem państw tego regionu. Berlin robił w najlepsze interesy z Moskwą już po zajęciu ukraińskiego Krymu przez Rosję po 2014 roku. Na celowniku Berlina, z pomocą lewicowo-liberalnych europarlamentarzystów, była nieustannie Warszawa. To się opłacało także Moskwie: atakowana nieustannie Polska miała zawężone pole manewru. A gdyby do władzy doszła z kolei Platforma Obywatelska, Berlin szybko przeforsowałby w siedzibie polskiego premiera powrót do „polsko-rosyjskiego resetu”.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
Nie miejmy więc żadnych złudzeń. Niemcy wcale nie boją się III wojny światowej. Najbardziej boją się sytuacji, że Ukraina na tyle dobrze poradzi sobie z rosyjską napaścią, że nie wyjdzie z tej wojny kompletnie rozbita. I w kolejnych latach stanie się ważnym partnerem dla państw regionu. Dziś już widać, że w obliczu rosyjskiego zagrożenia nie tylko Polska, ale też kraje nadbałtyckie, Finlandia, Szwecja, Słowacja, Rumunia, Bułgaria, Mołdawia i Rumunia uważają suwerenną Ukrainę za poważne wzmocnienie geopolityczne i militarne w nadchodzących latach i dekadach. Nikt w tych państwach nie zamierza oglądać się w tak ważnym momencie dziejowym na Berlin, Paryż, Rzym. Ta twardość i zdecydowanie daje do myślenia całej zachodniej Europie.

A jednak zagłodzić?

Część naszych mediów twierdzi, że przywoływane bardzo chętnie przez polskich polityków i publicystów słowa wiceprzewodniczącej Parlamentu...

zobacz więcej

Nikt już dziś nie ma złudzeń, że gospodarka i energetyka nie mają nic wspólnego z polityką. Kłamstw Angeli Merkel nie da się już sprzedać Europie. A to bardzo poważny problem dla Niemiec, którym grozi utrata nie tylko ekonomicznych, ale również dyplomatycznych wpływów na wschód od Odry. Nie da się bowiem realizować polityki „Niemcy, Niemcy ponad wszystko / ponad wszystko na świecie” w sytuacji politycznej izolacji samej Rosji i wzmocnienia krajów Europy środkowo-wschodniej. Jeśli Ukraina wyjdzie z wojny Rosją nie tyle nawet stuprocentowo zwycięska, co wciąż jednak suwerenna politycznie, Niemcom w kolejnych latach będzie groziła ostra kontra polityczna ze strony krajów Europy środkowo-wschodniej. Polityczny kryzys w samych Niemczech sprawi, że opinia publiczna także w tych krajach lepiej pozna realne mechanizmy, jakie rządziły stosunkami niemiecko-rosyjskimi w czasach Angeli Merkel i w początkach władzy Olafa Scholza.

Zobacz także: Rosyjskie okręty podwodne wypłynęły z Krymu. Mogą atakować w zanurzeniu

Najprawdopodobniej również dlatego Donald Tusk w niedawnym wywiadzie dla „Polityki” tak gorąco przedstawiał się jako krytyk niemieckiej polityki i całej jej klasy politycznej. Mogło to brzmieć groteskowo dla ludzi z dobrą pamięcią, ale on najprawdopodobniej świetnie zdaje sobie sprawę, że jeśli zacznie się sypać dotychczasowy polityczny porządek w Niemczech, to część brudów może spłynąć również dla niego. Przecież pytanie o zauszników Angeli Merkel w Europie środkowo-wschodniej też jest ważne w tym kontekście. I stary-nowy lider Platformy Obywatelskiej świetnie o tym wie.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej