RAPORT

Wojna na Ukrainie

Krzysztof Wołodźko: Zła radość opozycji

Przesilenia wciąż nie widać: potężna część wyborców nigdy już nie zaufa Platformie i nie kupuje obecnych opowieści Donalda Tuska o złym PiS-ie – pisze autor (fot. PAP/Marcin Bielecki)
Przesilenia wciąż nie widać: potężna część wyborców nigdy już nie zaufa Platformie i nie kupuje obecnych opowieści Donalda Tuska o złym PiS-ie – pisze autor (fot. PAP/Marcin Bielecki)

Doktryna Platformy Obywatelskiej, jej jedyny program dla Polski, wyklarował się w pierwszym roku pandemii: im gorzej, tym lepiej. Pod koniec 2019 roku opozycja patrzyła w przyszłość bez większych nadziei. Mocny wzrost gospodarczy i zaufanie do społecznych programów Prawa i Sprawiedliwości dawały rządzącym duży oddech. Przeważająca część społeczeństwa nie miała wątpliwości, że powrót do władzy Platformy Obywatelskiej nie miałby jakiegokolwiek sensu. Notowania polityków partii niezbyt sprawnie rządzonej przez Borysa Budkę nie pozostawiały wątpliwości: tak zwani liberałowie nie radzili sobie z poważnym wotum nieufności, jaki otrzymali w podwójnych wyborach 2015 roku.

Trolle Tuska zaatakowały Hołownię. Kompletne wariactwo wokół cen energii

Putin przykręcił kurki i szantażuje UE w sprawie Nord Stream 2. W Wielkiej Brytanii nie wieje wiatr, we Francji mają awarie reaktorów,...

zobacz więcej

Nawet pandemia początkowo niewiele zmieniła. Nie tylko w Polsce uważano, że świat poradzi sobie z tym wyzwaniem znacznie szybciej. Pierwsze wstrząsy na globalnych rynkach nie były dla Polski zbyt poważne: charakter naszych obostrzeń spowodował, że twarda produkcja wciąż rosła, choć zachwianiu uległ rynek usług, bardzo ważny z punktu widzenia nastrojów konsumenckich.

Z czasem zaczęły o sobie dawać znać niedomagania naszego systemu zdrowia, praktycznie od początków III RP „reformowanego” w najbardziej fatalny sposób, nieprzyjazny dla potencjalnych pacjentów i nieefektywny z punktu widzenia polityki zdrowotnej państwa. Prawo i Sprawiedliwość co prawda zdecydowanie zwiększyło nakłady na ochronę zdrowia i próbowało postawić na nogi polską psychiatrię, ale splot pandemicznych okoliczności mocno nadwyrężył te starania.

Jesienią 2020 roku wyklarowała się już w pełni filozofia platformerskiej opozycji: tąpnięcie nastrojów społecznych zaczęło powoli przekładać się na notowania partii politycznych. Nie tak szybko i gwałtownie, jak liczyła opozycja, ale zauważalnie. Z czasem filozofia: „im gorzej w kraju, tym lepiej dla nas” wyklarowała się już w pełni. Nie bez powodu opozycyjne siły stały się głównym sojusznikiem zachodnich polityków na unijnej niwie: ostentacyjne, wyrachowane „przeszkadzactwo” stało się sposobem walki z Prawem i Sprawiedliwością. I co z tego, że ostatecznie uderzało i uderza to nadal w nasze polityczne i gospodarcze interesy? Dla opozycji liczy się tylko to jedno: im gorzej dla kraju, tym lepiej dla nas.

Po powrocie Donalda Tuska ten proces jeszcze przyspieszył. Nie bez powodu: szybko się okazało, że tak zwany „efekt Tuska” nie doprowadził do przewrócenia politycznego stolika. Owszem, samej Platformie i jej zwolennikom przywrócił wiarę, że to właśnie ta partia nadal będzie grać główne skrzypce na opozycji. Ale na tym się właściwie skończyło: choć stopniowo zaczęła o sobie dawać inflacja, skutek globalnych gospodarczych zawirowań i wzrost cen paliw, wywołany przede wszystkim rosyjskimi szantażami energetycznymi i egoizmem niemieckiej klasy politycznej, nastawionej na robienie coraz lepszych interesów z Moskwą. Przesilenia wciąż nie widać: potężna część wyborców nigdy już nie zaufa Platformie i nie kupuje obecnych opowieści Tuska o złym PiS-ie.

A Polacy wciąż nie ufają opozycji...

Jak to jest, że choć PiS ma za sobą dwa lata rządów w naprawdę trudnych warunkach, nie tylko utrzymuje nadspodziewanie wysokie poparcie społeczne,...

zobacz więcej

W przypadku staro-nowego lidera PO jedna rzecz mocno się uwidacznia. Zła radość Tuska, gdy w kolejnych wystąpieniach opowiada o cenach paliw, wzroście cen, inflacji. To niesamowita hipokryzja, doprowadzona do perfekcji jako mechanizm rozgrywania społecznych napięć: z jednej strony Tusk opowiada, jak mu żal Polaków, z drugiej: emanuje z niego zła radość i satysfakcja. Dla niego niepokoje i obawy polskich rodzin to polityczne paliwo. To jego szansa na sukces, na powrót do władzy i na zemstę. To jego jedyny program dla Polski: im będzie wam gorzej, tym większe mam szanse, że będę mógł zemścić się na Jarosławie Kaczyńskim. I to jest też szansa dla całej Platformy, że znów się odkuje, że tak zwana „doktryna Neumanna” znów wróci jako reguła politycznej, więcej, ustrojowej gry.

Donald Tusk liczy na coś jeszcze: że Platforma uzyska pozycję z okolic 2010 roku, że stanie się partią rozdającą niemal wszystkie karty. Dobrze to widać po sposobie, w jaki lider PO traktuje lewicę, której wprost grozi odbieraniem wyborców i stawia w pozycji chłopca do bicia i do politycznych reprymend. A dobrze widać, że także w tych kwestiach wpływowe liberalne media staną za nim murem. Slogany o demokracji są dobre na potrzeby politycznego marketingu – w rzeczywistości Donald Tusk zmierza do odzyskania pozycji politycznego hegemona. Na razie nic nie wskazuje, żeby pomysł ten mógł się udać, ale tendencja jest widoczna gołym okiem.

To wszystko, podkreślmy, opiera się na jedynym realnym programie Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej: im gorzej, tym lepiej. Zarówno Konfederacja, jak Lewica, próbują krytykować rząd merytorycznie, budują swój przekaz w oparciu o pewien zwarty przekaz. W pierwszy przypadku mocno liberalny gospodarczo i wolnościowy w sprawach społecznych. W drugim: lewicowy w sprawach społeczno-gospodarczych i obyczajowo-kulturowych.

Czytaj także: Przed wyborami 2014 i 2015 r. służby PO używały oprogramowania gorszego niż Pegasus

Ksenofobia Tuska, kara Brauna, krokodyle łzy Kidawy-Błońskiej

Donald Tusk obiecał na Nowy Rok poprawę swojego zachowania, chociaż do końca 2021 r. nie był wzorem elegancji. Wojsko dostanie nowy sprzęt i...

zobacz więcej

Platforma w ogóle się o to nie troszczy: to jest dla niej bezpieczniejsze wizerunkowo. I ułatwia unikanie istotnych pytań i odpowiedzi, które mogłyby budzić wątpliwości i niepewność wśród zwykłych ludzi. Program społeczno-gospodarczy PO dla Polski właściwie nie istnieje, a jeśli już, to opiera się na pełnym podporządkowaniu naszej gospodarki unijnym priorytetom. Czy nie dziwi państwa, że coraz częściej ludzie związani z Platformą mówią o wejściu Polski do strefy euro?

To jest ich remedium na sytuację, bardzo ryzykowne, ale wygodne dla liberałów, bo bardzo mocno wiążące Polskę z wpływami unijnych gremiów, które otwartym już tekstem mówią o budowie europejskiego superpaństwa. Tych samych gremiów, z którymi liberałowie grają dziś przeciw polskiemu rządowi.

Czytaj także: Co Tusk mówił o niższych podatkach? „Jedyne, co obniżył, to zasiłek pogrzebowy”

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej