RAPORT

Wojna na Ukrainie

Kaźń i obojętność

Przywódcy Europy Zachodniej wciąż boją się nazywać po imieniu zbrodnie Rosji na Ukrainie (fot.  Metin Aktas/Anadolu Agency via Getty Images)
Przywódcy Europy Zachodniej wciąż boją się nazywać po imieniu zbrodnie Rosji na Ukrainie (fot. Metin Aktas/Anadolu Agency via Getty Images)

Czy to tchórzostwo, poprawność polityczna, czy głupota? Może wszystko naraz? Przywódcy Europy Zachodniej wciąż boją się nazywać po imieniu zbrodnie Rosji na Ukrainie. W kwestii pomocy też nie są wciąż zdecydowani. Zauważmy, że kwestie sankcji idą w parze ze swobodą wypowiedzi, a obok gazowej smyczy, niektórzy mają też chyba nałożony gazowy kaganiec.

Rosyjskie demonstracje w Niemczech. Prof. Przyłębski mówi o „ruskiej bucie”

Jestem oburzony rosyjskimi demonstracjami w Niemczech – mówi były ambasador RP w Berlinie prof. Andrzej Przyłębski. Dyplomata zwraca uwagę, że...

zobacz więcej

O polityce Niemiec napisaliśmy i napiszemy jeszcze sporo. Jest to temat najbardziej się narzucający z dwóch powodów. Pierwszy, to zachowanie samych Niemców. Gdy Rosja rozpoczęła swa agresje na Ukrainę brakło w ich działaniach i oficjalnych wystąpieniach konkretów. Wydawało się, że to się jednak zmieniło, w czym mieliśmy swój udział.

Mocne słowa Mateusza Morawieckiego podczas wizyty w Berlinie nie pozwoliły na dalsze udawanie, że nic się nie dzieje. Później lekcję historii i wartości niemiecki parlament otrzymał od samego prezydenta Ukrainy. Po drodze przebudziła się też miejscowa opinia publiczna, wyruszając na największe od wielu lat uliczne manifestacje.

Przez chwilę wydawać się mogło, że szerokie centrum sceny politycznej naszego sąsiada, czyli partie koalicji rządzącej oraz opozycyjna w tej kadencji CDU-CSU mówią jednym głosem i głos ten staje się wreszcie zdecydowany. Praktyka tego jednak nie potwierdza. Kanclerz Scholz (przyznam się do freudowskiej pomyłki – w pierwszej chwili napisałem bowiem „kanclerz Schroeder”) wciąż nie godzi się na mocniejsze sankcje, do tego wraz z partyjnymi kolegami blokuje dostawy uzbrojenia.

Steinmeier planował wizytę w Kijowie. „Prezydent Ukrainy obecnie nie chce się spotkać”

Prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier planuje wizytę na Ukrainie, ale prezydent Wołodymyr Zełenski obecnie nie chce się z nim spotkać – pisze...

zobacz więcej

Ostrzejsi wobec Rosji Zieloni, choć nominalnie to do nich należy niemiecka dyplomacja, mają coraz mniej do powiedzenia. Scholz tymczasem bliżej, niż do kolegów z koalicji, ma jak się zdaje do partii, okupujących skrajne skrzydła niemieckiej polityki – prawicowej AfD i postkomunistycznej Die Linke, obu, tak się to przypadkowo ułożyło, przeciwnych zbyt wielkiemu zaangażowaniu w pomoc Ukrainie, de facto więc prorosyjskich.

Postawa wobec Niemiec dzieliła polską politykę, bowiem o ile PiS wykorzystuje wszelkie okazje do krytyki Niemiec i ma do tego w ostatnich tygodniach bardzo wiele powodów, o tyle politycy opozycji na każdą tego typu uwagę reagowali wręcz chorobliwie i ta jednak kwestia łączyła liberałów z Platformy z lewicowcami w rodzaju prof. Macieja Gduli. Co ciekawe, podobny podział uwidacznia się i na Ukrainie. Ekipa Zełenskiego nie kryje coraz większego rozczarowania postawa Niemiec, natomiast brat mera Kijowa, Władimir Kliczko, krytykuje te postawę i dziękuje Niemcom za pomoc.

Apogeum niechęci ukraińskich władz wobec Berlina miało miejsce w tym tygodniu, gdy do Kijowa dotarli prezydenci Polski i krajów bałtyckich, a cały świat dowiedział się nieoficjalnie, że choć prezydent Niemiec również się na to spotkanie wybierał, nie został zaproszony. I trudno się temu dziwić, przecież to właśnie Frank Walter-Steinmeier okazał się nie tak dawno mistrzem wpadek, gdy w hołdzie Ukrainie zorganizował koncert z udziałem rosyjskich muzyków.

Przeczytaj też: „Każdego dnia, gdy płacicie za rosyjską ropę i gaz, płacicie za czołgi Putina”

Niemieckie media: Po policzku od Zełenskiego Steinmeier dostał policzek od Dudy

Prezydent Polski ani żaden z prezydentów krajów bałtyckich nie wpadli na pomysł, by w geście solidarności zrezygnować z podróży do Kijowa – po tym,...

zobacz więcej

Pamiętać trzeba też, ze wielka kariera Steinmeiera rozpoczęła się u boku kanclerza Schroedera, polityka, który tak pokierował swa karierą, by po skończeniu kadencji miękko wylądować w Gazpromie, dla którego pracuje do dziś. Po kilku godzinach prezydent Zełenski oświadczył, że jego niemiecki kolega w ogóle o wizytę nie zabiegał, tak więc sprawa robi się trochę niejasna, lecz nie czyni to powyższych zastrzeżeń bezzasadnymi.

Zwłaszcza, że zdążyły ją skomentować również niemieckie media. I choć w ostatnich dniach sporo było głosów, że polityka władz jest wciąż zbyt uległa wobec Rosji, pojawiała się nawet daleko idąca samokrytyka (na pewno spotkali się Państwo z cytatami z niedawnego tekstu dziennika „Die Welt” na ten właśnie temat), w kwestii Steinmeiera przebiły się do nas głosy w zbyt dobrze znanym nam stylu.

Zachowanie Ukrainy było niepotrzebną demonstracją, co więcej, fakt, że pomimo braku Niemca pozostali przywódcy z Zełenskim się spotkali, było afrontem i brakiem solidarności z Berlinem. Dziennikarze zauważają przy tym, że w jakimś stopniu ten dystans jest przez same Niemcy zawiniony, ale najwyraźniej nie dostrzegają, że to między innymi w konsekwencji tych przewin dziś to Kijów, a nie Berlin, potrzebuje naszej solidarności. I otrzymuje ją.

Le Pen chce zbliżenia NATO-Rosja. Mówi o końcu wojny i bliskości z Macronem

Jako prezydent Francji będę dążyć do zbliżenia strategicznego NATO i Rosji, kiedy zakończy się konflikt na Ukrainie – zadeklarowała kandydująca w...

zobacz więcej

W czwartek chyba wszystkich zaskoczył Bartłomiej Sienkiewicz, publikując wpis, który zupełnie nie współgra z dotychczasowa opowieścią Platformy Obywatelskiej o Niemczech. Każda krytyka tego kraju ze strony sympatyków PO spotykała się dotąd z oskarżeniem o faktyczne działanie na korzyść Kremla. Jak więc patrzą oni na komentarz, którego, dla odmiany, nie powstydziłby się niejeden zwolennik partii rządzącej: „Przyglądam się chaosowi decyzyjnemu w Niemczech ws. stosunku do wojny na Ukrainie i dostaw uzbrojenia. Jedno jest pewne: Niemcy w tych miesiącach żegnają się ze złudzeniem przewodzenia w UE. To państwo jest wewnętrznie sparaliżowane i niezdolne do polityki kontynentalnej.” Właściwie niewiele można tu dodać, ale swoje dodadzą pewnie w kolejnych dniach sami Niemcy.

Złą passę, jeśli chodzi o relacje z Rosją ma jednak również Francja. Prezydent Macron bardzo nerwowo zareagował na krytykę swoich niemal codziennych pogaduszek z Putinem ze strony Mateusza Morawieckiego.

Macron uznał słowa polskiego premiera za nieuprawnioną ingerencję we francuską kampanię. Czy dlatego, że podkreślanie tej telefonicznej relacji przywódców Francji i Rosji trochę psuje szyki, gdy wyborców, a na pewno – światową opinię publiczną – straszyć trzeba prorosyjską Marine le Pen? Tak, pani Le Pen niewątpliwie nie jest wobec Moskwy jastrzębiem. Problem w tym, dla Francji, Polski i całej Europy tkwi w tym, że nie jest nim również Macron. Być może dlatego, że gatunek taki jak jastrząb antyrosyjski nad Sekwaną zwyczajnie nie występuje?

Zobacz też: „Macronować” po ukraińsku znaczy – brak działań w trudnej sytuacji

Macron: Nie mówiłbym o rosyjskim ludobójstwie, bo Rosjanie i Ukraińcy są braćmi

Prezydent Francji Emmanuel Macron, odnosząc się do wypowiedzi prezydenta USA Joego Bidena o tym, że inwazja Rosji na Ukrainę nosi znamiona...

zobacz więcej

Wygląda jednak na to, że problem Emmanuela Macrona nie ogranicza się do kompulsywnych połączeń z Moskwą. Prezydent państwa o sporych, międzynarodowych ambicjach, które zresztą samo przegrało niedawno z Rosją wojnę o wpływy w afrykańskim Mali, bardzo boi się „odpowiednie dać rzeczy słowo”. Gdy więc Joe Biden, który po nienajlepszym pod kątem polityki zagranicznej początku, szczęśliwie wrócił jednak do amerykańskiego standardu, nazwał Putina rzeźnikiem, Macron od razu stwierdził, że on raz tak by się nie rozpędzał.

Teraz francuski przywódca nie chce używać w kontekście Ukrainy słowa „ludobójstwo”, ponieważ, „Rosjanie i Ukraińcy są braćmi”. Kainem i Ablem, chciałoby się dodać, jednak szkoda czasu na złośliwości, gdy problem jest poważniejszy. Bo przecież nie chodzi prezydentowi o to, że Ukraińcom byłoby przykro, że tak surowo oceniamy ich braci, Rosjan. Oni sami dawno już pozbyli się tego złudzenia o pokrewieństwie, a raczej zostali z niego bardzo brutalnie otrzeźwieni. Kościół obchodzi dziś Wielki Piątek, dzień Męki Pańskiej. Być może ktoś z państwa ma żal o to, że w takim dniu nie snuję tu rozważań religijnych i wciąż pozostaję w sferze spraw bieżących. Czy jednak ta opowieść o ofierze i obojętności, nie ma w tym dniu swojej szczególnej wymowy?

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej