RAPORT

Wojna na Ukrainie

Z nią Świątek zagra o finał. Kim jest Danielle Collins?

Danielle Collins raz już z Igą Świątek przegrała. Jak będzie tym razem? (fot. Getty Images)
Danielle Collins raz już z Igą Świątek przegrała. Jak będzie tym razem? (fot. Getty Images)

Imponuje pewnością siebie i... dobrą postawą na kortach w Australii, gdzie już drugi raz dotarła do półfinału. W czwartek moc 28-letniej Danielle Collins sprawdzi Iga Świątek. Spotkanie około godz. 11 czasu polskiego. Stawką: wielkoszlemowy finał.

Dobre wyniki w liceum, studia ze stypendium sportowym, przejście na zawodowstwo, wreszcie wielkie pieniądze i kariera - to ścieżka, którą co roku przechodzi kilka tysięcy amerykańskich koszykarzy, futblistów, hokeistów czy piłkarzy. Z tenisem, choć też bardzo rozwiniętym na poziomie akademickim, jest jednak inaczej.

24-letnie gwiazdy uniwersytetów na poziomie profesjonalnym zwykle przepadają. Nie znają zapachu wypełnionych trybun, nie cieszą się pomocą dzieci do podawania piłek, nie stać ich na podróże z trenerami, a lwią część czasu spędzają na turniejach niższej kategorii, z dala od domu, marząc o choćby minimalnym skoku w rankingu. Ogląda ich garstka, również garstka przetrwa wszelkie przeciwności i zaprezentuje dość talentu, by przebić szklany sufit.

Przede wszystkim: tenis to dyscyplina, do której już na starcie trzeba znacznie więcej dołożyć. Wynajem kortów, sprzęt, treningi, wyjazdy na turnieje - mowa o kwotach sięgających nawet kilkuset tysięcy dolarów. Drogę „od zera do bohatera” przebywa się tu rzadko, a sponsorzy interesują się tylko naprawdę wielkimi talentami. Albo się dobrze urodzisz, albo wybitnie grasz - najchętniej to i to, nigdy żadne z wymienionych.

No, prawie nigdy.

Wielki sukces Polki! Świątek w półfinale Australian Open

Iga Świątek potwierdza, że jest w znakomitej formie. 20-letnia Polka po bardzo trudnym meczu pokonała niżej notowaną Estonkę Kaię Kanepi (4:6, 7:6,...

zobacz więcej

Droga do gwiazd


Danielle Rose Collins zawsze miała co jeść, miała w co się ubrać, żyła dobrze i godnie, ale o zwiedzaniu Ameryki z rakietą w dłoniach mowy raczej nie było. Turnieje? Tylko te w okolicy. Treningi? Gdy mama jeździła na jogging, dziewczynka wychodziła na publiczne korty i grała, z kim popadnie. A jak rywali nie było, toczyła nierówną walkę ze ścianą.

„To, że nie byłam cudownym dzieckiem, że nie byłam gwiazdą za młodu, sprawiło, że musiałam na wszystko pracować znacznie ciężej. Stałam się bardziej głodna sukcesu” - opowiadała na łamach New York Times.

Świat usłyszał o niej w 2008 roku. Miała 25 lat, w kieszeni dyplom studiów dziennikarskich i kilka wygranych spotkań - głównie w pierwszych rundach. Zarobiła do tamtej pory jakieś 300 tysięcy dolarów, co i tak było całkiem niezłym wynikiem. Gwiazda NCAA, triumfatorka ogólnokrajowych rozgrywek z 2012 i 2014 roku, wśród profesjonalistek - zgodnie z przewidywaniami - była co najwyżej „jedną z wielu”. Aż do tamtego meczu z Venus Williams.


37-letnia Amerykanka, była „jedynka” światowego rankingu, szczyt kariery miała oczywiście dawno za sobą. Mimo tego łatwa i szybka porażka z anonimową rodaczką zwróciła uwagę kibiców i mediów. Dzięki wygranej Collins awansowała do półfinału turnieju Miami Open, a na jej koncie pojawiła się dwukrotność dotychczasowych zarobków. Mama, Cathy Collins, siedziała w domu, oglądała turniej w telewizji i... zalała się łzami. Sama Danielle podchodziła do sprawy znacznie spokojniej.

„Mam oczywiście wielki szacunek do Venus, ale gdy wychodzę na kort, zapominam o tym, z kim gram. Skupiam się na tenisie, na każdym kolejnym punkcie, realizując przygotowaną wcześniej taktykę. Taki jest mój styl” - opowiadała po spotkaniu, zupełnie niewzruszona po życiowym sukcesie.

Tylko troje tenisistów z Top100 nie zaszczepło się przeciw COVID-19

Tylko troje tenisistów z czołowej 100 rankingów WTA i ATP nie jest zaszczepionych przeciwko COVID-19 – podała brytyjska gazeta „Telegraph”. W tym...

zobacz więcej

Rewanż na Świątek


Prawdziwą sensacją Danielle Rose Collins stała się kilka miesięcy później. Podczas Australian Open doszła aż do półfinału, choć w ośmiu poprzednich wielkoszlemowych próbach nie przeszła nawet pierwszej rundy. Dość powiedzieć, że nigdy wcześniej zawodniczka (ani zawodnik) z przeszłością uniwersytecką nie znalazła się w czołowej czwórce turnieju tej rangi.

Collins, chcąc nie chcąc, stała się ambasadorką „nietypowej” ścieżki kariery. - Skoro można jednocześnie grać w tenisa i zdobywać wykształcenie, dlaczego wszyscy tego nie robią? Jakie są wady? - pytała retorycznie. Wokół jednak zbyt wiele „cudownych dzieci”, zbyt dużo pokus finansowych, ofert sponsorskich i potencjalnie bajecznych kontraktów, by coś w tej materii miało się zmienić.

Tym bardziej, że Amerykanka nie została (jeszcze?) gwiazdą dyscypliny. Po tamtym sukcesie w Australii udało jej się jeszcze tylko osiągnąć ćwierćfinał w Paryżu (2020), a w całym 2021 roku ani razu nie dotrwała do drugiego tygodnia zmagań wielkoszlemowych. Dobrze radziła sobie jednak w mniejszych turniejach, sięgając po dwa trofea (w Palermo i San Jose), budując całkiem przyzwoity ranking - Australian Open zaczynała jako 30. rakieta świata, niezależnie od wyniku meczu ze Świątek, na pewno będzie w czołowej piętnastce. To spory kapitał.

Atletyczna, wybiegana, bardzo ambitna - chwalą Collins trenerzy. Rozwija się z roku na rok, pracując nad serwisem i grą z głębi kortu. Kogokolwiek by jednak zapytać, gdziekolwiek by szukać, gdy mowa o Amerykance, wszyscy zwracają uwagę przede wszystkim na siłę charakteru.

- Jest bardzo pewna siebie. Gra, żeby wygrać, nigdy nie zdarza jej się „przegrać w głowie” - tłumaczy jej były trener, Pat Harrison. Rywalki skarżą się też na... liczne okrzyki. Uwielbia bowiem dopingować samą siebie, po niemal każdym wygranym punkcie okazując wielką radość.

W czwartek 28-letnia zawodniczka sprawdzi się na tle młodej gwiazdy tenisa, która również nie narzeka na brak pewności siebie. Iga Świątek spokojniejsza może być tym bardziej, że Collins z kortu już zna: panie spotkały się przed rokiem w Adelaidzie, gdzie Iga prowadziła już 6:2 i 3:0 zanim Amerykanka z powodów zdrowotnych musiała opuścić kort.
Starcie, którego stawką będzie wielkoszlemowy finał, już w czwartek około godz. 11 czasu polskiego. Minimalną faworytką, przynajmniej zdaniem bukmacherów, jest Iga Świątek.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej