RAPORT

Wojna na Ukrainie

Wołodźko: Liberałowie już czekają z ofertą: „Pieniędzy nie ma i nie będzie”

Tytułowy cytat to słowa byłego ministra finansów z PO, Jana Vincenta Rostowskiego (fot. PAP/Marcin Obara)
Tytułowy cytat to słowa byłego ministra finansów z PO, Jana Vincenta Rostowskiego (fot. PAP/Marcin Obara)

Nie tylko Polska w ostatnich latach zmaga się z pandemicznymi wyzwaniami. Nasz rząd stosuje podobne narzędzia jak większość europejskich krajów – zarówno na poziomie gospodarczym, społecznym, jak i epidemiologicznym.

A Polacy wciąż nie ufają opozycji...

Jak to jest, że choć PiS ma za sobą dwa lata rządów w naprawdę trudnych warunkach, nie tylko utrzymuje nadspodziewanie wysokie poparcie społeczne,...

zobacz więcej

Ktokolwiek spojrzy dziś na Europę, jej część zachodnią i wschodnią, północną i południową, ten zobaczy podobne problemy i wyzwania. Najbogatsze kraje Zachodu mają oczywiście łatwiej: mogą sobie pozwolić na największą finansową hojność w sytuacji pandemicznego zagrożenia. Mają też sprawniejsze systemy publicznej opieki zdrowotnej: chodzi nie tylko o kwestie organizacyjne, finansowe i instytucjonalne, ale i o to, że zachodnie systemy zdrowotne chętnie korzystają z pracy emigrantów i emigrantek zarobkowych. Polscy lekarze, polskie pielęgniarki, polskie opiekunki osób starszych w Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii – to przecież oczywistość.

Kraje postkomunistyczne są w trudniejszej sytuacji: z lepszym lub gorszym skutkiem od trzydziestu lat starają się budować nie tylko systemy rynkowe, ale też instytucje inne niż autorytarne, które wobec obywateli stosowały przede wszystkimi argumenty siły. W realnym socjalizmie państwo i jego władza miały w pewnym sensie łatwiej: ludzie musieli w większości siedzieć i zarabiać w kraju. W znacznym stopniu dotyczyło to także – mówiąc językiem tamtej epoki – służby zdrowia. Pokolenie pielęgniarek i lekarzy, które dziś odchodzi na emerytury, zaczynało w czasach, gdy mogło się wydawać, że kogo jak kogo, ale personelu medycznego w Polsce nie zabraknie.

A przecież nawet zasobniejsze od Polski kraje, które nigdy nie musiały się mierzyć z tym, co zafundowała Europie w XX wieku promoskiewska lewica, zmagają się dziś z potężnymi pandemicznymi napięciami. Można zaryzykować wręcz tezę, że ruch antyszczepionkowy na Zachodzie jest znacznie silniejszy niż w Polsce – także jeśli chodzi o temperaturę protestów, gwałtowność wystąpień przeciwników pandemicznych obostrzeń i obowiązkowych szczepień.

Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najmądrzejszy w świecie? [OPINIA]

Najgorzej oceniany minister finansów w historii Polski ostatniego ćwierćwiecza Jan Vincent-Rostowski, zwany „Nikodemem Dyzmą polskich finansów...

zobacz więcej

Jest w tym pewna prawidłowość: bogatsze od Polski państwa zachodnie potrafią znacznie mocniej dokręcić swoim obywatelom śrubę, a równocześnie ich władze muszą liczyć się z bardziej radykalnymi wystąpieniami. Poziom niezadowolenia społecznego rośnie również na zachodzie, szczególnie gdy raz po raz okazuje się, że tamtejsi politycy nie stosują się do obostrzeń, które usiłują narzucić własnym obywatelkom i obywatelom. Okazuje się równocześnie, że „pieniądze to nie wszystko”: kraje zachodnie są hojniejsze dla swoich obywateli w czas pandemii niż reszta świata. Ale to właśnie z bogatych państw, przyzwyczajonych do życia w powszednim komforcie, najczęściej płyną sygnały dotyczące zmęczenia życiem w pandemicznych realiach.

Polska jest krajem w specyficznej sytuacji. Rządy Prawa i Sprawiedliwości po 2015 roku są właściwie pierwszymi, które potraktowały serio kwestie powszechnego dobrobytu. To znaczy takiego, do którego stopniowo zyskują dostęp nie tylko po-PRL-owskie elity, uwłaszczona nomenklatura, obecni polityczni i medialni liberałowie o komunistycznych korzeniach. Po 2015 roku było to kamieniem obrazy właśnie dla liberałów. Politycy Platformy Obywatelskiej oczywiście woleli milczeć, ale niemal codziennie słyszeliśmy od przeróżnych celebrytów i celebrytek, co o tym „skandalu”, czyli budowaniu przez PiS klasy średniej niejako „od dołu”, myślą właśnie liberalne elity. To było dla nich coś przerażającego, co kompletnie nie pasowało do ich wizji Polaków jak chłopów i chłopek pańszczyźnianych.

Gdy dziś PiS ogłasza kolejne programy osłonowe i tarcze, liberałowie kpią w żywe oczy. Nie ma się co dziwić, że kpią korwiniści – oni najchętniej urządziliby Polakom taki bantustan, w którym zwykłym ludziom naprawdę trudno byłoby wyżyć. Bo to pomysł na państwo skrajnie rozwarstwione, bez jakichkolwiek usług publicznych, z enklawami dobrobytu w morzu życia pod dyktando w najbardziej egoistyczny sposób prowadzonych biznesów. To byłby taki początek lat 90., tylko że na stałe: świat, w którym nigdy nie możesz być pewien pracy i jej warunków.

Ale zabawniej się robi, gdy kpią cywilizowani „europejscy liberałowie”, którzy niby świetnie wiedzą, że współczesne zachodnie państwa w znacznej mierze bazują na inwestycjach i usługach publicznych, na sensownych warunkach pracy, prawnie gwarantowanych, dobrej sieci komunikacji publicznej. Liberałowie od Donalda Tuska, mówiąc w pewnym skrócie, nie potrafią się zdecydować, czy potępiać PiS za „rozdawnictwo”, czy może za to, że „za mało oferuje w ramach wsparcia publicznego”.

Owsiak nie zaraża, sylwester – tak

Samorządowcy w całej Polsce odwoływali ostatnio miejskie imprezy sylwestrowe na świeżym powietrzu, bo, jak tłumaczyli, mamy epidemię. Koronny...

zobacz więcej

W tym niezdecydowaniu również nie ma nic niezwykłego: liberałom od Tuska tak naprawdę znacznie bliżej mentalnie do korwinistów. I to naprawdę twardych korwinistów. Tyle że dobrze wiedzą, że korwinistyczne przekonania nie gwarantują politycznego sukcesu. Najprawdopodobniej, gdyby liberałowie kiedykolwiek wrócili w Polsce do władzy, kurs na politykę obojętności, politykę tylko dla elit, wróciłby szybciej niż wolniej. Wystarczy przejrzeć liberalne tradycyjne media, social media liberalnych autorytetów, żeby spostrzec, że marzy im się wielkie cięcie tego, co wprowadziło PiS w sprawach społeczno-gospodarczych. I byłaby to także forma zemsty na wyborcach rządzącej obecnie partii.

Na marginesie: Polacy świetnie sobie zdają dziś sprawę choćby z tego, że przez długie lata naszym rynkiem nie trzęsła żadna „niewidzialna ręka rynku”, ale biznes niemiecki, francuski, rosyjski, amerykański. I że z reguły wiązało się to z mocnymi uwarunkowaniami politycznymi: bo rynek globalny jest związany z geopolityką o wiele mocniej niż usiłowały przez lata przekonywać choćby ultraliberalne media głównego nurtu.

Ktokolwiek więc narzeka, że PiS troszczy się za mało i oferuje za mało w czasach globalnego kryzysu, niech sobie przypomni, że tak zwani liberałowie już czekają za rogiem z ofertą: „pieniędzy nie ma i nie będzie”.

Zobacz także – Krzysztof Wołodźko: Opozycja i nowa terapia szokowa

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej