RAPORT

Wojna na Ukrainie

Atak w każdym momencie, z każdego miejsca, w dowolny sposób

Rosyjska „deeskalacja” (fot. mil.ru)
Rosyjska „deeskalacja” (fot. mil.ru)

Podczas gdy Zachód liczy, że kolejnymi spotkaniami z Władimirem Putinem i groźbami sankcji zmusi go do nieprzeprowadzania inwazji na Ukrainę, strona rosyjska chce być postrzegana jako nieprzewidywalna. Zamiast – jak oficjalnie głoszą wystosowywane przez Moskwę komunikaty – wycofywać żołnierzy z powrotem do baz, w dalszym ciągu wzmacnia swoje siły przy granicach z Ukrainą, na anektowanym Krymie i w Donbasie i dokonuje kolejnych prowokacji.

Wojna z Dnieprowią. Rosja może uderzyć na Ukrainę z Białorusi

Rozpoczęte 10 lutego wielkie ćwiczenia rosyjsko-białoruskie mogą być przygotowaniem do inwazji Rosji na Ukrainę. Niezależnie od tego, czy do wojny...

zobacz więcej

Kolejne rosyjskie komunikaty o kończeniu manewrów i powrocie jednostek do baz okazują się być, tak jak można było przewidzieć, kpiną. Lansowane przez Kreml, jako przykłady realizowania przez niego polityki deeskalacji, oświadczenia, mają na celu wprowadzenie na Zachodzie zamętu informacyjnego, a przy tym pokazanie, że Rosja jest zdolna do podjęcia każdej decyzji.

Tego samego dnia może rozpocząć wojnę na szeroką skalę, zaatakować w wybranym miejscu, sprowokować konflikt granicznych, uderzyć cybernetycznie, przeprowadzić desant lub… wycofać swoją armię do koszar.

Ma to na celu pokazanie, że wszystkie karty są po stronie Władimira Putina. On przy tym nie musi chować asów w rękawach, tylko trzyma je odsłonięte przed sobą i z uśmieszkiem satysfakcji patrzy Zachodowi prosto w oczy.

„Wszystkiemu winne USA”


Z takim samym uśmieszkiem przekonuje po kolejnych spotkaniach, podczas konferencji prasowych, że Rosja jest pokojowo usposobiona, że nie ma wcale zamiaru zaatakować Ukrainy, że są to wszystko banialuki pisane w Waszyngtonie po to, by wystraszyć Europejczyków, co ma w domyśle, podporządkowywać ich decyzjom płynącym zza oceanu i uniemożliwić współpracę z Rosją.

A przecież ta współpraca – jak przekonuje Kreml, jak choćby poprzez uruchomienie Nord Stream 2 – by się wszystkim opłacała. Dzięki temu byłoby dużo taniego gazu, a jego dostawy nie byłyby zagrożone, przez niestabilność takiego państwa jak Ukraina.

Zastraszanie i wymuszanie. Rosja wciąż liczy, że grając szaleńca osiągnie swoje cele

Kolejne dyplomatyczne zabiegi i groźby nałożenia surowych sankcji nie wpływają na zmianę stanowiska Kremla w kwestii coraz bardziej prawdopodobnej...

zobacz więcej

W tym samym czasie z Kremla płynie wciąż przekaz, że jednak siły zbrojne – tego wciąż pokojowego, Bogu ducha winnego kraju – są gotowe, by w każdym momencie odeprzeć wrogi, przebiegły, zmasowany atak sił ukraińskich, które tajemnie uzbrajane przez Anglosasów, o niczym innym nie myślą, jak o odbiciu „rosyjskiego” przecież Donbasu, czy w ogóle, zaatakowaniu Rosji.

Agresywne w tej narracji jest też NATO, które dąży do tego, by na siłę wciągnąć Ukrainę w swoje szeregi i rozmieścić na jej terytorium rakiety, a także zmilitaryzować kraje „bliskiej zagranicy”, po to, by zaatakować Rosję lub by wywierać na nią nieustanne naciski.

Nie do baz, a na granicę


W rzeczywistości zaś Kreml w dalszym ciągu przygotowuje się do inwazji na Ukrainę, bądź do wywierania wrażenia, że jest do takowej przygotowany. Oddziały w większości nie kierują się do miejsc stałej dyslokacji, ale w kierunku granicy Ukrainy, rozwijając się w odległości kilkunastu do kilkudziesięciu kilometrów od niej.

W czwartek prezydent USA Joe Biden powiedział, że „wszystkie wskazania, jakie mamy, mówią o tym, że Rosja jest gotowa do wejścia na Ukrainę i może dojść do tego w ciągu najbliższych dni” i  oskarżył Kreml o to, że prowadzi obecnie „operację pod fałszywą flagą”, by wykreować pretekst do inwazji.

Tego same dnia, podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ, sekretarz stanu USA Antony Blinken powtórzył tę ocenę sytuacji i dodał, że Moskwa próbuje stworzyć pretekst do inwazji, oskarżając władze w Kijowie m.in. o możliwy atak bronią chemiczną, zamach terrorystyczny na swoim terytorium, czy o „ludobójstwo”. Dodał, że rosyjskie media już zaczęły intensyfikację podobnych oskarżeń.

Nikt nie klaszcze Scholzowi. Niemcy wciąż nie potrafią zerwać rosyjskich zależności

Wystarczyły dwa miesiące rządów nowego kanclerza Niemiec, by rozczarował zarówno swoich rodaków, jak i tych, którzy liczyli, że kraj ten będzie...

zobacz więcej

Dantejskie sceny


Kolejnym etapem, jak tłumaczył, będzie stwierdzenie, że Moskwa musi bronić rosyjskojęzycznych mieszkańców Ukrainy, co zapoczątkuje atak.

- Rosyjskie rakiety i bomby będą spadać w całej Ukrainie. Środki komunikacji zostaną wyłączone, a cyberataki sparaliżują kluczowe ukraińskie instytucje. Następnie rosyjskie czołgi i żołnierze ruszą na kluczowe cele – poinformował dyplomata. Na liście celów rosyjskiej agresji znajduje się Kijów, a Rosja ma plany ataku przeciwko konkretnym grupom Ukraińców.

Określenie „ludobójstwo” nie padło przypadkowo w wypowiedzi Bidena, gdyż w nocy ze środy na czwartek rosyjska delegacja wysłała do członków Rady dokument Rosyjskiego Komitetu Śledczego i kremlowskiej telewizji RT na temat „zbrodni przeciwko pokojowej ludności Donbasu”. Oskarżono w nim Ukrainę o "eksterminację cywilnej ludności" tzw. republik ludowych w Donbasie.

W odpowiedzi na Słowa Blinkena, rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział, że to wzmacnia jedynie napięcie.

Czytaj także: Ukraińskie wojsko: Przeprowadzono ostrzał wioski, pociski spadły na przedszkole [WIDEO]

Rosyjski neonazista w służbie Kremla

Działają nieoficjalnie, bez flagi, okryci milczeniem i tajemnicą. Nazywani prywatną armią Władimira Putina pojawiają się w różnych naznaczonych...

zobacz więcej

Rosyjskie groźby


Rosyjskie władze oświadczyły też w czwartek, że jeśli USA nie będą gotowe do porozumiewania się w sprawie tzw. gwarancji bezpieczeństwa, to będą one zmuszone „reagować, w tym drogą realizacji środków o charakterze militarno-technicznym”.

W ocenie Kremla, administracja Stanów Zjednoczonych nie udzieliła konstruktywnej odpowiedzi na najważniejsze dla Moskwy punkty, jak rezygnacja z dalszego rozszerzania Sojuszu Północnoatlantyckiego, rozmieszczania baz wojskowych na obszarze krajów byłego Związku Sowieckiego, a także powrót infrastruktury NATO do stanu z 1997 roku.

Rosyjskie MSZ zapewniło przy tym, że Rosja nie planuje ataku na Ukrainę – co jednak należy uznać za deklarację bez większego znaczenia, skoro Moskwa za każdym razem podkreśla, że wojny nie chce, ale będzie się… bronić, przed ukraińskim atakiem.

Wojna informacyjna


Jak zwraca uwagę Andrzej Wilk w analizie dla Ośrodka Studiów Wschodnich, mamy do czynienia z element wojny informacyjnej, której celem jest skompromitowanie i podważenie wiarygodność USA i innych państw Zachodu, które utrzymują, że Rosja przygotowuje agresję na Ukrainę.

Zaznacza on przy tym, że w komunikatach Ministerstwa Obrony nie pojawiła się żadna informacja dotycząca obecności na obszarze Zachodniego Okręgu Wojskowego (OW) jednostek z Centralnego OW, które były tam gromadzone od wiosny zeszłego roku i, podobnie jak w przypadku jednostek Wschodniego OW na Białorusi, obejmują już kontyngenty wszystkich związków operacyjnych z Syberii.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO

Desant na Ukrainie? Dywersja na Atlantyku? Rosja wyszła w morze

Rosyjskie ministerstwo obrony ogłosiło wielkie manewry morskie w celu „obrony interesów narodowych Federacji Rosyjskiej na oceanie światowym” 20...

zobacz więcej

Zatajanie prawdy


Moskwa nie informuje również, o kontyngencie Wschodniego OW, rozmieszczonym na Białorusi, który liczy już sobie 30 tysięcy żołnierzy, co przekracza dopuszczalne normy (13 tysięcy żołnierzy) przyjęte w ramach tzw. środków budowy zaufania ujętych w Dokumencie Wiedeńskim OBWE. Warto przypomnieć, że ramach ćwiczeń „Sojusznicza Stanowczość 2022” obie strony zaangażowały co najmniej 60 tys. żołnierzy.

„Zgromadzone przez Rosję wojska i środki pozwalają rozpocząć ewentualną operację przeciwko Ukrainie praktycznie w każdej chwili i ich pokazowa redukcja nie zmniejszy rosyjskiej przewagi. Kwestią istotną dla Moskwy jest poprzedzenie ewentualnych działań zbrojnych prowokacją, która umożliwiłaby obarczenie odpowiedzialnością za ich rozpoczęcie Kijowa” – podkreśla Andrzej Wilk.

Ekspert dodaje przy tym, że inwazja na pełną skalę pozostaje mało prawdopodobna, gdyż Kreml „dąży do realizacji swoich żądań bez wywoływania konfliktu na dużą skalę”.

Dlatego też bardziej prawdopodobna pozostaje eskalacja działań zbrojnych w Donbasie i ich możliwe poszerzenie o ataki z powietrza na cele w innych regionach Ukrainy.

I to obecnie ma miejsce. Czwartkowe ataki sił prorosyjskich separatystów na pozycje ukraińskie, w tym uderzenie w cele cywilne, jak m.in. przedszkole, stanowią dowód, że właśnie w tym rejonie Moskwa mogła zaplanować realizację kolejnego etapu swoich prowokacji.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Czytaj także: Most pontonowy kilka kilometrów od granic Ukrainy. Do szturmu na Kijów?

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej