RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Kazachstan za zamkniętymi drzwiami

Życie w Kazachstanie wraca do normy (fot. PAP/EPA/STR)
Życie w Kazachstanie wraca do normy (fot. PAP/EPA/STR)

Oficjalnie liczba ofiar rozruchów w Kazachstanie to 164, ale nie ma wątpliwości, że jest ich więcej. Czy jest to oddolna inicjatywa mieszkańców oburzonych na podwyżkę cen paliwa, czy rewolta wywołana przez zagranicznych najemników – jak twierdzi reżim w Nur-Sułtanie? Portal tvp.info skontaktował się z Polką mieszkającą w Ałmatach, która jest naocznym świadkiem tych wydarzeń i jej słowa rzucają światło na relacje, które trafiają na Zachód. – Istnieje kilka teorii na temat tego, kto za tym stoi, ale wszyscy się zgadzają, że to próba zmiany władzy – opowiada.

Kuczyński: Dlaczego Kazachstan stanął w ogniu? Zaczęło się od LPG

Za wybuchem gwałtownych protestów w Kazachstanie nie stoją obce państwa czy słaba opozycja, lecz frustracja społeczeństwa złą sytuacją...

zobacz więcej

Kazachstan to postsowiecka republika w Azji Środkowej, podobna do innych krajów w tym regionie, ale i różniąca się pod wieloma względami. Przede wszystkim jest to kraj względnie bogaty, mający w ziemi niemal całą tablicę Mendejewa, a w tym znacznie pokłady gazu ziemnego, których geologiczna loteria poskąpiła choćby Kirgizji i czy Tadżykistanowi.

Historia nie poskąpiła natomiast Kazachstanowi oraz innym krajom w tym regionie obowiązującego przez wieki modelu władzy. Modelu władzy absolutnej ubranej w szatki demokracji, w ramach którego nawet w dobie ZSRR na lokalnych sekretarzy partii mówiono „wezyr”, „emir” czy „sułtan”. Pierestrojka, glasnost i liberalizacja wprowadzane przez Michaiła Gorbaczowa nie mogły zmienić tego ducha.

W Kazachstanie I sekretarz KC lokalnej partii Nursułtan Nazarbajew nie zamierzał uprawiać demokracji. Jego oraz jego podobnych nastawienie idealnie oddał Isłam Karimow, pierwszy prezydent Uzbekistanu, wcześniej komunistyczny kacyk. U schyłku ZSSR podczas spotkania z mediami, także zagranicznymi, wygłosił płomienne przemówienie, mówił o pluralizmie i wolności słowa. Pod koniec, gdy na sali pozostali tylko sekretarze obwodowi, a dziennikarze poszli do swoich zajęć, Karimow powiedział, że to wszystko pic na wodę.

Żadnych zabaw w demokrację


– Zapomnijcie, o czym mówiłem. To dla prasy. Nie będzie żadnych zabaw w demokrację. Macie wziąć ludzi za mordę. Bez waszej zgody nikt nie ma prawa ruszyć palcem. Zrozumiano?! – rozkazał. Żadnych zabaw w demokrację. Światłą ideę podchwycili „sułtani” w innych krajach, w tym oczywiście Nazarbajew.

Nazarbajew rządził wolnym Kazachstanem przez kolejnych 28 lat, wygrywając raz za razem wybory. Sukcesy miał. Przeprowadził kraj przez bardzo trudny początek lat 90. ubiegłego wieku gdy po upadku ZSRR nie było nawet prądu. Usamodzielnił się od Moskwy, postawił na eksport surowców, a potem zaczął dywersyfikować gospodarkę.

Kazach wychodzi na ulicę

W ostatnich tygodniach przez Kazachstan przelewa się fala protestów. Jest to zjawisko dość zaskakujące. Dotąd w kraju było spokojnie, mieszkańcy...

zobacz więcej

W ramach idei „żadnych zabaw w demokrację” równolegle odbywało się ograniczanie wolności, mediów, opozycja polityczna w zasadzie nie istniała, ktoś chciał startować w wyborach prezydenckich i przypadkiem zginął, itd. Towarzyszyło temu budowanie kultu jednostki, nie takiego jak w sąsiednim Turkmenistanie Saparmurata Nijazowa a potem Gurbanguły Berdimuhamedowa, ale jednak.

Dla mnie ten kult jest wierną kopią kultu Lenina i komunizmu, jaki funkcjonował w tamtych czasach – mówi portalowi tvp.info Polka mieszkająca w Ałmatach.

– Wszędzie portrety, plakaty i wszystko nazywane imieniem Nazarbajewa. Most, fabryka, szkoła. Jedyna różnica to kolory. Zamiast czerwonego i białego teraz mamy błękitny i żółty. Zamiast Lenina – Ełbasy (Ojciec Narodu – tytuł nadany prezydentowi przez wiernopoddańczy parlament – przyp. red.) Nazarbajew. Zamiast „Wcielamy w życie ustalenia XXVII Kongresu Partii” – projekt „Kazachstan 2030”. Wszystko na jedno kopyto, żadnej fantazji – opowiada.

Pauperyzacja, korupcja


Kazachstan się bogacił, ale niekoniecznie przekładało się to zamożność obywateli. Wyznacznikiem zamożności kraju jest bogata klasa średnia. Tu tak nie było. Wzbogaciła się elita, skupiona wokół władzy, szczególnie familii Nazarbajewa, a reszta jakoś sobie musiała radzić i radziła, bo też nie miała innego wyboru. Właśnie tę resztę szczególnie dotykały niekorzystne tendencje w kraju jak niskie płace, podwyżki czy korupcja.

W marcu 2019 roku Nazarbajew nieoczekiwanie oddał władzę. Nowym prezydentem został namaszczony Kasym-Żomart Tokajew, ale został raczej figurantem. Nazarbajew został szefem rządzącej partii Nur Otan i dalej rządził z tylnego fotela. Kult jednostki pozostał, stolicę kraju – Astanę – wiernopoddańczo przemianowano na Nur-Sułtan, na cześć Ełbasego. – Wokół Tokajewa nie ma żadnego kultu. Jest tylko prezydentem. Nadal istnieje kult Ełbasego. W kraju nic się nie zmieniło – przekonuje Polka.

Igranie z demokracją, postępująca pauperyzacja były przyczyną gwałtownych protestów, które wybuchły kilka tygodni po objęciu władzy przez Tokajewa. Można powiedzieć, że był to wstęp do obecnych rozruchów, ale to twierdzenie tylko częściowo jest prawdziwe. Mieszkańcom Kazachstanu zależy w pierwszej kolejności na stabilizacji, a tę mimo wszystko gwarantował Nazarbajew.
Prezydent Kasym-Żomart Tokajew jest uważany za figuranta (fot. PAP/EPA/KAZAKH PRESIDENT PRESS SERVICE)
Prezydent Kasym-Żomart Tokajew jest uważany za figuranta (fot. PAP/EPA/KAZAKH PRESIDENT PRESS SERVICE)

Zamieszki w Kazachstanie. Biały Dom: Rosja może doprowadzić do deeskalacji

Rosja ma do wyboru dwie ścieżki – dyplomacji i eskalacji; to ona wywołała napięcia i to ona ma możliwość, by obniżyć napięcia – oświadczyła w...

zobacz więcej

Przez kolejne 2,5 roku Tokajew miał względny spokój, nie próbował podważać pozycji pryncypała, zdając sobie sprawę, że słońce może być tylko jedno. Problemy gospodarcze jak były, tak zostały, kraj zmaga się między innymi z koronakryzysem. – Epidemia COVID-19 wpłynęła na nas tak samo jak na wszystkie kraje. Zbankrutowało dużo firm z branży turystycznej, niewielkich restauracji, wiele sklepów, ale jednocześnie rozwija się dostawa czy handel w internecie – tłumaczy nasza rozmówczyni.

Wybuchły zamieszki


Dość nieoczekiwanie na początku stycznia tego roku wybuchły zamieszki po tym jak cena skroplonego gazu wzrosła do 120 tenge (około 1,12 zł) za litr, podczas gdy jeszcze na początku zeszłego roku wynosiła 38 tenge (około 35 gr) za litr. Niemal trzykrotna podwyżka musiała oburzyć mieszkańców, zwłaszcza, że obywatele Kazachstanu do najpokorniejszych nie należą. Prezydent ugiął się i odwołał rząd Askara Mamina, choć wcześniej zapewniał, że tego nie zrobi. Pracami rządu zaczął kierować dotychczasowy wicepremier Alichan Smaiłow. Władze ogłosiły też częściowe przywrócenie limitów cen na skroplony gaz.

Sytuacji to już jednak nie uspokoiło. Do zagranicznych mediów docierały nagrania, na których widać ludzi atakujących funkcjonariuszy, płonące budynki rządowe, auta, zgliszcza, obrabowane sklepy. Do tego informacje o tysiącach zatrzymanych, co najmniej 164 zabitych, tysiącach rannych.

Zagraniczne media informują o gwałtownych demonstracjach. Tokajew zaczął oskarżać „zagranicznych najemników” i apelował do rodaków, by nie ulegali „prowokacjom z wewnątrz i zewnątrz” oraz „euforii wiecowania”. Słowa prezydenta wydają się być zrozumiałe z perspektywy Zachodu, bo wpisują się w pewien charakterystyczny model.

Gdy coś dzieje się nie po myśli władzy autorytarnej, zawsze odpowiadają za to wraże siły, ostatecznie renegaci wspierani finansowo przez tajemnicze zagraniczne środowiska, dybiące tylko na „naszą wolność, kryształową demokrację i świetlaną przyszłość”. Czy to Białoruś, Rosja, czy Chiny – mechanizm reakcji zawsze jest ten sam.

Eldorado w stepie. Jak się robi biznes w Kazachstanie

Polpharma, Selena, Tines, Ekoexport, Arno Group. Liczba polskich firm, które postanowiły zainwestować na odległym rynku w Kazachstanie i dobrze na...

zobacz więcej

Atak na ratusz


W Kazachstanie sytuacja przypuszczalnie wymyka się tej klasyfikacji. O tym, że jest coś na rzeczy w słowach Tokajewa może choćby świadczyć szturm na ratusz w Ałmatach, podczas którego miało zginąć ponad 60 osób. Wyobraźmy sobie, że manifestanci, zwykli ludzie, są oburzeni na działania władz, w tłumie zapala im się lampka i atakują siedzibę władz, mają sztachety kamienie, to nie jest rzecz nadzwyczajna.

Ale co się dzieje? Wojsko zaczyna strzelać i giną dziesiątki osób. Gdy normalni ludzie widzą, że lecą kulę, wokół leżą ciała, naturalnie wycofują się. Kilka złotych różnicy to nie powód, żeby ryzykować życie. Mistrz Ryszard Kapuściński opisując rewolucję w Iranie wskazał, że momentem przełomowym była sytuacja gdy ludzie przestali bać się służb szacha. Dziesiątki lat gnojenia, ucisku, morderstw dokonywanych przez Sawak, faktycznie sprawił, że ludzie nie mieli już nic do stracenia i, dawaj, powstali przeciwko tyranii.

W Kazachstanie tak źle nigdy nie było. W kraju był spokój, władza, jakkolwiek dyktatorska i niesprawiedliwa, nie posuwała się do takich okrucieństw jak reżim Mohammada Rezy. Zatem, czy normalny człowiek, choćby bardzo zły na władzę za swoją pogarszającą się sytuację ekonomiczną dalej parłby na strzelających funkcjonariuszy, gdy obok leżą dziesiątki ciał a ranni krzyczą z bólu? Czy miałby dość determinacji? Odwagi? Czy odrąbywałby głowy funkcjonariuszom? Dalej, czy sytuacja w Kazachstanie dojrzała do stanu wrzenia? Czy ludzie byli już tak przyparci do muru i uznali, że jedyną możliwością jest obalenie reżimu siłą, bez względu na konsekwencje? Można mieć wątpliwość, biorąc pod uwagę lata spokoju gwarantowanego przez Nazarbajewa. Tu nie było dżihadystów jak w Uzbekistanie, nędzy jak w Tadżykistanie, gdzie gospodarka opiera się na pieniądzach przysyłanych przez migrantów ekonomicznych z Rosji.

Logiczne wydaje się zatem pytanie, czy ktoś żyjący nawet biednie, ale spokojnie ruszyłby na budynki rządowe, atakował funkcjonariuszy choć ci strzelają ostrą amunicją i kładą trupem innych uczestników manifestacji? Trudno w tym przypadku o odpowiedź twierdzącą. Osoba bez specjalnego przeszkolenia do walki ulicznej i dodatkowej motywacji finansowej lub ideologicznej raczej nie jest skłonna do takich działań, tu jednak zaczynamy niebezpiecznie zbliżać się w rozważaniach do wersji Tokajewa.
W Ałmatach podpalono ratusz (fot. PAP/EPA/STR)
W Ałmatach podpalono ratusz (fot. PAP/EPA/STR)

Prezydent Kazachstanu: W ciągu dwóch dni wojska ODKB rozpoczną wycofywanie się z kraju

Rozpoczęcie wycofywania wojsk poradzieckiej Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB) nastąpi w ciągu dwóch dni – powiedział w...

zobacz więcej

Najemnicy?


Co sami ludzie w kraju mówią o zamieszkach? Czy wierzą, że w twierdzenia władz o zagranicznych najemnikach? Oddajmy głos Polce mieszkającej w Kazachtanie. – Ludzie faktycznie wierzą, że w organizację zamieszek zaangażowani byli zagraniczni najemnicy, w Ałmatach słychać było rozmowy w języku arabskim – mówi portalowi tvp.info.

– Istnieje kilka teorii na temat tego, kto za tym stoi, ale wszyscy się zgadzają, że to próba zmiany władzy. Było widać jak dobrze organizowano rozruchy, że ktoś koordynuje tę akcję, że atakujący mieli broń. Media cytują słowa prezydenta i ministra spraw wewnętrznych, że to był zamach na władzę, aresztowano szefa KNB (Komitet Bezpieczeństwa Państwowego – przyp. red.) Karyma Masymowa, który miał być zamieszany w organizację zamieszek – relacjonuje.

Aresztowanie Masymowa, według BBC „człowieka Nazarbajewa”, można różnie interpretować. Mógł być kozłem ofiarnym, a jako protegowany familii może nic mu nie grozić. Z drugiej strony mógł być też jak generał Mengistu Neway podczas próby przewrotu w Etiopii przeciwko cesarzowi Haile Selassiemu I w grudniu 1960 r. i faktycznie organizował przewrót, nie zadowalając się ciepłą posadką. Tego możemy się nigdy nie dowiedzieć, ot tajniki dworu.

Jak opowiada Polka mieszkająca w Ałmatach, ludzie w kraju nie wierzą, że możliwa jest powtórka z Kirgizji, gdzie obalono postkomunistyczny reżim Askara Akajewa, a potem jeszcze kolejnego prezydenta Kurmanbeka Bakijewa, jednego z przywódców „tulipanowej rewolucji”. Zresztą sytuacja już wraca do normy.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO
– Władza poszła najpierw na kompromis i obniżono ceny gazu, ale doszło do zamieszek, choć obecnie w Ałmatach jest cicho. Wszystkie obiekty państwowe są pod ochroną. Sytuacja ustabilizowała się. Na razie nikt nie myśli o tym żeby protestować, tylko o tym żeby wszystko jak najszybciej wróciło do normy – relacjonuje.

Petrović: Rozmowy w cieniu manewrów. Rosja przygotowuje kolejne prowokacje

Rosja nie zamierza przed rozmowami z Zachodem iść na żadne kompromisy i wykazać, poprzez złagodzenie napięć, dobrą wolę. Wprost przeciwnie. Jej...

zobacz więcej

– Wydarzenia ostatnich dni nie kojarzą się ludziom z protestami z 2019 r., wtedy inaczej to wszystko wyglądało. Teraz jest to odbierane wyłącznie jako próba destabilizacji sytuacji w kraju i ataku na istniejący porządek – zaznacza. – Tu nie było aż takiego oburzenia na podwyżki, jak przedstawia się na Zachodzie – dodaje.

– Podniesiono ceny gazu dla samochodów, tymczasem większość aut jeździ na benzynę, a nie na gaz – zwraca uwagę – Zresztą ceny rosną od lat, to dla nas nic nowego. Oczywiście nie wszyscy się na to godzą, ale są przyzwyczajeni do tej sytuacji. Ostatnie podwyżki to nic nowego, a na pewno nie powód, by wywoływać krwawą rewolucję – podkreśla Polka.

– Wcześniej ludzie byli spokojni o stabilizację w kraju. Po ostatnich wydarzeniach ta wiara zmalała. Wszyscy w Kazachstanie są przyzwyczajeni do pokoju i byli wstrząśnięci ostatnimi wydarzeniami, przerażeni stopniem agresji i przemocy oraz zniszczeniami, które widzieliśmy – przekonuje mieszkanka Ałmatów.

Skala przemocy


Właśnie skala przemocy i okrucieństwa może sugerować, że nie była to oddolna inicjatywa obywateli. – Odcinanie głów policjantom i młodym kadetom szkół wojskowych, włamania do banków i sklepów – to jakieś średniowiecze. Te czyny tak zwanych protestujących są nie po pomyślenia dla nas wszystkich – mówi Polka.

– Niektórzy z mówili po arabsku, choć nie było ich dużo. Wiadomo, że część poszła walczyć za pieniądze. Krążą tu filmiki, na których uczestnicy protestów mówią, że płacili im po 90 tys. tenge (około 900 zł – przyp. red.). Nie wiem, czy są to dżihadyści, czy inni najemnicy, ale zachowywali się okropnie, wręcz nie do pomyślenia – dodaje.

– Porównuje się Kazachstan do Białorusi, ale tu wydarzyło się coś innego. To nie pokojowe protesty, tylko krwawe bójki i rabowanie banków, bankomatów, sklepów. Palono nie tylko pojazdy policyjne, ale i straży pożarnej. Uczestnicy zamieszek kradli karetki pogotowia, blokowali podjazdy do szpitali, a nawet weszli do dwóch szpitali i wzięli jako zakładników lekarzy oraz pacjentów. Dzicz. Czy tak zachowują się ludzie walczący o godne życie? – pyta.
Rosja wysłała żołnierzy do Kazachstanu (fot. PAP/EPA/RUSSIAN DEFENCE MINISTRY PRESS SERVICE)
Rosja wysłała żołnierzy do Kazachstanu (fot. PAP/EPA/RUSSIAN DEFENCE MINISTRY PRESS SERVICE)

Rosja i Chiny zaniepokojone „interwencją najemników” w Kazachstanie

Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow i jego chiński odpowiednik Wang Yi rozmawiali telefonicznie o sytuacji w Kazachstanie. Wyrazili...

zobacz więcej

– Może wszystko wymsknęło się spod kontroli i uczestnicy rozruchów zaczęli włamywać się do sklepów i banków, ale wiele osób uważa tu, że to wszystko było zaplanowane. To nie były żadne protesty, jak podają niektóre europejskie media. Ci ludzie, wśród nich pijana młodzież, zachowywali się jak bandyci, szabrownicy. Nie wiem, może wśród nich byli nieliczni najemnicy, był przecież ten język arabski. Mogę powiedzieć z pewnością, że to barbarzyńcy – podkreśla.

Interwencja wojsk ODKB w Kazachstanie jest na rękę prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi, który może zgrywać peacemakera, jednocześnie szykując się do agresji na Ukrainę. Do tego Kremlowi kolorowa rewolucja u sojusznika nie byłaby na rękę. Po co mieć u boku jakąś nieobliczalną, niestabilną demokrację, lepiej mieć stałego partnera, a to jaki model demokracji wprowadza to jego sprawa, grunt, żeby nie było „żadnych zabaw w demokrację”.

Wpływ Rosji


– Rosjanie i żołnierze z innych krajów przylecieli dopiero jak ich poprosił Tokajew. Samoloty cały czas czekają na powrót, to znaczy, że nie mają zamiaru zostawić żołnierzy u nas. Tak naprawdę Rosja nie musi zwiększać wpływów w Kazachstanie jak na Ukrainie, nasz kraj zawsze był pod dużym wpływem Rosji i nie próbował się „wyrwać” – tłumaczy Polka.

– Dla większości ludzi w Kazachstanie rosyjski jest językiem ojczystym i nie widzą w Rosji wroga. Lotnisko w Ałmatach jest zamknięte, bo bazują się na nim samoloty, które dostarczyły wojska ODKB. Dla mieszkańców Ałmatów oznacz to, że wkrótce odlecą. Także ze strony Chin nie widzi się tu żadnego zagrożenia – wskazuje nasze rozmówczyni.

Czy rozruchy w Kazachstanie będą kontynuowane? Czy zostaną odłożone w czasie? Kto za nimi stoi? Czy była to oddolna inicjatywa mieszkańców, czy próba przeprowadzenia puczu przez zagranicznych najemników? Czy reżim zostanie złagodzony? Świat czeka na odpowiedzi na te pytania, choć trzeba liczyć się z tym, że większość odpowiedzi nie poznamy, bądź będą negatywne albo dalekie od naszych oczekiwań odnośnie poprawy poziomu demokracji w Kazachstanie.

Dla mieszkańców najważniejsze, żeby wrócił spokój i on wraca. – Strzelaniny ucichły, rabowanie sklepów się skończyło. Na razie jest cicho. Wywożą śmieci, są otwierane sklepy, stacje benzynowe, zaczyna pracować transport miejski, ludzie wracają do pracy, przywrócono dostęp do internetu. Życie wraca do normy – opowiada Polka.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej