RAPORT

Wojna na Ukrainie

Kogo HIV nie zabija, czyli o elitarnych kontrolerach

Pacjenci zakażeni HIV i wyleczeni przez własną, unikalną konstrukcję biologiczną organizmu mogą kryć w sobie sekrety (fot. Yvonne Hemsey/Getty Images)
Pacjenci zakażeni HIV i wyleczeni przez własną, unikalną konstrukcję biologiczną organizmu mogą kryć w sobie sekrety (fot. Yvonne Hemsey/Getty Images)

Pacjenci zakażeni HIV i wyleczeni przez własną, unikatową konstrukcję biologiczną organizmu mogą kryć w sobie sekrety, które pozwolą kiedyś zakończyć plagę AIDS trapiącą nas od czterech dekad. Szczególne właściwości ich układu odporności i ich źródło mogą się stać podstawą do przeciwretrowirusowych strategii przyszłości.

Nawet kleszcz się może przydać medycynie

Krzepnięcie krwi to tak ważny dla zdrowia i życia proces, że poświęcono mu osobną naukę – koagulologię. Badacze z tej dziedziny znaleźli w...

zobacz więcej

W czasie pandemii COVID-19 wystąpiło wiele przedziwnych społecznych zjawisk i medialnych humbugów. Słyszało się wiele pseudonaukowych bzdur, których nie sposób wyliczyć w jednym krótkim tekście, np. o „naturalnej odporności” jakoś innej czy przeciwnej odporności uzyskiwanej w wyniku szczepień ochronnych.

Dyskutowano – poważnie! – „plandemię”, skoro istnieją bezobjawowi zakażeni (co ma miejsce dokładnie w każdej chorobie zakaźnej). Co jednak naprawdę społecznie groźne, to fakt, że gdy ludzie rozumni tracili czas i siły na wyjaśnianie ludziom rozumnym inaczej, o co chodzi w COVID-19, nie było czasu dyskutować innych bardzo ważnych problemów zdrowia publicznego. Takich, jak HIV/AIDS.

Na szczęście uczeni zapracowani w laboratoriach ponad wszelką miarę przez ostatnie dwa lata (jakby wcześniej mieli wakacje, choć nie mieli) „ogarniali liczne tematy”, jak to się dziś mawia. Między innymi badacze z amerykańskich Narodowych Instytutów Zdrowia, Ragon Institute Uniwersytetu Harvarda i Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco podjęli się głębokiego molekularnego zrozumienia tzw. elitarnych kontrolerów, czyli osób, które mimo zakażenia wirusem HIV i braku jakiejkolwiek terapii (antywirusowej i przeszczepu komórek macierzystych szpiku kostnego) nie rozwijają choroby AIDS.

Zjawisko to było obserwowane niemal od samego początku pandemii HIV (z która żyjemy od 40 lat). Już ponad ćwierć wieku temu np. obserwowano niezwykłą „odporność na AIDS” u kilku nigeryjskich prostytutek.

W ostatnich miesiącach w literaturze naukowej dwie pacjentki zyskały sławę „elitarnych kontrolerów” pod kryptonimami: Pacjent San Francisco i Pacjentem Esperanza. Obie pacjentki dosłownie wyeliminowanie wirusa HIV ze swoich organizmów. Kwestią pozostawało, jak im się to udało.

Zobaczyć komórkę w nowym świetle

Kiedy w latach 1838-39 uczeni formułowali przekonanie, że organizmy żywe zbudowane są z komórek i to komórka jest jedyną formą, w której życie...

zobacz więcej

Aby utrzymać wirusa w ryzach, większość pacjentów cierpiących na AIDS całe życie przyjmuje leki antyretrowirusowe (wirus HIV należy do grupy retrowirusów, jego materiałem genetycznym jest RNA i w toku swego cyklu życiowego musi się on wbudować do naszego genomu, zbudowanego z DNA). Elitarni kontrolerzy jednak mogą z łatwością opanować HIV przez długi czas bez potrzeby stosowania leków. Chociaż pacjentka z San Francisco została zarażona w 1992 r., przez trzy dekady nie rozwinęła choroby AIDS.

Sprawozdane właśnie na łamach „Science Translational Medicine” badania Ragon Institute w Bostonie skupiły się na większej grupie 58 elitarnych kontrolerów AIDS. Porównano ich z 42 pacjentami zakażonymi wirusem HIV i poddawanym terapii antyretrowirusowej, czyli osobami, które stanowią zdecydowaną większość osób, u których na całym świecie zdiagnozowano HIV.

Według stanu z 2020 r. ok. 26 mln osób korzystało z tej terapii, 38,0 mln ludzi na całym świecie żyło z HIV. Od początku pandemii AIDS 32,7 mln ludzi zmarło z powodu chorób związanych z AIDS.

Zebrane w najnowszej publikacji wyniki wskazują na niezwykłą zdolność elitarnych kontrolerów do zwalczania wirusa. Jednym z powodów jest ich niespotykanie silna odpowiedź immunologiczna na infekcję wirusem HIV na poziomie komórkowym. To jednak nie wszystko.

Analiza miejsc, w których wirus wbudowuje swój genom w genom człowieka, okazały się realnie istotne dla kwestii, jak pacjent radzi sobie z infekcją na jej późniejszych etapach. U elitarnych kontrolerów genom wirusa w formie DNA umieszcza się w naszych chromosomach w regionach, gdzie jest mniej prawdopodobne, że wirus ulegnie replikacji, namnażając potomne wirusy, a jest bardziej prawdopodobne, że zostaną znalezione przez obrońców naszego organizmu tworzących układ odporności.

Jeśli myśleć o terapiach AIDS przyszłości – a nad takimi myśleć trzeba, bo wirus nas nie opuści, a jak to mają w zwyczaju wirusy – uodporni się na leki, które stosujemy dziś.

Żywy „atrament” do drukarki 3D

W 1828 roku Friedrich Wöhler zsyntetyzował mocznik przez ogrzewanie cyjanu amonu. Czyli związek jak najbardziej organiczny i znajdowany wyłącznie w...

zobacz więcej

W publikacji kluczowe wydaje się słowo „prowirus”. Ma ono znaczenie dla zrozumienia trwałości zakażenia wirusem HIV u ogromnej większości zarażonych i będących na terapiach antyretrowirusowych.

Prowirus to sekwencja genetyczna wirusa HIV, która zintegrowała się z DNA gospodarza – zakażonego człowieka. Integracja pozwala wirusowi pozostać w ukryciu. Zamiast replikować się jako swobodnie krążący wirus, HIV namnaża się podstępnie, tyko wtedy, gdy dzieli się komórka gospodarza.

Gdy komórka jest „uśpiona” i nie dzieli się, wirus też pozostaje w ukryciu, a układ odporności oswaja się z jego obecnością. Tak, że nie atakuje. W ten sposób powstaje rezerwuar wirusa w organizmie.

U elitarnych kontrolerów infekcja HIV funkcjonuje inaczej, na co wskazują właśnie sprawozdane badania. Prowirusy elitarnych kontrolerów mają więcej mutacji niż te u osób, które wymagają terapii antyretrowirusowej i umieszczają się w „milczących” sekwencjach na peryferiach ludzkiego genomu.

Wirus ewoluuje dzięki mutacjom, aby uniknąć rozpoznania przez limfocyty T cytotoksyczne. Czyli specyficznych zabójców, współpracujących z limfocytami T pomocniczymi, które atakuje i w których się zagnieżdża wirus HIV.

Białka tańczą, jak im wirus zagra

Życie jest formą istnienia – i działania – białka. Tak jego definicję można próbować maksymalnie uprościć. Gdy białka się spotykają, i mają ku...

zobacz więcej

Takie odkrycia pomogły immunologom – zarówno z Instytutu Ragon, jak i innych na całym świecie – podkreślić różnice między elitarnymi kontrolerami a osobami, które wymagają dożywotniej terapii antyretrowirusowej. Wszystkie odkrycia sugerują, że ostatecznie może istnieć sposób na uzyskanie takiego „sterylizującego autolekarstwa” dla pacjentów, którzy nie są w stanie zrobić tego samodzielnie, bo ze swej natury nie są elitarnymi kontrolerami.

Ludzie, którzy na co dzień zajmują się innymi rzeczami niż badania naukowe, nie mogą się nadziwić, że wirus SARS-CoV-2 powalił świat na kolana i wietrzą spisek, „plandemię” i nie ufają naukowcom. Bo „chowają dobre, tanie leki”, bo wymyślili „mordercze szczypawki”.

W pandemii COVID-19 żyjemy dwa lata. W pandemii HIV/AIDS – 40. Nie mamy szczepionki do dziś, leki zmieniły się już kilkukrotnie na nowsze generacje, nic, co było wówczas na rynku nie działało, mimo opowieści rozmaitych znachorów. To, co przeżywamy dziś, już było.

Szkoda, że 40 lat poprzedniej pandemii nie nauczyło nas wiele, poza jeszcze doskonalszym pakowaniem głowy w piasek i szerzeniem pseudonauki. Wydajniejszym niż wtedy, bo przez 40 lat nic się tak na świecie nie rozwinęło, jak techniki informatyczne i internet.

Ci zaś ludzie (jest taki aktywny do dziś polityk polskiej tzw. prawicy, który szczególnie wrył mi się wtedy w pamięć), którzy wtedy publicznie w mediach opowiadali, że komary będą roznosić AIDS, dziś opowiadają, że szczepionki zabijają i nie działają.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej