RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Mądry Polak przed szkodą. Granica z Białorusią jest bezpieczna, a mogła być jak sito

Zapora na granicy Polski z Białorusią (fot. gov.pl)
Zapora na granicy Polski z Białorusią (fot. gov.pl)

Najnowsze

Popularne

Inwazja Rosji na Ukrainę mocno zmniejszyła grono tych, którzy od wielu miesięcy krytykowali rząd za jego postawę wobec sztucznie wywołanego przez reżim w Mińsku kryzysu migracyjnego na granicy polsko-białoruskiej. W obliczu działań dezinformacyjnych i dywersyjnych Kremla aż strach pomyśleć, jaką dziś mielibyśmy sytuację, gdyby władze uległy ówczesnym żądaniom i groźbom płynącym z opozycji, sympatyzujących z nią mediów czy różnych środowisk i szeroko otworzyły granice na migracyjną falę.

Izolacjonizm, szowinizm i zamordyzm. Tak Putin realizuję swoją wizję „ruskiego miru”

Rosjanie wychodzący na ulice w protestach przeciwko wojnie na Ukrainie zdają sobie sprawę, że zostaną potraktowani przez reżim z pełną...

zobacz więcej

Od początku roku Straż Graniczna odnotowała prawie 2,2 tys. prób nielegalnego przedostania się do Polski z Białorusi. W codziennych komunikatach informowani jesteśmy o nieustannych prowokacjach ze strony białoruskich służb i agresywnych poczynaniach kontrolowanych przez nich migrantów, którzy nieraz w sposób siłowy starają się przełamywać bariery broniące granicy.

Jak podawała niedawno rzecznik SG por. Anna Michalska, służby białoruskie w ostatnim czasie zwiększyły intensywność prowokacji, zaczepek słownych i częściej obrażają polskich żołnierzy i patrole. Używają też wobec nich laserów, a także rzucają wraz z migrantami kamieniami.

Wciąż daleko od normy


Sytuacja – chociaż o wiele lepsza niż w najbardziej kryzysowych momentach, gdy byliśmy świadkami szturmów na granicę czy używania broni - jest wciąż na tyle poważna, że do 30 czerwca przedłużono obowiązywanie na obszarze 183 miejscowości przy granicy z Białorusią, znajdujących się w województwach podlaskim i lubelskim, rozporządzenia dotyczącego czasowego zakazu przebywania.

Jednym z jego celów ma być m.in umożliwienie jak najszybszej budowy bariery technicznego i elektronicznego zabezpieczenia na granicy, a także ograniczenie możliwości dojścia do kryzysu na granicy z udziałem osób postronnych.

Nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie sytuacja ta uległa normalizacji.

Inwazja Rosji zmieniła wszystko


Z dzisiejszej perspektywy – brutalnej inwazji Rosji na Ukrainę i towarzyszących jej zbrodni dokonywanych przez rosyjską armię, a także całkowitego podporządkowania się reżimu Alaksandra Łukaszenki Kremlowi – jeszcze lepiej widać, że decyzje rządu, dotyczące obrony polskiej granicy – były słuszne.

Bezkarny jak szpieg w Polsce? Ekspert: Kary za zdradę RP są zbyt łagodne, musimy to zmienić

W innych państwach karą dożywocia lub wieloletniego więzienia zagrożone jest samo usiłowanie szpiegostwa; u nas większe kary są za wystawianie...

zobacz więcej

W czasie gdy Mińsk z Moskwą postanowili rozpocząć szeroko zakrojoną operację wymierzoną w państwa bałtyckie i Polskę, polegającą na podważaniu granic tych krajów, a także próbowali wywołać w nich kryzysy migracyjne, poprzez przywożenie migrantów z różnych części świata i zachęcanie ich lub nawet przymuszanie, do siłowego przedzierania się przez granice – rząd musiał się mierzyć z wewnętrznymi atakami, których celem było dolepienie mu łatki pozbawionych humanitarnych odczuć ksenofobów i rasistów.

Tak samo uderzano w służby mundurowe strzegące naszych granic rozkręcając zmasowaną kampanię oszczerstw i wulgaryzmów, którymi ich obrzucano.

Robili to i liderzy części opozycyjnych formacji politycznych, a także najbardziej wpływowe, a przy tym sympatyzujące z nimi media. W konkursie, kto bardziej „opluje” rządzących i służby prześcigali się celebryci i „autorytety moralne”.

Na paseczku Łukaszenki


Działo się to, pomimo że informacje o tym, w jak perfidny sposób Łukaszenka wykorzystuje migrantów były powszechnie znane i w sumie nie stanowiły przyczynku do sporu. Sporna była reakcja na działania reżimu w Mińsku. Rząd zdecydował się na konsekwentne bronienie granic, a na opozycji debatowano, ile tysięcy z migrantów „Polska może spokojnie przyjąć”. Padały hasła o obozach tymczasowych przy granicy, o tym, że nie można stawiać w XXI wieku murów.

Na nic zdawały się ostrzeżenia służb, czy ekspertów, że jest to element szerzej zakrojonej akcji.

Przyszli po rozum do głowy


Dziś – wiele osób, które dotychczas krytykowały taką politykę rządu wobec obrony granicy, czy atakowało służby – milczy. Są wciąż jednak organizacje, które za wszelką cenę starają się przekonać, że należy na równi traktować wykorzystywanych przez Łukaszenkę do ataku hybrydowego na nasze granice migrantów, z uciekinierami z Ukrainy.

Należy – ich zdaniem – tak czynić nawet wtedy, gdy realizuje się w ten sposób plan białoruskiego dyktatora i naraża bezpieczeństwo kraju. Mając przy tym świadomość, że w miejsce przyjętych setek czy tysięcy migrantów, Łukaszenka jest gotowy „ściągnąć” wielokrotnie większe ich liczby.

Realizują cele Łukaszenki


Jednak z takich organizacji – Grupa Granica – w swoich komunikatach wciąż mówi o „wprowadzeniu stanu pseudowyjątkowego”, o tym, że strefa zamknięta uniemożliwia im ratowanie ludzi i oskarża, powielając narrację reżimu w Moskwie, że strona polska „wypycha ich” na Białoruś.

To jest artykuł dla polityków Platformy Obywatelskiej

Ostry, krzywdzący, nieuzasadniony, a co najgorsze skoordynowany atak zaprezentowali politycy opozycji (głównie PO) na Kościół katolicki....

zobacz więcej

Co więcej, zdaniem organizacji, Polska tym bardziej powinna pomagać tym migrantom, gdyż znajdują się oni na terenie kraju, który pomaga Rosji w inwazji na Ukrainę.

Przykładem szczególnie perfidnej propagandy stosowanej przez Grupę Granica jest zestawianie działań strony białoruskiej z polską i zarzucanie polskiej czynów, na które nie dysponuje się żadnymi dowodami.

Oskarżenia z sufitu


„Cały czas otrzymujemy informacje o kolejnych zaginięciach oraz o wywożeniu przez polskie służby na drut żyletkowy nawet najsłabszych i najbardziej zagrożonych osób – mimo że poprosiły o ochronę międzynarodową.” – oskarża służby Grupa Granica.

Następnie zaś organizacja ta przekonuje, że nie ma różnic między migrantami z wielu krajów świata, z których większość jest w rzeczywistości migrantami ekonomicznymi i którzy zostali, po dokonaniu często wysokich opłat, sprowadzeni samolotami przez reżim w Mińsku, a uciekającymi przed rosyjską agresją Ukraińcami.

Polska – zdaniem tej organizacji – powinna przyjmować wszystkich.

„Warszawa jak Mińsk”

Szpieg zatrzymany przez ABW. Wiemy, kim jest jego adwokat

ABW pod koniec lutego zatrzymała w Przemyślu Pabla G. Służby kontrwywiadowcze uważają, że mężczyzna był agentem GRU. Sąd aresztował go na trzy...

zobacz więcej

„Ignorując to prawo, utrudniając udzielanie pomocy przez organizacje humanitarne i odwracając wzrok od ludzkich tragedii wydarzających się na białoruskim odcinku naszej wschodniej granicy, władze RP stawiają się w jednym rzędzie z krajami, które dopuszczają się wobec swoich obywateli i mniejszości przemocy systemowej" – kończy swój wywód Grupa Granica.

W ten sposób organizacja ta, pomimo wszystkich informacji, które wiemy dziś o operacji Łukaszenki, pomimo inwazji Rosji na Ukrainę, wzmożonej dezinformacji Kremla i licznych ataków hybrydowych – wciąż zestawia krwawy reżim białoruski z polskim rządem.

Rządem, który za swoją postawę wobec ataku hybrydowego Białorusi był nawet chwalony przez zagranicznych polityków i media, które są mu na co dzień niezbyt przychylne.

Polacy przejrzeli na oczy


Na szczęście dziś apele takie jak Grupy Granica mają o wiele mniejszą siłę rażenia niż wcześniej. Dziś większość Polaków zdaje sobie sprawię, że sztucznie wywołany kryzys migracyjny był zemstą Łukaszenki na krajach, które najmocniej wspierają prodemokratyczną opozycję białoruską, a przy tym najbardziej domagają się nakładania surowych sankcji na reżim w Mińsku.

Z drugiej zaś – co z dzisiejszej perspektywy widać jeszcze mocniej niż wcześniej – był to test – dokonany ramię w ramię przez Mińsk i Moskwę – na to, jak potrafią bronić swoich własnych granic, także przed wrogą im infiltracją.

Polska jak Niemcy w 2015?

Petrović: Uderz w rosyjską energetykę, a Niemcy się odezwą

Kolejne sankcje nakładane przez Zachód na Rosję doprowadzają jej gospodarkę do ruiny, jednak wciąż Władimir Putin ma za co finansować wojnę...

zobacz więcej

Należy sobie bowiem zadać pytanie, jak wyglądałaby sytuacja na granicy z Białorusią, gdyby były przy niej otworzone – tak jak postulowano - obozy dla migrantów, czy gdyby Polska otworzyła szeroko granice dla wszystkich – niczym Niemcy w 2015 roku?

Pytaniem dla ekspertów do spraw bezpieczeństwa jest to – jak wielu szpiegów i dywersantów obu reżimów z łatwością ukryłoby się w masie migrantów wdzierających się do naszego kraju i jakie to by miało konsekwencje.

Łukaszenka pod butem Putina


Po tym, jak przed dwoma laty Łukaszenka zmanipulował wybory prezydenckie i następnie zdusił protesty, był zmuszony w obronie przed sankcjami Zachodu oddać się pod kuratelę Putina, uzyskując od niego wsparcie polityczne i ekonomiczne, ale tracąc resztki niezależności.

Dziś białoruski dyktator płaci za to ogromną cenę, a jeszcze wyższą płaci Białoruś, która, jak ocenił to niedawno doradca liderki demokratycznej opozycji Swiatłany Cichanouskiej Franciszak Wiaczorka, znajduje się dziś pod tymczasową okupacją.

Teren tego kraju służy bowiem Rosji do ataków rakietowych i lotniczych na Ukrainę, a w dniu inwazji wtargnęły z niego na ten kraj siły rosyjskie.

Wciąż istnieje też poważne zagrożenie – o którym informują zarówno Ukraińcy, jak i przedstawiciele zachodnich państw – użycia przez Putina białoruskich żołnierzy jako wsparcia dla słabnących sił rosyjskich na Ukrainie.

To oznacza, że chociaż granica polsko-białoruska jest wciąż umacniana, to ryzyko wzrostu napięć w jej rejonie, również z wykorzystaniem migrantów, nie maleje.

Petar Petrović
Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej