RAPORT

Wojna na Ukrainie

To nie były rozmowy tylko ultimatum. Po spotkaniu w Genewie Rosja znów prowokuje

Rosja testuje, czy eskalacja gróźb doprowadzi do dalej idących ustępstw ze strony USA (fot. Peter Klaunzer - Pool/Keystone via Getty Images)
Rosja testuje, czy eskalacja gróźb doprowadzi do dalej idących ustępstw ze strony USA (fot. Peter Klaunzer - Pool/Keystone via Getty Images)

Przedstawiciele Rosji nie przyjechali do Genewy, by dyskutować o europejskim bezpieczeństwie, czy sposobach na normalizowanie relacji, tylko by przedstawić ultimatum. Kreml testuje w ten sposób administrację Joe Bidena chcąc sprawdzić, na jak wiele jest sobie w stanie pozwolić. Ostatnie dni przyniosły kolejne prowokacje rosyjskie, a sytuacja w regionie, po ataku hakerskim na Ukrainę i informacjach, że Kreml szykuje prowokację, by mieć pretekst do ataku, staje się jeszcze bardziej napięta.

Petrović: Pachnie Monachium, pachnie Jałtą. Zachód musi powstrzymać szantażystę

W Genewie ruszyły amerykańsko-rosyjskie rozmowy na temat stabilności strategicznej. Tyle że agendy obu stron bardzo się od siebie różnią. I nawet...

zobacz więcej

Rozmowy w USA i NATO z Rosją w Genewie, tak jak się można było spodziewać, nie przyniosły żadnych rezultatów. Sojusz Północnoatlantycki potwierdzili utrzymanie polityki otwartych drzwi i zdolności do obrony zbiorowej, a także wezwał Kreml do deeskalacji, w związku z militaryzacją granicy z Ukrainą, a także szanowania suwerenności innych krajów.

To, co zaproponowano Moskwie podczas rozmów – m.in. zwiększenia przejrzystości ćwiczeń, kontrolę zbrojeń, wzajemne ograniczanie w zakresie rozmieszczenia systemów rakietowych średniego i pośredniego zasięgu w Europie nie spotkało się z jej strony z żadnych zainteresowaniem.

Nie dyskusja a dyktat


Przedstawiciele Kremla nie przybyli bowiem do Genewy na dyskusję, tylko by przedstawić żądania, które, gdyby USA i NATO je przyjęły, oznaczałyby ich totalną kompromitację. Moskwa chciała bowiem, by m.in. zapewnili oni, że nie będą rozszerzać Sojuszu, nie będą rozmieszczać w krajach graniczących z Rosją systemów uderzeniowych, które mogą razić cele na jej obszarze, a także, że nie będą rozlokowywać w Europie rakiet średniego i pośredniego zasięgu i zlikwidują infrastrukturę powstałą na terytorium członków NATO, którzy wstąpili do niego po 1997 roku.

O tym, że dialog nie mógł mieć w Genewie miejsca świadczy również to, że strona rosyjska od razu zapowiedziała, że traktuje zawarte w projektach postulaty jako jeden, nierozerwalny pakiet i że nie będzie dyskutować nad jego częścią.

Mieliśmy więc w Genewie do czynienia z ostentacyjnym ultimatum.

Ultimatum, które w trakcie wizyty zostało rozszerzone o nowym elementem - żądanie zakazu współpracy wojskowej NATO i jego państw członkowskich z Ukrainą, co obejmowałoby również dostawy broni, wizyty inspektorów i instruktorów, a także wycofanie żołnierzy i oficerów krajów członkowskich Sojuszu z tego państwa.

To nie negocjacje, to szantaż. Rosja chce zmusić Zachód do uznania jej stref wpływów

Wielopoziomowa polityka agresji w wykonaniu Kremla przynosi oczekiwane przez niego efekty. Zachód zmuszony jest poważnie potraktować żądania...

zobacz więcej

Walka na „czerwone linie”


Sprawę tę następnie wyjaśniał, podczas konferencji prasowej w Moskwie, podsumowując aktywność rosyjskiej dyplomacji w 2021 roku, minister spraw zagranicznych Siergiej Ławro, który powiedział, że już samo pojawienie się Sojuszu Północnoatlantyckiego „u naszych granic, zwłaszcza przy polityce, którą prowadzą obecne władze Ukrainy, jest dla nas nie do zaakceptowania”. - To są czerwone linie i oni o tym wiedzą – zaznaczył Ławrow.

Przypomnijmy, że USA określają dziś „czerwoną linię” dla Rosji – jako atak tego kraju na Ukrainę.

Co więcej, szef rosyjskiej dyplomacji powiedział, że nawet jeśli Ukraina nie jest w Sojuszu, to może w ramach dwustronnych prowadzić współpracę wojskową ze Stanami Zjednoczonymi i innymi państwami, czemu Rosja również jest przeciwna. - Rozmieszczenie tam broni ofensywnych, to jeszcze jedna czerwona linia – podkreślił szef rosyjskiej dyplomacji.

Przekonywał on przy tym, że „Rosja nigdy nie stanowiła zagrożenia dla narodu Ukrainy”, jednak zagrożenie takie stanowią władze w Kijowie.

Powiedział również, odnosząc się do rozmów w Genewie, że Moskwa oczekuje w nadchodzącym tygodniu pisemnej odpowiedzi od USA oraz od NATO na swoje propozycje. - Nie będziemy czekać bez końca – dodał.

Kolejne pogróżki pod adresem USA i Ukrainy sformułował w czwartek kierujący rozmowami z USA w kwestii rosyjskich żądań w sferze bezpieczeństwa europejskiego wiceminister spraw zagranicznych FR Siergiej Riabkow. W wywiadzie dla telewizji RTVI pesymistycznie ocenił perspektywę kontynuowania dialogu z Zachodem i oskarżył USA o to, że nie chciały dyskutować nad proponowanymi punktami, które Moskwa uważa za kluczowe.

Petrović: Rozmowy w cieniu manewrów. Rosja przygotowuje kolejne prowokacje

Rosja nie zamierza przed rozmowami z Zachodem iść na żadne kompromisy i wykazać, poprzez złagodzenie napięć, dobrą wolę. Wprost przeciwnie. Jej...

zobacz więcej

Oskarżył przy tym Ukrainę o to, że myśli o rewanżu i czuje się bezkarna. Przestrzegł ją także przed planami eskalacji napięć i prowokacjami.

Pomruki niedźwiedzia


Jak zwraca uwagę w analizie OSW Marek Menkiszak, Riabkow zasugerował możliwość zerwania rozmów Rosji z Zachodem w przypadku braku deklaracji poważnych ustępstw, w tym dotyczących nierozszerzania NATO.

Inną sformułowaną przez niego groźbą jest możliwość zagrożenia bezpieczeństwu samych USA poprzez ruchy rosyjskiej floty, a także rozmieszczenie broni, w tym nawet nuklearnej, w państwach położonych w geograficznym sąsiedztwie Stanów Zjednoczonych. Kreml wypuszcza też permanentnie informacje o tym, że planuje scenariusze militarne ataku na Ukrainę.

Marek Menkiszak zwraca uwagę, że groźby te należy traktować jako eskalację wojny psychologicznej - jej celem jest zademonstrowanie dużej determinacji Rosji i tego, że jest ona gotowa do zdecydowanych posunięć, które uderzają w bezpieczeństwo USA, a także prowadzą do rozszerzenia konfliktu zbrojnego na Ukrainie.

Ekspert OSW ocenia również, że Kreml stara się w ten sposób przetestować, czy eskalacja gróźb doprowadzi do kolejnych ustępstw ze strony Waszyngtonu.

„Jeśli tak się nie stanie, prawdopodobne wydają się ostentacyjna odmowa dalszych rozmów (przy obarczeniu winą za ten stan rzeczy „nieustępliwego Zachodu”) i/lub podjęcie kolejnych działań zwiększających napięcie poprzez demonstracje zbrojne (zapowiedziane już zmasowane ćwiczenia na zachodnim kierunku strategicznym w Europie oraz ćwiczenia strategicznych wojsk rakietowych), dyslokację systemów ofensywnych zagrażających państwom członkowskim NATO czy wreszcie: sprowokowanie zaognienia konfliktu zbrojnego we wschodniej Ukrainie – ocenił ekspert OSW.

Kreml likwiduje „sumienie Rosji”. Berlin wyraża rutynowe zaniepokojenie i dalej brnie w „dialog”

Likwidacja stowarzyszenia Memoriał jest jednym z końcowych etapów niszczenia wolnej od wpływów Kremla myśli w Rosji. Ostatnie miesiące przyniosły...

zobacz więcej

Cyberatakiem w Ukrainę


Do kolejnych rosyjskich prowokacji doszło natychmiast po zakończeniu rozmów w Genewie.

W nocy z czwartku na piątek nastąpił cyberatak na około 70 rządowych stron internetowych różnych struktur szczebla ogólnokrajowego i regionalnego na Ukrainie. Pojawił się na nich komunikat - w którym były błędy językowe - po rosyjsku, ukraińsku i polsku, dotyczący rzekomego pozyskania przez hakerów danych Ukraińców i wspominający m.in. rzeź wołyńską.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) podejrzewa, że w cyberatak na ukraińskie strony rządowe zaangażowane były grupy hakerów, które powiązane są z rosyjskimi służbami wywiadowczymi.

Rosja odrzuciła te zarzuty. USA zaoferowały zaś władzom w Kijowie pomoc w zbadaniu ataku. Z kolei sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg zapowiedział, że w najbliższych dniach Sojusz podpisze z Kijowem umowę o bliższej współpracy w zakresie bezpieczeństwa cybernetycznego.

Prowokacje „grubymi nićmi szyte”


Rosną też obawy, że Rosja rozpocznie inwazję na Ukrainę w następstwie prowokacji, tak by wywołać wrażenie, że jest to odpowiedź na agresywne ruchy władz w Kijowie.

Przedstawiciel administracji prezydenta USA potwierdził doniesienia mediów m.in. CNN o tym, że Rosja wysłała na wschodnią Ukrainę grupę agentów w celu zorganizowania prowokacji mającej posłużyć za pretekst do inwazji.

Olafie, nie tędy droga. Niemcy chcą „nowego otwarcia” z Rosją

Kanclerz Olaf Scholz chce samodzielnie decydować o polityce wobec Rosji i marginalizuje krytyczną wobec Kremla i Nord Stream 2 szefową dyplomacji...

zobacz więcej

W rozmowie z PAP poinformował, że rosyjscy agenci wpływu już pracują nad sfabrykowaniem pretekstu do inwazji „w tym za pomocą działań sabotażowych i operacji informacyjnych, poprzez oskarżenie Ukrainy o przygotowanie nadchodzącego ataku przeciwko rosyjskim siłom na wschodniej Ukrainie”.

To miałoby zaś uzasadnić rosyjski atak na ten kraj i ocenił, że może do tego dojść w ciągu najbliższych kilku tygodni. Zaznaczył przy tym, że Rosja wzmacnia narrację na temat "pogorszenia stanu praw człowieka na Ukrainie" i radykalizmu ukraińskich władz w Kijowie, co ma przygotować grunt pod oskarżenie Zachodu o sprowokowanie wojny.

Z kolei ukraiński wywiad wojskowy ostrzega przed przygotowywanymi przez służby specjalne Rosji prowokacjami wobec żołnierzy rosyjskich sił zbrojnych stacjonujących na terenie separatystycznego Naddniestrza, o które Moskwa może oskarżyć Kijów.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO

W jednej z brygad na terenie Naddniestrza przeprowadzono odprawę, podczas której podano, że Ukraina planuje prowokacje w okolicach miejscowości Cobasna. Mieści się tam posowiecki arsenał z 20 tysiącami ton amunicji, która w ponad połowie jest przeterminowana i który jest przez rosyjskich żołnierzy.

Szwedzi wzmacniają obronę


Działania Rosji wywołują reakcję nie tylko krajów należących do NATO, ze szczególnym uwzględnieniem tych, które należą do wschodniej flanki, ale też np. Szwecji, która znajduje się poza Sojuszem, ale z nim współpracuje.

W piątek na wyspie Gotlandia wylądowały siły reagowania kryzysowego szwedzkiego wojska - port w Visby ochraniają czołgi, a w mieście widoczne są patrole. Operacja owiana była tajemnicą, siły zbrojne odmówiły komentarza.

Hotel szpiegów

Filmy z Jamesem Bondem mogą sugerować, że szpiegów w okresie zimnej wojny otaczał wyłącznie luksus. Drogie restauracje, kasyna, piękne kobiety, do...

zobacz więcej

W ostatnim miesiącu marynarka wojenna Rosji zwiększyła swoją obecność na Bałtyku z jednego okrętu desantowego do sześciu. W tym tygodniu przez cieśniny duńskie wpłynęły trzy jednostki.

W czwartek w wywiadzie dla stacji MSNBC sekretarz stanu USA Antony Blinken powiedział, że drzwi Sojuszu pozostaną otwarte, a dwa dni wcześniej podsekretarz w Departamencie Stanu USA Victoria Nuland podkreśliła, że USA są gotowe do rozmów na temat ewentualnego przystąpienia Szwecji i Finlandii do NATO, jeśli kraje te wyrażą taką chęć.

Duże ryzyko wybuchu konfliktu


Z kolei na czwartkowym posiedzeniu Stałej Rady OBWE w Wiedniu szef polskiej dyplomacji Zbigniewa Raua ocenił, że ryzyko wybuchu wojny na obszarze OBWE wydaje się obecnie większe niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich 30 lat.

W piątek na nieformalnym spotkaniu w Breście, na zachodzie Francji, szefowie dyplomacji krajów UE oświadczyli, że w celu niedopuszczenia, by Rosja zaatakowała Ukrainę przygotowywane są sankcje.

Szef francuskiej dyplomacji Jean-Yves Le Drian, którego kraj obecnie przewodniczy Radzie UE, podkreślił, że UE musi być gotowa do szybkiej reakcji, a nie „tracić tygodnie na porozumienie, jak miało to miejsce w przypadku aneksji Krymu w 2014 roku”.

Z kolei szefowa niemieckiej dyplomacji Annalena Baerbock poinformowała, że w przyszłym tygodniu wybiera się do Moskwy na rozmowy „na wszystkich szczeblach”.

Kolejne spotkanie szefów dyplomacji państw członkowski jest zaplanowane na 24 stycznia w Brukseli.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej