RAPORT

Wojna na Ukrainie

Karnkowski: Gazu!

Za gaz nie zapłacimy oskarżycielskimi przemowami Donalda Tuska (fot. Shutterstock/Marian Weyo)
Za gaz nie zapłacimy oskarżycielskimi przemowami Donalda Tuska (fot. Shutterstock/Marian Weyo)

Niestety za gaz nie zapłacimy ani oskarżycielskimi przemowami Donalda Tuska, ani świadomością, że to właśnie on w dużym stopniu wpakował nas w obecne problemy. Za rosnące ceny paliw i energii odpowiadają bowiem w olbrzymim stopniu polityka Rosji i opłaty w ramach europejskiego handlu emisjami ETS.

„Biden zagroził Putinowi”. Ekspert: Bzdura, to Moskwa wciągnęła Bidena w pułapkę

„Joe Biden nie tylko skutecznie zagroził Władimirowi Putinowi zablokowaniem gazociągu Nord Stream 2 na wypadek inwazji, ale jeszcze bardzo zręcznie...

zobacz więcej

Tymczasem zarówno jako przywódca na szczeblu krajowym, jak później europejskim, Tusk nie zrobił praktycznie nic w kierunku zablokowania dającej Rosjanom możliwość gazowego szantażowania UE budowy gazociągu Nord Stream 2.

„Solidarność energetyczna” pozostała pięknie brzmiącym sloganem. A przecież jeszcze w 2014 r.u polski rząd planował przekonać Brukselę do bliższej od dotychczasowej współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa energetycznego, co więcej, miało być ono oparte w dużym stopniu na wyklinanym dziś przez polityków opozycji surowcu. „Europejska unia energetyczna powinna opierać się m.in. na mechanizmie solidarności gazowej, wspólnych zakupach energii, rehabilitacji węgla oraz radykalnej dywersyfikacji źródeł dostaw energii” – mówił wówczas Tusk krajowym mediom.

Niestety tych całkiem słusznych postulatów nie przeforsował ani jako polski premier, ani później, już jako ważna figura europejskiej polityki. Wygrała najwyraźniej potrzeba płynięcia w głównym nurcie, a ten, jak wiemy, zakładał raczej egoizm, odchodzenie od węgla i uzależnienie od rosyjskiego gazu na niemieckich (w teorii, praktykę obserwujemy teraz) warunkach.

Zaskakująca decyzja ws. NS2. „Rosyjskie czołgi będą mogły wjechać na Ukrainę” [WIDEO]

Gdy prezydent Joe Biden rozmawiał z Władimirem Putinem, z ustawy obronnej USA zniknęły zapisy dotyczące sankcji na Nord Stream 2, współpracowników...

zobacz więcej

W tym samym 2014 roku minister gospodarki Janusz Piechociński przekonywał, że węgiel będzie dla nas kluczowy jeszcze przez 35 lat. Europoseł PiS Zbigniew Kuźmiuk na swoim blogu zdradza kulisy przyjęcia przez Polskę bardzo niekorzystnych rozwiązań unijnej polityki klimatycznej, związanych z energia i opłatami.

Polskie problemy biorą się z bardzo dużych potrzeb, dotyczących pozwoleń na emisje Co2. Część z nich rząd może przyznać za darmo, część musi sprzedać, a dochód przeznaczyć na proekologiczną transformację energetyki. Tyle że ta pula jest o wiele za mała, więc trzeba ją uzupełniać o kolejne zgody, kupowane już od spekulantów. Stawki zaś rosną dramatycznie i właśnie to przekłada się na wzrost cen.

Co ciekawe – o czym wspomina Kuźmiuk – Donald Tusk jeszcze jako premier zdawał sobie sprawę z zagrożeń, jakie płyną dla naszego kraju z drastycznej unijnej polityki i w pewnym momencie zaczął uważać ją za poważny problem. Co więc się stało?

Oddajmy głos europosłowi PiS: „(…)na tak radykalny system europejskiej polityki klimatycznej, najpierw jesienią 2008 roku zgodził się premier Donald Tusk (słynne 3x20 w tym redukcję o 20 proc. emisji CO2 do roku 2020, przy czym wyraził też zgodę na zmianę bazy z roku 1990 na 2005, co w sposób szczególny postawiło Polskę w trudnej sytuacji, a także na obowiązkowy handel uprawnieniami do emisji dla wytwarzających energię elektryczną, który zaczął obowiązywać od 1 stycznia 2013 roku).

Tusk obraził się nawet na „Wyborczą”? Nie doczytał o Putinie i Nord Stream 2

Gaz drożeje, rachunki rosną, Donald Tusk grzmi na rząd, a Putin przyznaje – gazu nam pod dostatkiem, ale kurek do Europy odkręcimy w zamian za...

zobacz więcej

Jeszcze radykalniejsze rozwiązania zaproponowała KE w polityce klimatycznej w 2014 roku, Tusk wtedy jeszcze jako premier zdając sobie sprawę, że ich przyjęcie uderzy w Polskę jeszcze mocniej niż porozumienie z 2008 roku, dwukrotnie prosił o przełożenie debaty nad tymi zmianami na posiedzeniu Rady Europejskiej w marcu i w czerwcu 2014, na jesień tego roku. Pod koniec października 2014 roku na posiedzenie RE, kierowanej już wtedy przez nowego przewodniczącego Donalda Tuska, pojechała nowa premier Ewa Kopacz i zupełnie nieprzygotowana zgodziła na kolejne restrykcje (między innymi ograniczenie emisji CO2 o 43 proc. Do 2030), ale przede wszystkim na wprowadzenie tzw. Rezerwy Stabilizacyjnej.

Rezerwa to zdjęcie z rynku 900 mln ton pozwoleń na emisję, co już wówczas zostało nazwane przez polski Senat parapodatkiem dla polskich wytwórców energii elektrycznej i jest poważnym powodem gwałtownego wzrostu ich cen. Podsumowując, Tusk wyjeżdżając z Polski nie przygotował Ewy Kopacz do zmierzenia się z tak poważnym problemem, a już jako „król Europy” nie zrobił nic, by skrajnie niekorzystne dla naszego kraju rozwiązania zablokować, lub przynajmniej złagodzić. Wychodzi więc na to, że praprzyczyną dzisiejszych kłopotów jest uległość byłego polskiego premiera wobec brukselskich elit. Czyli – nic nowego.

Niemcy nie przestały „karmić bestii”. NS2 i Europa na łasce Putina

Prezydent USA Joe Biden zdecydował się dać gazociągowi Nord Stream 2 swoje „błogosławieństwo” wiosną tego roku, dokładnie w czasie, gdy Putin...

zobacz więcej

Nowe są jednak stawki, jakie Polacy zaczynają dostawać za gaz. O ile w przypadku opłat za energię elektryczną, pojawiły się już konkretne mechanizmy osłonowe, w przypadku gazu sprawa wydaje się bardziej problematyczna. Owszem, pewnej ochronie podlegają wciąż odbiorcy indywidualni, okazuje się jednak, że część z nich, jeśli korzysta z tego paliwa w ramach umów zawartych przez wspólnoty mieszkaniowe, traktowana jest jak podmioty komercyjne.

Dzieje się to zresztą wbrew zaleceniom URE. Podobnie dzieje się z placówkami pożytku publicznego. W ten sposób zamiast i tak przecież sporego wzrostu opłat o 50 lub nawet 100 proc., pojawiają się podwyżki będące jego wielokrotnością. I nie da się ukryć, że to paliwo będzie drogo kosztować nie tylko obywateli, lecz również rządzących.

W obliczu tak dużych wydatków mało kto będzie miał głowę do czytania analiz takich jak przytoczone wyżej wyjaśnienia Zbigniewa Kuźmiuka. Zapewne też nie zmieni wiele fakt, że przynajmniej za część skali podwyżek odpowiadają samorządy, które dostawy kontraktowały zbyt późno, nieraz w ostatniej chwili i w momencie, gdy ceny mocno już wzrosły.

Jak wyglądało to w warszawskiej dzielnicy Włochy, jednej z rekordzistek, opisuje na Twitterze użytkownik @BukowyWierch: „Wiecie, kiedy Zakład Gospodarowania Nieruchomościami (ZGN) dzielnicy Włochy, ogłosił »zamówienie z wolnej ręki« na dostawy gazu na cały 2022 r.? 25 listopada 2021. Kiedy ceny gazu na giełdzie były już pod sufitem i wynosiły ok. 450 zł/MWh, czyli 3x więcej niż we wrześniu. 03 grudnia, pani dyrektor ZGN dzielnicy Włochy, unieważnia to postępowanie. Powód? »Gdyż nie złożono żadnej oferty«.

Putin nawet nie skrywa, że szantażuje Europę. „Ustabilizujemy ceny gazu, jeśli...”

Jeszcze w środę powinno zakończyć się wypełnianie gazem drugiej nitki gazociągu Nord Stream 2. Ale nie oznacza to wcale rychłego rozpoczęcia...

zobacz więcej

Jak nie dopilnowano tego, żeby oferty na dostawy gazu dla mieszkańców jednak wpłynęły, nie pytajcie. Może są mądrzejsi ode mnie, którzy znają odpowiedź. I teraz, sprawy nabierają szybkości. Bo się pali, zaraz ludzie będą bez gazu! 07 grudnia ZGN Warszawa-Włochy ogłasza kolejne »zamówienie z wolnej ręki« na dostawy gazu. Tu już »brak dokumentów«. Zatem, nie wiadomo, czy to zero ofert, czy inne powody, ale znowu unieważnienie, bo…14 grudnia, ZGN Warszawa-Włochy ogłasza kolejne »zamówienie z wolnej ręki« na dostawy gazu. Z terminem rozstrzygnięcia 29 grudnia, czyli 4 dni przed zmianą dostawcy! Tu też wciąż »brak dokumentów«. I wtedy występuje pani wiceprezydent Warszawy z alarmem o podwyżkach rzędu 980%…To teraz wejdźmy w buty dostawcy gazu. I nie jest to raczej PGNiG. Wiem, że ceny rynkowe gazu wzrosły o kilkaset %. Widzę klienta, który jest pod ścianą, bo na 4 dni przed gardłowym terminem sam nie zapewnił dostaw gazu swoim mieszkańcom. To jakie daję ceny?” Od siebie dodam pytanie, czy nie jest to temat dla programu „Alarm!”? Tusk, zatroskany o podwyżki trafia w obawy Polaków, również moje, lecz z premedytacją kieruje pytanie w złą stronę.

Skoro jednak ono padło i może okazać się pierwszym skutecznym ciosem od powrotu do kraju, o czym pisał już Samuel Pereira, konieczne są radykalne kroki rządu i URE. Bez działań analogicznych do tych, jakie ratują nas przed podwyżkami cen prądu, możemy wpaść w poważne tarapaty. Tymczasem ostatnie, uspokajające na pozór komunikaty Urzędu Regulacji Energetyki uspokajające nie są, zawierają bowiem informację, że ceny dla odbiorców indywidualnych po 2024 nie będą już regulowane przez tę instytucję, więc koszty dzisiejszych podwyżek paliwa dostawca może przerzucić na potem. Jest to więc nie uniknięcie, a odroczenie egzekucji, choć oczywiście znacząca obniżka cen na rynku gazu w kolejnych latach zmieniłaby sytuację.

Tak czy inaczej, nawet jeśli uznać, że strzał Tuska był celny, piłka jest teraz na połowie rządu i trzeba podjąć grę, wyciągając nas z pułapki. Tej samej, w jaką zapędziła nas dwójka premierów z PO, a poprawiają jeszcze niefrasobliwi samorządowcy.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej