RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Skutki Fit for 55 w rolnictwie? Właściciel gospodarstwa alarmuje: Do 2055 r. znikniemy

Szansa czy zagrożenie? Rolnik komentuje unijny pakiet Fit for 55 i nowe regulacje (fot. Michele Spatari; Maciej Luczniewski; Beata Zawrzel /NurPhoto via Getty Images)
Szansa czy zagrożenie? Rolnik komentuje unijny pakiet Fit for 55 i nowe regulacje (fot. Michele Spatari; Maciej Luczniewski; Beata Zawrzel /NurPhoto via Getty Images)

Żeby coś było ekologiczne, najpierw musi być logiczne; niestety, prawo tworzą eurokraci i tak zwani bambiniści, którzy nie mają zielonego pojęcia, jak powstaje żywność – mówi nam o „Fit for 55” właściciel mazurskiego gospodarstwa Łukasz Pergoł, prezes stowarzyszenia PTR. Jak wyobraża sobie swoją działalność w 2055 roku, o którym mowa w unijnym pakiecie klimatycznym, jeśli wszystkie postulaty Brukseli i lewicowych działaczy wejdą w życie? – Myślę, że tego gospodarstwa już po prostu nie będzie – ocenia. Nasz rozmówca porównuje też sytuację polskich i europejskich rolników oraz punktuje niekorzystny wpływ unijnych obostrzeń na środowisko naturalne.

Ile Polska zapłaci za Fit for 55? Główny ekonomista Banku Pekao podaje kwoty [WIDEO]

Względem zaakceptowanej już przez Polskę unijnej strategii klimatycznej, do Fit for 55 będziemy musieli dopłacić dodatkowe 189 mld euro – tak o...

zobacz więcej

Część ekspertów ocenia, że w unijnym pakiecie są zapisy, które będą szkodliwe dla polskiego rolnictwa. Zdaniem byłego ministra rolnictwa Jana Krzysztofa Ardanowskiego walka z globalnym ociepleniem i HASŁO Fit for 55 w proponowanej formie mogą doprowadzić do zaprzestania hodowli zwierząt w całej Unii Europejskiej.

Prezes Partii Twiterowych Rolników o Fit for 55


Co na ten temat sądzą sami zainteresowani? Łukasz Pergoł, rolnik z miejscowości Burkat koło Działdowa na Mazurach i prezes stowarzyszenia Partia Twiterowych Rolników (PTR), nie ma wątpliwości, że stawiane przed rolnictwem wymagania pakietu Fit for 55 stanowią zagrożenie.

Pan Łukasz prowadzi gospodarstwo rolne, na którym uprawia buraki, rzepak, ale także uprawy ekologiczne: gryki, soczewicy. Łączna powierzchnia jego gospodarstwa i drugiego – którym zarządza – to w sumie 380 hektarów.

– Rolnictwo oczywiście powinno ewoluować, zmieniać się, żeby było mniej emisyjne, bo wszyscy powinni brać odpowiedzialność za klimat. Ale rolnictwo to jakieś 8 proc. całej emisji gazów cieplarnianych. Niektórzy nazywają produkcję rolniczą głównym czynnikiem ocieplania klimatu – to oczywiste kłamstwo – mówi w rozmowie z portalem tvp.info. Jak ocenia, założenia pisanego w Brukseli pakietu uderzą w rolników, pozbawią ich dochodu, ale przede wszystkim zmniejszą produkcję żywności.

Zakaz reklamy mięsa, jajek i mleka? „Traktują człowieka gorzej niż kurę” [WIDEO]

Europoseł Zielonych Sylwia Spurek postuluje, by w ramach walki o prawa zwierząt zakazać reklamy produktów mlecznych, mięsnych i jajek. – To jest...

zobacz więcej

Inny problem to brak przejrzystości zasad i wprowadzanych zmian. Choć negocjacje nad składającym się z 13 aktów legislacyjnych pakietem Fit for 55 nadal toczą się między Komisją Europejską i państwami członkowskimi, to zdaniem jego krytyków już teraz widać, jak przepełnione są urzędniczą nomenklaturą i nowymi obostrzeniami. Zdaniem właściciela mazurskiego gospodarstwa w efekcie nie dość, że będziemy produkować mniej żywności jako UE, to Polska – jako duży eksporter żywności – może stać się w niedalekiej przyszłości jej importerem.

– Podcinamy gałąź, na której siedzimy, dla jakichś ideologicznych przesłanek – mówi nasz rozmówca.

Na przykładzie rolnika z Polski i Holandii


Prezes stowarzyszenia PTR podaje przy tym jeden z przykładów: „Biorąc dane »jeden do jednego« to holenderski rolnik zużywa około 7-8 kg substancji czynnej na hektar upraw – my zużywamy około 3-4 kg/ha, więc jesteśmy w lepszej sytuacji, bo i tak sobie radzimy przy mniejszym zużyciu środków. Jeśli dalsze zmniejszenie miałoby dojść do poziomu średniej unijnej – to jeszcze w porządku. Ale jeśli pakiet Fit for 55 będzie wymuszał na każdym kraju zmniejszenie zużycia substancji o połowę, to – mówiąc najdelikatniej – będzie bardzo źle. Inne kraje na zachodzie mają teoretycznie większe zużycie – jeśli im limit obetnie się o połowę to zejdą do naszego poziomu, więc i tak powinni dać sobie radę. Ale jeśli my będziemy musieli zmniejszyć o połowę to, co mamy w tej chwili, będzie źle”.

Unijne dopłaty były odpowiedzią na zakazy


Na ile unijna polityka stanowi wsparcie dla rolników, a na ile obciążenie? Zdaniem Łukasza Pergoła na tę chwilę jedyną realną korzyścią jest dostęp do wspólnego rynku.

– Obecnie dopłaty nie zwiększają się, tylko zmniejszają – więc przy inflacji i rosnących pozostałych kosztach wartość dopłat w portfelach rolników maleje. Większość maszyn i tak kupujemy zachodnich, więc te pieniądze, które do nas teoretycznie przychodzą w formie dopłat i tak wracają na Zachód. Korzyści na początku może było więcej, teraz jest ich coraz mniej, za to coraz więcej obostrzeń, chorych wizji urzędników, które nie są racjonalne z punktu widzenia rolników i prowadzonej przez nas działalności – mówi prezes stowarzyszenia PTR. W jego ocenie unijne dopłaty nie byłyby zresztą konieczne, gdyby polscy rolnicy mogli konkurować na równych zasadach z krajami Ameryki Południowej czy państwami ze Wschodu Europy, m.in. Ukrainą, i osiągać podobne do ich plony. Dlaczego?

– Dopłaty były odpowiedzią na zakazywanie pewnych rzeczy w ramach unijnej polityki rolnej, przez co zmniejszane były nasze plony i nasze dochody. Więc na końcu dopłaty miały zapewnić tańszą żywność – mówi pan Łukasz.

Unijne obostrzenia niekorzystne dla środowiska? Kolejny mocny przykład


Jednak jak podkreśla, koszty produkcji żywności rosną nie tylko przez to, że zmniejszają się plony: „Rosną, bo zabiegów jest więcej. Dla przykładu: przy produkcji rzepaku wycofywane są środki, które są powszechne na całym świecie – jedną substancją, dziś zakazaną, pryskaliśmy jeden raz, a nową musimy pryskać cztery razy. Więc koszty środowiskowe są jeszcze większe, bo: jeździmy cztery razy po polu, zużywamy cztery razy więcej paliwa, cztery razy więcej wody, wydalamy cztery razy więcej CO2 – więc zysk środowiskowy jest, można powiedzieć, wręcz ujemy”.

Unijni rolnicy nie chcą likwidacji chowu klatkowego. Dlaczego?

Rolnicy zrzeszeni w unijnej organizacji Copa-Cogeca nie popierają planów likwidacji chowu klatkowego drobiu. Ich zdaniem zmiana sposobu chowu kur...

zobacz więcej

To argumenty, które często nie docierają do unijnych decydentów, kształtujących wspólnotową politykę klimatyczną. Dużo mocniej przebijają się jednak coraz radykalniejsze lewicowe postulaty. Już teraz zapowiedziano, że do 2027 roku ma wejść w życie zakaz chowu klatkowego – który dotyczy nie tylko kur, ale i kaczek, gęsi czy cieląt. Nad szczegółami prace dopiero się toczą.

Zakaz chowu klatkowego to dopiero początek?


Zdaniem naszego rozmówcy to nierealny pomysł i „piękne hasło, które nic nie wnosi”.

– Nie chodzi tylko o chów klatkowy, kury czy jajka. Jeśli konsumenci nie chcą jeść jaj z chowu klatkowego, to nie muszą tego robić, więc nie trzeba tego zakazywać. Jajka są spożywane nie tylko przez nas – kiedy kupujemy je w markecie na jajecznicę, ale jest na nie duże zapotrzebowanie także w przemyśle: wszystkie makarony, ciastkarnie i tego typu producenci, potrzebują jajek, które mają standardy, są bezpieczne. Jajko fermowe nie ma wcale mniejszych wartości odżywczych niż jajko od rolnika, który ma 5-6 kur. Jajko z chowu klatkowego jest nawet bezpieczniejsze – bo fermy dbają, by nie miało salmonelli, by spełniało normy – podkreśla właściciel gospodarstwa.

„Nie mają pojęcia, jak wygląda prawdziwa hodowla”


Inny, jeszcze bardziej radykalny pomysł, często podnoszony jest przez europosłankę z Polski Sylwię Spurek – chodzi o zakaz hodowli zwierząt w ogóle. Wędkarstwa zresztą podobnie. Lewicowa parlamentarzystka propaguje weganizm i rolnictwo bez zwierząt.

– To piękne hasła są rzucane dla ludzi, którzy nie mają pojęcia, jak wygląda prawdziwa hodowla i jaki ma wpływ na całą gospodarkę – nie ma wątpliwości Łukasz Pergoł.

Spurek zaprosiła ministra na wegański obiad. „Dziękuję, lubię wątróbkę” [WIDEO]

Europosłanka Sylwia Spurek chce zakazać promowania mięsa, mleka i nabiału. – Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale nadal na świecie żyją ludzie,...

zobacz więcej

Jego argumenty są dużo bardziej „przyziemne”: Jeśli chcemy mieć żywność coraz bardziej ekologiczną, to potrzebujemy także obornika zwierzęcego, a to właśnie zwierzęta dostarczają nam naturalny nawóz, którym możemy nawozić pole.

– Likwidując hodowle pozbawiamy się tego naturalnego nawozu, a żeby uzupełnić brakującą produkcję, będzie ona przenoszona poza UE – choć to Unia ma najbardziej rygorystyczne przepisy dotyczące dobrostanu zwierząt. Obornik nawozi też ziemię, zwiększa wartość próchnicy w glebie, dzięki czemu ma ona większą absorpcję. Nie wspominając już o tak podstawowych aspektach jak to, że zwierzęta są od wieków naturalnym składnikiem naszego łańcucha pokarmowego, mięso jest niezbędnym, bogatym w makro- i mikroelementy składnikiem diety – podkreśla.

Rolnik: Zwierzęta muszą być zdrowe i szczęśliwe, więc to zapewniamy


Każdy zamiennik mięsa – dodaje pan Łukasz – to sztuczny twór, który wymaga ulepszaczy i jego ślad węglowy jest na pewno dużo większy niż produkcja zwierzęca.

– Nasza żywność jest bardzo zdrowa, bo my o to dbamy. Sami rolnicy są po pierwsze konsumentami, znamy się na ziemi i hodowli – bo od naszej pracy zależy, czy ta ziemia będzie rodziła, czy zwierzęta będą wydajne. Żeby były wydajne, muszą być zdrowe, szczęśliwe, więc my im to zapewniamy – przekonuje.

Zobacz także: Spurek pisze o „zwierzętach pozaludzkich”. Internauci zdezorientowani

Wstrzymywane miliardy z Funduszu Odbudowy? „Nie na tym polega Wspólnota”


Prezes stowarzyszenia PTR nie rozumie też działań Komisji Europejskiej, która wstrzymuje środki należne Polsce w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Znaczna część z tych pieniędzy ma wesprzeć polskie rolnictwo.

– To zniechęcanie takich krajów jak Polska, gdzie jesteśmy ogromnymi euroentuzjastami. Nie jestem w stanie pojąć logiki Unii Europejskiej, która taki kraj jak Polska – dużego producenta, ale i duży rynek zbytu dla ich produktów – stawia pod ścianą, przystawiając pistolet do głowy. Nie na tym, w moim wyobrażeniu, polega europejska Wspólnota. Nie na tym, że kraje silniejsze wymuszają na słabszych swoje pomysły czy ideologie – argumentuje.

Polska ma instrumenty, by zablokować Fit for 55? Europoseł o „broni atomowej” [WIDEO]

Polska może zawetować kluczowe akty pakietu klimatycznego składającego się na Fit for 55; w Brukseli wiedzą, że to „broń atomowa” – mówi Jacek...

zobacz więcej

Coraz radykalniejsze przepisy dotyczące redukcji emisji CO2, zakaz chowu klatkowego, zakaz hodowli zwierząt – tak mogą wyglądać najbliższe lata rolników.

Scenariusz na 2055 rok? Mojego gospodarstwa już nie będzie


Jak właściciel mazurskiego gospodarstwa wyobraża sobie swoją działalność w 2055 roku, zakładając, że wszystkie te postulaty weszłyby w życie?

– Myślę, że tego gospodarstwa już po prostu nie będzie. Przejmą to pewnie korporacje i skończy się tym, że sztuczna żywność będzie produkowana z probówki. Ale jeśli ludzie tego chcą, bo zależy im, żeby „zwierzęta nie cierpiały” – a nie ważne skąd się bierze żywność, ważne, żeby była dostępna i tania – do tego może to doprowadzić – ocenia Łukasz Pergoł.

Zapewnia przy tym, że choć sam przejął gospodarstwo już jako kolejne pokolenie, to sam nie będzie namawiał swoich dzieci do kontynuowania rodzinnej tradycji, jeśli takie założenia będą lobbowane przez Unię Europejską.

Prawo pisane przez eurokratów i „bambinistów”


– Jeśli prawo tworzą eurokraci czy tak zwani bambiniści, którzy wychowali się na jelonku Bambi i nie mają zielonego pojęcia, jak powstaje żywność – to niestety prowadzi do tego, co mamy w tej chwili: lobbowania pakietu Fit for 55 czy kolejnych obostrzeń dla rolnictwa. Ale tym nie zbawimy świata. „Żeby coś było ekologiczne, wpierw musi być logiczne” – chciałbym, żebyśmy kierowali się logiką, a nie naszymi wyobrażeniami czy skrzywionymi pomysłami – podsumowuje rozmówca portalu tvp.info.

***

„Fit for 55” to ogłoszony w lipcu ub. roku przez Komisję Europejską pakiet propozycji legislacyjnych dostosowujących akty prawne w zakresie klimatu i energii do podwyższonego celu redukcji emisji gazów cieplarnianych w UE do 2030 r. z 40 do 55 proc. – względem poziomu z 1990 r. Będzie on wymagać inwestycji szacowanych na ok. 500 mld euro rocznie do 2030 r. (o 350 mld euro więcej niż w latach 2011-2020).

Zobacz także: „Porażający koszt nawet 2,4 bln zł”. Policzyli, jak Fit For 55 uderzy w Polaków
teraz odtwarzane
„Porażający koszt nawet 2,4 bln zł”. Policzyli, jak Fit For 55 uderzy w Polaków

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej