RAPORT

Wojna na Ukrainie

Zbesztali Hołownię, ale mu się opłacało? Politolog o ostrym zderzeniu z wyborcami

Szymon Hołownia, lider Polski 2050 (fot. PAP/Piotr Polak)
Szymon Hołownia, lider Polski 2050 (fot. PAP/Piotr Polak)

Szymon Hołownia pojechał do Końskich krytykować PiS, a mieszkańcy wykrzyczeli mu w twarz, że kiedyś o 500+, panelach fotowoltaicznych i obniżkach VAT mogli tylko pomarzyć. – Nie ma lepszej opcji prowadzenia kampanii niż poprzez bezpośredni kontakt z wyborcami – mówi jednak portalowi tvp.info dr hab. Bartłomiej Biskup. Politolog z UW ocenia, że Hołownia nie musi więc żałować wyjazdu w Świętokrzyskie. Ekspert przyznaje również, że jeśli światowa inflacja i drożyzna nie wyhamują, wyborcy będą obwiniać za nie rząd – nawet jeśli nie ma z tym nic wspólnego.

Mieszkańcy Końskich bezlitośni dla Hołowni: Pan opowiada bzdury! [WIDEO]

Lider Ruchu Polska 2050 rozpoczął objazd po Polsce w Końskich (woj. świętokrzyskie), ale raczej nie zaliczy tej wizyty do udanych. – Pan opowiada...

zobacz więcej

Lider Ruchu Polska 2050 rozpoczął objazd po Polsce w Końskich. Gdy podczas wizyty w województwie świętokrzyskim zaczął atakować rząd Zjednoczonej Prawicy, lokalni mieszkańcy nie mieli dla niego litości i prawie nie dali politykowi dojść do głosu. Na oskarżenia, że PiS nie pomaga Polakom w kryzysie, przypomnieli mu 500+, wyprawki szkolne, dofinansowania na panele fotowoltaiczne, obniżkę VAT na paliwa i gaz.

Na koniec Hołownia usłyszał, że ma się „wynosić”, bo niczym się nie różni od Donalda Tuska.

Portal tvp.info: Czy politykom medialnie opłacają się takie starcia, nawet gdy wychodzą z nich „poturbowani”?

Dr hab. Bartłomiej Biskup (politolog z Uniwersytetu Warszawskiego): Generalnie się opłacają, bo kontakt bezpośredni to najlepsza forma kampanii i przekonywania ludzi. Jest to związane z tym, że od razu pojawia się reakcja. Ona bywa negatywna tak jak w tym przypadku, ale od razu polityk widzi, jak jest odbierany w danym elektoracie. Nie ma lepszej opcji prowadzenia kampanii niż poprzez bezpośredni kontakt z wyborcami. 

Z drugiej strony faktycznie niesie to za sobą ryzyka. Są te fizyczne, bo polityk może na przykład dostać jajkiem, ale pojawiają się też pytania lub argumenty, z którymi nie łatwo się zmierzyć. 

Czyli warto zaryzykować.

Po to polityk jest politykiem i przygotowuje się do takich starć, aby wszelkie ryzyka minimalizować. W warunkach polskich mamy dziś niewielu nieprzekonanych. Większość elektoratu to stali wyborcy ugrupowań i są skrajnie „za”, albo skrajnie „przeciw” konkretnemu politykowi. Trudno więc się dziwić, że ich pojawianie się w grupie ludzi budzi takie ostre reakcje.

Ranking zaufania do polityków. Liderami Duda, Hołownia i Morawiecki

Liderami rankingu zaufania do polityków są: prezydent Andrzej Duda, lider Polski 2050 Szymon Hołownia oraz premier Mateusz Morawiecki – wynika z...

zobacz więcej

A zgadza się pan z powiedzeniem, że „wybory wygrywa się w Końskich” – czy jest ono wykorzystywane przez media nieco na wyrost?

To zależy od elektoratu, jakim się dysponuje. Takie miejscowości jak Końskie są istotne, ale szczególnie ważne dla partii, które właśnie w takich miejscach mają wyborców. Wiadomo, że Platforma Obywatelska czy ugrupowania miejskie nie mają wielu sympatyków w takich częściach kraju. Powiedzenie, że „wybory wygrywa się w Końskich”, to raczej uproszczenie. Chodzi w nim o tym, że partia chcąca zdobyć władzę w całej Polsce musi mieć wiele segmentów elektoratu.

Nie da się zbudować ogólnopolskiej przewagi tylko na elektoracie z wielkich miast. Czasami politycy siedzą w bańkach elektoratów, które ich popierają. Wtedy zapominają o tym, że w Polsce są różne grupy wyborców, skupiając się wyłącznie na jednej z nich. A w ten sposób nie da się zbudować szerokiego elektoratu.

Gdy Donald Tusk ruszył tydzień temu w Polskę, koncentrował się niemal wyłącznie na temacie inflacji i drożyzny. Teraz swój objazd po kraju zainaugurował Szymon Hołownia i również mówił niemal wyłącznie o wzroście cen. Do wyborów dla opozycji będzie to temat numer jeden, którym spróbują pokonać PiS?

Ten temat może być skuteczny, o ile wzrost cen rzeczywiście będzie odczuwalny w portfelach i długoterminowy. Tutaj zadziała bardziej ekonomia niż polityka, więc strategicznie było do przewidzenia, że opozycja skupi się na tym temacie. Ale czy to będzie skuteczne? To zależy od subiektywnego odczucia Polaków: „Czy faktycznie płacę drożej i zarabiam za mało?”. Im dłużej negatywne ekonomicznie zjawiska będą trwały, tym dłużej ta narracja może być skuteczna.

Rząd tłumaczy, że rekordowa inflacja dotyka całą Europę, a ceny energii biją rekordy na całym świecie. Polska nie jest więc wyjątkiem i próbujemy sobie z tym radzić, jak możemy. Te argumenty są w stanie przekonać Polaków, czy są trzeciorzędne?

Jeżeli w portfelach będzie ubywało pieniędzy, to takie tłumaczenia będą nieskuteczne. Powszechne zjawisko jest takie, że jeśli sytuacja materialna się pogarsza, każdy rząd jest za to obwiniany.

Nie ma większego znaczenia, czy to oni są za to odpowiedzialni. Większość obywateli nie zagłębia się w analizy. Bardzo trudno jest przeciwdziałać komunikatom o winie za drożyznę, jeśli pokrywa się to z ubywającą gotówką w portfelach wyborców.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej