RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Jak odróżnić męża stanu od sprytnego koniunkturalisty?

Donald Tusk (fot. Forum/Adam Chelstowski)
Donald Tusk (fot. Forum/Adam Chelstowski)

Najnowsze

Popularne

Gdyby ktoś po raz pierwszy znalazł się w Polsce w marcu 2022 r. mógłby mieć wrażenie, że nad Wisłą liderzy najważniejszych partii politycznych mówią jednym głosem w sprawach Rosji i Ukrainy. Być może nawet uznałby Donalda Tuska wzywającego do „deputinizacji” Europy za najradykalniejszego przeciwnika Kremla.

Wołodźko: Kiedy Niemcy zrobią film o dobrych Rosjanach ratujących Ukraińców?

Niemcy w tym momencie są bodaj największym w Europie hamulcowym jeśli chodzi o europejskie sankcje na Rosję. Sprawy gospodarcze bardzo ściśle...

zobacz więcej

Powierzchowna ocena to jednak w polityce pułapka, w którą wpadają tylko niedoświadczeni i naiwni. Nawet nasz hipotetyczny obserwator, który pojawiłby się w tych dniach w Warszawie, zacząłby się przyglądać nie tylko wypowiedziom polityków, ale także temu, co robią.

A w obliczu wojny na Ukrainie każde działanie – lub jego brak – mają swoją wielką wagę. Od wyniku tej wojny zależy przyszłość nie tylko atakujących i atakowanych, ale z całą pewnością także przyszłość całej Europy, a zapewne nawet świata. Moment jest historyczny i ci, którym społeczeństwo powierzyło zadania przewodzenia nim, stoją przed ogromnym wyzwaniem.

Fałszywy jest w polskiej polityce obraz podziału na tych, którzy mają władzę (Zjednoczona Prawica) i opozycję, która tej władzy nie ma. W praktyce ten podział jest blisko pół na pół. W samorządach i w instytucjach unijnych większą władzę w rzeczywistości ma opozycja, czego symbolem jest sam przewodniczący Platformy Obywatelskiej Donald Tusk, pozostający (mimo apeli premiera Mateusza Morawieckiego) szefem sprawującej władzę w unii Europejskiej Partii Ludowej.

Nie ma więc dzisiaj polityków, którzy mogą stać z boku i mówić swoim wyborcom, co takiego by zrobili, gdyby mieli możliwość działać. Każdy, od radnego gminnego po europosła, powinien pracować dla dobra polskiej racji stanu, pokoju i bezpieczeństwa.

Ogromna mobilizacja społeczeństwa wobec gigantycznego kryzysu uchodźczego pokazuje, że Polacy doceniają wagę tego, co się dzieje za naszą wschodnią granicą. Towarzyszą temu obawy i niepokoje, ale najważniejsza jest chęć działania i solidarności z krajem napadniętym przez dobrze nam znanego agresora.

Wolność i odpowiedzialność w nauce, czyli czy bojkotować rosyjskie prace naukowe

Ukraińscy uczeni postulują bojkot nie tylko naukowych instytucji rosyjskich, nie tylko organizowanych tam konferencji naukowych, ale także...

zobacz więcej

Ta zdolność do stawiania czoła przeciwnością jest cechą charakterystyczną naszego narodu. Można jednak na nią wpływać – ukierunkowując i wzmacniając. To zadanie dla przywódców przez wielkie „P”, polityków, których misją jest nie tyle płynąć z prądem historii, co samemu tę historię pisać.

Jeśli przyjrzymy się postawie i aktywności prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego, premiera Mateusza Morawieckiego czy prezydenta Andrzeja Dudy, to dostrzeżemy wolę napisania pozytywnego zakończenia obecnego tragicznego rozdziału w historii Ukrainy. I wiarę, że nawet naszymi polskimi, ograniczonymi przecież środkami jesteśmy w stanie dopomóc naszym sąsiadom obronić niepodległość i lepszą przyszłość.

Dzisiejsza niezwykle odważna wyprawa prezesa i wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego i premiera Mateusza Morawieckiego urasta tu do rangi wielkiego symbolu. A to przecież symbole zmieniają dynamikę wydarzeń, to one przemawiają do wyobraźni milionów i zmieniają ich losy. Pierwsza pielgrzymka św. Jana Pawła II do Polski, przemówienie Lecha Kaczyńskiego w Tbilisi czy upór pozostającego w oblężonym Kijowie Wołodymira Zełeńskiego – to znaki, które zmieniały świat.

Spotkanie z prezydentem Ukrainy Wołodymirem Zełeńskim w atakowanym przez Rosjan Kijowie, na które zmierzają Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki, to ogromne ryzyko i akt osobistej odwagi. Jego wartość jest jednak trudna do przecenienia. To wielki pokaz wiary, siły i solidarności, który wzmocni wolę walki Ukraińców a wolny świat zainspiruje do niezwłocznej pomocy Ukrainie.

To jest artykuł dla polityków Platformy Obywatelskiej

Ostry, krzywdzący, nieuzasadniony, a co najgorsze skoordynowany atak zaprezentowali politycy opozycji (głównie PO) na Kościół katolicki....

zobacz więcej

Św. Jan Paweł II powiedział: „Człowiek nie jest tylko sprawcą swoich czynów, ale przez te czyny jest zarazem w jakiś sposób »twórcą siebie samego«. Wiele osób krytycznych wobec śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego dostrzegło w nim męża stanu po jego wystąpieniu w Tbilisi. Dzisiaj zarówno Jarosław Kaczyński jak i Mateusz Morawiecki z zasłużą na to miano nawet w oczach sceptyków. A wraz z nimi premier Czech Petr Fiala i premier Słowenii Janez Janša. Oni również zapracują dzisiaj w Kijowie na swoją przywódczą i historyczną wielkość.

Warto zapytać, gdzie teraz są inni europejscy przywódcy, tak płomiennie deklarujący na co dzień swoje przywiązanie do wartości europejskich, praw człowieka, równouprawnieni. Dlaczego nie chcą być choć przez chwilę w Kijowie z prezydentem Ukrainy Wołodymirem Zełeńskim, by okazać jego narodowi wsparcie a władcy Rosji brak lęku?

Gdzie jest Donald Tusk, były przewodniczący Rady Europejskiej, tworzący wokół siebie aurę wpływowego polityka, znającego wszystkich na brukselskich salonach i od niedawna głównego przeciwnika Władimira Putina?

Otóż Donald Tusk jest w Budapeszcie. Nie pojechał tam wspierać węgierskiego rządu, który przyjmujące najwięcej po Polsce uchodźców z Ukrainy. Pojechał z tym rządem walczyć, na zaproszenie węgierskiej opozycji, która również zdaje się nie rozumieć niczego, z tego, co dzieje się wokół niej na świecie.

Karnkowski: Rezolucja z Kremla rodem

Gdyby w czwartkowej rezolucji Parlamentu Europejskiego, w której kolejny raz druzgocącej krytyce poddano Polskę, było to, co zawsze, byłaby ona...

zobacz więcej

Ciekawe, czy Donald Tusk powtórzy dzisiaj swoje słowa z grudnia ubiegłego roku, kiedy mówił, że „rządy w Budapeszcie i Warszawie zajmują się tylko okradaniem swoich obywateli”. Może mówić odważnie, w Budapeszcie nie grozą mu rosyjskie czołgi ani nie polecą w jego stronę rakiety. Co najwyżej jakiś pomidor ze strony niechętnych mu węgierskich wyborców.

To jest wkład Donalda Tuska na rzecz pokoju i bezpieczeństwa Polski i Ukrainy. To jest ta słynna „deputinizacja” Europy, do której Tusk ostatnio nawoływał.

To jest różnica pomiędzy mężem stanu a sprytnym koniunkturalistą, który w każdej sytuacji stara się ugrać coś dla siebie, nie myśląc w ogóle o innych.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej