RAPORT

Wojna na Ukrainie

Petrović: Zegar przestaje tykać. To już ostatni moment, by powstrzymać Putina

Prezydent Rosji Władimir Putin (fot. Alexei Nikolsky\TASS via Getty Images)
Prezydent Rosji Władimir Putin (fot. Alexei Nikolsky\TASS via Getty Images)

Władimir Putin znów zajmuje się zmienianiem granic w Europie. Po tym, jak Ukraina i Zachód nie ulegli jego szantażom postanowił pokazać, że nie lęka się sankcji i uznał niepodległość separatystycznych parapaństw utworzonych w Donbasie. Wciąż istnieje ryzyko, że to nie zahamuje jego apetytu. Ukraina szykuje się na najgorsze. Zachód liczy zaś, że wprowadzone restrykcje i widmo kolejnych sankcji zadziałają na władcę Kremla i jego otoczenie jak zimny prysznic.

Atak w każdym momencie, z każdego miejsca, w dowolny sposób

Podczas gdy Zachód liczy, że kolejnymi spotkaniami z Władimirem Putinem i groźbami sankcji zmusi go do nieprzeprowadzania inwazji na Ukrainę,...

zobacz więcej

Orędzie Władimira Putina, podczas którego zapowiedział uznanie niepodległości dwóch separatystycznych parapaństw stworzonych w 2014 roku na okupowanej przez Rosję części ukraińskiego Donbasu – tzw. Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej Republiki Ludowej (DRL, ŁRL), jest punktem zwrotnym w trwającym od 2014 roku ataku Rosji na Ukrainę.

To nie jest tak, że po anektowaniu Krymu i wywołaniu konfliktu na wschodzie Ukrainy atak ten zakończył się. On trwał przez cały ten czas, tylko przybierał różne formy. Główny cel Moskwy pozostał ten sam – a było nim „odzyskanie” Ukrainy dla „ruskiego świata” – przestrzeni neosowieckiej, wykreowanej przez Putina. Miała ona ponownie unifikować obszary Związku Sowieckiego, wraz z zależną od niego „bliską zagranicą”.

Dlatego też podczas przemówienia, rosyjski lider kolejny raz zaprezentował zakłamaną historię ZSRS, a także Zachodu, który, według niego, zagraża bezpieczeństwu i rozwojowi kraju.

Decyzja Kremla o tym, by w ten sposób „rozwiązać” sprawę wschodnich terenów Ukrainy, na których przed ośmioma laty wywołał konflikt, pokazuje, że będzie on w dalszym ciągu dążyć do całkowitego zniszczenia tego kraju.

Ukraina nie może stać się nowoczesnym, demokratycznym, prozachodnim państwem – gdyż Rosjanie mogliby wtedy uwierzyć, że jest i dla nich jakaś alternatywa, że nie jest tak, że już na zawsze rządzić będzie nimi Putin, albo inny podobny mu przywódca.

Jest projekt PE ws. całkowitej blokady NS2. „Wielki test dla Tuska i EPP!”

Portal tvp.info jako pierwszy publikuje fragmenty projektu rezolucji wzywającej Komisję Europejską do zablokowania Nord Stream 2. – Niejednokrotnie...

zobacz więcej

Jaki scenariusz wybrał Putin?


Bez względu na to, czy w najbliższym czasie rosyjski prezydent podejmie decyzję o przeprowadzeniu frontalnego ataku na Ukrainę, przed czym wciąż przestrzegają zachodnie stolice, z Waszyngtonem na czele, czy też zdecyduje się na wywoływanie stałego napięcia w regionie, będzie on dążył do uniemożliwienia Ukraińcom wyboru prozachodniej drogi.

Jak zwraca uwagę w swojej analizie dla OSW Marek Menkiszak, decyzja Putina przynosi poważną zmianę politycznego status quo w konflikcie rosyjsko-ukraińskim. „Oznacza kolejne poważne pogwałcenie prawa międzynarodowego i naruszenie integralności terytorialnej Ukrainy, a zarazem przekreślenie przez Moskwę porozumień mińskich zawartych w 2015 r. w ramach prób regulacji konfliktu w Donbasie” – podkreślił ekspert.

Moskwa chciała wymusić na Ukrainie implementację tych niekorzystnych warunków porozumień w interpretacji zgodnej ze swym interesem „w celu stworzenia dźwigni politycznego wpływu na sytuację oraz politykę wewnętrzną i zewnętrzną Ukrainy”. Kijów zareagował sprzeciwem.

Koniec z fikcją


Obecna decyzja Putina likwiduje formalną polityczną podstawę dla dotychczasowych prób regulacji konfliktu w Donbasie, która była podejmowana przede wszystkim w ramach tzw. formatu normandzkiego (Rosja, Ukraina, Niemcy, Francja).

To właśnie w nim, Moskwa, odgrywała rolę pośrednika, pomiędzy Kijowem i separatystami, pomimo tego, że to ona rozpoczęła i podtrzymywała konflikt w Donbasie. To była fikcja, którą Niemcy i Francja akceptowały, licząc, że zamrożony konflikt pozostanie zamrożony, a one będą mogły w spokoju realizować swoje interesy.

Ukraina wprowadza w niektórych obwodach stan wyjątkowy

Na stronie internetowej ukraińskiego parlamentu zamieszczono projekt ustawy o zatwierdzeniu stanu wyjątkowego w niektórych obwodach. Stan wyjątkowy...

zobacz więcej

Dziś – w dobie informacji o dalszej koncentracji wojsk rosyjskich, wypowiedziach płynących z Moskwy, podważających w ogóle państwowość ukraińską – wszyscy zadają sobie pytanie, gdzie zatrzyma się Putin i czy jest gotowy, po zagarnięciu terenów kontrolowanych przez separatystów, pójść dalej – i przypuścić frontalny atak na Ukrainę.

O krok od apokalipsy


Ujawniane przez media i służby zachodnie informacje pokazują, że Rosja może chcieć przeprowadzić frontalny szturm na Ukrainę, wraz ze zdobywaniem stolicy i najważniejszych miast, obsadzeniem marionetkowych władz i mordowaniem przeciwników politycznych.

Newsweek, cytując anonimowe źródło wywiadowcze w USA, podał w środę, że administracja Bidena poinformowała prezydenta Zełenskiego, że według ocen amerykańskiego wywiadu Rosja przygotowuje się do pełnoskalowej inwazji w ciągu 48 godzin i możliwy jest jednoczesny atak lotniczy, rakietowy oraz lądowy.

CZYTAJ TAKŻE: Prezydent Duda w Kijowie: Apelujemy do Rosji o pokój i spokój [WIDEO]

Eksperci zwracają uwagę, że prawdopodobna jest też próba poszerzenia granic obu nowych „suwerennych państw” o granice administracyjne obwodów donieckiego i ługańskiego. Jeśli jednak Putin się na to zdecyduje, to będzie to oznaczało, że wojska rosyjskie bezpośrednio uderzą na siły ukraińskie, a to może wywołać kolejny ruch Moskwy, czyli atak na całe ukraińskie terytorium z możliwym użyciem także sił rosyjskich, znajdujących się na terytorium Białorusi.

Czy Moskwa skalkulowała straty?


To zaś może doprowadzić do totalnej wojny i ogromnych strat w ludziach. Czegoś, co wciąż nie mieści się w głowach, a co jest bardzo prawdopodobne, tym bardziej, że wiadomo, że Ukraińcy będą bronić się sami.

Szczerski w Nowym Jorku: Nie ma powrotu do imperializmu i kolonializmu

Jesteśmy na skraju wielkiego kryzysu bezpieczeństwa o potencjalnie bezprecedensowej skali – stwierdził Krzysztof Szczerski, stały przedstawiciel RP...

zobacz więcej

Czy jest to sukces Kremla? To na ten moment nie jest pewne, gdyż armia ukraińska reprezentuje o wiele wyższy poziom uzbrojenia i morale niż w roku 2014. Rosja musiałaby się też liczyć z poważnymi stratami.

A straty te na pewno wywołają reakcję społeczeństwa rosyjskiego, które jest gotowe popierać drapieżną politykę Putina, ale tylko wtedy, gdy nie kosztuje ona życia rosyjskich żołnierzy – tak, jak to miało miejsce w przypadku aneksji Krymu – gdy, przypomnijmy lwia część Rosjan szalała z dumy i z miłości do swojego lidera, a ten osiągał rekordowe poparcie.

Niewielu jest jednak Rosjan, którzy na wspomnienie Afganistanu, Czeczenii czy nawet Gruzji, są gotowi na powtórkę takich scenariuszy dziś.

Rosjanie zadowoleni, ale nie jak po Krymie


Sondaż przeprowadzony dla amerykańskiej telewizji CNN dowodzi, że połowa Rosjan popiera użycie wojska wobec Ukrainy w celu uniknięcia jej dołączenia do NATO, a jednie jedna czwarta badanych sprzeciwia się takiemu rozwiązaniu. Z badania wynika również, że 43 procent pytanych sprzeciwia się atakowi na Ukrainę w celu połączenia jej z Rosją, a za takim rozwiązaniem opowiada się 36 procent ankietowanych.

Rosjanie w dużym stopniu ulegli antyzachodniej, antynatowskiej propagandzie Kremla, który, od lat przekonuje ich, że jest to organizacja, czyhająca na ich ojczyznę. Ukraina, opowiadając się za przystąpieniem do UE i NATO jest zaś prezentowana jako zdrajca – i braci Rosjan, i słowiańskiej wspólnoty i prawosławia.

Zapędy Putina. Niemcy przyznają dziś rację premierowi Morawieckiemu

– Rosja nie stroni od prób neoimperialnych prowadzących do zachwiania międzynarodowej sytuacji i konfliktów – tak mówił w 2020 roku Mateusz...

zobacz więcej

Większość pytanych uważa jednak, że Putin nie zdecyduje się na atak na Ukrainę, a przeciwnego zdania jest 13 procent badanych. Z kolei taką możliwość pod uwagę bierze 43 procent Ukraińców.

Ukraina szykuje się do obrony


W ciągu ostatnich dni i w szczególności po decyzji Putina w sprawie parapaństw separatystów, widać też zmiany w postawie ukraińskich władz, które apelowały o spokój, o niebranie za pewniki scenariuszy wieszczących frontalny atak Rosji. Teraz jednak Kijów wykonuje oficjalnie kolejne ruchy pokazujące, że uznaje taką możliwość za coraz bardziej realną. Stąd powołanie rezerwistów i wprowadzenie stanu nadzwyczajnego w całym kraju.

Stąd też środowa wizyta w Kijowie prezydentów Polski i Litwy, którzy wraz z ukraińskim liderem zaapelowali o pokój.

- Wzywamy Rosję do deeskalacji i wycofania sił wojskowych skoncentrowanych wokół granic Ukrainy i natychmiastowego powstrzymania się od dalszych działań zbrojnych - powiedział Andrzej Duda. Podkreślił przy tym, że "nie ma miejsca na tworzenie stref wpływów we współczesnym świecie" i zadeklarował, że z wraz z prezydentem Litwy będzie podejmował działania, by przyznano Ukrainie status państwa kandydującego do UE.

Kto pamięta o ranach Gruzji?


Rosja – decydując się na frontalny atak na Ukrainę – zdaje sobie sprawę, że będzie musiała się liczyć z dużymi konsekwencjami zarówno społecznymi, jak i sankcjami, a także wzmocnieniem jedności Zachodu i wzrostem wpływów USA w tej części Europy – także militarnych, poprzez wzmocnienie wschodniej flanki NATO – to zaś powoduje, że może zdecydować się na czasowe zamrożenie konfliktu. A później – przyłączenie tych terenów do Federacji Rosyjskiej.

Sposób ten Kreml przećwiczył już z Gruzją i przyniosło to dla niego bardzo dobre efekty. Zachód ponarzekał, ale kto dziś pamięta o Abchazji i Osetii Południowej? Kto się przejmuje kolejnymi prowokacjami rosyjskimi w tym rejonie, przesuwaniem granic, prześladowaniami przygranicznych obszarów?

Gruzja wie, że niewiele trzeba, by Rosja znów się wściekła – i będzie prowadzić w dalszym stopniu polityczną autocenzurę.

Ukraina też nie zaatakuje obu separatystycznych republik. Kijów od początku głosi, że tereny te wrócą do macierzy – ale nie za pomocą siły, tylko poprzez dyplomację.

Media w USA: Zmasowany atak w ciągu dwóch dni. Kijów: Trzeci taki alarm w ciągu miesiąca

Administracja prezydenta Joe Bidena poinformowała prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, że według ocen amerykańskiego wywiadu Rosja...

zobacz więcej

„Wyjście z twarzą”


Obecny stan pozwoli Putinowi „wyjść z twarzą” z napięć, które wywołał. Sprzeda rodakom historię o tym, jak uratował rosyjskojęzyczną ludność przed wrogim im Kijowem i Zachodem. Pogrozi palcem i obieca, że nie pozwoli, by obywatelom „ruskiego świata” stała się krzywda.

Rosyjski prezydent wysłał przy tym jasny komunikat Ukrainie, że jest gotowy na wiele, jeśli ta nie zmieni swojej polityki. Teraz będzie mógł w jeszcze mocniejszym stopniu niż dotychczas naciskać na sąsiada i ekonomicznie i energetycznie, a przy tym wywoływać permanentny lęk w społeczeństwie przed widmem wojny czającej się za rogiem.

Może też zaatakować frontalnie. I wtedy wszystkie powyższe rozważania stracą sens.

Potrzeba potężnych sankcji


Czy nakładane przez USA, UE i inne kraje Zachodu sankcje na Rosję i wstrzymanie certyfikacji rosyjsko-niemieckiego gazociągu Nord Stream 2 przez Berlin wpłyną na politykę Kremla? To pytanie wciąż pozostaje otwarte.

Na pewno Zachód ma jeszcze wiele możliwości, by dotkliwie ukarać Moskwę.

Stąd też apel ministra spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeby, który wezwał Zachód do nałożenia jak najszybciej jak największych sankcji na Rosję. „Teraz presja musi wzrosnąć, aby powstrzymać Putina. Uderzcie w jego gospodarkę i kumpli. Uderzcie bardziej. Uderzcie mocno. Uderzcie teraz" - napisał na Twitterze szef ukraińskiej dyplomacji.

Warto, by liderzy Zachodu tym razem wysłuchali tego apelu. Czas jest tu na wagę pokoju bądź wojny.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej