RAPORT

Wojna na Ukrainie

Na hulajnodze przez Etiopię

Podróżnik Dominik Wieczorkiewicz o swojej ostatniej wyprawie (fot. Dominik Wieczorkiewicz)
Podróżnik Dominik Wieczorkiewicz o swojej ostatniej wyprawie (fot. Dominik Wieczorkiewicz)

Wybiera podróże poza utartym szlakiem i odkrywa świat na hulajnodze. W taki sposób przejechał już m. in. Iran, Liban, Oman, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabię Saudyjską, a także kilka krajów afrykańskich. Podróżnik Dominik Wieczorkiewicz w lutym wrócił z kolejnej wyprawy – tym razem po Etiopii, o której dziś opowie czytelnikom portalu tvp.info.

Skuterem przez Sri Lankę

Na koncie ma wiele ekstremalnych wypraw. Na motocyklu przejechał m.in. Indie i Nepal, pokonując ponad 40 tys. km. Docierał do wiosek odciętych od...

zobacz więcej

Agnieszka Wasztyl: Dominiku przed laty przejechałeś na hulajnodze wiele krajów arabskich. Odwiedziłeś także należącą do Jemenu egzotyczną Smoczą Wyspę – Sokotrę. Na hulajnodze przemierzałeś także Erytreę i Algierię… Co sprawiło, że postanowiłeś wrócić do Afryki?

Dominik Wieczorkiewicz: Afryka siłami własnych mięśni to wyzwanie, zupełnie odmienne od podróży po magicznym świecie arabskim - który zresztą nadal żyje w moim sercu. Spotykając się z ludźmi, chociaż na chwilę dzieliłem z nimi trudy zwykłego, codziennego życia. Wszechobecna bieda, kłopoty z dostępem do wody, służby zdrowia czy innych podstawowych rzeczy, stały się codziennością. Po powrocie z Afryki człowiek wraca inny, jest daleki od materialnego poglądu na życie. Chce się dzielić z innymi, być gościnnym. Niestety, w trakcie naszej codzienności, te wartości zatracają się, są tłumione przez presję społeczną. Chciałem pojechać do Afryki, aby odbyć podróż w głąb siebie, zastanowić się nad europejską nadkonsumpcyjnością oraz docenić to co już mam. Wydaje mi się, że się udało.

Jak wyglądała trasa i ile km w sumie pokonałeś na hulajnodze? I ile czasu to zajęło?

W Etiopii przemierzyłem w zasadzie dwie trasy. Jedną wiodła ze stolicy Addis Abeby do Doliny Omo. To około 700 kilometrów. Drugi etap prowadził - ponownie ze stolicy - do pradawnej Somalii. Początkowo miałem jechać aż do Somalilandu - nieuznawanej republiki Somalii, ale po drodze zostałem napadnięty i mocno pobity.

Agnieszka Wasztyl: W krainie Masajów

Wysocy, smukli, ubrani w czerwone szaty... Lud wojowników zamieszkujący bezkresne tereny sawanny i afrykańskiego buszu…Masajowie to jedno z ponad...

zobacz więcej

Zmieniłem plany i zmuszony byłem posiłkować się publicznym autobusem. Przejechałem może kolejne 500 kilometrów. Przy okazji chciałbym zaznaczyć, że od 2018 roku, nie używam licznika czy aplikacji. Nigdy nie chciałem być więźniem dystansu. Podróżuje dla drogi, nie dla celu. Cała podróż trwała bodajże 24 dni.

Przez większość wyprawy podróżowałeś z kompanem?

Piotr był ze mną przez dwa tygodnie, razem dohulaliśmy do Doliny Omo. Był to zdecydowanie najlepszy kompan jakiego miałem. Zresztą, kto wsiadłby pierwszy raz w życiu na hulajnogę? Pokonał w upale aż 700 kilometrów, przez góry Abisynii i wrócił z uśmiechem do domu. Chylę czoła przed tym podróżnikiem.

Wspomniałeś, że było niebezpiecznie. Czytałam w jednym z twoich wpisów, że podczas pokonywania odcinka z Addis Abeby do Harrer zostałeś napadnięty przez siedmiu mężczyzn...Pomogli ci żołnierze. Co to za historia?

Historia jak wiele innych. Podczas samotnej podróży dopadło mnie siedmiu wyrostków, uzbrojonych w szpadle, łopaty oraz kamienie. Był to zwykły napad rabunkowy. Podjąłem próby walki, przypominając sobie tajniki sztuki samoobrony, którą kiedyś trenowałem. Jednak w pojedynku byłem bez szans.

Agnieszka Wasztyl: Karibu, Mombasa!

Zatłoczona, głośna i pełna kontrastów. Otoczona lazurowymi wodami Oceanu Indyjskiego Mombasa, jest kosmopolitycznym tyglem i największym portem...

zobacz więcej

Oberwałem kilka razy i kto wie co by się stało dalej, gdyby nie przejeżdżający żołnierze. Resztką sił, a może raczej przypływem adrenaliny, wyrwałem się z uścisku jednego z napastników, wybiegłem na drogę i zatrzymałem busa. Jechali w nim etiopscy żołnierze,którzy mi pomogli. Spuścili łomot opryszkom i dzięki ich pomocy odzyskałem hulajnogę i cały ekwipunek. Jednak po tej sytuacji, zabroniono mi kontynuować trasę. Wróciłem autobusem do hotelu i na drugi dzień, niebezpieczny fragment kraju przemierzyłem autobusem zbiorowym. Z okna pojazdu zerkałem na miejsce, gdzie dzień wcześniej ledwo uszedłem z życiem.

Takich niebezpiecznych sytuacji było więcej?

W zasadzie Etiopię oceniam jako bezpieczny i przyjazny dla turysty kraj. Jednak trzeba pamiętać, że nadal toczy się w nim wojna domowa. Powoduje to, że ludzie są biedni i zapewne bardziej skorzy do napadów niż kiedyś. Takie życie.

Nie miałeś obaw przed podróżą przez Afrykę, bo jednak wybrałeś kraje, które nie należą do bezpiecznych. Często się słyszy, że w Etiopii samotnie podróżujący rowerzyści są obrzucani kamieniami…

Ten mit czas obalić. Albo może powiedzieć, że w Etiopii rowerzyści są obrzucani kamieniami, ale ludzie na hulajnodze raczej nie. Jeden czy dwa razy poleciało w moim kierunku kilka kamyczków. To nie dużo. W Erytrei każdego dnia musiałem chować się przed deszczem różnobarwnych minerałów, wypuszczanych z rąk miejscowej młodzieży.

Katania – niedocenione miasto na Sycylii

Większość podróżnych traktuje ją jako punkt przesiadkowy i nie spędza w niej dużo czasu. Katania – położona we wschodniej części wyspy, u stóp...

zobacz więcej

Ale zdarzały się także pozytywne sytuacje. Czytałam, że Afrykanie gościli cię w domu, dzielili się jedzeniem. Który z tych krajów okazał się najbardziej przyjazny…

Tak, jako podróżniczka dobrze wiesz, że w podróży bywa różnie. Czasem smutno, czasem nostalgicznie, ale z reguły przyjemnie. Byłem w afrykańskich domach. Ludzie dzielili się ze mną zapasami na cały tydzień. Częstowali kawą, opowieściami. To było urzekające.

Ale najbardziej z podróży po Etiopii zapamiętałem znany wszystkim krajom Czarnego Lądu „uśmiech Afryki”. Po tej podróży postanowiłem, że będę uśmiechać się częściej.

A jakie przygody, jakie sytuacje szczególnie zapadły ci pamięci?

Obecnie staram sobie je wszystkie przypomnieć. Pracuję nad trzecią książką dla dzieci. Mam nadzieję, że w przypadku opowieści z Etiopii, będzie to przygoda z hienami. Otóż Harar to jedyne miasto na świecie, gdzie wciąż żyje mistyczny rytuał karmienia hien cętkowatych. Dla mnie było to niesamowite doznanie. Mając zamazany obraz hieny, skonstruowany przez pryzmat bajki „Król Lew”, wyobrażałem sobie te zwierzęta jaki chciwe, nieprzyjemne i nie za duże koty. W rzeczywistości to idealni łowcy z rozbudowaną klatką piersiową. Posturą przerastają wilka szarego a ich ostre zęby, miażdżą kości w drobny pył.

Przyrodnicza perełka Turcji

To jedna z największych atrakcji Turcji. Wapienne tarasy w Pamukkale powstały dzięki 17 gorącym źródłom. Ich właściwości docenili już starożytni...

zobacz więcej

Domyślam się, że nie jest łatwo przemieszczać się hulajnogą po afrykańskich drogach….Czasem musiałeś korzystać z komunikacji publicznej…

Drogi w Afryce bywają różne. Ale dla dobrze przygotowanej hulajnogi nie stanowią większego kłopotu. Mimo licznych podjazdów i upałów byłem przygotowany, aby pokonać całą trasę siłami własnych mięśni. W Erytrei używałem jedynie hulajnogi. Wynikało to z tego, że tam potrzebne są specjalne pozwolenia na podróż. W tamtejszym Ministerstwie Turystyki zadeklarowałem, że będę poruszać się rowerem, gdyż formularz nie przewidywał hulajnogi. Dotrzymałem słowa. Co więcej, jazda samochodem czy autobusem, mogłaby skończyć się mandatem, którego mój dość skromny budżet nie przewidywał. W Etiopii po napadzie korzystałem z autobusu. Wynikało to z obawy o życie. Rzadko korzystam z publicznych środków transportu. Wiesz, podróżuję z hulajnogą, a samo zapakowanie mojego środka transportu do autobusu, bywa kłopotliwe. W Polsce czasem ratuje się pociągami, ale w Etiopii czy Erytrei są nieliczne linie kolejowe przystosowane dla pociągów pasażerskich. Nie były na trasie mojej podróży.

Na pomoc sierotom. Powstaje Polski Dom w Indiach

W Indiach już 120 tys. dzieci straciło przez pandemię jednego lub oboje rodziców. Sieroty coraz częściej padają ofiarami handlu ludźmi – ostrzegają...

zobacz więcej

Co było dla ciebie największym wyzwaniem, co ci sprawiało największą trudność?

W Erytrei bardzo źle znosiłem profilaktykę malaryczną. Po nocach śniły mi się koszmary. W obydwu krajach miałem liczne poparzenia słoneczne, a moja skóra pokryła się pęcherzami surowiczymi. Więc chyba najtrudniejsza była aklimatyzacja. W podróżach na hulajnodze jeździ się cały dzień, od świtu do zachodu słońca.To pobudza endorfiny, zwiększa ilość witaminy D w organizmie, ale zarazem naraża organizm na liczne trudności. Czasem sobie myślę, że gdybym miał więcej czasu, jechałbym wolniej, a najtrudniejsze godziny pomiędzy 14 a 17 po prostu spał w cieniu, gdzieś pod ciernistym krzakiem. Byłoby to zdrowsze rozwiązanie.

Jakie ciekawe miejsca udało ci się odwiedzić? Co szczególnie poleciłbyś do zobaczenia podróżnikom i turystom?

Daleki jestem od odwiedzania miejsc wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Podróżuję dla drogi, nie dla celu. Więc podobała mi się niejedna afrykańska wioska. Nie wiem czemu, ale w mojej pamięci szczególnie zagościł zjazd z górki gdzieś niedaleko miasta Arba Myncz. Hulałem przez kilka kilometrów w dół asfaltową drogą, pomiędzy plantacjami bananowców. Powiedziałem wtedy Piotrowi, że właśnie tak wyobrażam sobie niebo jako miejsce życia pozaziemskiego.

Maluchem dookoła Polski

Tylko w 2020 roku odwiedził 9 krajów. I choć mieszka w Wielkiej Brytanii, to teraz chce objechać Polskę dookoła, by pokazać jej piękno. Piotr...

zobacz więcej

Zdarzały się chwile zwątpienia?

Raczej nie, chwilę zwątpienia zdarzają mi się w domu, w pracy, w życiu codziennym. Kiedy podążam na hulajnodze czuję, że działam zgodzie ze swoją legendą. Ponadto hulajnoga sama prowadzi mnie co celu, kiedy zaczynam wątpić czy wybrana droga jest odpowiednia.

Twoim znakiem rozpoznawczym jest to, że zabierasz ze sobą maskotki, które towarzyszą ci w podróży. Skąd taki pomysł i czy zostawiłeś pluszaki afrykańskim dzieciom?

Pluszaki pomagały mi po podróżach po Bliskim Wschodzie. Misie były ze mną w Arabii Saudyjskiej, Omanie, Jemenie czy Libanie. Po każdej podróży gdzieś zostawały, a to w obozie syryjskich uchodźców, a to w domku biednej rodziny z Jemenu. W Etiopii miałem kilka piłek do nogi. Prezent od polskich leśników dla afrykańskich dzieci. Rzecz jasna, wszystkie trafiły do rąk własnych przyszłych piłkarzy.

Mimo niebezpiecznych sytuacji Afryka skradła Twoje serce… Dlaczego?

Chyba przez to o czym wspominałem na początku. Afryka pozwoliła mi odbyć podróż w głąb siebie. Zastanowić się nad wartościami, które tak często są przyćmione przez codzienne życie w Polsce. Drugim, jednocześnie ważnym powodem jest afrykańska flora i fauna.

Snupi – pies, który zwiedza świat

Dla nich przygodą jest każdy dzień. Iza i Piotr Miklaszewscy oraz ich nieustraszony kundelek Snupi od prawie 4 lat są w podróży dookoła świata....

zobacz więcej

Jestem przyrodnikiem, fascynuje mnie świat roślin. Uwielbiam przydrożne spotkania ze zwierzętami, które często są mi bliższe niż ludzie. Zwierzęta pomogły mi, a może nawet uratowały życie, wskazując drogę do wody czy bezpiecznego miejsca do spędzenia nocy.

Napisałeś w jednym postów w mediach społecznościowych, że wyprawa po Afryce była tą z gatunku ekstremalnych, ale dająca radość i nadzieję na lepsze jutro. Dlaczego? Co sprawiło, że masz takie przemyślenia?

Z Etiopii wróciłem lepszym człowiekiem. Stałem się bardziej otwarty na pomoc innym, co przyniosło wymierne skutki w aspekcie przebywających w Polsce uchodźców. Przemyślałem swoje życie i uznałem, że nie warto ulegać presji społecznej. Warto za to żyć własną legendą. Wspomnę jeszcze, że kiedy wróciłem z Erytrei, magia Afryki dotarła do mnie w mniejszym stopniu. Za występujące na ulicach żebractwo, winiłem złe czasy kolonializmu. Dzisiaj wiem, że w wielu aspektach życia, nie dorastam do pięt dumnym i zawsze uśmiechniętym mieszkańcom Czarnego Lądu.

Seniorzy w podróży. Z plecakami przez świat

Nie zniechęcają ich ich przesiadki, spanie pod gołym niebem, brak wody, a nawet tropikalne choroby. Choć są seniorami, to wigoru, odwagi i...

zobacz więcej

A która z twoich dotychczasowych wypraw była najtrudniejsza?

Zdecydowanie wyprawy afrykańskie. Nie wiem czy trudniej było w Etiopii czy w Erytrei. Ale obydwa kraje były dla mnie okazją do pokonania własnych fizycznych barier. Dzisiaj wiem, że stać mnie na wiele. Na początku wspomniałaś, że byłem na hulajnodze w Algierii, to prawda. Byłem też w Egipcie i Tunezji. Ale w moich oczach prawdziwa Afryka, zaczyna się dopiero za Saharą. Dlatego mówiąc o afrykańskich wyprawach skupiam się na Etiopii oraz Erytrei.

Jakie są twoje dalsze plany?

Niedawno czytałem w mediach społecznościowych, że Irak zaprasza turystów. Wiesz, dużo słyszałem dobrego o Bagdadzie, czy mieście Basra, z którego niegdyś podróż rozpoczął sam Sindbad Żeglarz. Z drugiej strony ciągnie mnie do Afryki – Rwanda, Uganda, Burundi, Demokratyczna Republika Kongo... Wciąż żyje jeszcze we mnie, póki co nierealne marzenie, aby dohulać do Mali, a potem popłynąć czółnem do mitycznego Timbuktu.

Póki co wybieram się w Polskę. Planuję odwiedzić kilka szkół ze spotkaniami autorskimi. Oczywiście nie odmówię udziału w tych wyprawach przyjaciółce hulajnodze.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
Zobacz więcej