RAPORT

Wojna na Ukrainie

Petrović: Puknijcie się w hełmy. Kolejny dzień przynosi kolejną kompromitację Niemiec

Bierna postawa Niemiec wobec groźby ataku Rosji na Ukrainę (fot. Wolfgang Schwan/Anadolu Agency via Getty Images)
Bierna postawa Niemiec wobec groźby ataku Rosji na Ukrainę (fot. Wolfgang Schwan/Anadolu Agency via Getty Images)

Bierna postawa Niemiec wobec groźby ataku Rosji na Ukrainę, ograniczanie się do apelów o dialog, przestrzeganie przed nakładaniem zbyt ostrych sankcji, hamowanie dostarczania Ukrainie broni z krajów NATO – coraz częściej padają pytania o to, po której stronie konfliktu znajduje się dziś rząd w Berlinie. Sprawa 5 tysięcy hełmów, do których dostarczenia Ukrainie zobowiązały się ostatnio niemieckie władze, pokazuje, że w skali śmieszności i hipokryzji wciąż mają możliwość przebijania swoich własnych rekordów.

Niemcy ulegają szantażowi energetycznemu Kremla. Berlin pcha Europę w objęcia Gazpromu

Wywołanie kryzysu energetycznego przez Rosję pokazuje, jak bardzo jest ona zdeterminowana, by doprowadzić do wyłączenia Nord Stream 2 spod prawa...

zobacz więcej

O tym, jak bardzo Niemcy uzależnione są od rosyjskiego gazu mówił niedawno wicekanclerz Robert Habeck, pełniący również funkcję ministra gospodarki i ochrony klimatu, który przyznał, że z tego kraju dostarczane jest około 55 procent tego surowca.

Co prawda, powiedział on również, że Niemcy mają możliwości w zakresie dywersyfikacji źródeł dostaw poprzez choćby terminale LNG, ale widać, że Berlin jest bardzo zaniepokojony obecną sytuacją.

Jeszcze bardziej zdecydowanie o kwestii tej mówił szef niemieckiego koncernu energetycznego RWE Markus Krebber, który jednoznacznie ocenia, że Niemcy potrzebują rosyjskiego gazu i że eskalacja konfliktu na wschodzie Ukrainy będzie się wiązać z jego wyższymi cenami. Co więcej, jeśli dojdzie do wstrzymania jego dostaw, to kraj ten, ma według jego słów, poradzi sobie jedynie przez „bardzo krótki czas, być może kilka tygodni”.

To my zapłacimy za niemiecką politykę „dialogu”


To jasne sygnały do niemieckich polityków i społeczeństwa – naszą politykę musimy prowadzić tak, by bynajmniej nie zrazić do siebie Kremla. A to znaczy – ustępować mu i godzić się na jego żądania. W szczególności, że to nie my będziemy za ich realizację płacić.

Zobacz także: Rosja chce być traktowana jako zagrożenie


Rośnie liczba aptek, w których można wykonać test na koronawirusa

Szybki, bezpłatny test antygenowy w kierunku SARS-CoV-2, można obecnie wykonać w 105 aptekach w kraju – wynika z mapy zamieszczonej na stronie...

zobacz więcej

I to właśnie ma miejsce. Niemcy – członek UE, NATO, państwo, które rości sobie prawo do narzucania pozostałym krajom Europy kierunku, w którym powinna iść Wspólnota, państwo mówiące wiele o potrzebie respektowania praw człowieka, humanitaryzmie, demokracji – kompletnie nie radzi sobie w kwestii odpowiedniej reakcji na groźbę ataku rosyjskiego na Ukrainę.

Pomimo starań, władze w Berlinie nie są też w stanie ukryć tego, że wyłamują się ze stanowiska Zachodu wobec Rosji i działają na rzecz rzeczywistego osłabienia Ukrainy, a także zmniejszenia kar dla Kremla za jego agresywną postawę.

Jak informuje agencja Bloomberg, niemieckie władze pracują nad tym, by sankcje, w przypadku inwazji na Ukrainę, nie dotyczyły rosyjskiego sektora energetycznego. Berlin obawia się bowiem, że jeśli do tego dojdzie, to nie tylko zostanie zagrożona stabilność gospodarcza, ale i że straci ono na swojej pozycji na arenie międzynarodowej.

Marzenia o byciu hubem


Niemcy liczyły, że dzięki Nord Stream 2 staną się hubem energetycznym na całą Europę Zachodnią, a przy tym, że uda im się realizować swój program transformacji energetycznej. Przez lata była już kanclerz Angela Merkel przekonywała, że jest to projekt wyłącznie biznesowy, a nie geopolityczny i że nie ma z tego powodu większego zagrożenia dla Ukrainy i Europy Środkowo-Wschodniej. Nowe władze w Berlinie kontynuują tę politykę, pomimo tego że do koalicji z SPD weszli Zieloni i liberałowie z FDP i te dwie partie mają o wiele bardziej krytyczny stosunek do Kremla niż socjaldemokraci.

Bez udziału Polski, Litwy i Łotwy. Macron rozmawiał z Putinem

Prezydent Francji Emmanuel Macron rozmawiał w poniedziałek przez telefon ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Władimirem Putinem. Zgodzili się, że...

zobacz więcej

Jak się jednak okazuje, to nie oni, a właśnie kanclerz Olaf Scholz i jego wizja „nowego otwarcia” z Rosją, dominują w niemieckiej dyplomacji, a Annalena Baerbock, pomimo tego, że będąc wcześniej w opozycji prezentowała krytyczną postawę wobec reżimu Putina, teraz coraz bardziej łagodzi swoje wypowiedzi.

Tak należy oceniać jej czwartkowe przemówienie w Bundestagu, gdy odniosła się do wznowienia rozmów w formacie normandzkim i gdy tłumaczyła, że nie można „zamykać drzwi do deeskalacji, które tak nieśmiało są w tej chwili otwierane”.

Podkreśliła ona przy tym, że Niemcy pracują nad „silnym pakietem sankcji”, które zostaną nałożone na Rosję, jeśli zdecyduje się on na inwazję i, co ważne, zaznaczyła, że jedna z odpowiedzi byłoby wyłączenie NS2.

Nie, bo nie


Mówiła również, że Berlin nie zmieni swojej polityki w sprawie nieprzekazywania Ukrainie broni, także defensywnej. W ostatnim czasie nie tylko odrzucał on kolejne prośby Kijowa w tej kwestii, ale i utrudniał dostarczanie jej przez niemieckie terytorium.

O tym, że Baerbock z opozycji wobec rządów Merkel i Baerbock w rządzie Scholza to dwóch innych polityków, świadczy też to, że jej zdaniem deklaracja Berlina o przekazaniu Ukrainie 5 tysięcy hełmów jest pokazaniem, jak mocno wspiera on ten kraj.

Zobacz także: Kreml wykorzystuje słabości liderów Zachodu


Oczywiście, nie omieszkała ona przy tym przypomnieć, że dla niemieckich władz absolutnym priorytetem jest dialog. - Kto rozmawia, nie strzela. Dlatego fatalnie jest już teraz odrzucać wznowienie dialogu – przyznała.

Olafie, nie tędy droga. Niemcy chcą „nowego otwarcia” z Rosją

Kanclerz Olaf Scholz chce samodzielnie decydować o polityce wobec Rosji i marginalizuje krytyczną wobec Kremla i Nord Stream 2 szefową dyplomacji...

zobacz więcej

Tak jakby posiadanie nowoczesnego uzbrojenia i wyszkolonych żołnierzy w obliczu gróźb ataku ze strony państwa, które w polityce zagranicznej posługuje się agresją i które przed ledwie kilkoma laty najechało to państwo, było postawą, którą należy potępiać.

Wcześniej również minister obrony Christine Lambrecht przekonywała, że decyzja o dostarczeniu Ukrainie hełmów to „bardzo wyraźny sygnał: stoimy po waszej stronie”.

Trzeba przy tym przypomnieć, że rząd federalny wciąż rozpatruje wniosek Estonii o pozwolenie na dostawę broni na Ukrainę. Haubice te pochodziły ze starych zapasów NRD i zostały najpierw sprzedane Finlandii pod pewnymi warunkami, a następnie przekazane Estonii.

„Szacunek” dla Putina


Wcześniej strona niemiecka nie wydała zgody na transport przez swoje terytorium brytyjskich samolotów dostarczających broń dla Ukrainy, a ostatnio ujawniono nagrania z udziałem szefa niemieckiej marynarki wiceadmirała Kaya-Achima Schönbacha, który utrzymywał, że Półwysep Krymski nie powróci już do Ukrainy, a prezydent Rosji Władimir Putin „zasługuje na szacunek”, kolejny już raz przywołało dyskusję o niemieckiej postawie wobec rosyjskiego reżimu.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
I chociaż władze w Berlinie odżegnują się od takich słów, to nie oszukujmy się, wśród niemieckiej klasy politycznej taka postawa jest powszechna. Gdy weźmie się pod uwagę skalę antyamerykanizmu i zrozumienia dla polityki Rosji, a także akceptację dla zacieśniania z nią relacji – to widać, że polityka naszych zachodnich sąsiadów, należy do najbardziej prorosyjskich w Europie.

Niemcy zazdroszczą, Rosjanie się boją, a USA wspierają. Trójmorze rośnie w siłę

Stany Zjednoczone chcą wspierać Europę Środkowo-Wschodnią, gdyż widzą w niej partnera biznesowego i geopolitycznego. To zaś wzmacnia podmiotowość...

zobacz więcej

Potwierdził to w ostatnim czasie swoimi komentarzami premier Bawarii i szef CSU Markus Soeder, który przekonywał, że „Rosja nie jest wrogiem Europy” i oceniał, że „coraz twardsze sankcje przeciwko Rosji nie są rozwiązaniem”, a wykluczenie tego kraju z systemu finansowego SWIFT i zamknięcie NS2 „czy wręcz całkowite zawieszenie dostaw gazu z Rosji uderzyłoby w Niemcy”.

Niedowierzanie zamiast entuzjazmu


Wracając jednak do kwestii hełmów – z których dostarczenia dla Ukrainy tak szczyci się Berlin - jak można się było domyślić, inicjatywa ta nie spotkała się z erupcją entuzjazmu ze strony Kijowa, który od dłuższego czasu apeluje do Niemiec zarówno o dostarczanie broni, jak i niehamowanie jej zakupu z krajów NATO.

Podobnie jak wcześniejsze prośby w kontekście zagrożenia wynikającego z uruchomienia NS2, czy też potrzeby zastosowania mocny sankcji wobec Kremla, tak i teraz pozostały one bez odpowiedzi.

Dlatego też ambasador Ukrainy w Berlinie Andrij Melnyk uznał przekazanie hełmów za "czysto symboliczny gest", a były bokser i obecny mer Kijowa Witalij Kliczko ocenił, że jest to „absolutny żart”. „Co Niemcy chcą wysłać w następnej kolejności? Poduszki?" – pytał ironicznie.

„Zdrada przyjaciół”


Wcześniej zaś Kliczko w tekście dla dziennika „Bild” wyraził rozczarowanie postawą Niemiec, którą ocenił jako „zdradę przyjaciół w dramatycznej sytuacji”.

Jego zdaniem miliardy, które Rosja zainwestowała w zakup niemieckich korporacji, byłych polityków i lobbystów „opłaciły się Władimirowi Putinowi”.

Zobacz także: Kreml likwiduje „sumienie Rosji”. Berlin wyraża rutynowe zaniepokojenie i dalej brnie w „dialog”


„Wiele osób zadaje pytanie: Gdzie tak naprawdę stoi rząd niemiecki? Po stronie wolności, a więc po stronie Ukrainy? Czy po stronie agresora?” – pisał Kliczko.

Tak się kończy robienie biznesu z Kremlem. Niemcy paraliżują Unię w starciu z Rosją

Rosyjskie prowokacje na pograniczu z Ukrainą, militaryzowanie Krymu i Morza Czarnego, wspieranie reżimu w Mińsku, prześladowanie Aleksieja...

zobacz więcej

Co prawda, szef dyplomacji USA Antony Blinken ocenił ostatnio, że Waszyngton jest „absolutnie pewny”, co do niemieckiej solidarności w kwestii „stawieniu czoła rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie”, ale nie wystarczyło to do rozwiania wątpliwości.

Te, co do postawy Niemiec, mają również przedstawiciele Partii Demokratycznej, która dała się przekonać Białemu Domowi, by nie nakładać jednak sankcji na NS2, gdyż w obecnej sytuacji zaszkodzi to… dialogowi.

Kto pomoże Niemcom?


A jednak Demokrata, przewodniczący komisji spraw zagranicznych Senatu Bob Menendez zapewnił, że jeśli Niemcy nie wstrzymają NS2 w przypadku nowej agresji Rosji, to Stany Zjednoczone nałożą restrykcje na ten projekt. Wezwał on przy tym prezydenta Joe Bidena, by nie czekał z wysłaniem dodatkowych sił do Europy.

W rozmowie z telewizją MSNBC mówił on również, że przekazał stronie niemieckiej, że "nie można obłaskawiać Putina" i że rosyjski prezydent rozumie tylko siłę.

Zobacz także: Pobierz aplikację mobilną i oglądaj TVP INFO na żywo

Warto, by w końcu ktoś przekonał Berlin do zmiany swojego spojrzenia na Kreml, gdyż jeśli do tego nie dojdzie, to w dalszym ciągu będzie on sabotował działania Zachodu mające na celu powstrzymanie agresji rosyjskiego reżimu.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej