RAPORT

Wojna na Ukrainie

Petrović: Pachnie Monachium, pachnie Jałtą. Zachód musi powstrzymać szantażystę

Rosja grozi, że jeśli rozmowy z USA nie przyniosą efektów, to zaatakuje Ukrainę (fot. EPA/Oliver Contreras / POOL Dostawca: PAP/EPA; Mikhail Svetlov/Getty Images)
Rosja grozi, że jeśli rozmowy z USA nie przyniosą efektów, to zaatakuje Ukrainę (fot. EPA/Oliver Contreras / POOL Dostawca: PAP/EPA; Mikhail Svetlov/Getty Images)

W Genewie ruszyły amerykańsko-rosyjskie rozmowy na temat stabilności strategicznej. Tyle że agendy obu stron bardzo się od siebie różnią. I nawet jeśli Rosja nie osiągnie, oficjalnie, swoich celów, to wciąż istnieje poważa obawa przed możliwą polityką ustępstw Białego Domu, który od czasu, gdy zasiada w nim Joe Biden, znajduje się w tej kwestii pod mocnym wpływem Niemiec. Władimir Putin nie zgarnął jeszcze całej puli, ale wymuszenie na USA, poprzez szantaże i groźby, rozmów na szczycie, pokazuje, że stopniowo osiąga on swój cel – bycia traktowanym przez Waszyngton jako siła, z którą trzeba się układać.

To nie negocjacje, to szantaż. Rosja chce zmusić Zachód do uznania jej stref wpływów

Wielopoziomowa polityka agresji w wykonaniu Kremla przynosi oczekiwane przez niego efekty. Zachód zmuszony jest poważnie potraktować żądania...

zobacz więcej

Nie widać wielkich nadziei związanych z rozpoczętymi w poniedziałek rozmowami USA z Rosją w Genewie. Nie może ich być, gdyż Moskwa nie wykazała jakichkolwiek przejawów dobrej woli i kontynuuje politykę agresji.

Po tym, jak Kreml wywołał kryzys energetyczny w celu wymuszenia na Zachodzie szybszej certyfikacji gazociągu Nord Stream 2, gdy przez ostatnie miesiące militaryzuje granicę z Ukrainą, by wywołać wrażenie, że ofensywa na ten kraj to kwestia najbliższych dni, gdy szerzy propagandę zagrożenia rzekomą agresywną polityką NATO po to, by wymusić na tymże NATO ustępstwa – nie może być mowy o „przewidywalnym” parterze, tylko o łamiącej zasady prawa międzynarodowego dyktaturze.

I to właśnie przedstawiciel tejże dyktatury spotkał się z reprezentantem USA w niedzielę wieczorem w rezydencji ambasadora USA przy Konferencji Rozbrojeniowej ONZ – doszło tam do roboczej kolacji stojących na czele swoich delegacji - zastępczyni sekretarza stanu USA Wendy Sherman i wiceministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Riabkowa.

Chcą osłabić NATO


Po spotkaniu przedstawiciel Kremla jeszcze raz przypomniał, że dla jego kraju najważniejszymi kwestiami są tzw. gwarancje bezpieczeństwa, o których mowa była przy okazji zaprezentowania projektów traktatów Rosja-USA i Rosja-NATO. Wśród nich zaś znajdowały się postulaty wykluczenia rozszerzenia się Sojuszu na wschód, a także wycofanie wojsk i uzbrojenia z państw należących do tej organizacji, które graniczą z Rosją. To zaś oznacza, że Moskwa chciałaby powrotu do relacji z czasów zimnej wojny, gdy najważniejsze tematy ustalała z Waszyngtonem, a reszta świata w tym czasie wstrzymywała oddech, a także koncertu mocarstw – gdy to duzi rozmawiali, a następnie relacjonowali małym, jak się sprawy mają.

Petrović: Rozmowy w cieniu manewrów. Rosja przygotowuje kolejne prowokacje

Rosja nie zamierza przed rozmowami z Zachodem iść na żadne kompromisy i wykazać, poprzez złagodzenie napięć, dobrą wolę. Wprost przeciwnie. Jej...

zobacz więcej

Kreml stawia tym samym sprawę jasno – jesteśmy mocarstwem, mamy swoją strefę wpływów, do której należy szereg państw byłego bloku wschodniego, które bez naszej zgody nie mają prawa przyłączać się do UE czy NATO. Kraje z nimi sąsiadujące mają zaś zachować swoją neutralność, także poprzez to, że na ich terytoriach nie będą znajdować się znaczące amerykańskie siły i sprzęt.

Obawy pozostają


Co prawda, przedstawiciele USA i NATO z góry zapowiedzieli, że tematy te nie będą podlegać dyskusji i że Rosja nie ma prawa mówić suwerennym państwom, w jakim sojuszu i w jakiej organizacji planują być, ale obawy pozostają.

I są podsycane – jak to miało miejsce m.in. poprzez niedawny materiał wyemitowany przez NBC, w którym zasugerowano, że administracja prezydenta Joe Bidena rozważa zmniejszenie liczebności amerykańskich sił w Polsce i krajach bałtyckich w odpowiedzi na rosyjskie żądania.

Oczywiście, zostało to zaraz zdementowane przez amerykańskich przedstawicieli. Ale do czego dojdzie podczas rozmów, tych, czy kolejnych, tego pewni być nie możemy.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO

Tym bardziej mając w pamięci działania administracji Bidena przy okazji wydania przez niego zgody na budowę Nord Stream 2, gdy uległ on ostatecznie namowom Niemiec.

Chociaż przedmiotem rozmów w Genewie jest zestaw spraw dwustronnych, dotyczących głównie kontroli zbrojeń, to sama Sherman miała przekazać Riabkowowi, że dyskusja na część tematów proponowanych przez Moskwę będzie zarezerwowana na rozmowy na forum Rady NATO-Rosja i Stałej Rady OBWE.

Kreml likwiduje „sumienie Rosji”. Berlin wyraża rutynowe zaniepokojenie i dalej brnie w „dialog”

Likwidacja stowarzyszenia Memoriał jest jednym z końcowych etapów niszczenia wolnej od wpływów Kremla myśli w Rosji. Ostatnie miesiące przyniosły...

zobacz więcej

O czym USA mogą porozmawiać?


Wcześniej szef dyplomacji USA Antony Blinken odrzucił możliwość spełnienia rosyjskich żądań dotyczących rezygnacji z polityki "otwartych drzwi" NATO, a także zmniejszenia liczby wojsk amerykańskich i Sojuszu na wschodniej flance, stwierdził jednak, że jest gotowy do rozmów o limitach dotyczących ćwiczeń wojskowych, rozmieszczenia pocisków rakietowych i "gorącej linii" z Moskwą.

Ocenił przy tym, że mała jest szansa na osiągniecie w tych kwestiach jakichkolwiek postępów, gdy w tym samym czasie przy granicach z Ukrainą skoncentrowane są rosyjskie wojska i "przystawiony jest pistolet do głowy Ukrainy".

Ciężko się z tym nie zgodzić, tym bardziej, że w niedzielę Riabkow powiedział agencji TASS, że "NATO powinno zwijać manatki i udać się na granice z 1997 roku", czyli z okresu przed rozszerzeniem Sojuszu o Polskę, Czechy i Węgry. 

Co więcej, zasugerował on, że jeśli Waszyngton nie zgodzi się z propozycjami Moskwy, to może być to ostatnie tego typu spotkanie. To zaś, w domyśle, miało oznaczać, że Kreml od wyniku rozmów uzależnia przeprowadzenie ofensywy na Ukrainę.

Dzisiejsze spotkanie w Genewie jest pierwszym z serii negocjacji – w środę sytuacja ma być omawiana podczas spotkania Rady NATO-Rosja w Brukseli, a w czwartek Stałej Rady OBWE w Wiedniu.

Obawy Ukrainy


Przed poniedziałkowym spotkaniem Komisji NATO-Ukraina szef MSZ Ukrainy Dmytro Kułeba ocenił, że żądania Władimira Putina są bezprawne i zagrażają międzynarodowemu bezpieczeństwu.

„Czas nazwać rzeczy po imieniu. Putin wymaga od USA, NATO i UE uznania strefy wpływu Rosji, do której należałyby suwerenne sąsiednie państwa. Ale zimna wojna dawno się zakończyła, a wraz z nią strefy wpływu” - napisał Kułeba na Twitterze.

Wtórowała mu wicepremier Ukrainy Olga Stefaniszyna, która po rozmowach z sekretarzem generalnym Sojuszu Północnoatlantyckiego Jensem Stoltenbergiem, powiedziała, że Rosja, jako agresor, nie ma prawa stawiać żądań. Podkreśliła ona przy tym, że postulaty Moskwy, dotyczące bezpieczeństwa powinny rozpocząć się od wycofania się rosyjskich wojsk z Ukrainy.

Z kolei ambasador Ukrainy w Niemczech Andrij Melnyk powiedział, że w obliczu agresywnej postawy Rosji wobec jego kraju Kijów oczekuje "ogromnego wsparcia wojskowego" od Berlina, gdyż mogłoby to zapobiec rosyjskiej inwazji. Zażądał on również od Niemiec, aby "porzuciły istniejącą - moralnie absolutnie naganną - postawę blokady i pilnie dostarczyły Ukrainie niezbędny sprzęt obronny".

- Zamiast nieustannie zalecać się do władcy Kremla bez względu na to, jakie nowe zbrodnie Moskwa popełnia na arenie światowej, Rosja powinna być traktowana jak trędowata i izolowana na arenie międzynarodowej jako państwo parias – uważa ambasador.

Zachód powinien dostarczyć Ukrainie broń. Trzeba zmusić Kreml do kalkulacji kosztów

Rosja w dalszym ciągu robi groźne miny. Apele i ostrzeżenia Zachodu nie przynoszą rezultatów. Ukraina apeluje wciąż do państw członkowskich NATO o...

zobacz więcej

Pachnie Monachium


W rozmowie z PAP były szef MSZ, europoseł PiS Witold Waszczykowski ocenił, że podjęcie tych rozmów w czasie, gdy mamy do czynienia z rosyjskim szantażem jest „absolutnym błędem”.

- Zgoda Amerykanów, żeby rozmawiać w innym kraju z Rosją pachnie skompromitowaną konferencją z Monachium z 1938 roku, gdy dyskutowano i decydowano o Czechosłowacji, czy konferencją w Jałcie z 1945 roku, kiedy decydowano m.in. o Polsce – ocenił były szef MSZ.

Waszczykowski podkreśla, że w ciągu ostatnich 30 lat Zachód budował architekturę bezpieczeństwa w sposób jak najbardziej demokratyczny, aby odchodzić od XIX-wiecznych koncepcji tzw. koncertu mocarstw oraz „sytuacji, jakie miały miejsce w latach 60., 70., 80., kiedy to światem zarządzały dwa mocarstwa, USA i ZSRR”.

„Wtedy czekaliśmy od szczytu do szczytu, od Genewy po Reykjavik, od Reykjaviku po Helsinki itd.” – ocenił były szef polskiej dyplomacji. Jak dodaje, Putin chciał do tej sytuacji wrócić i okazuje się, że mu się to udało.

Trzeba wyciągnąć wnioski z przeszłości


W podobnym tonie sprawę ocenia francuski dziennik "Le Figaro", który zwraca uwagę, że Zachód zachowuje się wobec Rosji i Ukrainy tak jak podczas konferencji w Monachium w 1938 roku, kiedy oddano Czechosłowację w ręce Adolfa Hitlera.

"Francja i Niemcy niechętnie przyjęłyby Ukrainę i Gruzję do NATO. Berlin broni też gazociągu Nord Stream 2, który łączy Rosję i Niemcy, a Paryż nie porzucił polityki zbliżenia z Moskwą (…). Europa na razie została odsunięta na bok przez Putina, który zmusił prezydenta USA do dwustronnego formatu rozmów genewskich" – podkreślił francuski dziennik.

Zachód od dłuższego już czasu apeluje do Rosji o unormowanie sytuacji na granicy z Ukrainą i grozi potężnymi sankcjami, jeśli Moskwa zdecydowałaby się na uderzenie.

Rosja żąda gwarancji bezpieczeństwa od Zachodu. Sama tworzy problemy i oczekuje dialogu

Rosja nadal gromadzi wojska przy granicy z Ukrainą i nie widać żadnych oznak deeskalacji. Zachód potępia działania Kremla i grozi sankcjami. Moskwa...

zobacz więcej

Groźba sankcji


Jak donosi z kolei dziennik "New York Times", Waszyngton z sojusznikami opracowują plan sankcji mających zniechęcić do tego Putina i chcą by miał on wcześniej ich świadomość, zanim podejmie decyzję o ataku.

Dziennik zwraca uwagę, że restrykcje te miałyby być skuteczniejsze niż te nałożone w roku 2014 - gdy Rosja napadła na wschodnią Ukrainę i anektowała Krym, a także późniejsze, związane z ingerowaniem w wybory w 2016 roku i cyberatak przeprowadzony w cztery lata później.

Restrykcje miałyby objąć odcięcie największych rosyjskich instytucji finansowych od światowych transakcji, a także nałożenie embarga na wyprodukowaną lub zaprojektowaną przez USA technologię wykorzystywaną w przemyśle obronnym i konsumenckim, jak również dostarczenie Ukrainie uzbrojenia, które mogłoby być użyte podczas ewentualnej wojny partyzanckiej przeciwko rosyjskiej okupacji wojskowej.

Kary miałyby wejść w życie w kilka godzin po ewentualnej napaści na Ukrainę.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej