RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Rosyjski neonazista w służbie Kremla

Twórca Grupy Wagnera Dmitrij Utkin to były rosyjski oficer wojskowy (fot. Alexander Demianchuk\TASS via Getty Images)
Twórca Grupy Wagnera Dmitrij Utkin to były rosyjski oficer wojskowy (fot. Alexander Demianchuk\TASS via Getty Images)

Działają nieoficjalnie, bez flagi, okryci milczeniem i tajemnicą. Nazywani prywatną armią Władimira Putina pojawiają się w różnych naznaczonych konfliktami zakątkach świata, by realizować cele Kremla, choć Moskwa się oficjalnie od nich odcina. Od Syrii, przez Sudan, Republikę Środkowoafrykańską, Mali, Mozambik, aż po Ukrainę – wszędzie tam, gdzie w grę wchodzą strategiczne interesy Rosji, obecni są także najemnicy z Grupy Wagnera.

Zagadkowa śmierć oficera FSB. Jego ojciec robi „mokrą robotę”

Wiadomo kim był dyplomata, którego zwłoki policja znalazła przed ambasadą Rosji w Berlinie. To oficer FSB. Czy jego śmierć ma związek ze sprawą...

zobacz więcej

Spuścizna GRU i nazistowskie korzenie


Początki funkcjonowania grupy Wagnera prowadzą do środowiska rosyjskiego GRU. Wywiad wojskowy był bezpośrednio zaangażowany w całą operację powstawania organizacji. Za twórcę i dowódcę tej prywatnej jednostki bojowników, która początkowo funkcjonowała jako Słowiański Korpus, uważa się Dmitrija Utkina, emerytowanego podpułkownika specnazu, weterana obu wojen Rosji przeciwko Czeczenii. Po zakończeniu kariery w rosyjskich służbach Utkin miał pracować dla firmy specjalizującej się w ochronie statków przed piratami, wraz ze Słowiańskim Korpusem walczył w Syrii, a także uczestniczył w rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2014 r. Nazwa grupy nie jest przypadkiem.

„Wagner” to wojenny przydomek Utkina, wybrany na cześć ulubionego kompozytora Adolfa Hitlera. Sam Utkin opisywany jest w mediach jako osoba zafascynowana niemiecką III rzeszą i nazistowską ideologią – na ciele ma mieć wytatuowane atrybuty niemieckiej zbrodniczej formacji Waffen SS. Zresztą nazistowska oraz pogańska symbolika, połączona z pełną radykalizmu retoryką, jest charakterystyczna dla wagnerowców. Nazistowskie symbole pojawiają się na ich ubraniach, a w przestrzeni medialnej dostępne były zdjęcia ukazujące najemników w mundurach niemieckich hitlerowców.

Wojna z Dnieprowią. Rosja może uderzyć na Ukrainę z Białorusi

Rozpoczęte 10 lutego wielkie ćwiczenia rosyjsko-białoruskie mogą być przygotowaniem do inwazji Rosji na Ukrainę. Niezależnie od tego, czy do wojny...

zobacz więcej

Rosyjskie plany powołania prywatnej armii sięgają pomarańczowej rewolucji na Ukrainie. W kolejnych latach w środowisku rosyjskich służb specjalnych zrodził się pomysł utworzenia organizacji pełniącej funkcję jednostki specjalnej, bojowej i wywiadowczej, a podłoże teoretyczne dla tych planów stanowiło pojęcie siłowaja ekonomika, w myśl którego Rosja powinna poszerzać swoje wpływy ekonomiczne za pomocą siły. Wsparcia finansowego udzielił organizacji oligarcha Ewgienij Prigożin, tzw. „kucharz Putina”, będący także właścicielem petersburskiej fabryki trolli.

Nazwa „Grupa Wagnera” odnosi się do całej sieci współpracujących ze sobą podmiotów biznesowych, konsultingowych oraz zrzeszających najemników, jednak sama grupa jako jedna organizacja nie istnieje i nie jest nigdzie zarejestrowana. Służą w niej głównie emerytowani żołnierze regularnych sił zbrojnych oraz byli funkcjonariusze służb specjalnych.

Grupa Wagnera w Afryce


Obecnie działania wagnerowców skupiają się na Afryce, gdzie rosyjscy najemnicy realizują kolejne „misje”. Ich obecność często wiąże się z „pomocą” w ochronie utrzymania aktualnej władzy, a działalność grupy jest postrzegana jako kluczowa dla rosyjskiej strategii w tym regionie. Bez wątpienia są tam narzędziem rosyjskiej ekspansji.

Obecność wagnerowców od lat jest odnotowywana w wielu krajach afrykańskiego kontynentu, gdzie wykorzystują zdobyte wcześniej doświadczenie bojowe. W Libii zostali wykorzystani m.in. do rozmieszczania min przeciwpiechotnych, a w zamian za swoja „działalność” przejęli kontrolę nad największym w kraju polem naftowym. W Republice Środkowoafrykańskiej, w której wręcz rabunkowo eksploatują złoża złota i diamentów, byli oskarżani o zastąpienie władzy państwowej i przejęcie kontroli nad systemem podatkowym. W Mozambiku wagnerowcy, obecni od 2019 r., wspierają walkę z jedną z bojówek państwa islamskiego, a swoją misję prowadzą na terenach bogatych w złoża rubinów i gazu. Obecność Grupy Wagnera została również odnotowana w Gwinei, Zimbabwe, Angoli czy na Madagaskarze.

Po co Rosji kawał pustyni? Mali w układance Kremla

Kiedyś mówiło się, że gdyby na Saharze zapanował komunizm, to po pewnym czasie zabrakłoby tam piasku. Nigdy się tego nie dowiemy, choć Sowieci...

zobacz więcej

Istotne znaczenie dla rosyjskich planów imperialnych miała obecność Grupy Wagnera w Sudanie. W 2017 r. doszło do zaproszenia przez ówczesnego przywódcę Sudanu Omara al-Baszira do stworzenia przez Rosję u wybrzeży Morza Czerwonego bazy morskiej, która stałaby się zapleczem dla rosyjskiej marynarki wojennej. Wkrótce w Sudanie pojawili się wagnerowcy. Port Sudan miał zostać wykorzystany do transportu złota oraz diamentów pozyskiwanych z Republiki Środkowoafrykańskiej, a w cały proceder zaangażowane były spółki kontrolowane przez Prigożina. Upadek al-Baszira osłabił pozycję Rosji w Sudanie.

Choć pod koniec 2020 r. Rosja podpisała porozumienie o utworzeniu w Port Sudan punktu zabezpieczenia materiałowo-technicznego, to w kwietniu 2021 r. sudańskie władze nakazały wstrzymanie budowy, ponieważ projekt ten budził niepokój USA i innych zachodnich partnerów. Dla Rosji kwestia bazy w Sudanie jest jednak sprawą o znaczeniu strategicznym, więc należy zakładać, że Kreml łatwo tej kwestii nie „odpuści”. Jeśli uda się Rosji doprowadzić do utworzenia stałej rosyjskiej bazy w Afryce, oznaczać to będzie zmianę równowagi sił w regionie Morza Czerwonego. Bez wątpienia w walce o bazę sudańską Kreml znów może sięgać po działania wagnerowców.

Konflikt w Mali


Obecnie terenem, na którym mocno ścierają się siły oraz interesy islamistów, Zachodu oraz Federacji Rosyjskiej jest położone w pasie Sahelu Mali – istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa państwo, przez które przebiegają szlaki przemytu i migracji. Konflikt toczy się tam od 2012 r., gdy Tuaregowie podjęli walkę przeciwko malijskim władzom centralnym. Wsparcia w walce z siłami rządowymi udzielili Tuaregom islamscy radykałowie, jednak potem doszło pomiędzy obiema stronami do wojny, w wyniku której siły islamskie przejęły kontrolę nad częścią terytorium Mali. Pojawiła się realna groźba stworzenia w tym kraju zaplecza logistycznego, które będzie organizowało ataki terrorystyczne w Afryce i Europie.

Na prośbę malijskich władz, swojej pomocy w 2013 r. udzieliła Francja przy wsparciu sił zachodnich w ramach antyterrorystycznej operacji Barkhane oraz międzynarodowego kontyngentu sił specjalnych Takuba. Operacja opiera się na walce z siłami terrorystycznymi oraz na wzmacnianiu potencjału wojskowego w krajach afrykańskich. Początkowo interwencja francuskich wojsk doprowadziła do wyparcia dżihadystów z miast, ale nie udało się ich całkowicie pokonać. Z czasem zaczęły pojawiać się nowe radykalne ugrupowania, a konflikt się rozszerzył. Choć w lipcu 2021 r. prezydent Macron zapowiedział stopniowe wycofywanie się z Mali, sytuacja wcale nie jest ustabilizowana. W 2020 r. doszło w Mali do zamachu stanu, a władzę przejęła wojskowa junta, oddając jej część przejściowemu rządowi cywilnemu. Kraje zachodnie dążą do jak najszybszego przeprowadzenia demokratycznych wyborów, co wzmocniłoby malijskie instytucje, jednak puczyści – mimo składanych deklaracji – nie spieszą się z ich przeprowadzeniem i dążą do utrzymania władzy. W tym kontekście – niepewnej sytuacji politycznej, nieskutecznej akcji Zachodu oraz wciąż aktywnych sił islamskich – w Mali pojawili się najemnicy Grupy Wagnera.

Zobacz także: Wagnerowcy na Saharze. Jak „kucharz Putina” rozzłościł Francuzów

O rosyjskiej obecności mówiło się od końca 2021 r., a w styczniu tego roku została ona potwierdzona. Początkowo wskazywano na przygotowania logistyczne, aż w końcu przedstawiciele zarówno armii francuskiej, amerykańskiej, a także sekretarz generalny ONZ potwierdzili, że w Mali rozmieszczonych zostało ok 400 rosyjskich najemników. W tym samym czasie ONZ i media informowały o krwawej masowej egzekucji jaką wagnerowcy mieli przeprowadzić w Republice Środkowoafrykańskiej. Władze Mali początkowo milczały na temat swojej współpracy z Grupą Wagnera lub wskazywały na jej szkoleniowy charakter. Jednak obecność wagnerowców potwierdzał nawet Sergiej Ławrow, oczywiście zaprzeczając jakoby Rosja miała z tym cokolwiek wspólnego.

Pucz w Mali, powtórka z 2012 r.?

Powody puczu w Mali, który miał miejsce 18 sierpnia, można zrozumieć, niemniej niesie on duże ryzyko dla dalszej destabilizacji i to nie tylko...

zobacz więcej

Wejście Grupy Wagnera do gry w Mali wzmocniło widoczne już wcześniej osłabienie znaczenia Zachodu w krajach Sahelu. Państwa zaangażowane do tej pory w tej części świata stwierdzają, że nie zamierzają współpracować, ani tym bardziej „układać się” z rosyjskimi najemnikami. Równocześnie relacje władz Mali i ich dotychczasowych zachodnich partnerów zaczynają być coraz słabsze. Na skutek narastającego konfliktu Mali opuścili już duńscy żołnierze. Z kolei w ostatnich dniach Bamako wydaliło francuskiego ambasadora uzasadniając swoją decyzję „wrogimi” uwagami francuskich władz pod adresem wojskowej junty. Obecność wagnerowców przyspieszyło wypychanie interesów krajów zachodniej Europy i wzmocnienie w ich miejsca roli Rosji w tym regionie.

Działania wagnerowców pozwalają wzmocnić w Mali nie tylko rosyjską pozycję polityczną – już odnotowano obecność w tym kraju rosyjskich geologów, więc prawdopodobnie i tutaj, tak jak w pozostałych państwach Afryki, dojdzie do eksploatacji naturalnych surowców. Eksploatacji, która często przypomina działania rabunkowe.

Ukraina i kolejne afrykańskie kierunki


Pogarszające się relacje pomiędzy Mali a Francją i pozostałymi zachodnimi partnerami oraz brak perspektyw na pokonanie islamskich bojówek mogą przyspieszyć całkowite wycofanie zachodnich wojsk z Mali. W takiej sytuacji Rosja, za pośrednictwem Grupy Wagnera, poszerzyłaby swoją strefę wpływów i wzmocniła obecność w Afryce. Istnieje ryzyko, że ta strefa będzie dalej poszerzana. Pod koniec stycznia br. do zamachu stanu i przejęcia władzy przez wojsko doszło w sąsiadującym z Mali Burkina Faso. Już swoje zadowolenie z powodu tego przewrotu wyraził Ewgienij Prigożin. Zamach nazwał „nową erą w dekolonizacji Afryki”, ocenił też, że w Afryce ma obecnie miejsce nowy ruch wyzwoleńczy. Pucz w Wagadugu pochwalił również Aleksander Iwanow – jeden z rosyjskich „instruktorów” obecnych w Afryce. Jego zdaniem Francja w regionie nie odniosła żadnego sukcesu w walce z terroryzmem. Iwanow miał też już złożyć propozycję „wyszkolenia” burkińskiej armii, co z pewnością oznaczałoby pojawienie się Grupy Wagnera na kolejnym terytorium.

Sposób działania rosyjskich najemników daje Rosji konkretne korzyści. Kreml zyskuje wpływy polityczne w kolejnych krajach Afryki, która zdaje się mieć marginalne znacznie dla Zachodu, ale – co ważniejsze – Rosja zyskuje w ten sposób nowe możliwości grabieży surowców naturalnych. Dzięki działaniom wagnerowców może to robić cudzymi rękami, co jest ważne z uwagi na coraz częstsze raporty o zbrodniach popełnianych przez rosyjskich najemników. Ten sposób działania koresponduje z polityką Rosji wobec Ukrainy. Od 2014 roku Kreml prowadzi swoje działania w „białych rękawiczkach”, przekonując świat, że z wojną przeciwko Ukrainie nie ma nic wspólnego. Już obecnie media donoszą, że wagnerowcy mogą właśnie na Ukrainie otrzymać nowe zlecenie.

Rosyjskie psy wojny zdradził telefon. Komu służą w Libii?

Informacje o obecności rosyjskich najemników na froncie libijskiej wojny domowej pojawiały się od 2017 roku. Dopiero jednak teraz są na to niezbite...

zobacz więcej

Według niektórych doniesień Rosja rozważa wycofanie z Afryki części wagnerowców i przerzucenie ich bezpośrednio na rosyjsko-ukraińską granicę, by wzmacniać swój potencjał kolejnymi, oprócz regularnych sił zbrojnych, środkami. W obliczu dużej koncentracji wojska i sprzętu szykowanych do potencjalnej inwazji, obecność kilkudziesięciu najemników nie zmienia wiele, jednak może świadczyć o zamiarach Kremla i stosowanych metodach. Rosja może prowadzić działania destabilizujące bez faktycznej oficjalnej agresji, a wagnerowcy będą wygodnym narzędziem do eskalowania napiętej sytuacji lub wsparciem dla prorosyjskich rebeliantów w Donbasie.

Wiele wskazuje na to, że Rosja stosując presję militarną na Ukrainę, będzie szukała pretekstu do rozpoczęcia inwazji. Obecność w Donbasie najemników z grupy Wagnera może dać Kremlowi doskonałą okazję do prowokacji, którą można będzie przedstawić jako przyczynę rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Najemnicy rosyjscy są zdolni do prowadzenia takich operacji.

Wagnerowcy w służbie wojny hybrydowej i informacyjnej


Choć Kreml zaprzecza powiązaniom z Grupą Wagnera, jej sposób działania oraz cele odzwierciedlają założenia wojennej doktryny sformułowanej przez generała Gierasmiowa, a także są zgodne z tradycyjnym rosyjskim modelem wykorzystywania w konfliktach podmiotów typu proxy. W działaniach wagnerowców widoczne są też metody typowe dla operacji informacyjnych i propagandowych, zwłaszcza gdy ich obecność pomaga rządom w utrzymaniu władzy. „Służą” swoim „doświadczeniem” i doradzają, jak dyskredytować przeciwników politycznych, a także oferują propagandowe wsparcie w kampaniach wyborczych. Dzięki wagnerowcom Rosja staje się alternatywą dla pomocy oferowanej przez kraje zachodnie. Tym samym Kreml osiąga też swoje cele propagandowe: pokazuje, że siły rosyjskie mogą działać skutecznie i osiągają to, co nie udało się Zachodowi.

Nie można również zapominać o względach gospodarczych – w zamian za przeprowadzane militarne interwencje, wsparcie lokalnych armii i ich szkolenie, Grupa Wagnera osiąga ogromne zyski, pochodzące głównie z eksploatacji bogactw naturalnych. Zyski te – sądząc po siatce powiązań wagnerowców – trafiają do rosyjskich oligarchów, a także bezpośrednio na Kreml. Nie bez powodu to właśnie obecność rosyjskich geologów w kolejnych afrykańskich krajach zwiastuje pojawienie się bojowników Wagnera.

Wykorzystywanie przez Kreml prywatnych oddziałów najemników do „brudnej roboty” lub nieoficjalnych operacji to przede wszystkim sygnał pokazujący jakimi metodami Władimir Putin chce prowadzić dzisiaj wojnę. Wagnerowcy są kolejnym dowodem na to, że działania w ukryciu i tam, gdzie oficjalnie „Rosji nie ma”, przy wykorzystaniu niekonwencjonalnych i hybrydowych metod na stałe weszły do militarnego arsenału Kremla. To ważna lekcja dla świata Zachodu, szczególnie tych środowisk, które wciąż uważają, że z Rosją można się dogadać, że z Kremlem można budować porozumienie i nową architekturę bezpieczeństwa w Europie. Wagnerowcy od lat udowadniają na całym świecie, jak rosyjski porządek wygląda w praktyce…

Stanisław Żaryn – autor jest rzecznikiem Ministra Koordynatora Służb Specjalnych

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej