RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Wygrały sentymenty? Nawałka bliski powrotu do kadry

Adam Nawałka po trzech latach może wrócić do reprezentacji (fot. Getty Images)
Adam Nawałka po trzech latach może wrócić do reprezentacji (fot. Getty Images)

Mówią, że czas leczy rany. Po nie najlepszych doświadczeniach z Jerzym Brzęczkiem i Paulo Sousą, kibice i reprezentanci Polski z rozrzewnieniem wspominają kadencję Adama Nawałki. Sentyment do byłego selekcjonera okazał się tak duży, że – wszystko na to wskazuje – 64-latek lada moment wróci do prowadzenia kadry. Ale czy to na pewno dobra wiadomość?

Mocny początek roku. Lewandowski już strzela dla Bayernu [WIDEO]

W 2022 roku Robert Lewandowski kontynuuje strzelecką passę. Kapitan reprezentacji Polski w 18. minucie dał prowadzenie Bayernowi w meczu 18....

zobacz więcej

Do szatni nigdy, pod żadnym pozorem, nie mogła wchodzić kobieta. Autobus pomylił drogę? Trudno, będzie dłuższy spacer, bo cofać przecież nie można – to przynosi pecha. Stoły? Tylko okrągłe. Kawa, owszem, ale najpierw ciastko. Jedzenie? Koniecznie zdrowe, zawsze z dodatkiem pietruszki. Murawa musi mieć 26 milimetrów – ani mniej, ani więcej. No i te przesądy...

Gdy selekcjoner pomilczał trochę przed meczem z Niemcami na Narodowym, przez kolejne trzy lata unikał spotkań z dziennikarzami: skoro wtedy wygraliśmy, to znaczy, że „cisza medialna” przyniosła szczęście. Kto komentował tamten mecz? Kto prowadził studio? „Ci sami ludzie muszą pracować też przy kolejnych!” – grzmiał.

Wszelkich dziwactw było więcej, a Adam Nawałka sam plątał się w sieci absurdów. Pracoholizm i perfekcjonizm, za które kochano go podczas Euro 2016, w ciągu niecałych dwóch lat przerodziły się w serię rozmaitych paranoi. Niegroźna ciekawostka stała się problemem. Piłkarze mieli dość. Trudno było nie odnieść wrażenia, że dość miał również sam Nawałka.

Miliony dla Pogoni. Reprezentant Polski ma nowy klub

Kacper Kozłowski zostanie zawodnikiem Brighton – poinformowały władze angielskiego klubu. 18-letni pomocnik, uznawany za jeden z największych...

zobacz więcej

Noszony na rękach


11 października 2014 roku Polacy odnieśli najważniejsze zwycięstwo w tym stuleciu. To nie był finał mundialu, nie walczyliśmy nawet o wyjście z grupy. Ot, starcie eliminacji do mistrzostw Europy. Teoretycznie: jedno z wielu. W praktyce: jedyne takie.

Do tamtego momentu nie wygraliśmy z Niemcami nigdy. Nie udało się Lacie, Bońkowi, nie dali rady Żurawski ze Smolarkiem. 18 meczów, 6 remisów, 12 porażek. Aż przyszło słynne już starcie na Narodowym, gole Milika i Mili, 2:0, wielka euforia, mistrzowie świata pokonani...

To był, jak się okazało, wstęp. Półtora roku później pojechaliśmy na mistrzostwa Europy, pokonaliśmy Irlandię Północną i Ukrainę, z Niemcami tym razem zremisowaliśmy, a w 1/8 finału – po rzutach karnych – okazaliśmy się lepsi od Szwajcarii. Ćwierćfinał? Dramatyczne starcie z Portugalią, znów „jedenastki”, feralny strzał Kuby Błaszczykowskiego, pechowa porażka...

Reprezentacja Polski była wtedy na szczycie. W mediach – same pochwały, piłkarze – uwielbiani, selekcjoner – noszony na rękach. Nawałka uwierzył wtedy, że czegokolwiek się dotknie, zamienia to w złoto, a każda jego fanaberia musi być traktowana z najwyższą powagą. No bo skoro działa...

Gdy czary działać przestały, najpierw skończyła się przygoda z reprezentacją, a kilka miesięcy później selekcjoner skompromitował się, prowadząc poznańskiego Lecha. Utknął gdzieś na karuzeli: za dobry i za drogi, by trafić do Łęcznej czy Zabrza, ze zbyt wielkim „ale”, by w pierwszej linii rozważać go do Legii czy – tym bardziej – klubów zagranicznych.

Nawałka, Michniewicz, a może Grant? Prezes PZPN: Nowy trener kadry 19 stycznia

Prezes PZPN Cezary Kulesza wskazał datę, kiedy wiadomo będzie już, kto zastąpi Paulo Sousę w roli szkoleniowca piłkarskiej reprezentacji Polski....

zobacz więcej

Jak trwoga to...


W filmie „Niekochani”, opowiadającym o pierwszych miesiącach kadencji Jerzego Brzęczka, reprezentanci Polski wielokrotnie wspominali, jak wiele dobrego zrobił dla kadry Nawałka. Wprowadził światowe standardy, sprawił, że nikt o nic nie musiał się martwić. Reprezentacja była oczkiem w głowie PZPN, co – choć teoretycznie oczywiste – wcześniej wcale tak oczywiste nie było.

Ale zwracali też uwagę na to, że Brzęczek więcej na boisku widzi. Że jest bardziej świadomy taktycznie. W przeciwieństwie do Nawałki, nie dbał jednak w tak wielkim stopniu o spójność grupy. Atmosfera była przeciętna, wyniki też, więc Zbigniew Boniek się go pozbył. W Sousę piłkarze byli wpatrzeni jak w obrazek, grupki zniknęły, na kadrę znów chciało się jeździć, ale Portugalczykowi... nie do końca chciało się z nią pracować.

Reprezentanci wielokrotnie wspominali, że Nawałka oglądał nawet sparingi z udziałem kandydatów do kadry. Dzwonił i zwracał uwagę, że w danej sytuacji ktoś mógł zachować się lepiej, ustawić inaczej... Wszystkim dawał do zrozumienia: jestem, patrzę, widzę, jak zagrasz dobrze, to może kiedyś doczekasz się powołania. O tym, jak było Sousy (a właściwie: jak nie było), pisano w ostatnich tygodniach bardzo wiele.

Nic dziwnego, że z perspektywy czasu Nawałkę piłkarze wspominają z wielkim sentymentem. Na tle Brzęczka czy Sousy był wzorem profesjonalisty, wprowadził do kadry mnóstwo nowinek technologicznych, dbał o atmosferę... Nieznośne dziwactwa, wówczas bardzo irytujące, dziś wspominane są jako niegroźna ciekawostka. Skoro dbał, skoro się starał, czemu komuś miałby przeszkadzać nadmiar pietruszki na stole? Kamil Glik, jeden z filarów kadry wtedy i teraz, mówi zresztą otwarcie: „Nawałkę przyjęlibyśmy lepiej niż dobrze”.

Cannavaro jako trener reprezentacji? Polska chce mistrza świata

W 7 godzin i 43 minuty Fabio Cannavaro przejechał pod koniec roku z Neapolu do Rzymu na rowerze, a na początku 2022 znów jest o nim głośno we...

zobacz więcej

Rozsądek prezesa


Fabio Cannavaro, Slaven Bilić, Andrea Pirlo, do tego Czesław Michniewicz, Marek Papszun, Jan Urban, no i oczywiście Nawałka – łatwiej wyliczyć trenerów, których z reprezentacją w ostatnich tygodniach nie łączono niż tych, o których pisali dziennikarze.

Cezary Kulesza analizuje, debatuje, a kibiców prosi o spokój: decyzja ma zapaść lada moment. Prezes PZPN, w przeciwieństwie do poprzednika, nie ma obsesji, by cały czas pozostawać na świeczniku. Kibice nie powinni mieć obaw, że na złość babci odmrozi sobie uszy i – wzorem Bońka – nie będzie słuchał nikogo, a kandydata wymyśli sobie sam. Otwarcie przyznał, że sytuacja jest trudna, okres newralgiczny, więc przy wyborze będzie konsultował się z piłkarzami.

A ci, tak jak Glik, są gotowi wskoczyć za Nawałką w ogień. Wiedzą, że – jak zwykle – w pełni poświęci się pracy. Że będzie w siedzibie PZPN przez 18 godzin dziennie, że dokładnie obejrzy każdego zawodnika, przeanalizuje, przestudiuje, by reprezentacja miała się jak najlepiej. Dwa lata przerwy? Proszę się nie obawiać: Nawałka cały czas ogląda wszystkie mecze, robi notatki, piłkarzy zna na wylot, a pomysłów na kadrę ma pewnie kilkadziesiąt. Jeśli wyciągnął wnioski z przełomu 2018 i 2019 roku, jeśli zdążył ochłonąć, zmądrzeć – trudno wyobrazić sobie lepszego „strażaka” do gaszenia trwającego pożaru.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej