RAPORT

Wojna na Ukrainie

Krzysztof Karnkowski: Lista powrotów

Powroty polityków (fot. PAP/W.Olkuśnik)
Powroty polityków (fot. PAP/W.Olkuśnik)

Donald Tusk wierzył, że na jego powrót czeka pół Polski, Jarosław Gowin wierzy, że na jego powrót czeka połowa opozycji, trudno jednak powiedzieć, w co wierzy Ryszard Petru, którego powrotu do Nowoczesnej ani nikt się nie spodziewał, ani też, jak sądzę, nie oczekiwał.

Polityczne atrakcje i niewiadome w świecie opozycji 2022

Przyjęło się zwyczajowo, że do końca stycznia można składać życzenia na Nowy Rok. Nie mam jednakże zamiaru składać życzeń opozycji. I tak byłyby –...

zobacz więcej

O powrocie Tuska napisano i powiedziano najwięcej, nic dziwnego, ze wszystkich powrotów polskiej polityki był on najbardziej przeciągnięty w czasie, przynajmniej, jeżeli liczyć czas od 1989 roku. Tusk wracał na raty, najpierw wielokrotnie, ale tylko na chwilę, pokazując się swoim sympatykom na dworcu, w drodze do prokuratury, podczas opozycyjnych obchodów świąt czy na wiecu 4 czerwca 2020 roku.

Jednak za każdym razem moment, który miał być zapowiedzią czegoś więcej, trwalej zmiany układu sił po stronie polskiej opozycji, bardzo długo nie mógł nastąpić. W efekcie wielu przestało na niego czekać i dziś można zaryzykować stwierdzenie, że były premier przegapił najlepszy moment na swój powrót, jeśli oczywiście w ogóle taki moment był. Wrócił jednak późno, w chwili, gdy jego partia była już naprawdę mocno osłabiona prezydenckim falstartem Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, fatalnym przywództwem Borysa Budki i rosnącą w siłę konkurencją ze strony Szymona Hołowni, silnego wymienionymi wcześniej dwiema słabościami.

Zauważmy jednak, że moment ponownego pojawienia się Donalda Tuska w polityce krajowej zbiegł się również z innymi tendencjami, dokładniej zaś z pojawieniem się w Platformie (czy szerzej – po stronie opozycji) nowego mocnego kandydata do przywództwa, Rafała Trzaskowskiego. Trzaskowski miał za sobą kapitał, którego jemu samemu zabrakło, 10 milionów głosów z wyborów prezydenckich. Gdy już Tusk zainstalował się na nowo w swej dawnej partii, szybko zrobił w niej porządek, co ambitniejszych kolegów porozstawiał po kątach, mniej lub bardziej ich przy tym upokarzając, odzyskał pewną część elektoratu, przejętą po drodze przez Hołownię i… na tym swój marsz po władzę w kraju właściwie zatrzymał.

Krzysztof Wołodźko: Szczyt kariery Jarosława Gowina

Jarosławowi Gowinowi należy życzyć powrotu do pełni sił. Z politykami można się zgadzać lub nie, popierać ich lub zdecydowanie odrzucać, ale tak po...

zobacz więcej

Potwierdziły się opinie, że lider Platformy, mający oczywiście grono bardzo oddanych sobie zwolenników, równocześnie posiada duży elektorat negatywny, również w szeregach wyborców opozycji. Ciekawe, że jeszcze w czasie, gdy dywagowano nad wspólnym kandydatem wszystkich środowisk tzw. opozycji demokratycznej w wyborach prezydenckich, świadomość tego faktu była obecna nawet w bliskiej orbicie Platformy, jednak dziś entuzjazm wywołany wyczekiwanym powrotem wodza świadomość tę zagłuszył.

Tusk z innymi liderami opozycji rozmawiać chce z pozycji siły (Hołownia bardzo trafnie określił tę politykę mianem „przemocowych zalotów”) lub, jak z Lewicą, rozmawiać nie chce wcale, w efekcie sytuacja staje się mocno napięta, a współpraca nie zawsze jest w tej sytuacji oczywista. Sukces Tuska okazał się więc częściowy i można przypuszczać, że decydując się na powrót spodziewał się on większych sukcesów i głośniejszych oklasków. Na co liczą inni powracający do polityki?

Jarosław Gowin to polityk z długą historią, którą znaczy utrata liczby głosów w niemal każdych kolejnych wyborach. Z Platformy Gowin startował raz do Senatu i dwa razy do Sejmu. W 2005 roku, jako debiutant, zdobył 157 083 głosy. Dwa lata później, gdy z izby wyższej przeniósł się do Sejmu, poprawił wynik na 160 465 głosów. Jednak w 2011 roku zaufało mu już tylko 62 570 osób.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO Kolejne wybory Gowina to start do PE i 40 699 głosów, już w barwach Polski Razem. Debiut w ramach Zjednoczonej Prawicy to powtórka tej samej prawidłowości, lecz już na mniejszych, niż w czasach PO, liczbach. W 2015 roku, debiutując na liście PiS Jarosław Gowin zdobył 43 539 głosów, lecz po czterech latach, podczas których pełnił funkcję lidera frakcji rządzącej Polską koalicji i, przede wszystkim, wicepremiera, zaufała mu jedynie 1/3 wcześniejszych wyborców, choć na listę Zjednoczonej Prawicy padło ponad dwa miliony głosów więcej niż poprzednio.

Wraca sprawa lotu do Portugalii. Joanna Schmidt przeprasza Katarzynę Lubnauer

„Przepraszam @KLubnauer za słowa w SE. Doceniam Katarzyny pracowitość i medialność. Żałuję słów, które tam padły” – napisała na Twitterze Joanna...

zobacz więcej

Trudno więc mówić o sukcesie Gowina. W bieżącej kadencji najpierw zakwestionowano jego partyjne przywództwo, później doszło do rozpadu klubu i utraty większości posłów. Wynikało to jednak nie tylko z racji wątpliwości co do legalności władz klubu, lecz przede wszystkim coraz bardziej sprzecznej z linią ZP polityki partii. Gowin najpierw zablokował przeprowadzenie wyborów prezydenckich w konstytucyjnym terminie, wcześniej zgłaszając dziwaczny pomysł przedłużenia kadencji Andrzeja Dudy do 7 lat przy pozbawieniu go prawa do reelekcji.

Potem doszło do tego kwestionowanie kolejnych reform i posunięć rządu, również takich, pod którymi chwile wcześniej wicepremier publicznie się podpisywał. W efekcie jego zdymisjonowanie zostało przez olbrzymią większość wyborców Zjednoczonej Prawicy przyjęte z zadowoleniem. Wbrew oczekiwaniom Gowina, nie zachwiało to też na dłużej większością rządową, płynnie uzupełniona o większość jego dawnych kolegów, a później również posłów Pawła Kukiza i dwóch niezależnych.

Tak jak Tusk zbyt długo kazał na siebie czekać opozycji, tak Gowin przeciągał czasie wejście we współpracę z jej centrową częścią, o czym pogłoski krążyły jeszcze, gdy był wicepremierem. Czas pokazał tymczasem, że nie ma on ani zbyt wielu szabel, ani poparcia wyborców. O to ostatnie trudno, gdyż stracił wiarygodność u sympatyków PiS, zaś u reszty, po nie pierwszej przecież zmianie frontu, jej nie odzyskał. Ze swoją niestabilnością, tak polityczną, jak emocjonalną, dla potencjalnych współpracowników jest raczej obciążeniem niż wartością dodaną.

Co więcej, gdy po okresie walki z depresją uczynił ze swojej choroby argument polityczny, znów dużo więcej stracił niż zyskał, również w oczach potencjalnych sojuszników. Nikt bowiem nie pali się być branym na zakładnika emocji i nastrojów jednej osoby. „Jeżeli świadectwo mojej choroby, świadectwo tego wywiadu dla Arlety Zalewskiej, jeżeli nasza dzisiejsza rozmowa przekonana ich o tym, żeby przerzucić poparcie na przyszłą centroprawicową listę, to wtedy PiS może pożegnać się z perspektywą trzeciej kadencji” – mówi tymczasem Gowin w TVN 24, potwierdzając wszystkie te obawy. Jego wypowiedź mówi nam niestety dużo więcej o nim samym niż o rządach Prawa i Sprawiedliwości.

Czytaj także: Wpadka Ryszarda Petru. Zrobił literówkę we własnym nazwisku

Petru wraca do polityki. Szef partii zdradził szczegóły

Przewodniczący Nowoczesnej Adam Szłapka poinformował, że do partii został przyjęty Ryszard Petru. Polityk, którego wielu Polaków zapamiętało z...

zobacz więcej

W czwartek obecny szef Nowoczesnej, Adam, Szłapka, ogłosił, że do partii wraca jej były lider i założyciel Ryszard Petru, który obecnie ma być ekspertem ekonomicznym dawnych kolegów. To wydarzenie nie będzie raczej przewrotem kopernikańskim naszej polityki, stając się raczej okazją do żartów i przypominania wpadek Petru z dawnych lat. Zapewne dojdą do nich szybko kolejne, pamiętajmy jednak, że mamy do czynienia z politykiem, który przez chwilę miał potencjał, by zagrozić jeśli nie PiS (na to, wbrew jednemu sondażowi i entuzjazmowi mediów szans nie było), to Platformie i jej opozycji w obozie przeciwników „dobrej zmiany” na pewno.

Wszystko zakończył jeden niefortunny wyjazd na Maderę, po którym polityk stracił dość szybko pozycję w partii i odszedł z niej, potraktowany w sposób dość przykry przez ludzi, których wprowadził do polityki parlamentarnej. Potem próbował jeszcze sił z własnym ugrupowaniem, by szybko zniechęcić się i odejść w cień. Jak jednak widzimy, nie na długo.

Choć opisane wyżej sytuacje różnią się od siebie stopniem znaczenia i oczekiwania, łączy je jedno – żadna z nich nie odniesie skutku, o jakim myślą sami zainteresowani. Jedynym politykiem, którego powrót do pierwszej ligi pozostaje udany, jest jak na razie Waldemar Pawlak, choć i on zaszkodził sobie zapewne swoimi prorosyjskimi deklaracjami z ostatnich dni. Każdy z powracających ma ze sobą ciężki bagaż. U Tuska jest to zapalczywość i skłonność do niszczenia każdego, kogo uzna za konkurencję, u Gowina nielojalność, pamiętana po obu stronach politycznego sporu i faktyczne kłopoty ze zdrowiem, u Petru – wpadki, u Pawlaka zaś rusofilia. Lista powrotów, tak samo jak lista kłopotów, nie jest jeszcze zamknięta i można być pewnym, że wkrótce przypominać sobie będziemy o kolejnych osobach, wierzących, że tym razem wreszcie się uda.

Czytaj także: „Ja teraz tworzę partię Razem. Przepraszam”. Wpadka Petru

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej