RAPORT

Wojna na Ukrainie

A jednak zagłodzić?

Katarina Barley (fot. PAP/EPA)
Katarina Barley (fot. PAP/EPA)

Część naszych mediów twierdzi, że przywoływane bardzo chętnie przez polskich polityków i publicystów słowa wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego Katariny Barley o „zagłodzeniu Polski i Węgier” nigdy nie padły. Ta nośna konstrukcja miała być nadgorliwością publikującego omówienia redaktora, może nawet przykładem bardzo skutecznego clickbaitu, czyli przyciągającej uwagę frazy, nie znajdującej najczęściej potwierdzenia w dalszym materiale. Barley nie miała mówić o Polsce i Węgrzech, a tylko o Węgrzech, a właściwie to nawet o jednym tylko Węgrze – Victorze Orbanie. Słowem – dawno i nieprawda. Skoro jednak słowa te miały nie paść, dziwne, że tak często znajdują one potwierdzenie w późniejszej polityce struktur unijnych wobec Polski. Najpierw w kwestii wsparcia pocovidowego, a dziś w kwestii pomocy finansowej, związanej z przyjmowaniem przez nas uchodźców wojennych z Ukrainy.

Barley: Jeśli nie zrobimy czegoś z Polską, Węgrami i Słowenią, to UE będzie zagrożona

W przypadku Polski i Węgier mamy dwa kraje, które od kilku lat starają się zmienić nasze rozumienie demokracji i praworządności – powiedziała...

zobacz więcej

O pieniądzach na KPO słyszymy od bardzo dawna. Nie dostajemy ich jakoby z powodu naruszeń praworządności, konkretnie przyznanie nam środków uniemożliwiać ma istnienie nieuznawanej przez TSUE i opozycję Izby Dyscyplinarnej. Polityczni magicy od łatwych rozwiązań prostych spraw od Hołowni po Gowina mówią, że od wielkich pieniędzy dzieli nas tylko jedna decyzja rządzących. To oczywiście bzdura. Ta decyzja, niezależnie od tego, czy do niej dojdzie, czy nie dojdzie, jest uznaniem nieuprawnionych roszczeń unijnych ciał, próbujących przemocą (na razie i na szczęście jedynie ekonomiczną) rozszerzyć swoje kompetencje poza obszary opisane w traktatach. W imię chwilowego interesu politycznego jest to akceptowane przez część polskiej klasy politycznej, która najwyraźniej nie przejmuje się wyjątkowo oburzającym aspektem moralnym konkretnego przypadku, w jakim dochodzi do zablokowanie środków.

Politycy opozycji lubią w takich sytuacjach powtarzać, że Unia Europejska nie jest bankomatem. Tymczasem coraz częściej właśnie takowym bankomatem się staje, tyle że jest to bankomat działający najwyraźniej na chińską modłę – może nie wypłacić nam naszych własnych pieniędzy, jeśli brakuje nam punktów za bycie wzorowym obywatelem imperium. Bo przecież nie chodzi w tym wszystkim o nagrody za dobre sprawowanie. Wpłacamy do Unii swoje składki. Co więcej, w odróżnieniu od Węgier, które faktycznie mają z tym kłopoty, rozliczamy się z unijnych funduszy w sposób, który nigdy nie budził wątpliwości instytucji kontrolnych. Było to potwierdzane przez ich przedstawicieli również w trakcie dyskusji na temat blokowania pomocy. Tyleże o tej różnicy między Polską a Węgrami nie wypadało mówić ponieważ pokazywała ona, jak polityczne są w tym przypadku motywacje Unii. Pojawiał się bowiem argument, że brak niezawisłego według rozumienia UE sądownictwa utrudni uczciwe rozliczanie funduszy, przy czym nie było żadnych podstaw, by uznać, że w Polsce nagle zacznie dochodzić do podobnych problemów, skoro nie występowały w przeszłości.

Zobacz także: Kaczyński o pomniejszaniu funduszy dla Polski za Turów: Mamy do czynienia z szaleństwem


Wróćmy jednak do naszego „bankomatu”. Bankomat wypłaca nam nasze własne środki i w tym względzie analogia jest jak najbardziej trafna, o czym stosujący ją zdają się właśnie zapominać. Ale fundusze na Krajowy Plan Odbudowy to przecież nie tylko zapomoga ze wspólnej ubezpieczalni, lecz również kredyt, już przez nasz kraj uwiarygodniony, co więcej, kredyt, który za chwilę będziemy musieli spłacać, nie zobaczywszy z niego ani grosza. I tak wygląda właśnie solidarność i praworządność, do której ideałów każe nam się dążyć. Rozciągnięta właśnie na kolejną dziedzinę, wsparcie finansowe z powodu przyjęcia przez Polskę potężnej fali uchodźców. Nim jednak przejdziemy do tego tematu, zauważmy, że po drodze wydarzyła się jeszcze jedna bardzo istotna rzecz – Turów.

Polski Krajowy Plan Odbudowy. Jest deklaracja unijnego komisarza

Komisja Europejska deklaruje, że chce zakończyć ocenę Krajowego Plany Odbudowy m.in. Polski najszybciej, jak to możliwe. Mówił o tym w Strasburgu...

zobacz więcej

Ile w sprawie Turowa było polskich zaniedbań, ile zaś czeskiej złej woli, stało się sprawą drugorzędną, gdy u naszych południowych sąsiadów zmienił się rząd i o sprawie przestał decydować mający z naszym krajem dość trudne relacje premier Babisz. Ważne, że doszło do porozumienia i sprawa wydawała się zamknięta. Polscy politycy uznali, czego śladów znajdziemy mnóstwo w radiowych i telewizyjnych archiwach, że zakończenie sporu z Czechami, oznacza też, że niebyłe staną się roszczenia finansowe TSUE, znika bowiem przedmiot sądowego zabezpieczenia. I, cóż za niespodzianka, choć sprzeczne to i z logiką i sądową praktyką, stało się inaczej. Unijny licznik wciąż bije i wciąż nalicza nam karę, za podstawę mając jedynie własną złą wolę. Unia odmawia więc nam należnej nam pomocy na zwalczanie skutków pandemii, odmawia nam również wsparcia w dziele pomocy uchodźcom, równocześnie zaś codziennie domaga się od nas potężnych kwot. Nawet fakt, że wojna pokazała, jak szkodliwe było żądanie zamknięcia kopalni i elektrowni, nic się nie zmienia. A czy ktoś pamięta jeszcze o potężnym skandalu politycznym, jaki po doniesieniach francuskich dziennikarzy wstrząsnąć miał TSUE i imprezującą z jego sędziami Europejską Partią Ludową? Nikt? No właśnie.

Od dwóch miesięcy granice naszego kraju przekraczają tysiące mieszkańców Ukrainy, przede wszystkim kobiet i dzieci, potrzebujących naszej pomocy i otrzymujących ją. Choć w imię politycznej szarpaniny i niepotrzebnego sygnalizowania cnoty niektórzy chcieliby przypisać pomoc tę do konkretnych grup czy środowisk, radzimy sobie wszyscy – od spontanicznie działających pojedynczych osób, przez organizacje pozarządowe i stowarzyszenia aż do samorządów, instytucji państwa i władz centralnych. Na razie nas na to stać, tak samo, jak radzimy sobie wciąż bez funduszy z KPO, choć na pewno z nimi poradzilibyśmy sobie lepiej i zrobilibyśmy więcej. Lecz choć naszą granicę przekroczyły już trzy miliony ludzi, z czego większość u nas została, lub właśnie wraca do nas po rozczarowaniu podróżą w dalsze regiony Europy, Unia pomocy finansowej Polsce – i pozostałym państwom frontowym tej potężnej operacji humanitarnej – odmawia. Słyszymy, że jest za wcześnie, że nie za bardzo jest z czego, a poza tym, jeszcze nie wiadomo, jak to się wszystko skończy.

A przecież doświadczenie z poprzedniej fali imigrantów, gdy pieniędzy potrzebowały Grecja, a przede wszystkim – Turcja, nikt podobnych trudności nie mnożył. Czyżby więc chodziło po prostu o to, by Polska pozbyła się wszystkich pieniędzy na łatanie dziur po Covidzie i w imię solidarności sąsiedzkiej i europejskiej, a komisarz Barley znalazła nowy sposób na to niewypowiedziane ponoć, a przecież realizowane w najlepsze, „głodzenie”? Nie sposób uciec od tej myśli i nic dziwnego, że pojawia się w coraz większej licznie komentarzy.

UE nie przekaże nowych środków na uchodźców z Ukrainy. Przesunięte fundusze i zwiększenie zaliczki

Unia Europejska zdecydowała o zwiększeniu środków na pomoc dla uchodźców. Nie będą to jednak nowe fundusze, tylko korzystniejsze zaliczkowanie...

zobacz więcej

Co więcej, nawet ci, którzy Unii nie zwykli krytykować, zaczynają widzieć, że coś tu jest nie tak. Mocno wyraziło się to w niedawnych rozmowach naszej Lewicy z jej niemieckimi partnerami, którzy nie kwapią się do konkretów. Że dla nas, to dla naszej opozycji wciąż chyba pół biedy, ale również dla Ukrainy, a z tym pogodzić się trudniej. Trudno niestety wyobrazić sobie, byśmy zaczęli w tych sprawach mówić jednym głosem, niemniej euroentuzjazm wciąż chyba największych euroentuzjastów w całej Unii, jakimi od wielu lat okazywali się właśnie Polacy, zostaje wystawiony na ciężka próbę.

Nie zliczę, ile razy w ostatnich tygodniach spotkałem się z głosami mówiącymi, że każda krytyka Unii czy też Niemiec to gra na rzecz Putina. Nie sposób jednak uciec od wrażenia, że wciąż największymi przeciwnikami unijnej solidarności są właśnie unijne elity strzegące pilnie niekoniecznie swoich pieniędzy i roszczące sobie nienależne im kompetencje.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
Dziwnym trafem wielu ich przedstawicieli wcale nie pali się równocześnie do nakładania sankcji na Moskwę czy realnej pomocy dla Ukraińców, tych na miejscu i tych chroniących się przed koszmarem wojny. Straszący nas Moskwą czasem mają do niej dziwnie najbliżej. A pani Barley wciąż chce zagłodzić Polskę, choćby i z dwoma milionami Ukraińców w naszych granicach.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej