RAPORT

Wojna na Ukrainie

Kuczyński: Dlaczego Kazachstan stanął w ogniu? Zaczęło się od LPG

Gwałtowne protesty w Kazachstanie (fot. Turar Kazangapov/Anadolu Agency via Getty Images)
Gwałtowne protesty w Kazachstanie (fot. Turar Kazangapov/Anadolu Agency via Getty Images)

Za wybuchem gwałtownych protestów w Kazachstanie nie stoją obce państwa czy słaba opozycja, lecz frustracja społeczeństwa złą sytuacją socjalno-ekonomiczną. Po latach obietnic reform wielu Kazachów uznało, że ta władza nie chce prawdziwych zmian. Więc jedynym wyjściem jest zmiana władzy.

Ałmaty. Krew na ulicach. Wojsko otoczyło plac i strzela do ludzi [WIDEO]

Trwa strzelanina na pl. Republiki w Ałmaty, największym mieście Kazachstanu; żołnierze kierują ogień na uczestników zamieszek – podała w czwartek...

zobacz więcej

Kazachstan to ogromny kraj, największa po Federacji Rosyjskiej była republika sowiecka. Najsilniejsze państwo w Azji Środkowej. Z racji na położenie, w samym sercu Eurazji, między Rosją a Chinami, ważny sojusznik zarówno dla Moskwy, jak i Pekinu. Z dużą mniejszością rosyjską i współpracą bezpieczeństwa z Rosją, z gospodarką, gdzie coraz śmielej poczynają Chiny i krajem, przez który przebiega strategiczny dla Pekinu gazociąg do Turkmenistanu.

W porównaniu ze swymi sąsiadami z południa, Kazachstan wydawał się ostoją dobrobytu i stabilności. Rzecz jasna, zawdzięcza to głównie ogromnym zasobom ropy, gazu, ale też – ważne – uranu. „Kazachstan jest krajem największym, najbogatszym, uchodzącym za przykład sukcesu transformacji i modernizacji państwa, które udało się przeprowadzić przy relatywnie niedużych konfliktach wewnętrznych (pomimo zróżnicowania etnicznego, dużego obszaru, znacznej dynamiki społecznej)”- pisze Krzysztof Strachota z OSW.

Problem w tym, że to bogactwo jest podzielone nadzwyczaj nierównomiernie. W dostatki opływa elita rządząca, z klanem Nazarbajewa na czele. Znaczna część społeczeństwa jest zaś tak naprawdę bardzo biedna. Konieczne są poważne reformy, polityczne i gospodarcze. Ale obecne elity rządzące nigdy się na to dobrowolnie nie zgodzą. Napięcia w Kazachstanie narastają od lat, ale nikt nie przypuszczał, że protest kilkudziesięciu osób w zachodnim mieście Żangaözen 2 stycznia doprowadzi do masowych demonstracji w całym kraju, które doprowadzą do zmiany rządu, ograniczenia wpływów Nazarbajewa, krwawych rozruchów, starć z wojskiem, wreszcie obcej interwencji zbrojnej.

Bunt dojrzewał od dawna


Protesty i zamieszki już się w Kazachstanie zdarzały. Choćby dwa lata temu, na zachodzie kraju, gdy ludzie oburzyli się na ściąganie do pracy w sektorze naftowym pracowników z Indii i Chin, kosztem zatrudniania Kazachów. Najbardziej krwawe wydarzenia miały jednak miejsce w grudniu 2011 roku. W Żangaözen spacyfikowano wielomiesięczny strajk pracowników naftowych: oficjalnie zginęło 18 osób, a blisko 90 zostało rannych.

„Antyterrorystyczna operacja w Ałmaty”. Prezydent wzywa na pomoc Rosję [WIDEO]

Kazachskie organy ochrony prawa przystąpiły do antyterrorystycznej operacji specjalnej w największym mieście kraju, Ałmaty –  poinformowało w...

zobacz więcej

Ludzie w Kazachstanie mieli dość niespełnionych obietnic autorytarnego rządu i gołosłownych zapowiedzi prawdziwych reform. Wiosną 2016 roku wiele tysięcy ludzi demonstrowało jak kraj długi i szeroki przeciwko rządowej reformie gruntowej, której towarzyszyły pogłoski, że ziemia ma być kupowana przez obcokrajowców, zwłaszcza Chińczyków.

Ale były też inne problemy. Jednym z najważniejszych postulatów protestujących było umorzenie długów tym, którzy zaciągnęli kredyty w twardej walucie tuż przed działaniami rządu prowadzącymi do deprecjacji waluty narodowej (tenge) i utraty połowy jej wartości (!). Rząd wycofał propozycję reformy rolnej, współpracował z bankami, aby zmniejszyć obciążenie posiadaczy kredytów, podniósł płace i świadczenia socjalne. Ale te zmiany tylko częściowo rozwiązały problemy ludzi.

Nadzieja pojawiła się w 2019 roku, gdy pierwszy i jak dotąd jedyny prezydent Kazachstanu, Nursułtan Nazarbajew, podał się do dymisji i przekazał przywództwo wieloletniemu przyjacielowi i zwolennikowi Kasymowi-Żomartowi Tokajewowi. Jednym z pierwszych posunięć Tokajewa była zmiana nazwy stolicy kraju, Astany, na Nur-Sułtan - na cześć Nazarbajewa. Mianował on również córkę Nazarbajewa, Darigę, przewodniczącą Senatu (drugie co do ważności stanowisko w kraju). Sam Nazarbajew został szefem Rady Bezpieczeństwa i przyjął tytuł Ojca Narodu (dożywotnio).

Te posunięcia rozwścieczyły wielu Kazachów, którzy myśleli, że długie panowanie rodziny Nazarbajewów naprawdę się kończy. Przed i po przyspieszonych wyborach prezydenckich 9 czerwca 2019 r. ponownie doszło do protestów, w których ludzie ponownie dali upust swojej frustracji z powodu zaaranżowanej zmiany przywództwa.

Rosja wysłała wojsko do Kazachstanu

Rosja wysłała swoich żołnierzy do Kazachstanu – poinformował sekretariat Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB). Jak dowiedziało się...

zobacz więcej

Mimo że Tokajew obiecywał zmiany, Nazarbajew pozostał główną siłą w kazachskiej polityce. Przez ostatnie trzy lata tak naprawdę w Kazachstanie nie zmieniło się nic. Rodzina Nazarbajewa nadal żerowała na ropie i gazie, a opozycja nadal była marginalizowana. Wystarczy powiedzieć, że po zmianie prezydenta opozycji nie udało się zarejestrować nawet jednej partii politycznej. Nic dziwnego, że wybory parlamentarne rok temu były tak naprawdę „wyborami”. Zawiedzione w związku z wydarzeniami 2019 roku nadzieje wielu Kazachów to również odpowiedź na pytanie, skąd tak zaskakująca skala i radykalizm protestów.

Specyfika „naftowego zagłębia”


Fala tych protestów początek znalazła w Żangaözen – tam, gdzie niemal dokładnie dekadę temu władze strzelały do robotników. Właściwie wszyscy, którzy tu mieszkają, pracują w przemyśle naftowym i gazowym. Leżące w ciężkich do wytrzymania warunkach klimatycznych (mordercze upały latem, zimą zaś rekordowe mrozy) miasto słynęło jako miejsce szczególnie wysokich płac. W rozmowie z Radio Azattyk (kazachstańska redakcja Radia Swoboda), politolog Dosym Satpajew tak opisuje sytuację w regionie, gdzie leży Żangaözen: „Tak, w zachodnim Kazachstanie płace są wysokie, ale ceny też są tam wyższe. Ponadto, nie każdy pracuje w przemyśle naftowym. Istnieje również czynnik niesprawiedliwości społecznej: wszyscy dobrze rozumieją, że zachód kraju jest głównym donatorem budżetu Kazachstanu, ale ludzie widzą ciągłe wielomiliardowe skandale korupcyjne, widzą, że pieniądze wydawane są na stolicę, a inne regiony Kazachstanu znajdują się w pozycji ubogich krewnych.

Jednocześnie zachód Kazachstanu nie jest zbyt rozwinięty kulturowo i społecznie. Owszem, ludzie pracują i zarabiają pieniądze, ale nie mają takiego dostępu do centrów kulturalnych, edukacyjnych, rozrywkowych, jak na przykład w Ałmaty czy nawet w Astanie. Ale to też jest czynnik wygodnego życia. Nie jest to więc tylko kwestia zarobków, ale tak zwanego wskaźnika rozwoju społecznego. I to prowadzi do zwiększenia protestów miejscowej ludności: zachodnie obwody zasilają cały kraj, ale otrzymują z centrum za mało w zakresie pełnowartościowej infrastruktury, zorientowanej na ludzi”.

Zamieszki w Kazachstanie. Już około 2 tysiące osób w rękach policji

Policja kazachska aresztowała około 2 tys. osób podczas zamieszek w Ałmaty – poinformowało w czwartek ministerstwo spraw wewnętrznych Kazachstanu....

zobacz więcej

Chociaż zachodni Kazachstan jest bogaty w ropę naftową i gaz, jakość życia jest tam ogólnie gorsza niż w stolicy Nur-Sułtanie i stolicy biznesu, Ałmaty. Drogi są często kiepskie, obiekty użyteczności publicznej poniżej standardów, a ponieważ żywność trzeba przywozić na duże odległości, często kosztuje ona więcej niż w bogatszych ośrodkach miejskich.

Manipulowanie cenami paliw zawsze wywoływało gniew. Większość ludzi zarabia tam maksymalnie 300 dolarów miesięcznie. Niemal wszyscy tankują swoje auta LPG – bo tak było zawsze taniej. Tymczasem z nowym rokiem cena za litr LPG poszła w górę z 60 do 120 tenge (z 14 do 28 amerykańskich centów). Formalnie za podwyżkę cen odpowiada koncern państwowy KazMunaiGaz. Skąd się ona wzięła?

Reforma obrotu LPG


Wszystko zaczęło się od etapowego przejścia do elektronicznego handlu LPG, które rozpoczęło się już w styczniu 2019 roku, a zakończyło pierwszego dnia 2022 roku. Chodziło o to, by stopniowo zakończyć subsydiowanie cen dla krajowych odbiorców paliw i w zamian pozwolić rynkowi dyktować ceny. Oznaczało to, że zdecydowana większość handlu LPG (80 proc.) zaczęła się odbywać za pośrednictwem internetowych platform handlowych, z wyjątkiem sprzedaży do odbiorców przemysłowych w sektorze petrochemicznym i kilku innych wyjątków, gdzie zachowano cenę regulowaną przez państwo (20 proc.). Polityka ta, co można było przewidzieć, doprowadziła do szczególnie gwałtownego wzrostu kosztów tam, gdzie popyt na LPG jest wysoki.

Tak właśnie stało się w zachodnim regionie Mangystau, gdzie leży Żangaözen. Rząd szacuje, że 70-90 proc. pojazdów w tym regionie jeździ na LPG. Jest to wyższy odsetek niż w wielu innych częściach Kazachstanu. Z początkiem roku zaczęto handlować LPG na giełdzie. Więc 120 tenge za litr to cena jak najbardziej rynkowa. W czym więc problem? W zbyt niskich zarobkach ludzi.

Czytaj także: Dezinformacja, agresja, zastraszanie. Scenariusz Zapad-2021 wzbudza niepokój

Krwawo tłumione protesty w Kazachstanie. Dziesiątki zabitych [WIDEO]

Policja w Ałmaty, największym mieście Kazachstanu, poinformowała w czwartek rano, że „dziesiątki uczestników zamieszek zostały wyeliminowane”, a...

zobacz więcej

Dlatego wcześniej przez dekady LPG był zazwyczaj sprzedawany ze stratą dla producentów, ponieważ ceny dla odbiorców krajowych były regulowane przez państwo i ustalane na poziomie niższym od kosztów wytworzenia paliwa. W tych warunkach produkcja LPG była mało opłacalna, co z kolei powodowało jego niedobory (w 2021 popyt na LPG wzrósł o 14 proc., podczas gdy poziom produkcji się nie zmienił).

Kolejnym celem reformy była walka z nielegalnym obrotem LPG, a dokładniej potajemnym eksportem tego paliwa do krajów, gdzie ceny są znacznie wyższe niż w Kazachstanie. W sytuacji, gdy ceny dyktowane są przez relacje rynkowe, produkcja i sprzedaż LPG stałaby się wreszcie bardziej atrakcyjna dla producentów. Przejście na zasady rynkowe miało być lekarstwem na wszystko. Inwestorzy w sektorze paliwowym mieli uzyskać wreszcie środki na remont starych zakładów, a nawet budować nowe – żeby zwiększać produkcję dla zaspokojenia popytu.

Oczywiście teraz urzędnicy przekonują, że gwałtowna podwyżka cen w rejonie Mangystau, który stał się źródłem protestów, nie była spowodowana wyłącznie uwolnieniem cen LPG dzięki reformie handlu. Minister energetyki Magzum Mirzagalijew posunął się nawet do oskarżenia stacji benzynowych w regionie o zmowę cenową. Jak powiedział, ich marża na sprzedaży LPG wynosi 25-50 procent, co jest „wyższe niż oczekiwano” i „daje nam podstawy do podejrzeń o możliwą spekulację cenową wśród stacji benzynowych”.

Agencja antymonopolowa wszczęła dochodzenie. O spekulantach wspominał też prezydent Tokajew. Oczywiście, stacje benzynowe w Mangystau szybko zareagowały na naciski rządu i obniżyły ceny LPG do 85-90 tenge za litr, aby uspokoić protestujących. Ale było już za późno.

Od gazu do polityki


Żangaözen było pierwszym miastem, gdzie w proteście przeciwko podwojeniu ceny paliwa wyszli na ulice ludzie. Ale już do końca dnia (2 stycznia) demonstrował cały obwód mangystauski. Początkowo było to w sumie 2-3 tys. ludzi. Postulaty mieli wyłącznie ekonomiczne – głównie chodziło o ograniczenie wzrostu ceny LPG. Gdyby wtedy władza zareagowała, pewnie protesty by wygasły. Ale władze obwodu zignorowały protesty, a prezydent Tokajew zbył problem jednym tweetem, w którym zalecił władzom przyjrzenie się problemom w obwodzie mangystauskim. Efekt? 3 stycznia na ulice wyszło już nie kilka, a kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Nie tylko w Żangaözen i okolicy, a w niemal całym kraju.

Czytaj także: Władze Kazachstanu przywracają limity cen gazu

Komu sprzyja eskalacja sytuacji w Kazachstanie? Ekspert wymienił dwa państwa

Sytuacja w Kazachstanie uległa eskalacji, być może stoi za tym agenda innych państw. Celem mogłoby być odwrócenie uwagi rosyjskiej na przykład od...

zobacz więcej

W trybie ratunkowym ceny LPG w obwodzie mangystauskim obniżono ze 120 do 85 tenge za litr. Na koszt KazMunaiGazu w ramach „społecznej odpowiedzialności biznesu”. Ale było już za późno. Tym bardziej, że w innych rejonach kraju ludzie oburzyli się, że obniżka dotyczy tylko jednego obwodu. 4 stycznia zawrzał sąsiedni obwód Atyrau. Potem miasto Uralsk, a za nim Aktobe. Wszystko w zachodniej części Kazachstanu. 4 stycznia, po rozmowach komisji rządowej wysłanej z Nur-Sułtanu z przedstawicielami protestujących w Aktau, mieście naftowym niedaleko Żangaözen, urzędnicy ogłosili, że cena LPG zostanie obniżona jeszcze raz, do 50 tenge za litr. Ale znów, tylko dla obwodu mangystauskiego.

Tymczasem wrzało już w całym kraju, a najbardziej gwałtowne zajścia miały miejsce daleko na wschód od zagłębia naftowego – w biznesowym centrum, największym mieście Ałmaty. Co ważne, pojawiły się też nowe żądania: dymisji rządu, prezydenta Tokajewa i co najważniejsze, Nazarbajewa, którego rodzina i przyjaciele opanowali narodową gospodarkę. Coraz częściej zamiast hasła „Gaz po 50!” słychać było hasło „Staruchu, odejdź!”.

„Odejdź, starcze!”


Zaczęło się od żądań cofnięcia podwyżki cen LPG, ale szybko doszły żądania polityczne - w czym nie ma nic dziwnego, bo Kazachowie widzą ścisły związek między sytuacją gospodarczą i stanem ich portfeli a polityką władz. Wciąż od 30 lat tych samych ludzi, z niewątpliwie bardziej pękatymi portfelami (jeśli można tak nazwać konta w Szwajcarii operujące co najmniej sześciocyfrowymi liczbami – i to nie w tenge).

Protestujący zażądali początkowo usunięcia nieudolnych lokalnych władz, a potem, samego Nazarbajewa. Nursułtan Nazarbajew rządził Kazachstanem od momentu uzyskania przez republikę niepodległości (a nawet wcześniej, od 1989). Odszedł w 2019 roku, fotel prezydenta pozostawiając swemu nominatowi. Ale sam nadal faktycznie trząsł krajem z pozycji szefa Rady Bezpieczeństwa.

Czytaj także: Starcia w Kazachstanie. Prezydent ogłosił stan wyjątkowy i odwołał rząd

Sojusz pod dowództwem Rosji wysyła wojsko do Kazachstanu

Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym wyśle swoje Zbiorowe Siły Pokojowe do Kazachstanu. Poinformował o tym na Facebooku przewodniczący...

zobacz więcej

Początkowo władze, z prezydentem Kasymem-Żomartem Tokajewem na czele, zachowywały się ostrożnie. Prezydent zdymisjonował rząd i zaczął usuwać z różnych stanowisk ludzi jednoznacznie związanych z Nazarbajewem. Gdy protesty nasiliły się, a sytuacja w Ałmaty wymknęła się wręcz spod kontroli siłowikom, Tokajew poszedł zdecydowanie dalej.

W środę ogłosił, że usuwa Nazarbajewa z funkcji (dożywotnio gwarantowanej) przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa. Tokajew ogłosił, że sam przejmuje kierowanie Radą Bezpieczeństwa, koordynującą działania w sferze bezpieczeństwa i polityki zagranicznej. Szybko pojawiły się dymisje kolejnych ludzi znanych z wierności Nazarbajewowi. Szefem służby bezpieczeństwa przestał być Karim Masymow, były premier (dwukrotnie) i stary druh byłego prezydenta.

Pytanie, czy takie personalne decyzje zadowolą Kazachów? Zwłaszcza, że protestujący chcą też powrotu do konstytucji z 1993 roku, a to byłby koniec Tokajewa. Tamta konstytucja przewidywała, że prezydent nie może mieć więcej niż 65 lat. Tymczasem Tokajew ma 68. Więc obecny prezydent gra też o własną przyszłość. Niewykluczone, że obecny kryzys wykorzysta do ograniczenia wpływów klanu Nazarbajewa – choćby w sektorze ropy i gazu, który kontrolują dwaj zięciowie byłego prezydenta. Ale niezależnie od tego, czy będą to realne kroki wymierzone w byłego protektora, czy tylko pozorowane, wiadomo, że Kazachowie – znów – nie powinni spodziewać się realnych reform w kraju. A to oznacza, że kwestią czasu jest, gdy znów dojdzie do wybuchu.

Czytaj także: Kazachstan: Płonie otoczony przez protestujących ratusz Ałmaty. Słychać strzały [WIDEO]

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej