RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Petrović: Mija miesiąc od inwazji Rosji na Ukrainę. Polska pokazuje, czym jest solidarność

Rosyjska inwazja na Ukrainie (fot. TT)
Rosyjska inwazja na Ukrainie (fot. TT)

Mija miesiąc od zbrodniczego ataku Rosji na Ukrainę. Wojna znów pokazała swoje najgorsze oblicze. Tuż przy naszej granicy obserwujemy dramat państwa, które, według teorii, a teraz i praktyki Władimira Putina, nie ma prawa istnieć. Nikt dziś nie potrafi przewidzieć, jak skończy się ten dramat. Ukraińcy wciąż walczą, a Polska robi wszystko, by zwiększyć ich szanse na odparcie wroga.

Ukraiński sztab pokazał nowe dane o stratach wroga

Od początku inwazji na Ukrainie zginęło około 15,6 tys. rosyjskich żołnierzy – przekazał w środę, w 28. dniu wojny, Sztab Generalny Sił Zbrojnych...

zobacz więcej

Najmniej prawdopodobny scenariusz – tak wielu ekspertów i ośrodków badawczych, a za nimi liczni publicyści, oceniało możliwość pełnej inwazji Rosji na Ukrainie. Po miesiącach szantażów, nacisków, grożeniem użycia zgromadzonych przy granicach żołnierzy, zmilitaryzowaniu Krymu, próbie zmonopolizowania Morza Czarnego, „manewrach” na Białorusi, zaktywizowaniu separatystów w Donbasie – Rosja w końcu zaatakowała. I zrobiła to tak, ja to ma w naturze – zdradziecko, o świcie, ze wszystkich stron.

Do tego momentu można się było łudzić, że rosyjskie napinanie mięśni to mimo wszystko jedynie próba wymuszenia konkretnych ustępstw ze strony Ukrainy i Zachodu.

Przecież nikt nie zakładał, że NATO, Zachód, USA spełnią warunki, które Putin i jego towarzysze chcieli narzucić im w ramach „gwarancji bezpieczeństwa” – jak to eufemistycznie określała propaganda Kremla. Tak jakbym to Europa była zagrożeniem dla Rosji, a nie Rosja od lat łamała wszelkie prawa zarówno swoich obywateli, jak i okolicznych państw.

Krwawy ślad Putina

Niestety, Putin zdecydował się na wojnę. Dziś zaś przed oczami stają nam zbrodnie, których dokonywał w przeszłości – lista jest długa, ale obrazy zrujnowanych ukraińskich miast, zamordowanych cywilów, kobiet i dzieci budzą wspomnienia Czeczenii, Gruzji czy Syrii.

To jednak działo się „gdzieś dalej”. Dalej od nas, dalej od Zachodu. Putin nie groził wtedy użyciem broni atomowej. Teraz Zachód się przeląkł. Poszedł - niestety, wciąż jedynie częściowo - po rozum do głowy i zdecydował się na zastosowanie wobec Rosji najmocniejszych sankcji, a także zapowiedział wzmocnienie wschodniej flanki NATO.

Analiza OSW po 24. dniu wojny na Ukrainie. Mimo strat Rosjanie prowadzą działania zaczepne

Armia ukraińska nie jest w stanie przeprowadzić odsieczy oblężonego Mariupola. Znaczące straty, jakie ponoszą siły rosyjskie nie są na tyle...

zobacz więcej

To miało być uderzenie, które zniechęci Kreml do kontynuowania inwazji. Inwazji, która jest z każdego punktu widzenia nielogiczna i nieopłacalna. Z każdego, ale nie z kremlowskiego.

Jakie zdziwienie mogły w nas budzić argumenty Moskwy za wojną – oskarżenia władz w Kijowie o prowadzenie „nazistowskiej polityki”, o dokonywanie „ludobójstwa” na ludności Donbasu.

Ambasador z Kremla rodem

Te argumenty ponownie mogliśmy usłyszeć w środę przy okazji wyrzucenia z Polski 45 szpiegów rosyjskich udających dyplomatów, z ust ambasadora Rosji w Polsce Siergieja Andriejewa, który przekonywał, że kraj ten stosuje podczas „operacji wojskowej” na Ukrainie, gdyż słowo wojna jest w Rosji zakazane, „broń wysokoprecyzyjną i wyłącznie przeciwko celom militarnym”. Każdy może zobaczyć, jak precyzyjne są to cele i w co konkretnie uderzają.

Pytany zaś o niszczenie Mariupola, ambasador stał na stanowisku, że „tam fanatyczni naziści bronią się chowając za plecy cywilów”. Gdy zaś Andriejew chciał się odegrać na dziennikarzach i pytał ich retorycznie - „a ile dzieci zabito w Donbasie?” – to, ostatecznie, sam nie umiał udzielić żadnej odpowiedzi. Widocznie instrukcje w tej kwestii zatrzymały się jedynie na tym, by rzucić takie „prowokacyjne pytanie”.

Zobacz także: Tysiąc osób ewakuowano z oblężonego Charkowa dzięki polskiej organizacji


Ta toporna propaganda obliczona jedynie na „rynek wewnętrzny” – okazała się być śmiertelnie skuteczna dla przeciętnych Rosjan, którzy w większości ją zaakceptowali, licząc zapewne, że mimo wszystko skończy się powtórką z „aneksji Krymu”.

Izolacjonizm, szowinizm i zamordyzm. Tak Putin realizuję swoją wizję „ruskiego miru”

Rosjanie wychodzący na ulice w protestach przeciwko wojnie na Ukrainie zdają sobie sprawę, że zostaną potraktowani przez reżim z pełną...

zobacz więcej

Zakochani w zdobywcy

Przypomnijmy – wtedy Putin cieszył się ogromna popularnością, która następnie z roku na rok topniała. Aby utrzymać system władzy, Kreml utrzymywał Rosjan w przekonaniu o potędze militarnej ich kraju, o tym, że może się on odciąć od zgniłego Zachodu, o tym, że może wraz z bratnimi narodami: Białorusią i Ukrainą stanowić jeden wielki „ruski mir”.

Problemem jest jednak to, że Ukraińcy wcale nie chcieli się w nim znaleźć. Zamiast tego wybrali UE i NATO, wybrali Zachód.

Z takim stanem rzeczy Putin nie mógł się pogodzić, gdyż była to przeszkoda w realizacji jego wielkomocarstwowych planów, którymi nawiązywał wciąż uparcie i na nowo do Związku Sowieckiego. Związku Sowieckiego, którego upadek uważa za ogromną tragedię.

Historyczne manipulacje

Gdy dziś widzimy zbrodnie dokonywane przez Rosję na Ukrainie, przed oczami stają te wszystkie „historyczne” przemówienia Putina, gdy zakłamując historię, w szczególności XX wieku, tworzył opowieść o tym, jak to Stalin i ZSRS musiały bronić się przed Hitlerem i jego towarzyszami m.in., jak wielokrotnie podkreślał, „faszystowską” Polską.

Dziś ta narracja nie znajduje w Rosji prawie już żadnych przeciwników, czego symbolem było niedawne zlikwidowanie stowarzyszenia Memoriał, zajmującego się badaniem zbrodni sowieckich.

Ratują sumienia

Po czystkach dokonanych wśród niezależnych organizacji, w tym mediów, obecnie w Rosji ciężko jest wypowiedzieć jakąkolwiek myśl, która by była sprzeczna z przekonaniami Kremla. Ludzie, którzy protestują przeciwko wojnie, zdają sobie sprawę, że zostaną brutalnie spacyfikowani i grozi im do 15 lat więzienia. Ich heroizm zasługuje na uznanie. Nie można mieć jednak złudzeń, że obecnie wprowadzone sankcje, których konsekwencją będzie dalsza pauperyzacja społeczeństwa, wpłyną w najbliższym czasie na to, że Rosjanie masowo wyjdą na ulice. Sączona od lat propaganda skutecznie ich przed tym zabezpiecza.

Odciąć Kreml od kasy, dać Ukraińcom więcej broni. Tylko tak można powstrzymać Putina

Nałożone dotychczas na Rosję zachodnie sankcje są wciąż niewystarczające, by mogły wymusić na Putinie zakończenie inwazji na Ukrainę....

zobacz więcej

Polska apeluje o mocniejsze sankcje

Nie oznacza to jednak, że należy zatrzymać się w nakładaniu kolejnych restrykcji. Wprost przeciwnie. Trzeba uderzać reżim Putina najmocniej jak się da i w miejsca, gdzie jest najbardziej czuły.

Stąd apele Polski, która należy do grona krajów najbardziej zdeterminowanych w pomaganiu Ukrainie, by wprowadzić embargo na rosyjskie surowce energetyczne.

To jednak spotyka się z wielkim oporem przede wszystkim Niemiec, które są nie tylko w dużej mierze uzależnione energetycznie od Rosji, ale też nie mają zamiaru płacić więcej za dostawy energii z innych kierunków.

W ten sposób władze w Berlinie kontynuują wielce dwuznaczną postawę wobec inwazji rosyjskiej na Ukrainę. Formalnie ją krytykują, apelują do Putina o zakończenie wojny, mówią o barbarzyńskich zbrodniach popełnianych tam przez rosyjska armię, ale również na wszelkie sposoby starają się hamować wszelkie projekty mogące „za bardzo” uderzyć w podstawy rosyjskiego reżimu.

Obłudna gra Niemiec i Francji

Tak było w przypadku przyjmowania kolejnych sankcji, tak było również w kwestii dostarczania walczącej Ukrainie broni.

Jeszcze przed inwazją, Niemcy odmawiały wysyłania na Ukrainę broni, także defensywnej, argumentując, że nie przesyłają jej w miejsca konfliktów. Gdy zaś doszło do ataku Rosji, ostatecznie, pod wpływem międzynarodowej krytyki, a także po rozmowie Olafa Scholza z premierem Mateuszem Morawieckim, zdecydowały się na jej wysłanie.

Zobacz także: Kilkanaście tysięcy zabitych, tony zniszczonego sprzętu


Jak się jednak okazuje w praktyce, ostatecznie wysłały jedynie 500 z obiecanej liczby 2,7 tysięcy pocisków i podkreślają, że Bundeswehra nie może już niczym więcej się podzielić.

I, przypomnijmy, mówi to państwo, które jest czwartym na świecie eksporterem broni.

Podobną co niemiecka hipokryzję prezentują Francuzi, którzy wciąż nie wycofują swoich firm z Rosji, chociaż jest to przedmiotem powszechnej krytyki.

To już ostatnia szansa Niemiec. Stracili honor, ale wciąż mogą jeszcze uratować sumienie

Reakcja niemieckich władz na rosyjski atak na Ukrainę pokazuje skalę degrengolady moralnej kraju, który rości sobie prawo do odgrywania roli lidera...

zobacz więcej

To pokazuje, jak bardzo państwa, które do tej pory lubiły słyszeć o sobie, że są jądrem Europy, Unii Europejskiej, że powinny wyznaczać cele tej organizacji na przyszłość, gdy przychodzi moment sprawdzenia ich solidarności, okazują się całkowicie nieprzygotowane do tej roli.

Solidarność w praktyce

Dziś można sobie zadać pytanie, jak wyglądałyby sankcje na Rosję, gdyby nie uporczywe starania Polski, która należy do państw najbardziej zaangażowanych na rzecz wspierania Ukrainy.

Podczas gdy prezydent Wołodymyr Zełenski apeluje o sankcje, o broń, to Polska podejmuje te wątki i za pomocą dyplomatycznych nacisków stara się przekonać do tego m.in. Niemcy i Francję. To Polska przyjmuje ponad 2,2 miliona uchodźców z Ukrainy. To Polska apeluje do NATO i USA, by wzmocnić wschodnią flankę, by wspólnie poprawić bezpieczeństwo Europy.

Dziś widzimy, że Rosja idzie na wyniszczenie – poprzez to, że nie udało jej się w ciągu krótkiego czasu przejąć władzy nad Kijowem, dąży teraz do wywołania kryzysu humanitarnego.

To barbarzyństwo trzeba skończyć.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
Ci, którzy myślą, że jakoś i w takich okolicznościach trzeba się będzie dogadać z Putinem, są na straconej pozycji. Im szybciej zdadzą sobie z tego sprawę, tym krócej będzie trwała wojna i tym szybciej uniezależnią się od widzimisię Kremla.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej