RAPORT

Wojna na Ukrainie

Kreml likwiduje „sumienie Rosji”. Berlin wyraża rutynowe zaniepokojenie i dalej brnie w „dialog”

Władimir Putin (fot. Kremlin Press Office / Handout/Anadolu Agency via Getty Images)
Władimir Putin (fot. Kremlin Press Office / Handout/Anadolu Agency via Getty Images)

Likwidacja stowarzyszenia Memoriał jest jednym z końcowych etapów niszczenia wolnej od wpływów Kremla myśli w Rosji. Ostatnie miesiące przyniosły nasilenie prześladowań nie tylko tamtejszej opozycji, ale wszelkich środowisk, które nie wyznają putinizmu. Niemcy, podobnie jak inne kraje Zachodu, krytykują te działania, jednak pozostają na słowach. Żadne posunięcia Moskwy nie są w stanie zmienić ich podejścia do reżimu Putina, który z autorytaryzmu brnie ku totalitaryzmowi.

To nie negocjacje, to szantaż. Rosja chce zmusić Zachód do uznania jej stref wpływów

Wielopoziomowa polityka agresji w wykonaniu Kremla przynosi oczekiwane przez niego efekty. Zachód zmuszony jest poważnie potraktować żądania...

zobacz więcej

Obydwie struktury Memoriału, zarówno historyczna - badająca zbrodnie sowieckie, jak i obrony praw człowieka, zostały przez reżim w Moskwie uznane za „agentów zagranicznych”, których działanie jest finansowane spoza Rosji, a przy tym ogromne zagrożenie dla państwa.

Prokuratura twierdziła m.in., że w publikacjach tej organizacji były znamiona „uznania ekstremizmu i terroryzmu”, zaś zlikwidowanie jej będzie służyć „realizacji praw obywateli i interesów państwa”.

Jak zwraca uwagę w analizie dla OSW Maria Domańska, w trakcie procesu dodatkowo motywowała ona wniosek „przekłamywaniem pamięci historycznej” przez stowarzyszenie, w tym pamięci o wielkiej wojnie ojczyźnianej (1941–1945), poprzez tworzenie „fałszywego wizerunku ZSRS jako państwa terrorystycznego”, „wybielaniem” zdrajców ojczyzny i nazistowskich zbrodniarzy.

Jak zwraca uwagę ekspert OSW, oskarżyła ona stowarzyszenie o otwarte wspieranie zakazanych w Rosji podmiotów – organizacji Aleksieja Nawalnego, uznanych w tym roku za ekstremistyczne.

To jest przełom


Maria Domańska zwraca przy tym uwagę, że ze względu na wyjątkowy, symboliczny status Memoriału w rosyjskim społeczeństwie obywatelskim „jego likwidacja stanowi jakościowy przełom”.

Rosja czeka na odpowiedni moment, by odpalić bośniacką bombę

Kreml wykorzystuje dziś „szaleństwa” Białorusi do tego, by naciskać na UE i narzucać jej swoje zasady gry. W każdym momencie może jednak uruchomić...

zobacz więcej

„Oznacza demonstracyjne zerwanie z dziedzictwem Gorbaczowowskiej głasnosti (jawności) i pierestrojki (przebudowy) oraz symboliczny powrót do spuścizny sowieckiego totalitaryzmu. Towarzyszą temu coraz częstsze przemilczanie lub wybielanie masowego terroru czasów stalinowskich oraz gloryfikacja aparatu represji, w tym Czeka i NKWD, przez władze Rosji” – podkreśla ekspert OSW.

Zaznacza przy tym, że rosyjski reżim w coraz większym stopniu przejawia ambicje totalitarne.

Z jednej strony likwiduje znaną w świecie i poważaną organizację zajmującą się monitorowanie praw człowieka w Rosji i przestrzeganiem w tym kraju norm prawa międzynarodowego – co już jest dla stworzonego przez Putina niebezpieczeństwem, gdyż ten zbudował go na przeciwnych „wartościach”.

Z drugiej, przez ponad 30 lat starała się ona opisywać i upamiętać zbrodnie popełniane przez komunistyczne władze Związku Sowieckiego. I tu, przypomnijmy, także zbrodnie popełniane na Polakach.

Strach wzmacnia agresję


Stawianie Rosji w „złym świetle” poprzez monitorowanie praw człowieka i prawa międzynarodowego jest dla Kremla wyrazem działalności obcej agentury i podważaniem systemu władzy. A to oznacza, dla rosyjskiej klasy panującej niebezpieczeństwo jej utracenia.

Tym bardziej, że zarówno Putin jak i partia rządząca tracą popularność i łapią się coraz brutalniejszych środków do walki z przeciwnikami politycznymi, a także wykonując coraz agresywniejsze ruchy w polityce zagranicznej, by grać na bębenku narodowej dumy.

Zachód straszy Rosję sankcjami. Putin grozi zimnymi kaloryferami

Zachód wydaje oświadczenie za oświadczeniem ostrzegające Rosję, by nie atakowała Ukrainy, gdyż w przeciwnym razie „poniesie ogromne konsekwencje”....

zobacz więcej

Przedstawianie zbrodniczości Związku Sowieckiego w czasie, gdy Putin wychwala Stalina jako genialnego stratega i roni łzy za Związkiem Sowieckim, zakrawa o szaleństwo. Ale rzeczywiście trzeba być szaleńcem, by w dzisiejszej Rosji walczyć demokratycznymi metodami z reżimem, który niszczy wszystko, co uzna za choćby najmniejsze zagrożenie.

Zniszczenie Memoriału jest już jednym z ostatnich aktów ciągnącego się od dłuższego czasu procesu likwidacji kolejnych niezależnych mediów, środowisk i organizacji w Rosji.

W tym samym czasie przyspieszają prace nad cenzurą w internecie, a w ludziach narasta apatia. Nie wola buntu, ale apatia.

Niedawne protesty związane z osobą Aleksieja Nawalnego zostały brutalnie rozbite, a Zachód protestował, wyrażał zaniepokojenie i nie zrobił nic, by Putin zapłacił za swoje czyny, czy też wystraszył się możliwych konsekwencji.

Niemcy wywołane do tablicy


Szczególnie irytująca jest w tej sprawi postawa Niemiec, które oficjalnie, tak jak i inni, wyrażają swoje protesty.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Niemiec za pośrednictwem swojej rzeczniczki wyraziło „poważne zaniepokojenie” i oceniło, że „decyzja o rozwiązaniu tego stowarzyszenia jest „co najmniej niezrozumiała”.

Ciężko jednak zgodzić się z tym twierdzeniem. Jest bowiem jak najbardziej zrozumiała. W końcu władze w Moskwie nie zaczęły tak działać wczoraj. Nie robią niczego, czego nie można by się było po nich spodziewać. Prześladują przeciwników i niezależne środowiska od dłuższego czasu.

Czytaj także: Sankcje muszą uderzyć nie tylko w Łukaszenkę, ale też w Putina

Zachód powinien dostarczyć Ukrainie broń. Trzeba zmusić Kreml do kalkulacji kosztów

Rosja w dalszym ciągu robi groźne miny. Apele i ostrzeżenia Zachodu nie przynoszą rezultatów. Ukraina apeluje wciąż do państw członkowskich NATO o...

zobacz więcej

Putin, a za nim Łukaszenka, który również postanowił ostatecznie rozprawić się ze wszystkimi ogniskami oporu, świadomie wybrali tę drogę. Idą na zwarcie i nie przejmują się kosztami takich działań. Wiedzą bowiem, że za wyrazami oburzenia Zachodu nic większego nie pójdzie.

Czego ma się omawiać Putin, skoro po tym, gdy wywołał kryzys energetyczny, by wymusić rozpoczęcie pracy gazociągu Nord Stream 2, czy gdy wysłał dodatkowe wojsko na granicę z Ukrainą, zostaje zaproszony przez Zachód na rozmowy?

Na rozmowy dotyczące – z punktu widzenia Kremla – zagwarantowania przez tenże Zachód, że Ukraina i Gruzja nie zostaną przyjęte do NATO i że Sojusz nie będzie wzmacniał swojej wschodniej flanki.

Oczywiście Zachód podkreśla, że głównym tematem rozmów ma być sytuacja przy granicy z Ukrainą. Ale przecież Rosja wielokrotnie powtarzała, że nic szczególnego się tam nie dzieje, że mówienie o jakiejś możliwości inwazji jest fantasmagorią i że co najwyżej należy skrytykować władze w Kijowie za rzekome agresywne poczynania w regionie, a także wymusić na nich, by nie łamały rozejmu w Donbasie.

Putin nie ma się czego bać


Czego ma się obawiać Putin, skoro nawet obecna, bolesna dla Zachodu prowokacja energetyczna nie jest w stanie zmienić postawy niemieckich władz? Nawet gdy w Berlinie powstała nowa koalicja, w której skład weszli Zieloni, którzy wydawałoby się trzeźwo patrząc na Moskwę i NS2.

Dlatego gdy Niemcy wypowiadają się w kontekście brutalnych działań Putina i jego towarzyszy, to nic innego nie ciśnie się na usta, jak zarzut hipokryzji.

Rosja żąda gwarancji bezpieczeństwa od Zachodu. Sama tworzy problemy i oczekuje dialogu

Rosja nadal gromadzi wojska przy granicy z Ukrainą i nie widać żadnych oznak deeskalacji. Zachód potępia działania Kremla i grozi sankcjami. Moskwa...

zobacz więcej

To właśnie postawa najbardziej wpływowego kraju Europy, którego władze roszczą sobie prawo do pouczania innych, dążą do narzucenia idei unijnego federalizmu, czy wymuszają „płynięcie w mainstreamie”, o ile agenda tegoż mainstreamu kształtowana jest w Berlinie - w największym stopniu determinuje mierną postawę Zachodu wobec Kremla.

I to zarówno, gdy mówimy o sankcjach, które są jedynie próbką tego, w jak mocny sposób Zachód, gdyby tylko chciał, mógłby uderzyć w Rosję, czy gdy przypomnimy, że to właśnie Niemcy są hamulcowym dostarczania przez państwa NATO broni Ukrainie. Także broni defensywnej. Na razie nic nie wskazuje, by nowy kanclerz Olaf Scholz zmienił haniebną w tej kwestii politykę Angeli Merkel.

Fałszywy przyjaciel


Angeli Merkel, która przez lata mówiła, że broni integralności Ukrainy, a przy tym nie widziała nic „politycznego” w budowie gazociągu z Rosji, który ten kraj omijał.

I dlatego żadne niemieckie zaniepokojenie czy nawet zmarszczenie brwi wiceprezydent USA Kamali Harris, która zapowiadała przed kilkoma dniami, że jeśli Rosja zdecyduje się na zaatakowanie Ukrainy, to Stany Zjednoczone są gotowe „nałożyć sankcje, jakich dotąd nie widzieliście”, nie spowoduje, że Putin zastanowi się nad tym, czy rzeczywiście warto ryzykować.

Gdy spojrzymy realnie, zaniepokoić go może jedynie mocniejsza niż przed laty armia ukraińska i pewniejsza siebie postawa tamtejszego społeczeństwa, co oznacza, że ewentualny atak nie zakończy się szybkim „sukcesem”, jak przed prawie ośmioma laty.

Rosja zaś będzie po likwidacji Memoriału jeszcze uboższa, jeszcze bardziej podatna na totalitarne wpływy Kremla, a przez to bardziej skłonna do agresji.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Czytaj także: Petar Petrović: W tym szaleństwie jest metoda. Rosja chce być traktowana jako zagrożenie

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej