RAPORT

Propozycja podziału Ukrainy? Sikorski na cenzurowanym

Reportaż z Ukrainy. Dramat tysięcy kobiet z dziećmi i wielka pomoc z Polski

Dzieci z Ukrainy uciekają przed armią Władimira Putina (fot. Portal tvp.info)
Dzieci z Ukrainy uciekają przed armią Władimira Putina (fot. Portal tvp.info)

Najnowsze

Popularne

– To jest horror – powiedziała mi jedna z Ukrainek, podając swoją dwuletnią córeczkę i wsiadając do pociągu transportującego uchodźców z Ukrainy do Polski. Jak setki tysięcy innych, ruszyła do ucieczki, podczas gdy jej mąż został, by bronić ojczyzny. Emocje są ogromne. Między innymi dlatego, chwilę wcześniej nasza kolumna aut z dziennikarzami z Polski, którzy przyjechali na Ukrainę pociągiem z darami, została zatrzymana przez grupę Ukrainek. Zażądały od policji, byśmy się wylegitymowali i udowodnili, że nie jesteśmy Ukraińcami uciekającymi z kraju.

Polski rząd wysłał na Ukrainę (do Mościsk) specjalny pociąg medyczny. Wagony zostały wypełnione jedzeniem i środkami medycznymi. W transporcie uczestniczyli m.in. szef KPRM Michał Dworczyk i prezes Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych Michał Kuczmierowski.

Zobacz także:   Ukraiński ambasador: Nie ma słów, by wyrazić podziękowania dla Polski

Nie tylko koordynowali oni to przedsięwzięcie, ale wraz z medykami, wolontariuszami i harcerzami z Przemyśla osobiście ładowali część produktów. Wszystko po to, by jak najszybciej dotrzeć na Ukrainę.

Pociąg ma stale kursować między Polską i Ukrainą. Będzie zawoził dary, a jeśli zajdzie taka potrzeba, do Warszawy może w przyszłości transportować wymagających pomocy medycznej ukraińskich żołnierzy. W związku z tym został wyposażony w niezbędny sprzęt.

Zobacz także:   Prezydent Ukrainy o rozmowach pokojowych. „Trzeba wykorzystać nawet najmniejszą szansę”

– Polska solidaryzuje się z narodem ukraińskim, który z ogromną determinacją opiera się rosyjskiej agresji. Naszym obowiązkiem moralnym jest nieść pomoc uciekającym przed wojną Ukraińcom – zaznaczył kolejny z polityków odpowiedzialny za ten projekt, minister infrastruktury Andrzej Adamczyk.

Gdy pociąg dotarł na Ukrainę, na miejscu czekała już duża grupa mężczyzn. Około 150 osób pakowało żywność i środki medyczne do podstawionych na miejsce busów. Samochody pojechały do miast, w których potrzeby są obecnie największe.

Zobacz także:   Rosja wystrzeliła rakiety Iskander w kierunku Ukrainy

Wnętrze i wyposażenie pociągu (Fot. portal tvp.info)
Wnętrze i wyposażenie pociągu (Fot. portal tvp.info)

– Dziękujemy Polakom za tę pomoc. Jest bardzo ciężko, ale my się nie poddamy. Nie zamierzamy stąd wyjeżdżać i będziemy walczyć do końca – powiedział mi jeden z Ukraińców.

Jak zaznaczył, jego matka i siostra (mieszkające w zachodniej Ukrainie) również nie planują opuszczać ojczyzny. – Łukaszenka mówił, że Ukraina wytrzyma dwa dni. To się zdziwił – dodał.

Przed odjazdem pociągu w drogę powrotną do Polski z grupą dziennikarzy i polityków odwiedziliśmy pobliskie merostwo i szpital. Po drodze mijaliśmy niekończący się sznur aut. Głównie kobiety i dzieci stali w kilkudziesięciokilometrowej kolejce do przekroczenia granicy z Polską.

– Korek stoi od Gródka, czyli ma już około 50 kilometrów – powiedział jeden z mężczyzn. Niektórzy twierdzili, że auta czekają w kolejce praktycznie od Lwowa.

Na miejscu rozlegał się przejmujący głos syren i komunikatów informujący o najnowszych alarmach przeciwlotniczych. Z drugiej strony odbywało się „normalne” życie. Kobiety robiły zakupy w sklepach, a mężczyźni wypłacali gotówkę z bankomatów. – Jest limit, maksymalnie trzy transakcje po 1000 hrywien (140 zł - przyp. red.) – zaznaczali.

Rozładunek sprzętu i żywności (Fot. portal tvp.info)
Rozładunek sprzętu i żywności (Fot. portal tvp.info)

W drodze powrotnej do pociągu eskortowała nas policja. Kolumna aut była kilkukrotnie zatrzymywana przez grupy obrony terytorialnej. W pewnym momencie drogę zagrodziło nam około 20 osób (głównie kobiet) w kamizelkach odblaskowych. Krzyczały, że tak jak wszyscy, powinniśmy stać w ogromnej kolejce. Nie chciały uwierzyć w zapewnienia, że nie jedziemy na przejście dla samochodów, tylko na pociąg. Krzyczały na policjanta, że na pewno jesteśmy przewożeni szybciej za pieniądze.

Funkcjonariuszka wyszła więc porozmawiać i wyjaśnić, że jesteśmy dziennikarzami. – Wysiadać! – krzyczały zebrane osoby. Otworzono drzwi auta i domagano się udowodnienia, że mamy legitymacje prasowe i polskie paszporty, a w bagażniku nie ma żadnych dużych walizek sugerujących ucieczkę z Ukrainy.

To absolutnie zrozumiałe. Przestraszeni i zmęczeni ludzie od kilku dni stoją na granicy, a proces przepuszczania ich przez ukraińskie służby jest dość wolny. Część osób porzuca auta i idzie do granicy pieszo. Działający w służbach mężczyźni w zdecydowanej większości zostali oddelegowani na front i sprawdzanie dokumentów jest mniej sprawne niż zwykle… a potrzeby wielokrotnie większe. Po długiej dyskusji zostaliśmy przepuszczeni i wróciliśmy do pociągu humanitarnego.

Zobacz także:   Ukraińcy odbili Charków. „Miasto jest całkowicie oczyszczane z wroga”

Na szczęście tym razem nie było jeszcze konieczności sprowadzania nim rannych, bo radzą z tym sobie służby ukraińskie. W związku z tym przedstawiciele polskiego rządu podjęli decyzję, by w drogę powrotną (do Przemyśla, a dalej Warszawy) zabrać uchodźców. Wycieńczone i przestraszone kobiety z dziećmi wsiadały do pociągu ze łzami w oczach. W sumie w wagonach zmieściło się ponad 600 osób.

Uchodźcy wojenni z Ukrainy (Fot. portal tvp.info)
Uchodźcy wojenni z Ukrainy (Fot. portal tvp.info)

 – Jesteśmy z Charkowa. Mężowie zostali, a my z chłopcami przyjechałyśmy pociągiem do Lwowa. Stamtąd było różnie, ale 15 kilometrów szliśmy pieszo – relacjonują dwie młode Ukrainki z synami. Jeden z dziennikarzy pomaga im włożyć na górę ciężką walizkę, a drugi oddaje własne jedzenie.

Pomagał kto mógł i jak mógł. Polscy kolejarze tłumaczyli uchodźcom, co ich czeka po przyjeździe do Polski, gdzie szukać pomocy i noclegu. Ratownicy oferowali pomoc medyczną, a obecny w pociągu minister infrastruktury zagadywał płaczące dzieci. Maluchy nie rozumiały, dlaczego wyjeżdżają bez ojców, a szef resortu błyskawicznie nawiązywał z nimi kontakt. „Cholernie zaimponowali mi Michał Dworczyk i Andrzej Adamczyk” – stwierdził dziennikarz „Super Expressu”.

Jedność, wspólnota i pełna solidarność z Ukraińcami potrzebującymi pomocy robiły ogromne wrażenie.

Młoda matka z dwumiesięczną córeczką na rękach. Kilkunastoletnie dziewczyny. 40-latka z trójką małych chłopców. Wszyscy zostawili swoje domy i uciekali przed spełniającym mocarstwowe zachcianki bandytą Władimirem Putinem.

Zobacz także:   Do Warszawy dotarł pociąg z kobietami i dziećmi ewakuowanymi z Ukrainy

Większość uchodźców zapewniała mnie, że po polskiej stronie czekają już na nich najbliżsi lub znajomi. Historie tych ludzi chwytają za serce. Część mężczyzn przywiozła swoje rodziny na granicę, a gdy żony i dzieci byli już bezpieczni w drodze do Polski, oni wracali walczyć. Opowiadali o znajomych, którzy mieszkają i pracują w Europie Zachodniej i specjalnie stamtąd przyjeżdżali bronić swojej ojczyzny.

Choć uchodźcy w pociągu do Przemyśla nie musieli bać się już o własne życie, przyznawali, że boją się o swoich bliskich i znajomych, którzy zostali w kraju. – Nie wiem, czy będę miała do czego wracać. Nie wiem, czy mój blok jeszcze stoi – mówiła kobieta z Charkowa.


Polski pociąg humanitarny dotarł do Przemyśla w niedzielę około godz. 6 rano. Dworzec PKP był już pełny ludzi. Żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej rozdawali ciepłe napoje i jedzenie.

Na miejscu działa punkt medyczny i informacyjny. Zwykli obywatele przynoszą koce i oferują bezpłatny transport do największych polskich miast (m.in. Wrocławia, Krakowa czy Warszawy).

– Wiem, że są problemy z transportem, więc przyszłam zaproponować, że jeśli ktoś tego potrzebuje, zawiozę go we wskazane miejsce – powiedziała mi 20–letnia pani Marta. Wyjaśniła, że jest niedziela i korzystając z wolnego dnia, chciałaby pomóc jakiejś uciekającej rodzinie.

W okolicach Przemyśla coraz trudniej o wolne miejsca noclegowe. Część osób chce tam przeczekać trzy, cztery dni i zobaczyć, jak rozwinie się sytuacja. Inni podkreślają, że mają już zorganizowane przejazdy do rodziny w Holandii czy Niemczech.


Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej