Rekordowo niskie pogłowie trzody chlewnej

(fot. za AC Audiovisual)

Zakłady mięsne przecierają oczy ze zdumienia. O tej porze roku trzoda chlewna powinna tanieć, a tymczasem tak drogich świń w kraju jeszcze nie było. Normalnie przetwórcy ratowaliby się kupowaniem zagranicą, ale tu kolejny problem. Drogie euro spowodowało, że import stał się wyjątkowo nieopłacalny.

Zdaniem ekonomistów na rynku panuje szaleństwo, którego jeszcze kilka miesięcy temu nikt nie był w stanie przewidzieć. W pierwszym tygodniu grudnia kilogram trzody chlewnej osiągnął rekordowy poziom: 5,39 zł netto. Poprzedni rekord z lipca 2009 r. to „zaledwie” 5,30 zł. – Z tą wieprzowiną jest inaczej niż zawsze, zawsze na jesieni ceny żywca spadały; w tym roku – odwrotnie: cały czas sukcesywnie rosną – mówi Dariusz Zakrzewski właściciele zakładów mięsnych w Kosowie Lackim.

A powód tej sytuacji taki sam jak od kilkunastu miesięcy: rekordowo niskie pogłowie trzody chlewnej. Skalę problemu pokazują statystyki. – Co roku potrzebujemy około 18 mln sztuk świń. Tymczasem teraz jest ich 5 mln mniej. Firmy, które są na polskim rynku walczą każdą sztukę trzody chlewnej. A tych niestety brakuje – tłumaczy Józef Konarczak z zakładów mięsnych w Pogorzeli.

Problem niedoboru trzody chlewnej na rynku występuję od dawna. Ale dopiero teraz jest to tak bardzo odczuwalne przez przemysł mięsny. Wszystko przez wysoki kurs euro wobec złotego, który drastycznie podwyższył opłacalność eksportu. – Nie dość, że brakuje tej wieprzowiny na krajowym rynku, to jeszcze przez wysoką cenę euro nie opłaca się kupować na ubój żywych sztuk z Niemiec czy Danii – żali się Józef Konarczak.

Ale jednocześnie trzeba zaznaczyć, że nie wszyscy mają problemy z pozyskaniem surowca. Zakłady mięsne w Dobrosławowie miesięcznie ubijają 16 tys. sztuk świń i zapaści nie odczuwają. – Każdy chce handlować i pracować z takimi zakładami, które mają krótkie terminy płatności i dotrzymują słowa. Ja z niskim pogłowiem trzody chlewnej w kraju nie mam problemów – twierdzi Henryk Amanowicz właściciel firmy.

Zakłady mięsne aby zabezpieczyć się przed niedoborem surowca coraz częściej zacieśniają współpracę ze swoimi dostawcami. Stałe umowy kontraktacyjne to już norma. A cała sytuacja ma też drugie dno. Wysoki kurs euro wobec naszej waluty to złote czasy dla eksporterów. Tak więc kto ma tylko zezwolenia na sprzedaż zagranicę o wysokie ceny skupu wieprzowiny, nie musi się martwić.

A jak rynek będzie zachowywał się dalej? Wprawdzie o prognozy teraz trudno, ale zdaniem ekonomistów możemy się jednak spodziewać niewielkich spadków cen skupu. Jeżeli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, to przed samymi świętami, kiedy zakłady zmniejszają tempo pracy, ceny mogą się lekko obniżyć. – Zazwyczaj ceny wyraźniej spadają w styczniu i na początku lutego. Ale dziś już chyba niczego nie można być pewnym. Ten rok pokazał, że rynek potrafi zaskakiwać – podsumowuje Michał Koleśników z Banku Gospodarki Żywnościowej.