RAPORT

Wojna na Ukrainie

Skuterem przez Sri Lankę

Na motocyklu przejechał m.in. Indie i Nepal pokonując ponad 40 tysięcy kilometrów (fot. Witold Palak)
Na motocyklu przejechał m.in. Indie i Nepal pokonując ponad 40 tysięcy kilometrów (fot. Witold Palak)

Na koncie ma wiele ekstremalnych wypraw. Na motocyklu przejechał m.in. Indie i Nepal, pokonując ponad 40 tys. km. Docierał do wiosek odciętych od cywilizacji, zobaczył miejsca, o których nie piszą przewodniki i brał udział w naukach dalajlamy. Tym razem podróżnik i autor książek Witold Palak postanowił na skuterze przejechać Sri Lankę. O wyprawie po tej fascynującej wyspie opowiedział czytelnikom portalu tvp.info.

Agnieszka Wasztyl: Koronawirus w Kenii

Pandemia koronawirusa powoli odpuszcza, ale są kraje, które przynajmniej według statystyk, od samego początku radzą sobie z nią doskonale. Jednym z...

zobacz więcej

Agnieszka Wasztyl: To pana kolejna wyprawa na Sri Lankę, ale tym razem na skuterze. Co sprawia, że chętnie pan tam wraca?

Witold Palak: Pierwszy raz na Sri Lankę dotarłem ponad 30 lat temu. Jak to zwykle bywa, ograniczyłem się wtedy do schematycznego, mocno powierzchownego poznawania tego kraju. Potem, mieszkając w Singapurze, korzystałem z linii lotniczej SriLankan Airlines, z międzylądowaniem w Colombo. Dawało mi to możliwość bezpłatnego przystanku na Sri Lance i kolejne eksploracje.

Jednak to wszystko było takie niedoskonałe, takie niepełne. W ubiegłym roku, kiedy obostrzenia związane z pandemią zaczęły się luzować, Sri Lanka stała się jednym z pierwszych krajów w Azji, które otworzyły się na turystów. A właśnie Azja jest tym kontynentem, na którym najprzyjemniej mi się żyje. I mimo potrzeby poznawania nowych miejsc, właśnie ze względu na ten komfort psychiczny - pod każdym względem - zdecydowałem się na „powtórkę ze Sri Lanki”.

Właściwie to nie planowałem dłuższego pobytu, nie przygotowałem też żadnego specjalnego planu. Po prostu chciałem wyrwać się z „covidowego więzienia” i ratować przed zimową depresją. Decyzja była szybka. Wiza możliwa była do uzyskania online w ciągu kilku minut (35 dolarów amerykańskich), zrobienie testu PCR było łatwiejsze i zajmowało mniej czasu niż przeciętne zakupy. 13 grudnia 2021 znalazłem się na zalanym słońcem lotnisku w Colombo.

Początkowo planowałem pobyt 30-dniowy (na tyle zezwala wiza), ale radość podróżowania, wspaniałe uczucie wolności, sympatia tubylców, fantastyczna pogoda sprawiły, że postanowiłem przedłużyć wizę o kolejne dwa miesiące (też online, koszt 100 dolarów). Wykorzystałem ten termin do ostatniego dnia!

Tallin zaprasza na bożonarodzeniowy jarmark

Kiełbasy z jelenia, pasztety z bobra, przysmaki z wieprzowiny czy krwiste kiełbaski. Stoiska na jarmarku bożonarodzeniowym w Tallinie uginają się...

zobacz więcej

Wypożyczył pan skuter. Jakie są koszty wypożyczenia np. na miesiąc?

– Z założenia leciałem na Sri Lankę z myślą o wynajęciu motocykla. Miałem jeden namiar od znajomego, który dwa lata temu wypożyczał motocykl. Agent odebrał mnie motorikszą z lotniska, dowiózł za cztery dolary do swojego biura w Negombo, a tam szybko dobiliśmy targu. Oj, tak, trzeba się targować, zwłaszcza przy wypożyczaniu sprzętu na dłuższy okres. Ponieważ „poważne” motocykle - a takich jest na ulicach Sri Lanki jak na lekarstwo - kosztują 25-35 dolarów amerykańskich za dzień, zdecydowałem się na indyjski skuter o pojemności 125 cc. Cenę ustaliliśmy na 5,5 dolara za dzień.

Muszę podkreślić, że cena ta była wyjątkowo niska nie tylko ze względu na dłuższy termin i opłatę z góry, a także na późniejsze reklamowanie wypożyczalni w artykułach czy na portalach społecznościowych. Wypożyczalni skuterów jest na Sri Lance bardzo dużo, a zamknięte dla turystów granice skutecznie ograniczyły wymagania finansowe właścicieli takich firm.

Jestem przekonany, że w miarę normalizacji sytuacji i masowego powrotu turystów na wyspę ceny te wzrosną, a raczej wrócą do poprzedniego, przedcovidowego poziomu- 8-9 dolarów za dzień. W moim przypadku wynajęcie na miesiąc wyniosło ok.165 dolarów. Gdybym rozpatrywał od początku wynajęcie na trzy miesiące (bo na tym się ostatecznie skończyło), rozważyłbym kupno używanego skutera i odsprzedaż do zakończeniu podróży. Tak robiłem kilka razy w Indiach.

Wypożyczenie skutera trwa kilkanaście minut i właściwie poza międzynarodowym prawem jazdy i paszportem nic więcej nie potrzeba. Warto obfotografować sprzęt dookoła, ze szczególnym uwzględnieniem wszelkich pęknięć, rys, wgnieceń. Trzeba też zwrócić uwagę na stan hamulców i opon. Ja dopiero po wyjechaniu w trasę zauważyłem, że jadę na takich łysolach, że nadawały się jedynie na kwietnik w ogródku. Ale zrobiłem na nich 3500 km.
B Po przedłużeniu wizy o kolejne dwa miesiące zdecydowałem się zmienić dealera i pożyczyłem taki sam model z nowymi oponami i znakomitymi hamulcami. Na tym skuterze przejechałem 6 tys. km. A podpowiem, że z południa na północ jest tylko ok. 500 km. Ja „zrobiłem” ok. 9500 km.

W cyfrowym świecie ożywionych obrazów Van Gogha

Tylko do 19 stycznia można zobaczyć w Warszawie niezwykłą wystawę multisensoryczną i dosłownie zanurzyć się w cyfrowym świecie ożywionych obrazów...

zobacz więcej

Zdarzyło mi się też przesiąść ze skutera na... tuk-tuka. Kiedy przyleciała do mnie znajoma, zamieniłem jednoślad na motorikszę i jako kierowca tuk-tuka przejechałem z nią jako pasażerem ok. 1200 km. Była to znacznie wygodniejsza wersja, zwłaszcza przy bagażach na dwie osoby. Zdecydowanie jednak wolę motocykl!

A jak teraz wyglądają restrykcje epidemiczne na Sri Lance?

– Powiem tylko, jak to wyglądało w grudniu, kiedy lądowałem w Colombo. Paszport covidowy, czyli świadectwo co najmniej dwóch szczepień, test PCR i deklaracja zdrowotna na stronie rządowej w zupełności wystarczały do przekroczenia granicy. A po opuszczeniu lotniska już można było poruszać się po całej wyspie bez ograniczeń. Nikt nie pytał o zdrowie, szczepienia czy zaświadczenia.

Za to szokujący był widok wszystkich mieszkańców w maskach! Bez względu na to, czy ktoś znajdował się w tłumie, czy samotnie wędrował przez dżunglę lub samotnie podróżował w zamkniętym samochodzie. Było to nielogiczne, niewolnicze. Zwłaszcza kiedy często zadawano mi pytanie, dlaczego jadę na motocyklu (w zamkniętym kasku) bez maski. Pozostawiałem te pytania bez odpowiedzi. Sytuacja zmienia się, przepisy są totalnie niespójne, często wykluczające jakąkolwiek logikę. Należy więc śledzić sytuację na bieżąco.

W wielu krajach kryzys wywołany przez pandemię jest widoczny, Azja przez wiele miesięcy była zamknięta… Czy skutki tego kryzysu widać na Sri Lance? Społeczeństwo zubożało?

– Dla turysty nic się kompletnie się nie zmieniło. Ludzie nadal serdeczni, uśmiechnięci, choć zamaskowani. Ulicę tętnią życiem. Dopiero dłuższa rozmowa pozwala poznać, w jak ciężkiej sytuacji się obecnie znajdują. Pandemia jest tylko jedną z przyczyn. Dużo większym problemem jest niezadowolenie z polityki rządu, która doprowadziła Sri Lankę na skraj upadłości gospodarczej. Ceny często przekraczające europejskie, przy bardzo kiepskich zarobkach, powodują strach, co będzie dalej. Zadłużenie kraju jest ogromne. Większość mieszkańców nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji oddawania gospodarki w obce ręce - głównie Chin - narzekając na koszty utrzymania. Do tego dochodzi zamknięty przez dwa lata rynek turystyczny.

Agnieszka Wasztyl: Karibu, Mombasa!

Zatłoczona, głośna i pełna kontrastów. Otoczona lazurowymi wodami Oceanu Indyjskiego Mombasa, jest kosmopolitycznym tyglem i największym portem...

zobacz więcej

W większości miejsc byłem jedynym białym obcokrajowcem. Jedynie na słynnych południowych plażach spotkać mogłem turystów, głównie z Rosji, jednak to był ułamek tego, co widziałem przed pandemią.

Sri Lanka chodziła przed pandemią za jeden z najtańszych krajów w Azji, a jak jest teraz?

– Jak wspominałem, znacznie poważniejszym czynnikiem niż pandemia, jest katastrofalna sytuacja ekonomiczna, wynikająca ze złego zarządzania. Ostatni raz byłem na Sri Lance osiem lat temu, w 2014 r., i mogę powiedzieć, że w dziedzinie cen doszło do paradoksów. Podrożała zdecydowanie żywność, zwłaszcza warzywa. Czasem przecierałem oczy ze zdumienia, jak w tak przyjaznym klimatycznie kraju, posiadającym tak dużo żyznej ziemi, ceny warzyw czy owoców są wyższe niż w polskim markecie. Jednak to porównanie jest nierzetelne, gdyż ceny w Polsce też tak poszybowały przez ostatnie lata w górę, że dla polskiego turysty Sri Lanka nadal pozostaje krajem tanim. Paradoksalnie ceny hoteli czy guest house’y były o połowę niższe, niż przed pandemią.

Wynika to oczywiście z minimalnego popytu, a właściciele skłonni są dawać duże zniżki, zwłaszcza jeśli deklarowało się pobyt co najmniej trzydniowy.
Ja jeżdżę po świecie w sposób budżetowy. Nigdy nie robię wcześniejszych rezerwacji. Nie wymagam żadnych luksusów typu klimatyzacja, telewizor i gorąca woda, więc niemal zawsze dostawałem ceny, które wręcz onieśmielały. No bo czyż znajdzie się gdzieś jeszcze w świecie pokój z łazienką, w atrakcyjnym miejscu, za pięć dolarów?

Agnieszka Wasztyl: W krainie Masajów

Wysocy, smukli, ubrani w czerwone szaty... Lud wojowników zamieszkujący bezkresne tereny sawanny i afrykańskiego buszu…Masajowie to jedno z ponad...

zobacz więcej

Ma pan na swoim koncie wiele wypraw motocyklem, w tym 40 tys. km po Indiach. Po niedostępnych trasach w Indiach i tamtejszym chaosie, Sri Lanka chyba nie jest już dla Pana wyzwaniem?

– Pierwszym szokiem, w tym pozytywnym znaczeniu, była kultura jazdy. Większość Europejczyków Indie i Sri Lankę wrzuca do jednego worka. Jednak po indyjskim chaosie, jazda po Sri Lance była niemal relaksująca. Co z tego, że nawet po trzech miesiącach nie wiedziałem, kto na rondzie ma pierwszeństwo?

Kierowcy tak zgrabnie interpretują ruch drogowy, kompensują brak znaków logiką, szacują szansę na bezkolizyjne poruszanie się w tłumie, że przypominało to instynktowne poruszanie się zwierząt. Oczywiście trzeba pamiętać o niespodziewanych przeszkodach na jezdni. Krowy i psy śpiące na środku to tylko część tych utrudnień. Co kilka dni z trudem omijałem pełzające środkiem jezdni węże, znacznie wolniejsze, lecz za to bardziej widoczne warany, bardzo szybkie mangusty, a w niektórych rejonach musiałem uważać na wałęsające się po szosie… słonie!

No i trzeba pamiętać, że zawsze bezwzględne pierwszeństwo przejazdu mają pędzące autobusy i ciężarówki. To królowie szos i im trzeba zawsze ustąpić. Poza tym ze zdumieniem stwierdziłem, że większość dróg na Sri Lance jest w znakomitym jak na tamte standardy stanie. Nawet w dżungli lub gdzieś wysoko w górach trafiałem na wąskie, ale pokryte eleganckim asfaltem jezdnie.

Nie wiem, jak długo ich stan będzie tak dobry, bo widać, że powstały całkiem niedawno. Ja po kilku tygodniach jazdy głównymi drogami wyszukiwałem na Google Map ścieżki jak najmniej ważne. Zwłaszcza w górach. Trafiałem wtedy czasem na tak wymagający offroad, że pokonanie trzech kilometrów zajmowało ponad godzinę.

Czarownica i Trzej Królowie

Nie tylko święty Mikołaj, Aniołek, Gwiazdor czy Dziadek Mróz roznoszą prezenty. We Włoszech rozdaje je także Befana – latająca na miotle czarownica...

zobacz więcej

Ale to była ta cała radość jazdy na jednośladzie. Tutaj skuter wykazywał swoją wyższość nad firmowym, ale ciężkim sprzętem szosowym. Mogę dodać, że podczas tych trzech miesięcy i na dystansie ponad 9 tys. km miałem tylko jedną wywrotkę, a właściwie poślizg na kamieniach na górskiej ścieżce, przy prędkości niemal zerowej. No ale kierownica dotknęła ziemi, więc można to uznać za tzw. glebę.

Zdarzały się awarie skutera?

– Nie. I to jest właśnie najbardziej szokujące! Lałem benzynę, co 500 km sprawdzałem poziom oleju, czasami uzupełniałem poziom i gnałem dalej. Przez całe 90 dni miałem tylko jedną awarię, trzy dni przed końcem podróży. Strzelił pasek napędowy. Tubylcy zadzwonili po ciężarówkę, a kierowca i pomocnik zapakowali skuter na pakę, zawieźli 10 km do mechanika, zrzucili sprzęt i skasowali za to sześć dolarów.

Mało tego. Koszty awarii, wynikające nie z mojej przecież winy, zostały przez agenta odliczone od zapłaty za wynajem skutera. Drugą i ostatnią awarią, już na ostatnich pięciu kilometrach, ale w motorikszy, była pęknięta opona. Odwiozłem koleżankę rano na lotnisko i wracając, aby oddać tuk-tuka, złapałem gumę. Na szczęście było to tuż przy postoju tuk-tuków, więc inni kierowcy pomogli mi zmienić koło. Właściwie to oni w tempie obsługi technicznej podczas wyścigów Formuły 1 zmieniali koło, a ja jedynie dokumentowałem akcję kamerą. Skończyło się na drobnym napiwku i uśmiechach.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
Wspomniał pan, że żeby jeździć jednośladem po Sri Lance potrzebne jest międzynarodowe prawo jazdy lub trzeba mieć pozwolenie wydane przez lokalną policję.

– Międzynarodowe prawo jazdy kosztuje w Polsce 38 zł, jest ważne trzy lata i wydawane jest w ciągu trzech dni. Są dwa rodzaje. Należy sprawdzić, które odnosi się naszego docelowego kraju. Jeśli nie zdążymy wyrobić takiego dokumentu w Polsce, agent na Sri Lance pomoże wyrobić lokalne pozwolenie, jednak to już koszt 20-35 euro i ważne jest tylko na terenie tego kraju.

Agnieszka Wasztyl: Historie piaskiem malowane

Gra na harfie, śpiew kolęd i przede wszystkim niesamowite animacje z piasku w wykonaniu słynnej ukraińskiej artystki Tetiany Galitsyny. Oryginalne...

zobacz więcej

Policji drogowej na Sri Lance jest mnóstwo, jednak biały na skuterze najczęściej nie jest kontrolowany. Za to lokalni mieszkańcy - bardzo często. Ale tu ciekawostka, że jako kierowca tuk-tuka, a więc ewenement na lokalnych drogach, byłem kontrolowany kilka razy w ciągu 10 dni.

Podobno dość trudna jest jazda po górach. Część podróżników zwraca uwagę, że w rejonie Nuwara Eliya pogoda często się zmienia, a internetowe mapy zawodzą. Korzysta pan z papierowych map? Jak jeździć, żeby się nie zgubić?

– Jeszcze do niedawna ufałem mapom papierowym. Potem zacząłem korzystać z aplikacji Maps.Me, działającej bez internetu. Ale teraz sieć obejmuje niemal każdą dziurę, nawet w krajach pozornie uważanym za zacofane. Na Sri Lance kartę SIM można kupić na każdym kroku, bez problemu (wymagany jest jedynie paszport), zaś pakiety internetowe są tanie. Stąd teraz korzystam z Google Map i jestem bardzo zadowolony. Co nie znaczy, że czasem nawigacja wprowadziła mnie „w maliny”.

Jechałem według wskazówek takimi ścieżkami, że nawet kozy mogły połamać tam sobie nogi. Rejony górskie są rewelacyjne do jazdy motocyklowej. Okolice Nuwara Eliya są bardzo „cywilizowane”, z dosyć sporym ruchem kołowym, chociaż nieprawdopodobnie malownicze. Ja zjeżdżałem na boczne, górskie dróżki, często z bardzo kiepską nawierzchnią. Ale najbardziej fascynowały mnie drogi w górach Knuckles. To takie lankijskie Bieszczady.

Turyści wybierają właśnie okolice Nuwara Eliya, Haputale, czy zatłoczoną nawet teraz wioskę Ella. Knuckes to niemal dzikie tereny, z kiepską infrastrukturą, za to pełne przygody. Jadąc wąskimi dróżkami, mijamy lokalne wodospady, coraz liczniejsze plantacje herbaty, zapomniane wioski. Przejechałem w Knuckles wszystkie możliwe trasy, „atakując” góry z każdej strony.

Boże Narodzenie u staroobrzędowców

W naszym kraju mieszka ich niewiele ponad tysiąc. Nie siadają do wigilijnego stołu, nie dzielą się prosforą jak prawosławni, nie śpiewają kolęd. Są...

zobacz więcej

Po której części wyspy jeździ się najprzyjemniej?

– Dla mnie zdecydowanie środek wyspy to prawdziwa Sri Lanka. Uwielbiam góry, więc wybór jest zrozumiały. Północ, dostępna po wojnie domowej dopiero od kilku lat, jest płaska, monotonna i gorąca. Atrakcją dla mnie były okolice Jaffny. To wysepki połączone długimi groblami. Jednak jazda poza nimi była po prostu nudna. Z kolei dotarcie do mocno rozreklamowanych plaż południa wiąże się z nieustannym wąchaniem spalin i dużym ruchem. Piękna jest trasa tuż przy linii brzegowej, na północ od Negombo, aż do Chilaw. No i boczne drogi w okolicach Haputale, Nuwara Eliya... Jedzie się przez niekończące się plantacje herbaty.

Czego na pewno nie można pominąć będąc na Sri Lance? Gdzie znajdują się największe atrakcje?

– Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Ja jeżdżę nieco inaczej, niż wskazują dostępne przewodniki czy biura podróży. Dla mnie największą atrakcją jest natura i ludzie. Budowle sakralne i eleganckie hotele w rajskich miejscach, nie przyśpieszają już tak bardzo bicia mojego serca.

Helsinki – osobliwa stolica Finlandii

W przewodnikach i na blogach podróżniczych opisywane są jako przeciętne miasto. To niesprawiedliwa i trochę krzywdząca opinia. Bo choć Helsinki nie...

zobacz więcej

AW: A to prawda, że słonie spotyka się na każdym kroku? Podobno jest ich na całej wyspie ponad 6 tysięcy...A Parki Narodowe Minnerija i Yala należą do najpiękniejszych na świecie...

WP: Na każdym kroku są słonie, ale te wyprodukowane przez człowieka, w sklepach z pamiątkami. Aby spotkać je na drodze, musimy udać się w tereny, gdzie słonie zamieszkują masowo i są chronione. Komercyjne podglądanie zwierząt, w opancerzonym jeepie lub solidnym autobusie, w ogóle mnie nie podnieca. Brałem udział w takich „safari” wielokrotnie i wybieram naturalny sposób dotarcia do zwierząt, o ile jest to możliwe. I względnie bezpieczne. Niemal gwarancję na spotkanie dzikiego, wolno żyjącego słonia na swoje drodze, daje jazda drogą B35 z Buttala do Kataragama. To ostatnie miasto jest najczęściej bazą wypadową do Parku Narodowego Yala. Najlepiej jechać w okolicach zachodu słońca. Połamane gałęzie i solidne kupy na jezdni wskazują głównych lokatorów pobliskich zarośli i lasów. Na odcinku kilkunastu kilometrów aż 7 razy musiałem zatrzymywać się, aby dać „pierwszeństwo przejścia” słoniom. Wychodzą one na jezdnie, aby wyżebrać od kierowców jakieś jedzenie, najczęściej owoce. Proceder jest nie tylko niewskazany, ale również niebezpieczny. Zdarzają się ataki słoni na kierowców. Powodów nie znamy, ale mogą to być samice, chroniące swoje małe, ukryte gdzieś w krzakach.

Jako jeden z nielicznych motocyklistów przejechałem też przez teren Parku Narodowego Yala, ale już lokalną, gliniastą drogą. Ostrzegano mnie, abym jechał najlepiej za jakimś większym pojazdem, a napotkawszy słonie na drodze bezwzględnie zachował czujność i nie wyłączał silnika. Cóż tego, kiedy przez 40 kilometrów samotnej jazdy przez busz widziałem tylko jeden samochód! A słoni na drodze było sześć! Muszę przyznać, że poczułem wielką ulgę, gdy dotarłem do pierwszych zabudowań! Według słów lokalnych policjantów i strażników nikt z turystów nie praktykuje tego rodzaju wycieczek.

Dziewicze piękno Pomorza Zachodniego

Krystalicznie czyste jeziora, meandrujące malownicze rzeki, bogata fauna i flora, polodowcowe głazy i świętojańskie legendy. Drawieński Park...

zobacz więcej

AW: Pola herbaciane robią wrażenie? Sri Lanka jest trzecim eksporterem herbaty i podobno na wyspie znajduje się ponad 1500 fabryk herbaty..

WP: Ja w swoim życiu widziałem już plantacje herbaciane w wielu krajach, stąd nie robią na mnie już aż takiego wrażenia. Jednak zawsze pozostaje ta radość spoglądania na niekończącą się zieleń, a już jazda pomiędzy krzewami herbaty to ogromna przyjemność. Dotarłem i to dwukrotnie (raz na skuterze, drugi raz jako kierowca tuk-tuka!) na szczyt Liptons Seat, najsłynniejszego na Sri Lance „miejsca herbacianego”. Ale wolałem dojeżdżać do niewielkich punktów skupu, gdzieś daleko od głównych szlaków, żeby obserwować wieczorem znoszenie worków z liśćmi, ceremonie ważenia, pakowania i transportu liści do fabryk. Dotarcie do takich miejsc zawsze wiązało się z rewelacyjną trasą przez przecinające plantacje kamienne, wyboiste dróżki. Nagrodą było zaciekawienie i uśmiech zbieraczy.

Ołomuniec – dawna stolica Moraw

Dawna stolica Moraw. Miasto pałaców, zabytkowych kościołów i barokowych fontann. Ołomuniec uchodzi za jedno z najładniejszych miast w Czechach....

zobacz więcej

AW: A ulubione lankijskie danie?

WP: Aby trafić na dobrą lokalną kuchnię, należy albo pójść do dobrej restauracji, albo najlepiej znaleźć się wśród gości w lankijskiej rodzinie. Uliczne jedzenie, z którego korzystam będąc np. w Tajlandii, Singapurze, Wietnamie czy Chinach, nie jest niestety ani urozmaicone, ani zbyt zdrowe. Oparte na mące i przesmażonym oleju, z dodatkiem chili, na pewno zapewni kalorie, ale nie zaspokoi podniebienia. Zdziwi się też ktoś, kto spodziewa się szybkich ulicznych dań rybnych w rejonach nadmorskich. Czasem można trafić na wysmażone w oleju całe szproty, ale to wszystko. Pozostają więc restauracje, gdzie sposoby przyrządzania też nie zwalają z nóg. Ja jeżdżąc indywidualnie, własnym środkiem transportu, wożę ze sobą maleńką kuchenkę i jako pasjonat gotowania - sam dobieram sobie składniki. Podczas wyjazdów rezygnuję z mięsa, szaleję za to na targach warzywniczych i rybnych. No ale nie jest to kuchnia lokalna, bardziej taka „fusion”. A z lokalnego fast food najbardziej podchodziło mi kottu, czyli kawałki placka podobnego do naleśnika, wymieszanego na gorącej blasze w jajecznicą, kawałkami kurczaka, warzywami - w dowolnej konfiguracji. Najbardziej smakuje mi w tej potrawie sam sposób przyrządzania. Kucharz dwoma metalowymi packami rozdrabnia placek, miesza z dodatkami, a uderzenia metalu o metal wydają głośne, charakterystyczne dźwięki.

Często można przekąsić samosę- pierożki z warzywnym nadzieniem, wrzucane do wrzącego oleju. Dużo jest rozmaitych krokietów z przeróżnym nadzieniem -z gotowanym jajkiem, warzywami, rybą, kurczakiem. Inną popularną potrawa jest rice curry – gotowany lub odsmażany ryż z dodatkami warzywnymi lub mięsnymi. Mało w tym jednak oryginalności. Dla wytrawnego kucharza, za jakiego się nieskromnie uważam, największą radość sprawia własnoręczne przyrządzanie posiłków z lokalnych, często unikalnych produktów. Pyszny jest natomiast – i daleko poza zasięgiem moich kulinarnych umiejętności- watalappan- budyń kokosowy słodzony melasą, z dodatkiem orzechów nerkowca, jajek, kardamonu, goździków i gałki muszkatołowej.

Dziewicze piękno Pomorza Zachodniego

Krystalicznie czyste jeziora, meandrujące malownicze rzeki, bogata fauna i flora, polodowcowe głazy i świętojańskie legendy. Drawieński Park...

zobacz więcej

AW: Jakie największe przygody spotkały Pana teraz podczas tegorocznej wyprawy na Sri Lankę?

WP: Jedną wielką przygodą była cały wyjazd. Na szczęście nie spotkało mnie żadne zło, uniknąłem wypadku, kradzieży, pobicia czy bezpośredniego kontaktu z dzikim zwierzem. Najwięcej emocji przyniosły chyba spotkania ze słoniami na drodze i jazda górskimi bezdrożami. Tylko wtedy modliłem się, aby szczęśliwie dotrzeć do celu. Lecz codziennie powtarzałem sobie kilka razy „ależ mi tutaj dobrze!”. I wtedy nieważne były niewygody, upał lub zimno, pęknięta szyba w oknie hotelowym, brak paliwa na stacjach benzynowych (chwilowy), czy też tyłek bolący po całodniowej jeździe.

AW: O czym powinni pamiętać turyści wybierający się na Sri Lankę? Jak się przygotować do takiego wyjazdu na własną rękę?

WP: Tutaj powtarzam każdemu- „sprawdzaj sytuację kilka dni przed wylotem”. Przepisy zmieniają się co chwila i nie są jednakowe dla poszczególnych krajów. Każdy kraj, ba - każda linia lotnicza – może mieć własne wymagania. Trudno więc o uniwersalną podpowiedź. W tej chwili kraje coraz bardziej się otwierają, coraz więcej ludzi jest zaszczepionych -co wcale nie eliminuje zagrożenia covidowego. Zawsze powtarzam, że oficjalne zakazy, nakazy, obostrzenia – nie wystarczą, jeśli brakuje zdrowego rozsądku i instynktu samozachowawczego. Sri Lanka jest krajem bezpiecznym, nie są wymagane żadne szczepienia, ale każdy powinien skonsultować się z lekarzem, a potem samodzielnie podjąć decyzję. Strach przed terroryzmem, który przecież występuje od czasu do czasu na Sri Lance, raczej bym bagatelizował. Istnieje dziesiątki innych sposobów na utratę zdrowia lub życia, a z którymi stykamy się codziennie we własnym kraju. I należy doceniać, a nie obawiać się obecności ogromnej liczby posterunków wojska i policji na drogach. To służy naszemu bezpieczeństwu, a nie prezentacji siły. Trzeba monitorować sytuację, bo w związku ze złą sytuacją gospodarczą i protestami w kraju 1 kwietnia lankijski rząd wprowadził stan wyjątkowy.

Oświęcim inaczej – turystyczne hity miasta

Liczy ponad 800 lat i należy do najstarszych kasztelańskich grodów. Ma swój hejnał, tajemnicze tunele pod zamkiem, zabytkowe kościoły i kamienice....

zobacz więcej

AW: Na pewno ma Pan już w głowie plany na kolejne podróże... Dokąd następny trip?

WP: Po 3 miesiącach na Sri Lance wróciłem na miesiąc w moje ukochane Himalaje indyjskie, na mój własny motocykl Royal Enfield Odgrzebałem temat, który trafił do dwuletniej poczekalni na okres pandemii. We wrześniu będę organizował pierwszy Zlot Motocyklowy w Himalajach. Tygodniowy pobyt na Zlocie to 5 dni jazdy spektakularnymi trasami, zwieńczonej zdobywaniem trzech himalajskich przełęczy, w tym jednej leżącej powyżej 5 tys. Metrów! No i - jak to na zlocie - imprezy integracyjne. Potem jesienny wyskok na kilka miesięcy do Kolumbii, oczywiście na motocykl. Czasy są jednak niepewne i do planów podchodzę z dużą powściągliwością.

AW: To trzymamy kciuki za kolejne wyprawy!

WP: Dziękuję bardzo.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej