RAPORT

Propozycja podziału Ukrainy? Sikorski na cenzurowanym

Wołodźko: Tusk, polsko-rosyjski reset i chichot historii

Władimir Putin, Donald Tusk  (fot. PAP/ITAR-TASS)
Władimir Putin, Donald Tusk (fot. PAP/ITAR-TASS)

Najnowsze

Popularne

Liberałowie z lutego 2022 w niczym nie przypominają tych protekcjonalnych typów, którzy przez długie lata naśmiewali się z obaw dotyczących Rosji albo kompletnie nie przejmowali się zagrożeniem związanym z niemiecko-rosyjskimi interesami geopolitycznymi, dla niepoznaki nazywanymi „wyłącznie gospodarczymi projektami”.

Rada UE przyjęła pakiet sankcji wobec Rosji

Rada UE przyjęła w środę oficjalnie pakiet sankcji w odpowiedzi na decyzję Federacji Rosyjskiej o uznaniu obszarów obwodów donieckiego i...

zobacz więcej

Jednym z ważniejszych projektów politycznych za rządów Donalda Tuska był polsko-rosyjski reset. Polska rządzona przez Platformę Obywatelską była tym „resetem” zainteresowana o wiele bardziej niż Rosja, która po cichu toczyła swoje brudne, ale naprawdę dochodowe gry w Europie.

Gdy zimą 2008 roku ówczesny premier Polski pojechał do Moskwy na spotkanie z Władimirem Putinem, rosyjski opiniotwórczy portal gazeta.ru napisał: „Nasz człowiek w Warszawie”. Tuska te słowa zabolały i zirytowały; wiedział, że raczej nie pomogą mu w Polsce, nawet jeśli liberalne media mocno rozcieńczą ich treść. A równocześnie był zdeterminowany, by braci Lecha i Jarosława Kaczyńskiego przedstawić w Polsce i na świecie jako „oszołomów”, którzy nadmiernie przestrzegają przed Rosją, żyją narodowymi fobiami i chcą nas poróżnić z szukającym porozumienia Władimirem Putinem.

Zobacz także: Zapędy Putina. Niemcy przyznają dziś rację premierowi Morawieckiemu 

  Ta narracja obowiązywała jeszcze po katastrofie smoleńskiej. W 2011 roku Piotr Semka, ówczesny publicysta „Rzeczpospolitej”, zauważył na jej łamach, że „Pojednanie z Rosją staje się dla Platformy politycznym dogmatem. To, co miało być jedynie resetem naprężonych stosunków Warszawy z Moskwą, zamienia się w relacje traktowane z nieporównanie większą atencją niż z państwami Unii i NATO. To w imię tej nowej przyjaźni Donald Tusk i Bronisław Komorowski przełykają upokorzenia i bagatelizują niepokojące praktyki Rosjan”. W liberalnych mediach mało jednak sobie robiono z takich ostrzeżeń: wciąż panowało przekonanie, że Jarosław Kaczyński cierpi na antyrosyjską fobię. Uważano, że Tuskowi udałby się reset w polsko-rosyjskich relacjach... gdyby nie zbyt gwałtowne polityczne ruchy nieżyjącego już prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Słynna wyprawa do Gruzji tego prezydenta była kamieniem obrazy dla liberalnych elit. I chętnie przedstawiano ją jako polityczne awanturnictwo.

Szef MSZ Ukrainy na forum ONZ: Wasze rządy i narody dotkną bolesne konsekwencje [WIDEO]

Żadne państwo nie będzie w stanie stać na uboczu tego kryzysu, jeśli nie powstrzymamy planów Rosji – ostrzegł w środę szef dyplomacji Ukrainy...

zobacz więcej

Przewińmy taśmę mocno do przodu. Jest luty 2022 roku. Politycy Platformy Obywatelskiej jak gdyby nigdy nic zmienili garnitur opinii i stają na czele tych, którzy ostrzegają przed rosyjską agresją i odradzającym się imperializmem. Są jak facet, który obudzony z głębokiego snu śpiewa, jak mu wkoło grają, bo wie, że inaczej narazi się na śmiech i szyderstwa. Na czele tego chóru zatroskanych platformerskich wujów stoi oczywiście Donald Tusk, polityczny wodzirej, który zorientował się, że nawet w Berlinie i w Brukseli zmieniła się mocno melodia. Przerażony Zachód łapie się za głowę i woła: daliśmy się oszukać. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen głośno przyznaje: „Europa jest nadal zbyt zależna od rosyjskiego gazu”. Niemieckie media biją w dzwony na trwogę: daliśmy się oszukać Putinowi.

  Pozwólmy sobie na pewien skrót myślowy: Niemcy, Anglicy, Francuzi, Włosi – oni wszyscy właściwie mogą sobie pozwolić na luksus geopolitycznej gry na rosyjskich warunkach. Mogą pozwolić grać Putinowi znaczonymi krwią kartami – bo ich obywatelom i elitom nie grożą wybuchające nad głowami rosyjskie bomby. Takie jest smutne lecz prawdziwe geopolityczne prawidło: im dalej zagrożenie, tym mniej musimy martwić się potencjalnym agresorem.

Zobacz także: Ewakuacja. W rosyjskich ambasadach na Ukrainie trwa palenie dokumentów [WIDEO] 

  Rzecz jasna, w świecie globalnym sprawy mocno się komplikują, o czym brytyjscy politycy szczególnie mocno przekonali się od czasów Siergieja Wiktorowicz Skripala, podwójnego agenta w służbie Jej Królewskiej Mości. Od czasu próby otrucia Siergieja i Julii Skripal nowiczokiem przez agentów Putina w 2018 roku, angielsko-rosyjskie relacje mocno zaczęły się ochładzać. Dzisiejsze podejście Borisa Johnsona do Rosji i rosyjskiego zagrożenia na wschodzie Europy jest pewnie również tego pokłosiem. Elity kolejnych państw zaczęły sobie uświadamiać, że ich państwa są infiltrowane i korumpowane przez rosyjską agenturę. Być może doczekamy dnia, że niektórzy z tych ludzi, najbardziej znanych, jak były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder, będą z tego rozliczeni. Choć nie robiłbym sobie przesadnych nadziei.

„Wspólnik Putina”. B. premier Francji krytykowany za posady w rosyjskich koncernach

Francuscy politycy i komentatorzy krytykują byłego premiera François Fillona za to, że pomimo inwazji na Ukrainę, nie zrezygnował z pracy w...

zobacz więcej

Wróćmy jednak do naszych liberałów i Donalda Tuska. Ten ostatni przekonuje nas dziś ostatnio gorąco, że zrobi wszystko, by pomóc Polsce w rosyjskich sprawach. Wypada mu tylko grzecznie podziękować i zasugerować, żeby skupił się raczej na nie przeszkadzaniu. Miał w końcu wiele lat, także jako lider tak zwanej Europejskiej Partii Ludowej, żeby prowadzić mądrzejszą politykę wobec Rosji. Mógł lobbować w Niemczech ile wlezie, nie w imię polsko-rosyjskiego resetu, ale przeciw Nord Stream 2. Z tej strony jednak go nie znamy. Dlaczego? Odpowiedź nie jest zbyt trudna. To setki zdjęć rozpromienionego Donalda Tuska z uśmiechniętą Angelą Merkel i tych kilka zdjęć Tuska z Putinem; zdjęć z sopockiego mola i podsmoleńskiego miejsca narodowej tragedii; tragedii wyśmianej w Polsce właśnie przez liberalne media, ku pożytkowi Berlina i Moskwy. Te zdjęcia Donald Tusk powinien oprawić sobie w ramkę i powiesić na ścianie. I patrzeć na nie, gdy przyjdzie mu znów ochota udawać męża stanu i błyskotliwego dyplomatę, zgrabnie rozwiązującego nasze problemy z Rosją.

  Oczywiście ani Tusk, ani liberalne media nigdy nie przyznają, że popełnili nieledwie kilkanaście lat temu kardynalne błędy w ocenie sytuacji. Zapewne usłyszymy, że nikt nie mógł przewidzieć, co będzie dalej. Tylko że to nieprawda. Rację miały „oszołomy”. Kto chciał, ten jak Piotr Semka przynajmniej miał odwagę się domyślać możliwych negatywnych scenariuszy. Poza tym w Polsce trzeba być naprawdę niezłym osłem bez elementarnej znajomości podręcznikowej historycznej wiedzy, żeby wierzyć w możliwość ocieplenia polsko-rosyjskich relacji, gdy na Kremlu rządzi „caro-gensek” w rodzaju Władimira Putina. W 2008 roku i później trzeba było być politycznie głupim lub cynicznym jak polski liberał, żeby mieć co do Moskwy jakiekolwiek złudzenia.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej